Legia logo
Piłka nożna7 min czytania

Liga Europy UEFA: Jarosław Koliński o meczu Legia Warszawa - Leicester City

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Czy brytyjska piłka przechodzi metamorfozę? Jaką pozycję w angielskim futbolu zajmuje Leicester City? Na którego zawodnika z zespołu Brendana Rodgersa legioniści będą musieli szczególnie uważać, a gdzie po ich stronie leżą największe atuty? Na temat angielskiej piłki i specyfiki najbliższego rywala Legii porozmawialiśmy z Jarosławem Kolińskim, dziennikarzem Przeglądu Sportowego i ekspertem od brytyjskiego futbolu! Zapraszamy!

 

- W lidze angielskiej fizyczność i przygotowanie fizyczne jest na najwyższym poziomie. To się nie zmieniło. Do tego wszystkiego angielskiego kluby dołożyły jeszcze trochę finezji i techniki. To już nie są czasy, gdy modne było pojęcie „kick and rush”. Wystarczy spojrzeć na czołowe drużyny w Premier League. Mistrzem Anglii jest Manchester City, czyli drużyna typowo techniczna, która nie ma w swoim zespole wielu wysokich piłkarzy, bazujących na częstej walce o górne piłki. Starają się grać po ziemi, widowiskowo i technicznie. Na takie mecze widzowie chcą przychodzić na stadion. Podobny styl futbolu prezentuje Chelsea. The Blues utrzymują się przy piłce i nie mają problemu z jej szybkim rozegraniem. Na przykładzie tych drużyn widać, że tzw. rąbanka do przodu poszła już w zapomnienie. Rzeczywiście uważam, że metamorfoza w angielskiej piłce jest naprawdę duża.

 

- Angielską i polską piłkę łączy to, że na boisku są dwie bramki i piłka. Tak właśnie przede wszystkim wygląda ten czynnik wspólny. Poza tym, to są dwie odległe galaktyki. Rzeczywiście w Polsce też stawiamy na przygotowanie fizyczne, ale wszystko inne – przede wszystkim intensywność – to się rzuca najbardziej w oczy. Gdy oglądam mecz Ekstraklasy, a następnie przełączam na spotkanie w Anglii, to od razu widzę, że tam piłka zdecydowanie szybciej krąży między zawodnikami. Futbolówka nigdy nie staje. Intensywność – to coś co najbardziej rzuca się w oczy. Jestem bardzo ciekawy, jak poradzi sobie z tym Legia.

 

- Powtórzenie sukcesu Leicester z 2016 roku będzie praktycznie niemożliwe. Taka sensacja w lidze angielskiej – moim zdaniem – nie wydarzy się przez najbliższe wiele lat. Walka o kolejne trofea mistrzowskie będzie się rozstrzygała między wielką czwórką: Chelsea, Manchesterem City, Manchesterem United i Liverpoolem. Sytuacja z 2016 roku to był taki jeden strzał, jeden magiczny moment w wykonaniu Leicester. Nie znaczy to jednak, że najbliżsi rywale Legii się cofnęli. Wręcz przeciwnie – Leicester to klub, który bardzo podziwiam. Uważam, że jest to jeden z najlepiej i najbardziej rozwijających się klubów w Anglii. Ten zespół chce doszlusować do czołówki, ale jest im bardzo trudno. Nie dzieję się tak jednak w wyniku problemów i ograniczeń tylko na skutek potencjału i jakości rywali. Zwyczajnie trudno jest się przebić do tego pułapu. Czego potrzeba Leicester? Lisy muszą ponownie awansować do Ligi Mistrzów. To jest taki krok, który Leicester będzie musiało wykonać, aby dalej rozwijać klub. Gdy jednak zadam sobie pytanie: „A za kogo Leicester miałoby w tej czwórce się znaleźć”, to nie widzę drużyny, która mogłaby wypaść z czwórki. Piąte miejsce w takim wypadku jest naprawdę dobrą lokatą.

- Leicester to klub, który niedawno wybudował ośrodek treningowy – jeden z najnowocześniejszych w Europie. Obiekt wygląda niesamowicie. Słyszałem, że w tym ośrodku treningowym, każdy piłkarz w swojej szafce ma tablet, na którym są ponagrywane najlepsze zagrania każdego zawodnika z ostatniego meczu. W klubie dbają nawet o takie detale, żeby każdy piłkarz czuł się wyjątkowo. Dodatkowym atutem zespołu jest właściciel, dla którego Leicester to nie tylko liczby. Ten człowiek przede wszystkim dba o piłkarzy i sam klub, traktując go jako rodzinę. Kibice przychodzący na stadion dostają czasami darmowe piwo lub darmowe przekąski. Zdarza się również, że fani lecą lub jadą za darmo na mecz wyjazdowy. Właściciel chce, żeby każdy człowiek odpowiedzialny za funkcjonowanie klubu po prostu czuł się dobrze.

 

- Mimo wielu atutów, Leicester ma także swoje problemy. Największą bolączką trenera Brendana Rodgersa jest defensywa. Leicester popełnia proste błędy i tutaj widzę szansę Legii na to, żeby strzelić gola i uzyskać dobry wynik. Rywale są w takim momencie, w którym kłopoty w defensywie są naprawdę dużo. Przyznaje to sam szkoleniowiec. Dostrzegam w tej drużynie zachwianie balansu między obroną, a atakiem. W ofensywie cały czas pierwsze skrzypce gra Jamie Vardy i inni zawodnicy gwarantujący liczby. Przyczyną najprawdopodobniej są kontuzje. Johny Evans – podstawowy defensor z ostatniego sezonu, jest kontuzjowany i wątpliwe, aby pojawił się na boisku w czwartkowym spotkaniu. To samo tyczy się Wesleya Fofany. W poprzednim sezonie Francuz był jednym z najlepszych środkowych obrońców młodego pokolenia w Premier League. Świetny zawodnik, ale również z niego nie będzie mógł skorzystać w Warszawie Brendan Rodgers. Ściągnięty w jego miejsce Jannik Vestergaard nie daje aż takiej jakości. Jest jeszcze jeden zawodnik, u którego regres formy jest bardzo widoczny i ciężko jest to wytłumaczyć - Caglar Söyüncü. W zeszłym sezonie reprezentant Turcji był czołowym obrońcą Premier League. Teraz popełnia jednak bardzo proste błędy zarówno w kadrze narodowej, jak i w zespole Leicester. Wielu zawodników znajduje się aktualnie pod formą. To jest dobry moment dla Legii, żeby zmierzyć się z Leicester i spróbować zmusić tę obronę do błędu. Ta defensywa nie tworzy obecnie monolitu i tu wypatrywałbym szansy warszawian.

 

- Zgadzam się. Dla Leicester na pewno liga angielska będzie priorytetem. Brendan Rodgers w rozgrywkach Premier League będzie wystawiał najmocniejszy skład, jaki na dany moment będzie posiadał. Zarówno w poprzednim sezonie Ligi Europy, ale również w obecnych rozgrywkach jest tak, że trener będzie kilku zawodników oszczędzał. Wszyscy zdają sobie sprawę z obecnej sytuacji. To jest faza grupowa. Leicester nie musi zdobywać punktów w każdym spotkaniu, żeby wyjść z grupy. Być może dopiero w ćwierćfinale i półfinale ta tendencja będzie się trochę zmieniała. Muszę jednak zwrócić uwagę na inną rzecz. To nie jest taki przypadek angielskiego zespołu, który wystawia totalne rezerwy na mecz w Europie. Brendan Rodgers stara się tak dopierać skład, aby z jednej strony dać odpocząć kilku piłkarzom, ale z drugiej postawić na taką jedenastkę, która ma wystarczający potencjał do wygrywania spotkań.

- Brendan Rodgers wygwizdany podczas ostatniego spotkania? Nie wyciągałbym z tego daleko idących wniosków. Wygląda to po prostu na frustrację kibiców, którzy znowu przeżyli rozczarowanie. Fani chcieli zobaczyć dobry mecz i zwycięstwo swojej drużyny, a tymczasem spotkanie zakończyło się remisem, w dodatku z Burnley. Brendan Rodgers jest na tyle szanowaną postacią, że nikt nie domaga się jego zwolnienia. To jeden z najlepszych trenerów w Premier League i co ważne – rozchwytywany szkoleniowiec. Gdy Arsenal zwalniał Unaia Emery’ego i szukał następcy, to w pierwszej kolejności zgłosił się do Brendana Rodgersa, jednak ten nie był zainteresowany. Teraz Tottenham po zwolnieniu Jose Mourinho także podpytywał szkoleniowca Leicester. Brendan Rodgers to oddany trener, który nie szuka wszędzie możliwości większego zarobku. Nie oszukujmy się, że marka Tottenhamu i Arsenalu pewnie globalnie jest cały czas większa. Rodgers nakreślił sobie jednak długofalowy plan i razem z całym klubem go realizuje. W Leicester widać stabilność. Trener pokochał klub i chce dalej osiągać z nim sukcesy.

 

- Trener Brendan Rodgers lubi stawiać na młodych piłkarzy i nie ogranicza się do gry jedynie doświadczonymi zawodnikami. Bardzo dobrze mu to wychodzi. Duża w tym zasługa także skautów Leicester, którzy świetnie wykonują swoje zadania. Nabytki typu Wesley Fofana, czy Wilfred Ndidi, to nieoczywiste wzmocnienia, które okazały się później strzałem w dziesiątkę. Sam trener lubi grać ofensywnie, po ziemi, zaczynając akcję od własnego pola karnego. To co podkreślają jeszcze piłkarze, którzy z nim pracowali bądź nadal pracują, że ten trener stawia na dialog. Szkoleniowiec Leicester dużo rozmawia ze swoimi piłkarzami. Często bierze ich także na rozmowy indywidualne, tłumacząc przy okazji swoje decyzje. Ważne jest to, aby każdy piłkarz czuł się potrzebny drużynie.

 

- Ja jestem dużym fanem umiejętności Harveya Barnesa, natomiast ten piłkarz w ostatnim czasie mocno rozczarowuje. Podobna sytuacja tyczy się Jamesa Maddisona. Warto wspomnieć o drugim z wymienionych zawodników. Kiedyś mówiono, że w kolejce do reprezentacji Anglii i zrobienia wielkiej kariery, to właśnie James Maddison wyprzedza Jacka Grealisha. Co się teraz dzieje – nie mam pojęcia. Swoje zrobiła na pewno kontuzja, po której piłkarz widocznie nie może dojść do siebie mimo ogromnego potencjału. Harvey Barnes to kolejny zawodnik, na którego Legia musi zwrócić uwagę. Jeżeli zagra, to na pewno zrobi wszystko, aby pokazać się z jak najlepszej strony i niejako nawiązać do tych lepszych czasów. Zawsze groźny jest również Jamie Vardy, ale ja osobiście nie spodziewam się tego gracza w wyjściowej jedenastce.

- Legia musi odważnie przedostawać się pod pole karne Leicester i dać szansę popełnić błąd ich defensywie. Ten sezon pokazuje, że w tej formacji Lisy mają duże problemy. Warszawianie muszą próbować oddawać wiele strzałów, a także wywierać presję na defensorach. Wtedy widzę szansę dla legionistów.

 

- Normalnie nie dawałbym Legii większych szans. Ekstraklasa i Premier League to dwa zupełnie inne światy. Od kiedy jednak trenerem Legii jest Czesław Michniewicz, to szanse stołecznej drużyny na dobry wynik rosną. Szkoleniowiec Wojskowych potrafi na każdego rywala znaleźć sposób. Zespoły przyjeżdzające na Łazienkowską są doskonale przeanalizowane i rozpracowane. Jestem bardzo ciekawy, co na ten mecz przygotował Czesław Michniewicz. Legię mając takiego trenera, który na każdego rywala potrafi znaleźć jakiś pomysł, stać na zdobycie remisu w tym meczu, co byłoby gigantycznym sukcesem. Spodziewam się tego, że gospodarze będą przyczajeni na własnej połowie, licząc przede wszystkim na kontry. Leicester będzie prowadziło grę. Mam w głowie dwa wyniki - 1:1 lub 1:2 dla Leicester - puentuje dziennikarz Przeglądu Sportowego, Jarosław Koliński. 

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie