
Domagoj Antolić skomentował mecz z Karabachem Agdam.
W rozmowie z TVP Sport Domagoj Antolić skomentował mecz z Karabachem Agdam.
- Przygotowywaliśmy się do tego meczu cały tydzień. Dużo analizowaliśmy. Próbowaliśmy również zagrać nowym systemem. Karabach był od nas lepszy od pierwszej do ostatniej minuty. Trzeba pogratulować im tej wygranej. Nasi rywale byli od nas lepsi cały mecz. Mieli zdecydowanie więcej szans, byli szybsi. Musimy sobie to wszystko przeanalizować, co możemy zrobić lepiej. To nie jest łatwy moment, ale trzeba patrzeć przed siebie i wrócić na zwycięską ścieżkę - powiedział Domagoj Antolić.
- Oczywiście nie ukrywam, że w ostatnim okresie byłem z siebie zadowolony, ale to było zadowolenie na zasadzie, że jest dobrze, ale powinno być jeszcze lepiej.
- Oczywiście nie ukrywam, że w ostatnim okresie byłem z siebie zadowolony, ale to było zadowolenie na zasadzie, że jest dobrze, ale powinno być jeszcze lepiej.
- Ale nawet jak na spokojnego piłkarza, zaskakująco rzadko pojawiasz się w mediach. To kwestia przywiązania ogromnej wagi do prywatności?
- Chyba tak. Z żoną raczej nie lubimy pokazywania naszego życia innym ludziom. Ona nigdy nie miała żadnych social mediów, ja bardzo długo również nie, dopiero cztery lata temu założyłem sobie instagrama. Ale jak wejdziesz sobie na mój profil, to tam są głównie zdjęcia z boiska, nie wrzucam do sieci zbyt często video czy zdjęć z rodziną – Matea po prostu tego nie lubi.
- Żona wpłynęła na małą aktywność w social mediach, tata natomiast na całą karierę.
- Oj tak, wiele mi pomógł, zawoził mnie na każdy trening, dawał mi mnóstwo rad – po prostu był przy mnie cały czas. Gdy zaczynałem grać w Dinamo i na każdy trening trzeba było jechać ponad 45 minut w jedną stronę, nigdy nie pozwolił na to bym opuścił zajęcia.
- To twój najsurowszy krytyk?
- Nie, największym swoim krytykiem jestem ja. Wymagam od siebie naprawdę bardzo dużo, w każdym meczu wiem co zrobiłem źle, gdzie popełniłem błąd. Zawsze oglądam analizę video i tam też dostrzegam rzeczy, na które świeżo po zejściu z boiska nie zwróciłem uwagi. Tej krytyki mam w sobie naprawdę bardzo dużo. Oczywiście nie ukrywam, że w ostatnim okresie byłem z siebie zadowolony, ale to było zadowolenie na zasadzie, że jest dobrze, ale powinno być jeszcze lepiej. Trudno jest zagrać na absolutne sto procent, możesz mieć za sobą super spotkanie, ale w jego trakcie głupio stracić piłkę, czy niedokładnie podać. Czasem nie ma to żadnego wpływu na grę, a mimo to takie rzeczy mnie irytują.
- Kiedy zdarzyło Ci się zejść z boiska z myślą: „brawo stary, dobra robota”?
- Pomijając te drobne rzeczy, o których wspomniałem, to uważam, że ostatni okres był dla nas wszystkich udany. Podobało mi się to jak gramy, cała drużyna naprawdę była w formie, ja sam czułem się na boisku bardzo dobrze, w dodatku strzeliłem parę goli i miałem asysty. Tak, to był zdecydowanie udany czas.
- Przed Legią całą karierę spędziłem w Dinamo, gdzie graliśmy właśnie w ten sposób – absolutna dominacja od 1. do 90. minuty. Dochodzi do tego wsparcie jakie otrzymujemy od sztabu i trenera, z nim zawsze gra się łatwiej.
- Przed Legią całą karierę spędziłem w Dinamo, gdzie graliśmy właśnie w ten sposób – absolutna dominacja od 1. do 90. minuty. Dochodzi do tego wsparcie jakie otrzymujemy od sztabu i trenera, z nim zawsze gra się łatwiej.
- Przez ostatnie pół roku stałeś się zupełnie innym piłkarzem. W tym sezonie wykręciłeś lepsze liczby niż w dwóch poprzednich razem wziętych.
- Bo cała drużyna zaczęła grać inaczej. W końcu potrafimy wsiąść na przeciwnika, wymieniać podania i wypracować sobie na boisku większą przewagę niż kiedykolwiek wcześniej. Przed Legią całą karierę spędziłem w Dinamo, gdzie graliśmy właśnie w ten sposób – absolutna dominacja od 1. do 90. minuty. Dochodzi do tego wsparcie jakie otrzymujemy od sztabu i trenera, z nim zawsze gra się łatwiej. Połącz to wszystko razem i masz odpowiedź na pytanie. Wreszcie gram taką piłkę jaką znałem całe życie.
- Uczepię się trochę tego co powiedziałeś o wsparciu szkoleniowca. To prawda, że powinien być on bardziej psychologiem niż trenerem?
- Z mojego doświadczenia tak. Jeżeli trener wie jak rozmawiać z zawodnikami to będzie potrafił kilkoma słowami czy jedną radą zupełnie zmienić czyjeś podejście i sposób myślenia. Dlatego uważam, że owszem – aspekt psychologiczny w przypadku trenera może być nawet ważniejszy niż piłkarski.
- To co takiego powiedział Ci trener Vuković?
- Od każdego trenera czegoś się nauczyłem. Od Aleksandara Vukovicia chyba tego, by zawsze iść po swoje niezależnie od wyniku. Co prawda uczono mnie tego już wcześniej, ale on rzucił mi na to zupełnie nowe spojrzenie. Przegrywasz 0:2? Uspokój się i zasuwaj żeby to odrobić. Wygrywasz 4:0? To jeźdź po piątą bramkę, a potem po szóstą. Masz szansę żeby strzelić jeszcze cztery? To, do cholery, strzel. Myślę, że to podejście było w tym sezonie u nas zauważalne, nigdy nie byliśmy do końca usatysfakcjonowani wynikiem i zawsze szliśmy po więcej.
- Siła mentalna na boisku jest ważna, ale chyba jeszcze ważniejsza w momencie gdy nie grasz. Trzy razy łamałeś sobie kości w prawej stopie, raz w lewej, w Dinamie przez pół roku leczyłeś uraz pleców.
- Kontuzje zabrały mi w sumie dwa lata kariery, kawał czasu, co? Ale nigdy w siebie nie zwątpiłem, po pokonaniu każdego urazu miałem w sobie jeszcze większe pragnienie by pokazać innym, że potrafię być lepszy niż przed tym jak go doznałem. Musisz mieć w sobie wewnętrzną siłę, która trzyma cię przy życiu i nigdy nie pozwala ci się poddać. Ja po prostu sobie wierzyłem, wiedziałem, że wrócę i znowu wskoczę na dobry poziom.
- Pojechaliśmy z kolegami nad jezioro Jarun, skoczyłem na główkę do nieznanej wody i to był prawdopodobnie jeden z największych błędów jakie popełniłem. Złamana kość czaszki, dwie operacje.
- Pojechaliśmy z kolegami nad jezioro Jarun, skoczyłem na główkę do nieznanej wody i to był prawdopodobnie jeden z największych błędów jakie popełniłem. Złamana kość czaszki, dwie operacje.
- Wypadek, którego doznałeś jako nastolatek pomógł Ci nabrać dystansu do kontuzji?
- Bardzo możliwe. Pojechaliśmy z kolegami nad jezioro Jarun, skoczyłem na główkę do nieznanej wody i to był prawdopodobnie jeden z największych błędów jakie popełniłem. Złamana kość czaszki, dwie operacje. Wiesz jednak co? Może to wynika z tego, że byłem dzieciakiem nieświadomym zagrożenia, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że nie wrócę na boisko. Ten wypadek nie był dla mnie tragedią, mówiłem sobie: dobra, trochę się połamałem, ale jak mnie złożą do kupy to wracam grać. Dopiero teraz widzę, że to się mogło skończyć naprawdę dramatycznie.
- Zastanawiałeś się kiedyś nad tym „co by było gdyby”? Może gdyby nie te wszystkie kontuzje i stracony czas, podobnie jak Twoi koledzy z akademii Dinama, teraz grałbyś w klubie z europejskiej czołówki.
- Chyba wszyscy piłkarze mają taki moment w karierze, nad którym potem rozmyślają. „A może gdybym nie miał kontuzji”? „A może gdybym wtedy wybrał trochę inaczej”? Skłamałbym gdybym powiedział, że nigdy nie myślałem nad tym co się stało. Ale w końcu doszedłem do wniosku, że tak właśnie miało być, że to była moja droga. Może trochę ciężka, miejscami naprawdę trudna, ale doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem teraz. A ja to miejsce bardzo doceniam i bardzo się nim cieszę.
- Za czym z Chorwacji tęsknisz najbardziej?
- Za ludźmi.
- Pewnie, bo raczej nie za ligą chorwacką. Chyba dobrze było wyjechać z trochę chorego środowiska?
- Grałem w Chorwacji przez 10 lat. Jeździłem po pustych stadionach w bardzo złym stanie, a dookoła piłki również działo się sporo niedobrego. Chciałem wyjechać gdzieś, gdzie będę mógł się skupić wyłącznie na niej, cieszyć się stadionem pełnym ludzi. Ale fakt, najwięcej powodów do wyjazdu dostarczało to wszystko co działo się poza futbolem.
- Parę miesięcy temu wybrałem się z kolegą do Muzeum Powstania Warszawskiego. Coś na ten temat kiedyś czytałem, ale dopiero gdy zobaczysz to na własne oczy, widzisz ogrom tej tragedii.
- Parę miesięcy temu wybrałem się z kolegą do Muzeum Powstania Warszawskiego. Coś na ten temat kiedyś czytałem, ale dopiero gdy zobaczysz to na własne oczy, widzisz ogrom tej tragedii.
- Dotknęło Cię kiedyś bezpośrednio środowisko Zdravko Mamicia?
- Nie, bezpośrednio nigdy. Nie byłem w sądzie, nikt nigdy ze mną na ten temat nie rozmawiał. Ale ta sprawa ciągle jest w toku, ostatnio Mamić złożył apelację, więc wszystko pewnie jeszcze długo będzie się rozstrzygać. Nic nie jest jasne, sprawa jest bardzo zawiła i szczerze mówiąc nie mam pojęcia jakie zapadną wyroki.
- Ale za samym Dinamo przypuszczam, że trochę tęsknisz. Kiedyś chorwackie gazety pisały, że gdybyś akurat nie biegał po murawie, to pewnie stałbyś za bramką na trybunie północnej razem z Bad Blue Boys.
- Dorastałem w środowisku, w którym wszyscy kibicowali Dinamo, a sporo osób należało do tej ekipy. Jako dzieciak dopingowałem klub z trybun, parę razy byłem też na wyjeździe. Pewnie gdybym nie zostałbym piłkarzem, byłbym naprawdę zagorzałym kibicem.
- To z trybun wróćmy na boisko. Mocno czuć te dwa miesiące bez grania?
- Na pewno sporo straciliśmy. Przez tak długą przerwę to było nieuniknione, ale nad przygotowaniem fizycznym naprawdę sumiennie pracowaliśmy w domu. Brak zajęć z piłką jest jednak widoczny, ale to tylko kwestia czasu aż wskoczymy na normalne obroty. Testy są za nami, wszyscy jesteśmy zdrowi, trenujemy i wszystko zaczyna wyglądać jak dawniej. Zaczyna wyglądać, bo normalnie nie będzie niestety przez długi czas. Cieszę się, że wracamy do gry i możemy robić swoją robotę, ale bardzo żałuję tego grania bez kibiców.
- Na kwarantannie nie tylko ćwicząc nie marnowałeś czasu. Widziałem, że wsparłeś zbiórkę na pomoc Powstańcom Warszawskim w czasie trwania pandemii.
- Tak, to jest bardzo trudny czas dla starszych osób i uważam, że pomoc ludziom w potrzebie jest rodzajem obowiązku. Parę miesięcy temu wybrałem się z kolegą do Muzeum Powstania Warszawskiego. Coś na ten temat kiedyś czytałem, ale dopiero gdy zobaczysz to na własne oczy, widzisz ogrom tej tragedii. Kiedy wyszedłem z wystawy byłem po prostu smutny, bo przerażał mnie fakt, że jeden człowiek był w stanie robić takie rzeczy drugiemu. Poruszył mnie zwłaszcza spacer kanałami. Mnie po paru metrach zaczęły boleć plecy i nogi, a ci ludzie przechodzili nimi całe miasto. Jestem pełen podziwu dla hartu ich ducha. Tego, że walczyli na każdy sposób z o wiele silniejszym od siebie przeciwnikiem.
- Wojna to przeszłość, nie zmienimy jej, ale możemy zmieniać rzeczywistość. Tata był na wojnie, ale nigdy nie nauczył mnie nikogo nienawidzić. Nauczył mnie za to, że chociaż nie można zapomnieć, to można wybaczyć.
- Wojna to przeszłość, nie zmienimy jej, ale możemy zmieniać rzeczywistość. Tata był na wojnie, ale nigdy nie nauczył mnie nikogo nienawidzić. Nauczył mnie za to, że chociaż nie można zapomnieć, to można wybaczyć.
- Będąc w Polsce przez dwa lata pewnie zauważyłeś, jak bardzo nasza mentalność ukształtowana jest przez historię i patriotyzm. W Chorwacji jest podobnie?
- Tak, tym bardziej, że my mieliśmy wojnę niecałe 30 lat temu, więc dla nas to jeszcze bardzo świeże. Ja co prawda byłem jeszcze małym chłopcem, ale to co zapamiętałem z wojny to syreny alarmowe wyjące nad miastem. Pamiętam też ucieczki do schronów podczas bombardowań. Nie wszystkie domy miały własne schrony, więc wtedy po prostu biegło się do najbliższego sąsiada, który takim dysponował. Mam z tego okresu jeszcze jedno wspomnienie – powrót z wojny mojego ojca i wielkie przyjęcie w całym sąsiedztwie zorganizowane na cześć wszystkich mężczyzn, którzy wrócili.
- Tata zmienił się po powrocie z wojny?
- Może nie zmienił, ale na pewno te wydarzenia na niego wpłynęły. Nie bardzo chcę o tym mówić, bo to są prywatne sprawy mojego ojca. Takie coś musi zostawić na tobie bliznę. Nawet teraz, prawie 30 lat po tych wydarzeniach ludzie mają problem ze snem, budzą się w nocy cali mokrzy. To są tego typu tematy, zostawmy to.
- Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Na wojnie Serbowie, Chorwaci i Bośniacy walczyli przeciwko sobie. A w każdej szatni piłkarze z tych krajów zawsze trzymają się razem.
- Mnóstwo osób mnie o to pyta, a ja zawsze mam problem z odpowiedzią. Trudno to wytłumaczyć, ale to jest tak, że politykę zawsze kreują media. Jeżeli codziennie czytasz, słuchasz i oglądasz pewien przekaz, to zaczynasz myśleć tak jak ci, którzy go nadają. To wszystko eskaluje i może prowadzić do nieprawdopodobnego zła. A tak naprawdę te narody, które wymieniłeś są bardzo do siebie podobne pod wieloma względami. Przed wojną żyliśmy w jednym kraju i to sprawiło, że mamy identyczną mentalność. Wojna to przeszłość, nie zmienimy jej, ale możemy zmieniać rzeczywistość. Tata był na wojnie, ale nigdy nie nauczył mnie nikogo nienawidzić. Nauczył mnie za to, że chociaż nie można zapomnieć, to można wybaczyć.