
Prezentujemy najciekawsze wypowiedzi trenera Aleksandara Vukovicia z niedzielnego odcinka „Cafe Futbol".
W niedzielę, 10 listopada, trener Aleksandar Vuković był gościem emitowanego na antenie telewizji Polsat Sport programu „Cafe Futbol”. Szkoleniowiec Legii Warszawa wypowiedział się na wiele interesujących tematów. Przytaczamy niektóre wypowiedzi trenera Vukovicia.
O wysokiej formie:
- Cieszę się, że drużyna zapracowała na to, by odpowiedzieć na trudny moment w taki sposób na jakim mi zależało - charakternie, odważnie. W Legii cała sztuka polega na tym, by się nie załamywać. Od Legii zawsze wymaga się zwycięstw, ale nie zawsze jest to możliwe. Reakcja po porażkach jest najważniejsza. Jestem zadowolony, że z drużyną nieco wyprzedzam fakty i rozmawiamy już o tym, że czeka nas teraz inna sytuacja, w której zacznie się przesadzać w drugą stronę - że jesteśmy nie wiadomo jaką drużyną. Dziś jestesmy po wygraniu kilku spotkań w nienajgorszym stylu, ale osiągnęliśmy to dzięki ciężkiej pracy i koncentracji. Tylko utrzymując to, możemy iść w dobrym kierunku. Daleka droga przed nami.
O wygranym 7:0 meczu z Wisłą Kraków:
- W przerwie meczu z Wisłą Kraków powiedziałem do drużyny, że musimy pokazać trochę takiej niemieckiej mentalności, czyli dążyć do strzelenia kolejnych goli. Musimy chcieć grać do końca w taki sam sposób, niezależnie od wyniku.
O pracy trenera:
- Nie oczekuję wielkiego wsparcia. Nie podchodzę do tego w ten sposób, że muszę dostać dwa lata. Myślę, że żaden trener takiej deklaracji nie może dostać. Praca trenera musi być obserwowana i oceniana. Są porażki i porażki. Jedne są procesem i prowadzą do czegoś większego, a drugie wynikają z błędów i pomyłek. Dla mnie najważniejsze jest, że w trudnym momencie dostałem odpowiedź od drużyny - że chce grać, że chce wygrać kolejny mecz. Przeżywam tak zwany syndrom wychowanka - wychowanek wchodzi do drużyny i ma trudniej, by przekonać do swojej gry. Ludzie myślą, że trener z zagranicy będzie mógł lepiej poprowadzić Legię. Takie jest nastawienie. Nie mam z tym problemu. Problem mam z tym, że ludzie nie chcą dostrzec tego, co jest od razu widoczne. Jeśli ktoś sprowadza odpadnięcie z Rangers FC do odpadnięcia z przeciętną drużyną, no to widzę tutaj brak realnej oceny sytuacji. Dziś Rangers ogrywa Porto i jest bliższe topu niż my możemy marzyć. Gramy dwumecz z Rangers, w którym o awansie decyduje jedna piłka. Dla mnie jest normalne, że ludzie nie ufają trenerowi Vukovicowi. Muszę udowodnić, że stać mnie na to, by prowadzić Legię Warszawa.
O doświadczeniu nabranym u boku innych szkoleniowców Legii:
- Rola obserwatora u boku trenera Ricardo Sa Pinto, podczas gdy kończyłem kurs UEFA Pro, bardzo mi pasowała. Nie musiałem mieć więcej do powiedzenia przy tym trenerze. Wiele dla mnie znaczyło, że obserwuję jego warsztat, a warsztat ten bardzo cenię. Od każdego z trenerów mogłem się wiele nauczyć. Jeżeli nie miałbym się czego nauczyć od Stanisława Czerczesowa, który wiadomo gdzie teraz jest, jeżeli nie miałbym się czego nauczyć od Besnika Hasiego, który przez siedem lat był trenerem Anderlechtu i awansował do Ligi Mistrzów UEFA, jeżeli nie miałbym się czego nauczyć od Ricardo Sa Pinto, to problem by tkwił we mnie.
- Najważniejszą rzeczą, której można nauczyć się m.in. w szkole trenerów, jest to, że tym jaki jest trener decyduje jego osobowość. Nikt nie nauczy cię, jak zniesiesz kryzysową sytuację, albo jak będziesz zarządzał ludźmi. Działasz zgodnie ze swoją osobowością. Nie chcę postępować wbrew sobie. Uważam, że postępuję uczciwie wobec zawodników i taką drogą chcę iść. Wierzę, że pomagam drużynie swoją postawą. Napisano kiedyś, że Legia szuka trenera. A rolnik szuka żony, co z tego. Skupiam się na tym, by pomóc tej drużynie. To jest dla mnie ważne, że drużyna dała właściwą odpowiedź w trudnych momentach i teraz będziemy szli do przodu.
O budowie drużyny:
- Nie czuję w tym momencie, że zrobiliśmy coś wielkiego. Nie chodzi o to, żeby nas teraz wychwalać. Chciałbym, abyśmy przeanalizowali jak wygląda budowana od początku sezonu drużyna. O ile mniej pieniędzy na nią wydano i jak wygląda na tle dużo droższych drużyn Legii w przeszłości. Dobry trener jest jak dobry chirurg. Dobry chirurg wyciągnie z trudnej sytuacji tyle ile się da. Tak samo jest z trenerem. Słaby trener będzie słabym trenerem, nawet jeśli wygra kilka spotkań. Na rozliczenia przyjdzie czas.
- W tej chwili drużyna, która jest chwalona za ostatnie mecze, jest złożona z ludzi, których potencjał przed sezonem był różnie oceniany. Raczej o innych, których już w klubie nie ma, mówiło się, że są niezastąpieni. Ci, którzy moim zdaniem „jechali” na opinii medialnej, blokowali tę drużynę. Ta drużyna zaczyna teraz wyglądać tak, jak powinna wyglądać Legia Warszawa. Kwestia trzech środkowych obrońców w pierwszym składzie to typowe zarządzanie. Mieliśmy problem z prawym obrońcą, więc wystawiłem Artura Jędrzejczyka na prawej stronie. Wygraliśmy 7:0. Wrócili Marko Vesović i Paweł Stolarski, ale dlaczego miałbym teraz posadzić na ławce Artura.
O zarządzaniu drużyną:
- Paweł Stolarski wraca po kontuzji, też musi walczyć o swoją pozycję. To nie jest sytuacja zero-jedynkowa. Wcześniej podobna była z Mateuszem Wieteską. „Wietes” dobrze zaczął sezon, potem odniósł uraz, mimo którego chciał grać, ale nie podjęliśmy ryzyka. Za niego wskoczył Igor Lewczuk i Mateusz wypadł na kilka meczów ze składu. Darek Dziekanowski zapytał mnie dlaczego stawiałem na Sandro Kulenovicia, a nie na Carlitosa, skoro Kulenović sezon wcześniej strzelił mniej goli. Zapytałem Darka czy on nie strzelił więcej goli od Carlitosa. Myślę, że tak, więc idąc logiką, kto wcześniej zdobył więcej bramek, powinienem w meczu z Rangersami postawić na Darka Dziekanowskiego.
- Na początku tego sezonu Carlitos był numerem jeden na pozycji numer dziesięć. Na tej pozycji zagrał z Europą FC. W rewanżu zdobył dwie bramki. Potem graliśmy mecz z drużyną z Kuopio i w rewanżu wypadł bardzo słabo. Grał z Sandro Kulenoviciem jako cofnięty napastnik. Po analizie gry Carlitosa uznaliśmy, że ta rola jest dla niego najlepsza. Wielu ekspertów się z tym zgadzało. Po tym meczu postawiliśmy na Valeriane’a Gvilię na dziesiątce i w naszym odczuciu to zadziałało. Drużyna zaczęła grać lepiej, bardziej kontrolować mecze. Nastąpiła naturalna rywalizacja. Sandro Kulenović wygrywał rywalizację ze słabo wyglądającym wówczas Jarkiem Niezgodą, a Gvilia wygrywał rywalizację z Carlitosem. Jestem człowiekiem rozsądnym i nie pozwoliłbym sobie na grę emocjami, żeby szkodzić klubowi, bo mam swoje odczucia. Wróćmy do tej kontrowersyjnej sytuacji z Carlitosem. To była 88. minuta. Powiedziałem jednemu asystentowi, żeby wszyscy rozgrzewający się zawodnicy wrócili na ławkę, bo nie będzie już żadnych zmian. Później się odwracam i widzę, że Carlitos jest gotowy do wejścia. Mówię “nie, nie - nie planuję już żadnych zmian.” W Glasgow zaczęliśmy mecz z Sandro Kulenoviciem. W drugiej połowie wprowadziliśmy Jarka Niezgodę, który wcześniej strzelił z ŁKS-em dwa gole i pokazał, że wraca do formy. Trzy dni przed meczem w Łodzi Carlitos poprosił mnie, by nie grał, bo jest blisko podpisania umowy z nowym klubem. To była dla mnie informacja, gdzie myślami jest zawodnik. W Glasgow gramy mecz, który zmierza ku dogrywce, wprowadzam Jarka Niezgodę, który ma sytuację do strzelenia gola. Takie sytuacja Niezgoda kończy, wtedy się nie udało. Nie potrzebujemy kolejnego napastnika na boisku, a w ostatnich sekundach tracimy gola.