Legia logo
Marek Papszun Konferencja prasowa w LTC
Piłka nożna10 min czytania

Marek Papszun: Musimy wykorzystać czas i przygotować się na trudne spotkanie

Autor: Mateusz Okraszewski, fot. Janusz Partyka

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Autor: Mateusz Okraszewski, fot. Janusz Partyka

- Trzeba konsekwentnie pracować, mieć plan, rozwijać drużynę, zawodników, klub – to przyniesie długofalowo efekty. Ja w to wierzę. Atmosfera nie jest świetna, ale my ten mecz już przeanalizowaliśmy i myślimy tylko o spotkaniu z Górnikiem - powiedział na przedmeczowej konferencji prasowej w LTC trener Legii Warszawa, Marek Papszun.

- Tak jak mówiłem i po głębszej analizie to powtórzę. Bylibyśmy niezadowoleni z remisu, a przegraliśmy. Musimy z tym żyć. Pracujemy zawsze tak samo, jesteśmy konsekwentni. Rzadko przegrywamy, więc piłkarze spodziewali się pewnie innych pomeczowych analiz, innego toku odprawy. Ja nie oceniam wyniku tylko grę. To była odprawa raczej pozytywna – docenienie zespołu, jakości gry i widowiska, które stworzyliśmy. W jednym meczu czasami jest dużo przypadkowości, tak jak w niedzielę. Przy dwóch bramkach moi zawodnicy się poślizgnęli. Oczywiście tam były inne błędy, ale finalnie gdyby nie te poślizgnięcia, to nic by się nie wydarzyło. To pokazuje, jak przypadkowa czasami jest piłka i ile szczęścia miał przeciwnik chociażby w przypadku słupka Kamila Piątkowskiego. To był tylko jeden mecz. Jeżeli tutaj finalnie nie mieliśmy farta, to wierzę, że w kolejnych spotkaniach będziemy go mieli. Dochodzą kontrowersje sędziowskie. Mówiło się o kontrowersjach w meczach Legii. W tym spotkaniu też taka sytuacja była, poszła na stronę przeciwnika. Trzeba konsekwentnie pracować, mieć plan, rozwijać drużynę, zawodników, klub – to przyniesie długofalowo efekty. Ja w to wierzę. Atmosfera nie jest świetna, ale my ten mecz już przeanalizowaliśmy i myślimy tylko o spotkaniu z Górnikiem.


- Dla mnie ważniejsze jest odebranie piłki, a nie przerwanie akcji. To jest kluczowe, wielokrotnie to robiliśmy. Tutaj tego nie zrobiliśmy. Jeżeli nie możesz odebrać, to powinieneś przerwać. To nie był jednak problem – my bardzo dobrze odbudowujemy i bronimy własnego pola karnego. Te zdarzenia, które wystąpiły dalej były ważne. Nie uniknęliśmy też błędów, o których zawodnicy wiedzą, bo o tym rozmawialiśmy. Musimy w takich sytuacjach lepiej zachować się indywidualnie.


- Rafał Adamski ma problem zdrowotny. Będziemy walczyć, aby doprowadzić go do tego meczu. Pozostali są do mojej dyspozycji.


- Przed nami bardzo trudne spotkanie. Górnik to bardzo dobry rywal, dobrze zorganizowany, mający plan na każdy mecz. Dużo trudniej przygotować się do tego meczu niż do meczu z Lechem. Musimy wykorzystać ten krótki czas i przygotować się na to trudne spotkanie.


- Reakcja trenera Lecha w szatni po meczu? Bardziej budzi we mnie niesmak niż jakieś emocje. Niech każdy oceni to po swojemu. My jako środowisko, polskie środowisko piłki nożnej, musimy sobie odpowiedzieć na pytanie – czy my mamy taki szacunek do siebie. Wyobraźmy sobie, że ja jestem trenerem w Danii i mówię takie słowa. Co się wtedy dzieje? Jak takie słowa są postrzegane? To jest pytanie do środowiska.


- Jedna dynamika przygotowania do meczu, druga – jeżeli jest w tym szacunek. Te emocje są też potrzebne. Nie chcielibyście, aby te konferencje były sztampowe i takie same. To branża trochę artystyczna, trzeba delikatnie wyzwolić emocje. Trzeba jednak mieć szacunek. Gdy jedna strona nie ma do mnie szacunku, to ja do niej też nie mam. Z mojej strony nigdy nie było braku szacunku dla innych, jeżeli sam nie zostałem sprowokowany.


- Trener Michal Gašparík bardzo mądrze zarządzał wczoraj składem. Dokonał trzech zmian podstawowych zawodników, których – jak zakładamy – przytrzymał na ławce, a następnie wpuścił na boisko po przerwie. Miał więc możliwość odciążenia zespołu i wymiany połowy składu. Trener dysponuje pięcioma zmianami i może zarządzać meczem tak, jak chce, dlatego nie upatrujemy w tym żadnej przewagi dla nas.



- Wracając jeszcze do meczu z Lechem, to oczywiście nie przegraliśmy, bo się dwa razy potknęliśmy. Przegraliśmy, bo nie wykorzystaliśmy swoich sytuacji. Trzeba było wygrać 3:2. Przeanalizowaliśmy akcje, było w nich wiele błędów. Poślizgnięcia były istotne, ale wcześniej można było zachować się lepiej. To szersza kwestia, podobnie jest z tymi butami. Chciałbym przypomnieć, bo niektórzy piłkarze Lecha nie pamiętali, że padał deszcz i nie trzeba było podlewać boiska. Byliście na meczu, dochodziło już do jakichś absurdów, że boisko miało być podlewane kiedy padał deszcz. To tak na marginesie. Podobnie jest z tymi butami – źle dobrane buty powodują upadek. Taka jest dynamika ruchu. Boisko czasami jest różne. Chcemy być na bardzo wysokim poziomie, ale taki klub jak Legia musi dbać o każdy szczegół. Dzisiaj to nasze boisko jest po prostu średnie. To powoduje też takie zdarzenia. My widzimy tylko efekt końcowy, że piłkarz się przewrócił, ale temat może być szerszy.


- Jak oceniam grę Fukudy? Moje podejście jest zawsze takie samo. Shin to debiutant, zawsze przychylniej na nich patrzymy, bo są emocje. To był duży mecz, jednak jego występ globalnie był średni. Nic specjalnego nam nie dał, a miał sporo piłek w trzeciej tercji. To było przyzwoite dośrodkowanie, ale inne były słabe. Musi zachować się lepiej, wygrać pojedynek, przerwać akcję. Energia i dobre nastawienie, to na plus. Debiut już za nim i to plus tego spotkania, podobnie jak bramka Bohdana Wiunnyka. Wierzymy, że będą grali coraz lepiej, a czas będzie działał na ich i na naszą korzyść.


- Cieszę się, że spotkamy się z Kacprem Urbańskim. Rozstaliśmy się w bardzo dobrych relacjach. Nie mogliśmy się pożegnać, sam do mnie zadzwonił. To była świadoma decyzja, żeby poszukał innego środowiska. Czasem tak w piłce jest. Legia to wielki klub, wielkie oczekiwania czasami ciężko się odnaleźć. Patrzmy na sytuację Rajovicia, który źle zaczął i nie mógł się odkręcić. Można było inaczej tym pokierować, ja również. Szans dostał dużo, można było poszukać innej pozycji, ale konkurencja była duża. Naprawdę kibicuję Kacprowi, oczywiście nie w tym meczu, ale w dalszej karierze. Wierzę, że będzie się rozwijał. Dzisiaj gra bardzo dobrze, jest wyróżniającym się piłkarzem Górnika. Trener Gašparík mu ufa, mocno na niego stawia, a on się odpłaca. Dzisiaj jest pewnym punktem Górnika. O to chodzi, abyśmy nie gubili tych młodych polskich piłkarzy. Tak to powinno wyglądać – nie trzymamy piłkarza na siłę. Szukamy rozwiązań, które w przypadku Kacpra okazały się bardzo pozytywne.


- Z trenerem Gašparíkiem mamy inne podejście do bronienia, ale widać w nim olbrzymią pracę w kontekście przygotowania do meczu i każdego rywala. Nie sposób powiedzieć, jak Górnik do końca zagra. Graliśmy ze sobą pucharowe spotkania przeciwko Spartakowi Trnava. Już wtedy to były bardzo trudne mecze, na styku. Już wtedy widziałem świetne przygotowanie taktyczne i mentalne. Zarówno Spartak wtedy, jak i teraz Górnik, wyglądają pod tymi aspektami świetnie. To nie jest proste, aby zaszczepić to w piłkarzach, ale ja to w Górniku widzę. Ci piłkarze podporządkowali się temu i są zaangażowani w to, co robią. Nawet nowi zawodnicy prezentują już te wartości i zasady, które trener wpaja.


- Co sądzę o systemie gry w Pucharze Polski? W pucharze powinny być po prostu rozstawienia. Nie ma argumentacji, aby tego nie było. Dzisiaj dodatkowym dużym argumentem są europejskie puchary i Liga Europy UEFA na wyciągnięcie ręki. Losowo, przypadkowo, nie można tego miejsca oddać. Drużyna, która ma dużo szczęścia w losowaniu, może zdobyć puchar. Zespół np. z pierwszej ligi nie będzie miał wielkich szans w europejskich pucharach. Muszą być te rozstawienia. Wiele drużyn ekstraklasowych odpada w pierwszych rundach. To będzie generowało tę przypadkowość. Atrakcyjność i tak będzie większa, bo Legia, Lech, Raków czy Jagiellonia, będą grały swoje spotkania w mniejszych ośrodkach, ale potem i tak na siebie trafią. Uważam, że dzisiaj główny argument to europejskie puchary. Nie możemy sobie pozwolić na taką losowość.


- System dwumeczów w Pucharze Polski już kiedyś był. Problem pewnie z kalendarzem. Tych meczów jest bardzo dużo, szczególnie dla drużyn z pucharów. Mamy wielu reprezentantów. Zaraz się okażę, że w sezonie grasz 60 meczów. Przy tak napiętym terminarzu chyba nie miałoby to większego sensu. Chociaż z drugiej strony, gdyby dwumecz był tylko w finale, to nie byłoby aż tak obciążające, a wtedy finał byłby bardziej pewny. Na pewno do przemyślenia i do głębszej analizy. Ten system uważam za słaby, bo mogą grać ze sobą na jednym poziomie zespoły trzecioligowe i ekstraklasowe. Nie ma tutaj żadnego elementu atrakcyjności. Wczoraj oglądałem mecz Rakowa z Motorem. Na trybunach było chyba siedem tysięcy ludzi. W trochę większym mieście, gdyby Motor przyjechał, klub z trzeciej ligi mógłby pochwalić się taką frekwencją i byłoby to święto dla lokalnej drużyny. Graliśmy z Motorem, a za trzy dni rozegraliśmy rewanż.


- Rozwijam drużynę. Nie myślimy jeszcze o pucharach, najpierw trzeba się tam zakwalifikować. To nie będzie prosty temat, wiele drużyn do tego aspiruje. Widzimy, na jakim poziomie jest liga. Polaryzacja jest większa niż w zeszłym sezonie. Wiemy, jak ciężko jest regularnie punktować. To jest pytanie szersze, nie do końca do mnie. Pytanie, jak widzimy kadrę zimą i latem. Jaka będzie strategia długofalowa? Czy idziemy w kierunku ograniczeń finansowych i stawiamy na piłkarzy z niższych lig i wychowanków, przez co nie mamy takich aspiracji, bo nie możemy ich mieć. Czy też robimy transfery, wzmacniamy zespół i aspiracje mamy większe. Musimy sobie na te pytania odpowiedzieć. Na razie wychodzimy z tej trudnej sytuacji sportowej. Weszliśmy na normalne tory. Teraz będzie czas decyzji, w jakim kierunku jako Legia chcemy iść.


- Dziś rozmawialiśmy z jednym z trenerów Akademii podczas meczu zespołu U19 z Clermont Foot. Jesteśmy zbudowani postawą tych chłopaków i współpracą z Akademią, ale tak naprawdę zaczęliśmy ją dopiero w czerwcu. Wcześniej wspomniany Franek Stępniewski nie grał nawet w Centralnej Lidze Juniorów. Jak mamy wprowadzać takich zawodników do pierwszego zespołu? Później pojawiają się głosy, że Legia nie ma wychowanków albo nie daje im szans, ale trzeba zapytać, w jaki sposób mają oni do tej drużyny trafiać. Niektórzy z tych chłopaków byli wcześniej w juniorach i nie grali nawet w III lidze. Trudno oczekiwać, że później od razu wejdą do pierwszej drużyny Legii. Muszą zdobywać doświadczenie na możliwie najwyższym poziomie. Dzisiaj Franek, mając 16 lat, gra w II lidze. W sobotę wystąpił w Chojnicach przez 55 minut. Właśnie tak powinno to wyglądać, ale potrzeba czasu, żeby przygotować tych zawodników. Franek trenował już z nami, ale nie grał, był na ławce. Teraz celowo skierowałem go do drugiej drużyny, żeby wystąpił w meczu i nie miał zbyt długiej przerwy w graniu. Za chwilę wróci do treningów z nami. Będziemy go przygotowywać do debiutu. W jego przypadku cały proces przebiega dość szybko, bo to wyjątkowo utalentowany chłopak. Nie wiem jednak, czy ostatecznie się to uda, bo jeszcze nie zadebiutował. Chodzi mi o samo przygotowanie młodych zawodników. To nie działa tak, że piłkarz trenuje w juniorach, a później po prostu przychodzi do pierwszej drużyny Legii i od razu gra z Lechem. To naiwne podejście i nigdzie tak to nie wygląda.



- Rozmawialiśmy też o tym, że mieliśmy wrażenie, iż nasi zawodnicy są lepiej wyszkoleni od Francuzów. Pojawia się jednak pytanie, dlaczego później oni grają, a nasi nie. Oczywiście składa się na to wiele czynników. Ważne jest prowadzenie mentalne, później pojawiają się kontrakty, czasami zawodnicy spoczywają na laurach. Ale to nie wszystko. Bywa też tak, że młodzi piłkarze są przetrzymywani w juniorach, bo trzeba wygrać mecz i liczy się wynik. Dochodzą do tego różne inne aspekty, a później również kwestie kontraktowe. To nie jest prosta sprawa. Rolą klubu jest jednak wiedzieć, jak przygotować zawodników do gry w pierwszym zespole. To, co wydarzy się później po ich stronie, jest już inną kwestią. Nie mamy na to dużego wpływu, bo zawodnik funkcjonuje również we własnym środowisku. Są rodzice, agenci i otoczenie. Istotna jest także świadomość podejmowanych decyzji. Czasami nie wiecie, że Legia chce zatrzymać zawodnika, ale to on nie chce podpisać kontraktu. Podobne sytuacje występują również w innych klubach i na całym świecie. Łatwo później przedstawić to w taki sposób, że Legia kogoś wypuściła. Tymczasem nie są to sytuacje zero-jedynkowe. Czasami klub nie chce postawić na zawodnika, czasami popełnia błędy, a czasami po prostu nie ma dla niego miejsca. Tak jak rozmawialiśmy wcześniej o Kacprze Urbańskim – jeśli na danej pozycji masz bardzo mocną konkurencję, trudno znaleźć możliwość, żeby wprowadzić młodego piłkarza. Czynników jest wiele, ale kluczowe jest stworzenie ścieżki prowadzącej do pierwszego zespołu. Właśnie to zaczęliśmy teraz robić. Uważam, że robimy to w bardzo sensowny sposób i powinno przynieść nam korzyści. Współpraca jest mocna, a oba zespoły są ze sobą coraz bardziej spójne.


- Dzisiaj na pewno zauważyliście wiele wspólnych elementów taktycznych. Oczywiście chodzi nie tylko o ustawienie, ale również o zachowania coraz bardziej zbliżone do tych z pierwszej drużyny. Dzięki temu młodym zawodnikom będzie łatwiej się zaadaptować. Wcześniej zdarzało się, że pierwszy zespół grał trójką obrońców, a drugi czwórką. To fundamentalne kwestie. Wspólny system i zasady sprawiają, że piłkarz może płynnie wejść do pierwszej drużyny, bo zna już sposób gry i czuje się w nim swobodnie. Cały czas staramy się zachować odpowiednią równowagę. Wielu piłkarzy z dzisiejszego meczu z Clermont normalnie z nami trenuje. Dzięki temu oswajają się z pierwszym zespołem. Moim zdaniem było to już dzisiaj widać. Lepiej odnajdywali się w grze, a także szybciej operowali piłką i grali z większą intensywnością. Jednocześnie coraz lepiej radzą sobie w II lidze. Właśnie o to chodzi w całym tym procesie.

Udostępnij

Powiązane newsy