
- Ludzie, którzy pracują nad tym tematem, wymagają od nas rzeczy koniecznych i jestem zdania, że trzeba się do tego stosować. To nie jest wojna, w której walczymy o wolność. To walka o zdrowie i swoim odpowiedzialnym podejściem możemy pomóc w jej wygraniu - twierdzi w rozmowie z Legia.com szkoleniowiec Legii Warszawa Aleksandar Vuković.
- Panie trenerze, stało się to, co chyba stać się musiało. Rozgrywki zostają przerwane i tak naprawdę nie wiadomo, ile ta sytuacja potrwa. Co w tych okolicznościach jest dla trenera najważniejsze, bo obaj wiemy, że futbol schodzi na dalszy plan?
- To sytuacja bardzo nietypowa, która jeszcze kilka dni temu była całkowicie nie do przewidzenia. Każdy z nas po raz pierwszy ma do czynienia z czymś takim. W jednym na pewno jesteśmy zgodni - musimy zadbać przede wszystkim o zdrowie własne, a także naszych najbliższych. To właśnie jest rzeczą w tym momencie absolutnie najważniejszą. Wszyscy musimy się na tym skupić, ponieważ każdy z nas jest odpowiedzialny za to, aby jak najszybciej uporać się z zagrożeniem. Aby to zakończyć, musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy. Każda jednostka, każda organizacja czy my, jako klub - wszyscy musimy się starać, aby to zmienić.
- Do piątkowego południa toczyły się rozmowy na ten temat. Zastanawiano się, czy ligę przerwać, czy też może grać przy pustych trybunach. Jakie było Pańskie stanowisko w tej kwestii? Zawieszenie było jedyną prawidłową decyzją?
- Moim zdaniem zawieszenie rozgrywek jest optymalnym rozwiązaniem w takich okolicznościach. Sam tak wnioskowałem, ponieważ po swoich własnych przemyśleniach byłem takiego zdania. Jako trener musiałem być jednak w pełnej gotowości. Wraz z całym sztabem musieliśmy cały czas przygotowywać drużynę na okoliczność, gdyby mecz z Lechem w Poznaniu miał się odbyć. Tak się do tego nastawialiśmy i byliśmy gotowi na obie możliwości. Osobiście czułem jednak, że decyzja o zawieszeniu, prędzej czy później, może nastąpić. To było tak oczywiste, a także wymagane przez opinię publiczną, że tak naprawdę jej podjęcie było kwestią czasu. Jedyne, co mogliśmy zmodyfikować dzień przed meczem, to zmiana planu wyjazdów. Początkowo mieliśmy wyjechać w piątek rano, a wieczorem przeprowadzić trening w Opalenicy. Postanowiliśmy jednak, że piątkowy trening zorganizujemy jeszcze przy Łazienkowskiej, a do Poznania wyruszymy o godzinie 16:00. Zdawałem sobie sprawę, że do tej godziny decyzje mogą zostać już podjęte, i tak też się stało. Wychodzi więc na to, że podjęliśmy słuszne kroki i zmniejszyliśmy ryzyko do minimum.
- To dla nas wszystkich sytuacja kompletnie niespodziewana. Nie jesteśmy w żaden sposób przewidzieć, jak będzie wyglądało to dalej. Nikt nie lubi uczucia niepewności, a tak na ten moment wszyscy funkcjonujemy. Wiadomo, że chcielibyśmy grać w piłkę, dokończyć sezon i planować już przygotowania do kolejnego, ponieważ również o tym powinnyśmy już teraz myśleć.
- To dla nas wszystkich sytuacja kompletnie niespodziewana. Nie jesteśmy w żaden sposób przewidzieć, jak będzie wyglądało to dalej. Nikt nie lubi uczucia niepewności, a tak na ten moment wszyscy funkcjonujemy. Wiadomo, że chcielibyśmy grać w piłkę, dokończyć sezon i planować już przygotowania do kolejnego, ponieważ również o tym powinnyśmy już teraz myśleć.
- Teoretycznie rozgrywki mają być wznowione za jakiś czas. Gdyby jednak pandemii nie udało się powstrzymać tak szybko, i zostałyby zakończone wcześniej, Legia zostałaby mistrzem Polski po rozegraniu 26 kolejek. Jak podchodzi do tego Pan i reszta zespołu?
- Powiem szczerze, że w ogóle do tego nie podchodzę. Myślę również, że moi podopieczni również nie mają jeszcze wyrobionego zdania. To dla nas wszystkich sytuacja kompletnie niespodziewana. Nie jesteśmy w żaden sposób przewidzieć, jak będzie wyglądało to dalej. Nikt nie lubi uczucia niepewności, a tak na ten moment wszyscy funkcjonujemy. Wiadomo, że chcielibyśmy grać w piłkę, dokończyć sezon i planować już przygotowania do kolejnego, ponieważ również o tym powinnyśmy już teraz myśleć. Na dobrą sprawę nie bardzo jednak wiemy, co będzie dalej. Pamiętam jedną rzecz, którą podkreślałem drużynie. Po meczu z Rakowem Częstochowa powiedziałem, że następne spotkania są niezwykle ważne. Mówiłem, żebyśmy byli świadomi tego, że wyrobienie przewagi i zajęcie pierwszego miejsca na tym etapie sezonu jest bardzo istotne. Cieszę się, że tego dokonaliśmy i po 26 kolejkach mamy sytuację komfortową. Oczywiście, jeśli wrócimy do gry, nie możemy nikogo lekceważyć, ale chociażby w poprzednim sezonie, na tym samym etapie, mieliśmy sporą stratę do lidera. Nie podchodzę do tego tak, że coś wygraliśmy, ale na pewno uznaję, że niczego nie przegraliśmy. Pozycja lidera w naszym przypadku jest całkowicie zasłużona i, gdy tylko będzie to możliwe, chcemy walczyć, aby na niej pozostać. Jak będzie? Niestety nie jestem w stanie tego przewidzieć.
- Panie trenerze, jakie myśli pojawiają się w głowie w takim momencie? Ten wirus może dotknąć przecież każdego.
- Na pewno nie panikuję, ponieważ to nie jest wskazane. Na pewno trzeba do tematu podejść racjonalnie i nie lekceważyć żadnych zaleceń. Według mnie to bardzo ważne, ponieważ tak naprawdę każdy z nas może zrobić mały wkład w to, aby jak najszybciej wszystko wróciło do normy. Nie możemy zachowywać się nieodpowiedzialnie. Ludzie, którzy pracują nad tym tematem, wymagają od nas rzeczy koniecznych i jestem zdania, że trzeba się do tego stosować. To nie jest wojna, w której walczymy o wolność. To walka o zdrowie i swoim odpowiedzialnym podejściem możemy pomóc w jej wygraniu. Jak najmniej powinniśmy narażać siebie i innych na bezpośredni kontakt. Musimy zrobić wszystko, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się choroby.
- Czy w szatni dało się odczuć, że piłkarze również mają to w głowie?
- Piłkarze to tylko ludzie. Wszyscy dookoła mówią tylko o tym, więc w ich przypadku nie jest inaczej. Jeszcze dwa tygodnie temu wiele osób funkcjonowało z myślą, że to nie jest nic groźnego. Sytuacja jednak rozwija się tak szybko, że wszystkim działa to na wyobraźnie. Ten problem dotyczy każdego z nas. To było widać i czuć bardzo wyraźnie, nie dało się tego bagatelizować.
- W takich warunkach trening możliwy jest tylko przez jakiś czas. Nie da się formy piłkarskiej utrzymywać na dłuższą metę treningiem indywidualnym. W najbliższym okresie, trwającym około dwóch tygodni, piłkarze będą pracować według przygotowanego przez nas planu.
- W takich warunkach trening możliwy jest tylko przez jakiś czas. Nie da się formy piłkarskiej utrzymywać na dłuższą metę treningiem indywidualnym. W najbliższym okresie, trwającym około dwóch tygodni, piłkarze będą pracować według przygotowanego przez nas planu.
- Podjęliście decyzję, aby każdy piłkarz trenował indywidualnie w domu. Dla każdego z nich przygotowaliście specjalne paczki. Co w nich było?
- Przygotowaliśmy dwa rodzaje paczek dla piłkarzy. Jedna to wszystkie niezbędne narzędzia do pracy i treningów w domu. Dodatkowo każdy z zawodników został wyposażony w rower stacjonarny, aby w jak największym stopniu ułatwić im trening w warunkach domowych, ponieważ niewskazane jest teraz wychodzenie z domu. Zadbaliśmy również o zaopatrzenie medyczne. Każdy z nich ma przecież rodziny, żony, dzieci, rodziców. Dla nas to bardzo ważne, więc chcieliśmy, żeby nasi piłkarze mieli pod ręką „małą aptekę”. Zarówno oni, jak i ich rodziny, mają również możliwość kontaktu z naszymi lekarzami. Gdyby potrzebowali jakiejkolwiek pomocy, zarówno my, jako sztab, a także cały klub, jesteśmy do ich dyspozycji. Myślę, że moi podopieczni mogą po raz kolejny poczuć, że są w klubie doskonale zorganizowanym. Wszystko, niezależnie od sytuacji, funkcjonuje na najwyższym możliwym poziomie. Jako drużyna jesteśmy niezwykle wdzięczni za to, że nawet w takich trudnych sytuacjach możemy normalnie funkcjonować.
- Jak zatem teraz wyglądać będzie praca piłkarzy i, z Waszej perspektywy, kwestia monitoringu i nadzoru?
- W takich warunkach trening możliwy jest tylko przez jakiś czas. Nie da się formy piłkarskiej utrzymywać na dłuższą metę treningiem indywidualnym. W najbliższym okresie, trwającym około dwóch tygodni, piłkarze będą pracować według przygotowanego przez nas planu. Zostali oni podzieleni na pięć grup, a do każdej z nich dedykowany jest jeden trener, który jest z piłkarzami w kontakcie zarówno przed treningiem, jak i w trakcie jego trwania, a także po jego zakończeniu. Wykorzystujemy WhatsApp i inne komunikatory. Ja również jestem w stałym kontakcie z tymi trenerami, dzięki czemu będziemy w stanie na bieżąco mieć informację o pracy każdego zawodnika, jego intensywności i objętości. Przez pierwsze trzy dni piłkarze będą odpoczywać i wykonywać ćwiczenia we własnym zakresie. Później będziemy indywidualnie podchodzić do każdego z nich i określać, ile jednostek powinno być wykonanych w formie aerobowej, czyli przykładowo na wspomnianych wyżej rowerach stacjonarnych, a ile w formie siłowej. Wszystko po to, aby przez ten czas utrzymać formę i nie zaliczyć spadku pod kątem przygotowania fizycznego. Myślę, że jesteśmy w stanie tego dokonać, pracując w ten sposób przez najbliższe dwa, może trzy tygodnie. Później jednak trzeba myśleć, co dalej. Na dłuższą metę tak się nie da.
- Panowała specyficzna atmosfera, pełna stresu i, momentami, negatywnych emocji. Myślę jednak, że można wyciągnąć z tej historii pozytywne wątki. Wrażenie, że jest się częścią wspólnoty, mającej ten sam problem, która sama musi sobie z tym wszystkim poradzić, to coś, co bardzo wiele osób ukształtowało.
- Panowała specyficzna atmosfera, pełna stresu i, momentami, negatywnych emocji. Myślę jednak, że można wyciągnąć z tej historii pozytywne wątki. Wrażenie, że jest się częścią wspólnoty, mającej ten sam problem, która sama musi sobie z tym wszystkim poradzić, to coś, co bardzo wiele osób ukształtowało.
- Podczas czwartkowego LIVE’a w mediach klubowych wspominał Pan, że w 1999 roku doświadczył już przerwania rozgrywek ligowych. Wtedy jednak okoliczności były zupełnie inne.
- To była zupełnie inna sytuacja, ponieważ widzieliśmy, z jakim wrogiem walczymy i skąd może nas zaatakować. Rozgrywki ligowe w naszym kraju przerwały naloty NATO. Pamiętam ten okres jako bardzo stresujący. Z drugiej strony tamte wydarzenia sprawiły, że społeczeństwo bardzo zbliżyło się do siebie. Pokazywaliśmy, że potrafimy się zjednoczyć i wspieraliśmy się nawzajem. Jeśli chodzi o kwestie piłkarskie, to było o tyle, można powiedzieć - wygodne, ponieważ odbywaliśmy wówczas normalnie treningi. Pamiętam, że odbywały się one właśnie w tym samym czasie, o której zaczęła się nasza rozmowa (12:00 - przyp. red.), ponieważ wtedy był względny spokój i nie było nalotów. Te następowały albo w nocy, albo nad ranem. Przed treningiem sprawdzaliśmy, czy u każdego z członków drużyny jest wszystko w porządku, a dopiero później odbywaliśmy jednostkę treningową. Panowała specyficzna atmosfera, pełna stresu i, momentami, negatywnych emocji. Myślę jednak, że można wyciągnąć z tej historii pozytywne wątki. Wrażenie, że jest się częścią wspólnoty, mającej ten sam problem, która sama musi sobie z tym wszystkim poradzić, to coś, co bardzo wiele osób ukształtowało. Ja miałem wtedy 20 lat i tamte chwile były dla mnie ogromnym wydarzeniem. Pamiętam to do dziś i nigdy tego nie zapomnę.
- Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, że odbywaliście treningi, gdy kraj był bombardowany. Potrafił się Pan w ogóle skupić na sporcie?
- Treningi były inne, niż wszystkie pozostałe. W okresie rozgrywek dużo większy nacisk kładzie się na wykonanie i koncentracje. W tamtym okresie nasi trenerzy nie wymagali od nas aż tak wiele. Wszyscy czuliśmy powagę sytuacji. Pamiętam, że graliśmy mecz towarzyski z AEK Ateny, który, jako klub, wykazał się wielkim gestem przyjaźni i wsparcia. Mogę tylko powiedzieć, że nigdy tego nie zapomnę.