Legia logo
Piłka nożna6 min czytania

Puchar Polski: Cracovia - Legia. Był taki mecz... Po dogrywce do ćwierćfinału

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

25 listopada 2009 roku Legia wygrała z Cracovią 2:0 i awansowała do ćwierćfinału rozgrywek o Puchar Polski. Gole dla Legii padły w dogrywce. Pierwszego zdobył w 100. minucie Sebastian Szałachowski, na 2:0 podwyższył w 117. minucie gry Maciej Rybus. Debiut w barwach Wojskowych zaliczył w tym spotkaniu Jakub Kosecki.

W historii rywalizacji Legii z Cracovią doszło do dwóch meczów pomiędzy tymi drużynami w rozgrywkach o Puchar Polski - obydwu zwycięskich. Pierwszy miał miejsce w roku 1955, drugi zaś ponad dekadę temu - w listopadzie 2009 roku. Tato spotkanie pamiętają zarówno Artur Jędrzejczyk, jak i Inaki Astiz, którzy tworzyli w nim parę stoperów Legii. W bramce wystąpił z kolei obecny asystent trenera Krzysztofa Dowhania - Jan Mucha. Od pierwszego gwizdka sędziego gra toczyła się pod dyktando Legii, która szybko wywalczyła przewagę w środku pola. Niestety przez pierwszy kwadrans legioniści nie zdołali stworzyć realnego zagrożenia pod bramką Cracovii. W 15. minucie meczu po jednej z nielicznych kontr na strzał z dystansu zdecydował się Konrad Cebula, którego uderzenie w ostatniej chwili na rzut rożny zdołał sparować Jan Mucha. Pierwsze celne uderzenie Cracovii na bramkę Legii mogło zakończyć się stratą gola.

Sytuacja ta podziałała na podopiecznych Jana Urbana mobilizująco. W ciągu kilkunastu kolejnych minut legioniści przycisnęli rywala i stworzyli kilka bardzo groźnych sytuacji do zdobycia bramki. Najlepszą okazję zmarnował w 16. Minucie Adrian Paluchowski, który przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem gości Łukaszem Merdą. Trzy minuty później szansę na zdobycie bramki miał Miro Radović, który po wejściu w pole karnym i minięciu dwóch obrońców uderzył jednak zbyt słabo. W 32. minucie z dystansu uderzał Maciej Rybus. Niestety strzał bohatera kadry narodowej z meczu z Kanadą był niecelny. Ostatni kwadrans pierwszej połowy toczony był w coraz wolniejszym tempie. Obie drużyny nie potrafiły stworzyć żadnej groźnej sytuacji i schodzących do szatni zawodników pożegnały gwizdy, rozczarowanych poziomem widowiska, kibiców.

Pierwszy kwadrans drugiej odsłony meczu wyglądał identycznie jak początek spotkania. Legia miała przewagę w środku, ale zawodnicy stołecznej drużyny nie potrafili stworzyć poważnego zagrożenia pod bramką rywala. W 60. minucie goście mieli natomiast ogromną szansę na zdobycie bramki. Po jednej z nielicznych kontr piłka trafiła do Michała Golińskiego, który z 18. metrów uderzył tuż obok słupka. W tej sytuacji nie popisał się wówczas Artur Jędrzejczyk, który przepuścił podanie do Golińskiego.

W 65. minucie gry na boisku pojawił się Michał Żyro, który zastąpił na placu gry Radovicia. Chwilę po wejściu na boisko młody zawodnik Legii podał do Macieja Rybusa, który zdecydował się na strzał z dystansu. Uderzenie minimalnie minęło bramkę gości. Na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry boisko z powodu kontuzji opuścić musiał Adrian Paluchowski, którego zastąpił Jakub Kosecki. Dla młodego zawodnika Wojskowych był to jednocześnie debiut w pierwszej drużynie Legii. - Cieszę się, że zadebiutowałem. Nie chcę oceniać swojej gry, bo od tego jest trener. Kiedy wchodziłem na boisko szkoleniowiec mówił, żeby pokazał to na co mnie stać. Chociaż rywale byli ode mnie wyżsi i silniejsi, to starałem się ich przechytrzyć. Nie chcę, żeby w przyszłości kibice oceniali mnie przez pryzmat taty. Mam nadzieję, że dzisiaj przekonałem część fanów do swoich umiejętności - mówił po meczu młody „Kosa”.

W doliczonym czasie gry groźnie na bramkę Legii uderzał Paweł Sasin. Na szczęście piłka przeleciała metr obok słupka. W regulaminowym czasie gry żadnej z drużyn nie udało zdobyć się gola i do wyłonienia zwycięzcy meczu niezbędna była dogrywka. W pierwszej minucie dogrywki Legii mogła objąć prowadzenie. Po prostopadłym podaniu popis swojej szybkości zaprezentował Kosecki, który po wyprzedzeniu obrońców znalazł się sam na sam z bramkarzem gości. Niestety, uderzenie zawodnika Legii trafiło wprost w interweniującego Łukasza Merdę.

W 100. minucie Legia w końcu była skuteczna. Piłkę w środku pola wywalczył Sebastian Szałachowski przebiegł z nią kilkanaście metrów i zdecydował się na strzał z dystansu. Z obroną precyzyjnie uderzonego strzału nie poradził sobie bramkarz gości i stołeczni kibice w końcu mogli cieszyć się z objęcia prowadzenia. Druga część dogrywki zaczęła się od bardzo groźnej sytuacji Cracovii. Po wrzutce w pole karne piłkę uderzał Radosław Matusiak. Tylko fantastyczna obrona Jana Muchy uchroniła Legię od straty gola. W 117. Minucie meczu Legia podwyższyła wynik spotkania. Piłkę ze środka pola podał do Jakuba Koseckiego Marcin Smoliński. Młody napastnik Legii wszedł w pole karne i uderzył w długi róg, piłka minęła interweniującego bramkarza, a futbolówkę, która zmierzała do bramki tuż przed linią uderzył jeszcze Maciej Rybus.

Po zwycięstwie nad Cracovią Legia Warszawa dołączyła do grona siedmiu zespołów, które wcześniej wywalczyły awans do ćwierćfinału (Pogoń Szczecin, Jagiellonia Białystok, Ruch Chorzów, Zagłębie Sosnowiec, Korona Kielce, Lechia Gdańsk, Wisła Kraków). W meczach 1/4 finału legioniści trafili na Ruch Chorzów. W pierwszym wyjazdowym spotkaniu ulegli Niebieskim 0:1, w rewanżu zaś zwyciężyli 2:1 po dogrywce, ale gol strzelony przy Łazienkowskiej przez Łukasza Janoszkę zdecydował o awansie chorzowian. W finale tej edycji Jagiellonia pokonała Pogoń Szczecin 1:0.

- Powinniśmy ten mecz rozstrzygnąć w pierwszej połowie. Graliśmy spokojnie i bez kombinacji znając to boisko. Mieliśmy sytuacje do zdobycia gola. Druga połowa była bardzo słaba. Dziś zagrało dużo młodzieży z różnych względów. Na pewno ta dogrywka nie była nam potrzebna. Cieszy mnie jednak sam awans wywalczony młodzieżą. (...) Za bardzo żyjemy historią. Trzeba zapomnieć o potędze polskiej piłki. To już nie ta reprezentacja i nie te kluby. To było kiedyś. Nie ma się co oszukiwać i oczekiwać nie wiadomo czego. (...) Ci piłkarze nie potrafią lepiej grać. To nie ich wina, że tak byli szkoleni. Pewne braki możemy poprawić, ale nie za wiele. Możemy oczekiwać tylko tego, że w polskiej lidze będą zdarzały się pojedyncze dobre mecze, ale nie całe serie i to jednej drużyny. Kibice i dziennikarze wymagają lepszej gry Legii, ponieważ pamiętają jak Legia grała kiedyś. Niestety to było bardzo dawno. Taka jest rzeczywistość. (...) W moich czasach najlepsi zawodnicy grali w kraju i poziom ligi był dużo lepszy. Nie wiem na czym bazujemy, że poziom ligi powinien być wyższy. Od lat nikt nie pracuje z młodzieżą. Jako mały dzieciak grałem na piachu i klepiskach, ale miałem trenerów, którzy wiedzieli jak mnie szkolić. Teraz kilka spotkań i dziennikarze sami robią z młodych piłkarzy gwiazdy. „Ryba” zagrał jeden mecz i już jest gwiazdą. Sami dziennikarze robią mu tym krzywdę. Ten chłopak jeszcze nic w piłce nie osiągnął. On dopiero może być wielkim piłkarzem. (...) Poziom podniesie się jednak dopiero wtedy, kiedy zainwestujemy w szkolenie młodzieży. W ostatnich latach Legia cały czas się osłabia. (...) Teraz doszło nam boisko, które jest w tragicznym stanie. Po moim przyjściu do Legii było sporo spotkań, gdzie Legię przyjemnie się oglądało. Niestety odeszli zawodnicy, którzy grają technicznie. W naszej drużynie mamy też problem z psychiką piłkarzy. W piłce bardzo ważna jest „głowa” - mówił po meczu w 2009 roku szkoleniowiec Wojskowych Jan Urban. Świetne czasy dla Legii miały więc dopiero nadejść.

- Wygraliśmy po bardzo trudnym meczu. Cracovia stawiła opór i nie było łatwo przedostać się pod jej bramkę. Na szczęście udało się strzelić dwa gole i odnieśliśmy sukces. Liczy się wygrana oraz nasz awans. Nie wiem na kogo chciałbym trafić w ćwierćfinale. Fajny byłby dwumecz przyjaźni z Pogoni Szczecin lub Zagłębiem Sosnowiec. Będę losował pary ćwierćfinałowe i liczę, że trafimy na ciekawego rywala - dodał Jan Mucha.

 

- Rozegraliśmy trudny mecz. Goście zagrali bardzo defensywnie i ciężko było o swobodne rozgrywanie piłki. Poza tym boisko znajdowało się w złym stanie. Przez 90 minut nie mogliśmy pokonać bramkarza gości. Dopiero w dogrywce Sebastian Szałachowski i Maciek Rybus strzelili dwa gole. Wykonaliśmy plan, czyli awansowaliśmy do ćwierćfinału - wtórował mu Inaki Astiz.

 

- Ciężko powiedzieć dlaczego tak długo trwało to spotkanie. Już po pierwszej połowie powinniśmy byli objąć prowadzenie. Niestety, brakowało skuteczności. Po przerwie siedliśmy i do głosu doszła Cracovia. Na szczęście w dogrywce przebudziliśmy się i dwukrotnie pokonaliśmy Łukasza Merdę. Może nie graliśmy dobrze, ale najważniejszy był awans - zakończył Maciej Rybus.

25 listopada 2009 r., Warszawa, 1/8 finału Pucharu Polski

 

Legia - Cracovia 2:0 (0:0, 0:0)

Bramki: Szałachowski (100), Rybus (117)

 

Legia: Mucha - Rzeźniczak, Jędrzejczyk, Astiz, Kiełbowicz  - Radović, Borysiuk, Jarzębowski, Smoliński, Rybus - Paluchowski

Cracovia: Merda - Derbich, Wasiluk, Tupalski, Jeleń - Sasin, Kłus, Baran, Cebula - Snadny, Kaszuba

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie