
34. urodziny obchodzi dziś obrońca i kapitan Legii Warszawa Artur Jędrzejczyk. Z tej okazji życzymy Legioniście dużo zdrowia, szczęścia i kolejnych sukcesów w barwach Legii Warszawa!
4 listopada 1987 roku w Dębicy na świat przyszedł Artur Jędrzejczyk. Kapitan naszej drużyny wystąpił do tej pory w 302 meczach warszawskiej drużyny, w których strzelił dziewięć goli i miał 13 asyst (obejrzał 89 żółtych i jedną czerwoną kartkę). Ogółem odniósł z Wojskowymi 174 zwycięstwa, zanotował 60 remisów i poniósł 68 porażek. W barwach Legii zdobył sześć mistrzostw Polski i pięć razy triumfował w rozgrywkach o krajowy puchar.
Do Legii trafił w 2006 roku. - To był właśnie ten moment, kiedy z Iglopoolem przyjechaliśmy do Warszawy na turniej na sztuczną nawierzchnię. Trenerem był wtedy Leszek Pisz. Wygraliśmy ten turniej. Po zawodach podszedł do mnie Marek Jóźwiak i powiedział, żebym przyjechał na testy. Znalazłem się na tych testach i już zostałem. Działo się to bardzo szybko. Przez rok grałem w Iglopoolu, w juniorach w IV lidze. I nagle w wieku 18 lat trafiam do ekstraklasy i trenuję z seniorami Legii. To ogromny przeskok. Tylko się cieszyć i pracować. Ale od razu wiedziałem też, że nie będzie łatwo przebić się do składu. Zwłaszcza na pozycji obrońcy, który jak wiadomo, kiedy gra to od pierwszej minuty do dziewięćdziesiątej. Pomocnik zawsze może wejść na dwadzieścia czy trzydzieści minut i wykazać się, dać coś drużynie. Dlatego musiałem iść na wypożyczenie, ale cieszę się z tego powodu, że miałem szansę się pokazać. Trener wystawił mnie w jednym czy dwóch spotkaniach, zaufał mi i było to bardzo fajne przeżycie - opowiadał o swoich początkach w stołecznym klubie.
Na początku swojej przygody w stolicy Artur Jędrzejczyk nie mógł wywalczyć sobie miejsca w składzie. Często wysyłany był na wypożyczenia. Reprezentował barwy GKS-u Jastrzębie, Dolcanu Ząbki i Korony Kielce. - Za każdym razem kiedy trafiałem na wypożyczenie, to nie miałem ciśnienia i nie obrażałem się na taki obrót sprawy. Dla mnie najważniejsza była regularna gra. Wolałem występować w pierwszej lidze niż cały sezon siedzieć na ławce w Legii. To byłoby bez sensu. Jak piłkarz ma się wtedy rozwijać? Zawodnicy w pierwszej lidze byli bardzo mocni fizycznie, można się było przy nich wiele nauczyć. Było też wielu zawodników z przeszłością w ekstraklasie. To dobre doświadczenie - mówił z perspektywy czasu o swoich wypożyczeniach.
Ważnym punktem zespołu stał się w sezonie 2010/11. Wystąpił wówczas w 14 ligowych meczach, a wcześniej popisał się hattrickiem w meczu otwierającym nowy stadion Legii. Mało kto może pochwalić się strzeleniem trzech goli Arsenalowi. W kolejnych sezonach licznik wykręcał coraz lepsze liczby.
Na pytanie czy jest wzorem kapitana Artur Jędrzejczyk odpowiedział niezwykle skromnie. - Wiadomo, jest to funkcja odpowiedzialna, dla ludzi, którzy w klubie są od dłuższego czasu. Zawsze są momenty, w których trzeba, za przeproszeniem, zapieprzać i to robimy, ale są też chwile, w których można sobie pożartować. Każdy zawodnik i trener to wie. Trener Aleksandar Vuković również grał w piłkę i doskonale zdaje sobie z tego sprawę, że są momenty na powagę i na żarty. Dlatego tak też jest u nas. Każdy z nas powinien ciężko pracować, a ja jako kapitan powinienem dodatkowo pilnować, aby nie było u nas konfliktów w szatni.
Na boisku i poza nim Jędrzejczyk jest wzorem do naśladowania. - Determinacją i dążeniem do celu na pewno też doszedłem do miejsca, w którym jestem. Mój rozwój to 70 procent ciężkiej pracy i 30 procent talentu. U niektórych te proporcje są odwrotne i nie potrafią tego wykorzystać. To było moją mocną stroną, by nie zważać na to co się dzieje i dążyć do celu. I taki też przykład kapitan daje kolegom z zespołu.
W lutym 2019 roku Artur Jędrzejczyk został uznany Ligowcem Roku 2018 według "Piłki Nożnej". Dwa miesiące później odebrał kolejną statuetkę - tym razem za rozegraniu 200. meczu w barwach Legii Warszawa.
- W życiu nie wyobrażałem sobie, że zajdę tak daleko. Kiedy byłem młodym chłopakiem i profesjonalne drużyny przyjeżdżały na obozy do Dębicy, to marzyłem żeby zagrać mecz w ekstraklasie. Kiedy to się udało, kolejnym marzeniem były występy w reprezentacji. Też mi się to udało. Jestem mega zadowolony. Tak jak powiedziałeś – nie miałem wybitnych umiejętności, żeby zajść na szczyty.
- Determinacją i dążeniem do celu na pewno też doszedłem do miejsca, w którym jestem.
- Determinacją i dążeniem do celu na pewno też doszedłem do miejsca, w którym jestem.
Artur, z okazji 34. urodzin życzymy Ci wszystkiego najlepszego! Dużo zdrowia oraz wszelkiej pomyślności w życiu prywatnym i zawodowym, a także kolejnych sukcesów odniesionych w koszulce z „eLką” na piersi! Wszystkiego najlepszego Kapitanie!
Zarząd, piłkarze, sztab szkoleniowy i pracownicy Legii Warszawa.