
Po niespełna sześciu godzinach od przyjazdu do Austrii piłkarze Legii udali się na boisko. Trening miał charakter wprowadzający, było dużo zajęć z piłką, poznaliśmy również mikroklimat urokliwego Kossen, położonego w północno-wschodniej części landu Tyrol.
Na trening udajemy się pieszo - do przejścia mamy główną ulicę Kranzach (centrum Kossen jest ok. 7 km od nas) i już tylko 100 m dzieli nas od przepięknie położonego i zadbanego boiska na tle wyrastających ponad kilometr nad okolicę Alp Północnych. Mimo upału w ciągu dnia, temperatura pod wieczór spadła do 23 stopni Celsjusza i ze statusu „tropikalna” mogliśmy zaklasyfikowac ją jako „do zycia”.
Musicie wiedzieć, że w naszym planie godzina treningu to godzina gotowości piłkarzy i sztabu, ale już wiele, wiele minut wcześniej część naszych trenerów jest na miejscu. Oznacza liniami boisko, ustawia "Brazylijczyków" (żółte pachołki imitujące piłkarzy), przestawia bramki - bo gry toczą się często na mniejszych polach, żeby zwiększyć ich intensywność. Z Warszawy przywieźliśmy setki kilogramów sprzętu, nasi kitmeni, trenerzy motoryczni i asystenci poświęcili dużo czasu na przygotowanie pierwszych zajęć.
Na start: odprawa trenera Kosty Runjaicia, który naszkicował kilka zasad obowiązujących na obozie i przedstawił założenia. Pełna koncentracja, trening na 100 proc., rzetelna praca indywidualna, ale też właściwa regeneracja i dbanie o siebie - to wszystko jest równoważne.
Pierwsze 25 minut to rozgrzewka pod okiem Stergiosa Fotopoulosa: bieganie, rozciąganie mięśni na matach, także z użyciem tyczek. Gospodarze na naszą prośbę muszą stale dbać o nawodnienie boiska. Gdy nagle wystrzeliły zraszacze, idealnie w zasięgu ich potężnego promienia znalazł się „nasz Grek”, co wywołało brawa i wesołą reakcję zawodników. Koszulkę można było wyrzynać.
Po wprowadzeniu piłkarzy w obciążenia ekipę przejęli już trener Runjaić z Przemysławem Małeckim i Inakim Astizem, a kolejnym elementem były podania między tyczkami i tzw. rondo, czyli trzy tury piłkarzy, którzy dziś akurat grali w dziadka, ale tylko główkami. Dwóch zawodników w środku biega za piłką, ci, którzy stoją po obwodzie – wiadomo, nie chcą się znaleźć na ich miejscu.
W przypadku takich drużyn jak Legia (dla przypomnienia – średnio 59 proc. posiadania piłki w ostatnim sezonie) jednym z najważniejszych elementów jest utrzymanie się przy piłce. To było następnym zadaniem dla podzielonego na dwie grupy zespołu. Ten fragment cechował się dobry tempem. Różowi kontra niebiescy, odpowiednio podzieleni pozycjami, dużo podpowiedzi, mało kontaktów z piłką, trzeba zagrać tak, żeby rywal nie przechwycił. Potem gierka na małe bramki - tu szkoleniowcy zwracali uwagę na współpracę między formacjami i timing wychodzenia na pozycje.
Z zawodników obecnych na obozie tylko wracający po artroskopii kolana Bartosz Kapustka trenowała indywidualnie pod okiem fizjoterapeutów. Reszta jest zdrowa.
Po zakończeniu zasadniczej części zajęć zawodnicy wzięli zimną kąpiel w specjalnych wannach o pojemności kilkuset litrów wody – dzięki temu regeneracja mięśni i stawów gwałtowanie przyspiesza. Przypominamy zasadę z początku: ten proces jest tak samo ważny jak trening. Przed nami kolacji i pierwsza noc na obozie. Poprzednia była krótka – niektórzy, żeby stawić się stawić na lotnisku z samego rana wstali o 04:00, więc sen jest wskazany.
Prognozy pogody nie są optymistyczne, zapowiadane są burze i deszcze, ale trzeba się dostosować. Włączyliśmy dopiero pierwszy bieg.
PS. Drodzy karnetowicze, wiemy, że tę datę macie zaznaczoną na czerwono, ale będziemy się nieustannie przypominać: do 29 czerwca, jeśli mieliście karnet w ubiegłym sezonie, czeka nas Was ta sama cena na nowe rozgrywki. W chwili pisania artykułu nasz licznik pokazywał 3317 sprzedanych sztuk. Spotkajmy się w nowym sezonie w jak największym gronie. Ty też #ChodźNaLegię