Legia logo
Piłka nożna5 min czytania

Historia: Kalendarium Legii (24 kwietnia) - Pewne zwycięstwo z Niebieskimi

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Codziennie na Legia.com - w Kalendarium Legii - przypominać Wam będziemy istotne wydarzenia ze 104-letniej historii klubu z Łazienkowskiej przypadające na dany dzień. 24 kwietnia 2012 roku w Kielcach w finale rozgrywek o Puchar Polski legioniści pokonali Ruch Chorzów 3:0. Bramki w tym spotkaniu zdobyli Danijel Ljuboja, Miroslav Radović i Michał Żyro. Wojskowi sięgnęli po krajowy puchar po zupełnie nieudanym ligowym sezonie, czym sprawili miłą niespodziankę swoim kibicom.

Piłkarze Legii po raz 15. w swojej historii zdobyli Puchar Polski. W meczu finałowym rozegranym na stadionie Korony w Kielcach pokonali Niebieskich 3:0. Legioniści tym samym obronili trofeum zdobyte rok wcześniej.

Podopieczni Macieja Skorży byli skuteczniejsi i lepiej przygotowani do tego spotkania od rywali, choć nie byli zdecydowanym faworytem. Piłkarze Ruchu nie sprawili jednak drużynie z Warszawy większych kłopotów. Mecz ustawiła szybko zdobyta przez Wojskowych bramka - już pierwsza groźna akcja przyniosła im prowadzenie. Autorem gola w ósmej minucie był Danijel Ljuboja, a tuż przed przerwą po pięknej akcji całego zespołu i dokładnym zagraniu Michała Żyro, Miroslav Radović posłał piłkę po raz drugi do bramki rywali.

W drugiej odsłonie piłkarze z Chorzowa osiągnęli przewagę, ale Andrzej Niedzielan strzelał z najbliższej odległości fatalnie – albo niecelnie, albo świetnie interweniował Dusan Kuciak. W 56. minucie meczu legioniści podwyższyli rezultat po strzale Michała Żyro i było praktycznie po meczu.

Warszawianie bez wątpienia rozegrali wówczas najlepszy mecz w tamtym roku. W finale przesądziły indywidualności, których Ruch tego dnia nie posiadał. „Cieszę się, że udało nam się obronić ten puchar. To był chyba nasz najlepszy mecz w tej rundzie. Rok temu, po wygranej w finale Pucharu Polski z Lechem, wygraliśmy już wszystkie pozostałe spotkania w lidze i mam nadzieję, iż taka sytuacja powtórzy się również i teraz. Nie można już kalkulować, musimy pokonać każdego kolejnego rywala. Dzisiejszego wieczora zagraliśmy bardzo dobre zawody, jednak trzeba dodać, iż Ruch nie zaprezentował się z najlepszej strony. Po końcowym gwizdku nie było może u nas widać tak dużej radości jak rok temu, ponieważ wszyscy musimy pamiętać, że czekają na nas jeszcze bardzo ciężkie pojedynki w ekstraklasie” – powiedział po meczu Miroslav Radović. Niestety, rzeczywistość szybko zweryfikowała plany legionistów...

„Nieudana końcówka sezonu była tym bardziej zaskakująca, że Legia w świetnym stylu wygrała finałowy mecz o Puchar Polski z Ruchem Chorzów (3:0). Żartowano, że Niebiescy nie przyjechali do Kielc, bo legioniści kompletnie ich zdominowali, nie przemęczając się, strzelili trzy gole i 15. raz w historii sięgnęli po trofeum. Pierwszą bramkę zdobył Ljuboja, następnie do bramki rywali trafił Radović, a wynik ustalił na początku drugiej połowy Michał Żyro, który wcześniej kilka razy spudłował. I tak był bohaterem, bo asystował przy golach kolegów. Wróciłem po kontuzji, wypocząłem i czułem się bardzo dobrze – mówił zawodnik (Archiw. A.D.).
Mało kto okazywał wielką radość ze zdobycia trofeum, bo każdy z piłkarzy miał świadomość, że podstawowy cel jest inny. Zagraliśmy najlepszy mecz w tej rundzie. Rok temu po wygranej w finale z Lechem zwyciężyliśmy we wszystkich pozostałych spotkaniach. Liczę, że teraz będzie podobnie – mówił Radović (Archiw. A.D.), nie zdając sobie sprawy, jak bardzo jest w błędzie” - czytamy w Ksiedze Stulecia Legii.

Honorowe pożegnanie z PZP
Z kolei 24 kwietnia 1991 roku legioniści wywalczyli remis na Old Trafford w rewanżowym meczu 1/2 finału PZP z drużyną Manchesteru United (1:1). Już po pierwszym spotkaniu było raczej przesądzone, że w finale rozgrywek o Puchar Zdobywców Pucharów w sezonie 1990/1991 zagrają Anglicy. W pierwszym spotkaniu rozegranym w Warszawie rywale zwyciężyli bowiem 3:1. Ale w tamtej edycji Legia sprawiła już tyle niespodzianek i była tak nieprzewidywalna, że co poniektórzy wietrzyli kolejną sensację.

„Serdecznie witamy na pokładzie samolotu piłkarzy Legii lecących na mecz z Manchesterem United” – tymi słowami stewardesa Brytyjskich Linii Lotniczych powitała na pokładzie Boeinga 757 piłkarzy Legii. Ci pokazali się na Old Trafford z bardzo dobrej strony, remisując 1:1 po golu Wojciecha Kowalczyka w 56. minucie meczu. W biografii „Kowala” znaleźliśmy taki oto fragment o tym spotkaniu: „Wlepili nam gola, potem my strzeliliśmy. Jacek Bąk wybił piłkę na uwolnienie, w kierunku Pallistera. Wziąłem go na plecy, przyjąłem piłkę na klatę, on mnie gdzieś tam kopnął, ale piłki nie wybił. Pojechałem na szybkości. Byłem sam na sam. ’Gdzie strzelać?’ – to była pierwsza myśl. ’W długi!’ – to była druga. No to strzeliłem w długi... Piłka poleciała między nogami bramkarza w sam środek....”.

Reprezentacyjny debiut „Kaki”
23 lata wcześniej, 24 kwietnia 1968 roku, w reprezentacji Polski w towarzyskim spotkaniu z Turcją (8:0) zadebiutował Kazimierz Deyna. W kadrze legionista rozegra łącznie 97 meczów, strzelając 41 bramek.

Zwycięski remis
Dzięki bramce Stanko Svitlicy zdobytej 24 kwietnia 2002 roku w Krakowie, Legia zremisowała 1:1 z Wisłą i znacznie przybliżyła się do zdobycia mistrzostwa Polski w sezonie, w którym punkty po rundzie jesiennej były dzielone na pół, a rozgrywki kończono w dwóch grupach.

„24 kwietnia 2002 roku doszło w Krakowie do meczu Legii z Wisłą, który miał zdecydować o tytule mistrza Polski. Rzecz jasna takie spotkanie musiało wywołać szaleństwo wśród kibiców Legii, którzy ostatni tytuł swojej drużyny świętowali siedem lat wcześniej i nie raz od tamtej pory snuli marzenia o kolejnym mistrzostwie swojej drużyny. Tak ważnego meczu Legia na stadionie Wisły nie grała od 1993 roku. Zwycięstwo Legii odebrałoby mistrzostwo Wiśle na jej terenie! Wówczas to na pięć kolejek przed zakończeniem sezonu Legia prowadziła różnicą pięciu punktów nad Wisłą i sześciu nad Amiką Wronki. I tylko te trzy drużyny miały szansę na mistrzostwo Polski. Piłkarze Legii pierwsze emocje związane z tym spotkaniem przeżyli już na ulicach Krakowa, ponieważ w autokar wiozący zawodników ktoś rzucił kamieniem, tłukąc szybę. Na całe szczęście nikt z piłkarzy nie ucierpiał. Widocznie incydent z szybą nieco rozkojarzył Marka Jóźwiaka, który trochę 'przysnął' co w drugiej minucie meczu wykorzystał sięgający mu pod pachę Tomasz Frankowski, ładnie strzelając szczupakiem na 1:0 dla Wisły. Gola z niczego – jak po meczu komentowali zawodnicy 'Białej Gwiazdy' – na 1:1, strzelił w 69. minucie niezawodny w Legii Stanko Svitlica. Ten remis praktycznie pozbawił Wisłę tytułu, ponieważ Legii do mistrzostwa potrzebny był jeden punkt, który musiała wywalczyć w dwóch meczach” – czytamy we wspomnieniach na łamach „Naszej Legii”.

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie