Legia logo
News20 min read

Filip Mladenović: W taki sposób powinna grać Legia

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Wahadłowy Legii Warszawa odpowiedział na pytania dziennikarzy po zakończeniu spotkania z Rakowem Częstochowa.

Filip Mladenović skomentował wygrany 3:1 mecz 26. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy z Rakowem Częstochowa. 

 

- Wszyscy byliśmy dobrze przygotowani. Bardzo zależało mi, abym zagrał w reprezentacji i utrzymał rytm. Czułem się bardzo dobrze fizycznie i myślę, że było to dziś widać. Jestem bardzo zadowolony z tego meczu, zagraliśmy w taki sposób, w jaki powinien grać mistrz Polski. W taki sposób, w jaki powinna grać Legia Warszawa. Zawsze mówiłem, że Legia ma najlepsze warunki, najlepszych kibiców, najlepsze miasto i co roku musi grać w pucharach. Legia, którą dziś widzieliśmy, była Legią na poziomie europejskich pucharów. 

 

- Ekstraklasa jest nieprzewidywalną ligą. Zobaczymy, jak Raków zachowa się teraz pod ciśnieniem. Życzę im wszystkiego najlepszego, ale gdy utrzymamy ten poziom to będziemy na bardzo dobrej drodze. 

 

- Zagraliśmy jeden z najlepszych meczów w tym sezonie. Kontrolowaliśmy spotkanie od pierwszej do ostatniej minuty. Oczywiście, straciliśmy gola, ale nie zostawiliśmy im miejsca, by zagrozili nam na poważnie. 

 

- Paweł Wszołek ma umiejętności i świetnie wygląda fizycznie. To jego kolejny gol głową. Podałem mu w taki sposób, że nie było mu trudno (śmiech). 

 

- Chcę zawsze grać na takim poziomie. Asysty i gole mnie nie interesują, bo one przyjdą same, jeśli będziemy grać na takim poziomie. 

 

- Za trzy dni bardzo ważny mecz. W innych warunkach, w innej atmosferze. To będzie święto w Kaliszu. Drużyna z niższej ligi, która awansowała do półfinału pucharu, zasługuje na szacunek. Ale jeśli zagramy na takim poziomie, to nie poradzimy sobie. 

 

- Sprawa nowego kontraktu jest otwarta, ja czuję się w Warszawie świetnie. Na ten moment nic jeszcze nie podpisałem. Zobaczymy, co wydarzy się dalej.

Filip Mladenović odpowiedział na pytania przed meczem fazy grupowej Ligi Europy Legia Warszawa - SSC Napoli.

 

- Nie mogę dokładnie odpowiedzieć, co się dzieje z moją formą. Powiedział Pan, że to jest Legia, ale drużyna cały czas się zmienia. Moja forma jest do poprawy. Nie widzę jednak problemów w przygotowaniu fizycznym. Moje wyniki wydolnościowe są na bardzo dobrym poziomie, na pewno nie jest to powód gorszej formy. Cała drużyna ma niższą formę, mamy kryzys, z którego musimy wyjść. Jestem tutaj w imieniu drużyny i każdy z nas musi szukać rozwiązania. Jestem zależny od drużyny, a drużyna jest zależna ode mnie. Musimy być razem, razem w ten kryzys wpadliśmy i razem z niego wyjdziemy. Oczywiście, nie jestem zadowolony z moich statystyk, ale nie wynika to z problemów zdrowotnych. Robię wszystko, by pomagać sobie i drużynie. Staram się poprawiać każdego dnia i znaleźć rozwiązanie. Nie zgadzam się, że na boisku widać problemy fizyczne, jestem przygotowany do grania co trzy dni i to widać po wynikach wydolnościowych. Jako zespół musimy wyjść na prostą, przed nami lepsze dni. 

 

- Nie boję się rywali. To nie jest w moim DNA. Wiem, że czeka nas trudny mecz i jesteśmy tego świadomi, ale nie boję się tego. Napoli posiada świetnych zawodników, nie jest ważne kto wyjdzie na boisko - i tak da drużynie dużo jakości. Czekam na ten mecz, bo każdy lubi grać w takich spotkaniach. Myślę, że cała Warszawa czekała na takich rywali. Naprawdę nie boję się nikogo, nikt z nas nie ma powodu do bania się. Nie będziemy się bić, gramy w piłkę nożną. Czeka nas ciekawe spotkanie. Każdy z graczy rywali ma duże umiejętności, a my jesteśmy gotowi, by ich zatrzymać. 

Rodzina to najważniejsza wartość w życiu człowieka. Jeśli nie masz problemów w domu, to jakie możesz mieć problemy? Okej, przegram mecz, ale za tydzień będę mógł się poprawić. Możesz przegrać, możesz wygrać, ale w porównaniu do zdrowia twoich bliskich, nie ma to tak naprawdę żadnego znaczenia. Zdrowia nie naprawisz za tydzień, nie wszystko zależy od ciebie.

- Wróćmy do Twoich marzeń - gra z Legią w Europie. W poprzednim sezonie to się udało.

- Zawsze mówiłem, że Legia zasługuje na grę w pucharach co roku. To był nie tylko mój cel, ale też całego klubu. Zagraliśmy w Lidze Europy, bardzo dobrze zaczęliśmy rozgrywki, później potoczyło się to trochę inaczej. To co było celem minimum zostało jednak zrealizowane. Przyjemnie było się sprawdzić na tle takich drużyn, nasza grupa mogła spokojnie wylosować się w Lidze Mistrzów. Po pierwszych dwóch meczach i zdobyciu sześciu punktów, cały czas mieliśmy w głowie, że to może być za mało i nic nie jest rozstrzygnięte. Leicester City, Spartak i Napoli to czołówka w swoich krajach. Anglicy wygrali nie tak dawno ligę, Napoli co sezon walczy do końca, w obecnym sezonie są fenomenalni i zmierzają po tytuł. Spartak również jest dużym utalentowanym klubem z ogromnym doświadczeniem w Europie. Zaczęliśmy super, ale nie mamy się ostatecznie czego wstydzić. To było dla nas bardzo cenne doświadczenie. Mogliśmy sprawdzić się na tle mocnych zespołów i zobaczyliśmy, czego nam brakuje. Doświadczyliśmy w tym okresie problemów w lidze, więc mogliśmy też wyciągnąć wnioski na temat łączenia rozgrywek. Legia zasługuje, by grać co roku w Europie i skutecznie łączyć to z ligą. Dlaczego tak nie jest? Trzeba z tego wyciągnąć wnioski.

 

- To był najlepszy skład Legii z jakim tutaj grałeś?

- Nie. Najlepszy był skład, który zdobył mistrzostwo w 2021 roku. Gdybyśmy zatrzymali zawodników i uzupełnili brakujące elementy, moglibyśmy walczyć na dwóch frontach. Jestem przekonany, że tak by się to wówczas nie skończyło.

 

- Skoro o zmianach mowa - co jest najważniejszą różnicą względem poprzedniego sezonu. Inna mentalność drużyny? Teraz potraficie odwrócić losy spotkania, wcześniej dostawaliście bramkę i było po meczu.

- Problemy wtedy się nawarstwiły. Byliśmy zmęczeni, brakowało rotacji, nie było nawet czasu na treningi. Graliśmy co chwilę, wpadliśmy w monotonię, brakowało też szczęścia. Na szczęście trzeba sobie zasłużyć, ale nam go naprawdę brakowało. Zdarzały się mecze, które kontrolowaliśmy, ale traciliśmy przypadkowego gola i tak jak powiedziałeś, był koniec. Myślę, że w połowie przegranych meczów mogliśmy uniknąć porażki. Może nie dominowaliśmy rywali, ale nie powinniśmy tak kończyć tych spotkań. Gra w Europie wymaga odpowiedniego planu, czasu, stworzenia drużyny. Kiedy uda ci się już stworzyć zespół, musisz go utrzymać na odpowiednim poziomie, uzupełniać braki, a nie budować od nowa. Kręgosłup musi być niezmienny. U nas tak nie było. Odeszli od nas zawodnicy, którzy odegrali kluczowe role w zdobyciu mistrzostwa. Awans do Ligi Europy był w tym świetle dużym sukcesem. Oczywiście, była to też zasługa trenera. Pamiętam rozmowę z Czesławem Michniewiczem po wakacjach. Wróciłem do klubu trochę później ze względu na przerwę reprezentacyjną. Trener powiedział, że mamy teraz inny zespół. Miałem również swoje indywidualne cele, ale te można zrealizować tylko z drużyną. Sam nic nie zrobię. Nie mówię, że mieliśmy słaby zespół. Ale jeśli chcesz grać w pucharach, musisz utrzymać drużynę, która od dłuższego czasu ma wypracowane schematy, jest zgrana. Jesteśmy klubem, który musi sprzedawać, nie zmienimy tego, to normalna sprawa w świecie futbolu. Ale byłem zaskoczony skalą tego zjazdu.

Jeśli chcesz grać w pucharach, musisz utrzymać drużynę, która od dłuższego czasu ma wypracowane schematy, jest zgrana. Jesteśmy klubem, który musi sprzedawać, nie zmienimy tego, to normalna sprawa w świecie futbolu. Ale byłem zaskoczony skalą tego zjazdu.

- To już historia. Przejdźmy do rzeczywistości, bo ta jest teraz bardziej optymistyczna. Widać dobrą atmosferę i więź, którą wytworzyliśmy z kibicami. Objawia się to szczególnie przy okazji robienia zdjęć po meczach.

- Najpierw zawodnik musi skupić się na sobie. Nikt mi nie wmówi, że kibic, czy nawet wy chcecie wygrywać bardziej niż ja. Naprawdę, każdy piłkarz wychodzi na boisko, aby potem zejść z niego zwycięsko. Natomiast kibice nas wspierają i jest to bardzo cenne. Ważna jest też moja praca, opinia kolegów z drużyny. Atmosfera w drużynie jest kluczowa. Jeśli w szatni stworzysz odpowiednie środowisko, to potem widać to na murawie. Jestem profesjonalistą, nie patrzę czy na trybunach są moi rodzice, przyjaciele czy ktoś inny. Dla mnie najważniejsze jest wykonanie własnej pracy. Z drugiej strony, jako osoba pracująca w sporcie, cieszę się na widok pełnego stadionu. Jest to jednak na drugim miejscu. Gram przede wszystkim, po to by jak najlepiej wykonać swoją pracę. Dopiero po meczu, oglądając filmy i zdjęcia, dostrzegasz całą otoczkę. I tak, jest to piękne, o to chodzi w piłce. Ale biegając po murawie, jest to gdzieś obok. Jak była pandemia, graliśmy przy pustych trybunach, mogłem łatwo przekazać wskazówki koledze, słyszałem uwagi trenera, komunikacja na boisku była zdecydowanie ułatwiona. Ale czułem pustkę, kiedy nie widziałem kibiców. Jako piłkarze jesteśmy przyzwyczajeni do stadionowej atmosfery, do tłumów na trybunach. Wszystko jednak zależy od punktu widzenia. Dla Filipa jako profesjonalisty wykonującego swoją pracę, to co dzieje się wokół nie ma znaczenia. Dla Filipa jako fana tej dyscypliny sportu, atmosfera meczu odgrywa ogromną rolę. Łatwiej wtedy wytworzyć właściwą energię.

 

- Ta atmosfera w zespole aż tak się zmieniła, że ten sezon wygląda zupełnie inaczej?

- Atmosferę tworzą wyniki. W każdym zespołowym sporcie tak to działa. W momencie kryzysu możesz lepiej poznać ludzi, z którymi tworzysz drużynę, sprawdzić jak radzą sobie w tak trudnych sytuacjach. W tym słabym sezonie ja wcale nie czułem, że atmosfera była jakaś tragiczna. Jednak sam byłem w takim momencie, w dołku psychicznym, że nie interesowało mnie nic, co dzieje się obok. Złapałem monotonię, nie miałem żadnych uczuć, do tej pory nie potrafię tego wytłumaczyć. Czułem totalną obojętność. To najgorsze, co może się wydarzyć. Kiedy przegrywasz, naturalną emocją jest złość. Ja czułem pustkę. Lepiej być wku*** niż pozbawionym jakichkolwiek uczuć. Mnie to niestety dopadło. Wracałem po meczu do domu i... To było coś strasznego, nie chciałbym odczuwać tego już nigdy więcej. Rozczarowujesz wtedy siebie, rodzinę, zespół, kibiców, ale nie wiesz jak to naprawić. Miałem wrażenie, że kilkanaście razy waliliśmy pięścią w stół, mówiliśmy sobie, że dłużej tak być nie może, a było jeszcze gorzej. W pewnym momencie pojawia się rezygnacja, widzisz, że nic nie ma sensu. Każdy z nas to czuł i było to przerażające doświadczenie.

 

- Jaką rolę w odbudowie mentalnym drużyny spełnił trener Runjaić?

- Trener jest psychologiem, bardzo dużo z nami rozmawia. Jednak jeśli piłkarze nie zmienią pewnych rzeczy w swoich głowach, to nawet dziesięciu takich trenerów nie zdziała cudów. Przemiana w każdym z nas była najważniejsza. W tamtym sezonie podstawowym celem był awans do europejskich pucharów. To był priorytet. Zrealizowaliśmy ten cel, a później posypała się nasza sytuacja w lidze. Oczywiście nie chcę być, źle zrozumiany. W lidze wyglądaliśmy fatalnie, nie miało prawa się to wydarzyć w Legii Warszawa. Uciekłem trochę od tematu trenera. Trener Runjaić ma swoje metody, wprowadził nowych ludzi, nieco świeżości, pojawili się nowi gracze. Narodził się nowy dzień. Jestem tutaj trzeci rok i co miesiąc coś się zmienia. Jestem do tego przyzwyczajony. Nie pamiętam nawet dokładnie, ilu trenerów mnie prowadziło. Zawsze zależy mi jednak, żeby trener był z nami jak najdłużej i zbudował drużynę. Każdy trener ma moje wsparcie, chcę, aby mu się udało. Droga do sukcesu jest naprawdę długa i wszystko ma znaczenie. Piłkarze, sztab, kibice, władze - wszyscy muszą mieć takie same ambicje.

*Do pokoju wchodzi Artur Jędrzejczyk*

 

Filip Mladenović: - O, jest grande capitano! Pamiętam jak przyjechałem zostawić rzeczy na Legię i spotkaliśmy się pierwszy raz. 
Artur Jędrzejczyk: - Jak graliśmy przeciwko sobie, to zawsze dobre stemple leciały z dwóch stron. 
Filip Mladenović: - Mimo wszystko między nami personalnie nigdy nie było problemów. 
Artur Jędrzejczyk: - To prawda, ale na boisku cięliśmy się równo. 
Filip Mladenović: - No! A wiesz, że mimo to nikt nikomu złego słowa przez te wszystkie lata nie powiedział?
Artur Jędrzejczyk: - Znasz mnie, jakby do mnie wyskoczył, to ja bym tak samo wyleciał do niego. Zamiast tego zawsze, dosłownie zawsze, kończyliśmy mecz podaniem ręki. 
Filip Mladenović: - Gadaliśmy pod koniec sezonu po meczu z Pogonią. „Jędza” mnie wtedy przywitał i powiedział, że cieszy się, że tu jestem. Dla mnie to bardzo ważne słowa, kiedy kapitan tak się do ciebie zwraca. 
Artur Jędrzejczyk:  - Tak było. Dobra, nie przeszkadzam.

W poprzednim sezonie byłem w takim momencie, w dołku psychicznym, że nie interesowało mnie nic, co dzieje się obok. Złapałem monotonię, nie miałem żadnych uczuć, do tej pory nie potrafię tego wytłumaczyć. Czułem totalną obojętność. To najgorsze, co może się wydarzyć. Kiedy przegrywasz, naturalną emocją jest złość. Ja czułem pustkę. Lepiej być wku*** niż pozbawionym jakichkolwiek uczuć.

- Skoro o ambicjach mowa - udało Ci się zabukować bilet na mundial do Kataru.

- Jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu! Tak jak mówiłem – mistrzostwa świata z reprezentacją Serbii były moim marzeniem. Czuję, że to poniekąd takie ukoronowanie kariery. Chcę zagrać na wielkim turnieju. Sama obecność jest czymś wyjątkowym, ale nie chcę na tym poprzestać. Dam z siebie 100%, aby trener dał mi zagrać na tym mundialu. Od początku bardzo mi na tym zależało. Wiedziałem, że muszę zrobić wszystko i wtedy uda mi się wylecieć do Kataru. Teraz wraz z całą reprezentacją patrzymy w najbliższą przyszłość, bo przed nami wielkie wyzwania, ale też wielka szansa.

 

- Jakie są ambicje reprezentacji Serbii na ten turniej?

- Serbia jedzie na mundial po bardzo dobrym okresie. Za nami świetny czas eliminacji, w których udowodniliśmy, że jesteśmy w stanie mierzyć się i pokonywać najlepsze zespoły. Wygraliśmy grupę, w której była mocna Portugalia. Mamy znakomitą atmosferę. Byłem w tej kadrze już wcześniej, wiem jak to wygląda od środka. Takiej atmosfery jak teraz nie było jednak chyba jeszcze nigdy odkąd pamiętam. Każdy z nas jest bardzo podekscytowany. Ja osobiście nie mogę się doczekać. Mamy ogromny potencjał i swój pomysł na grę. Kibice i piłkarze mogą mieć dużo powodów do optymizmu. Nie jedziemy na ten turniej jako „chłopcy do bicia”. Mamy swoje cele, a ja czuję, że możemy wiele namieszać.

 

- Nie macie chyba żadnych powodów do strachu i obaw. Grupę eliminacyjną wygraliście przecież bez żadnej porażki.

- W profesjonalnym sporcie nie ma miejsca na strach. Takie podejście musisz mieć ty – indywidualnie, ale również cała twoja drużyna. Kogo mielibyśmy się bać? Mamy świetnych zawodników, poukładany zespół. Przed nami trzy mecze grupowe. Z jednej strony to aż trzy spotkania, ale z drugiej tylko trzy. Nie ma miejsca na błędy, nie ma miejsce na porażkę. Przed nami pierwsze spotkanie z Brazylią. Rywal każdemu znany, tej reprezentacji nie trzeba nikomu przedstawiać. Dla nas to jednak po prostu pierwsze spotkanie, które jak każde inne będziemy chcieli wygrać. Wyjście z grupy będzie pierwszym naszym celem. To największy możliwy turniej, ale jeżeli jesteś dobrze przygotowany, masz ułożony zespół, to spoglądasz wysoko. Chcemy przełożyć naszą ciężką pracę na mistrzostwa świata w Katarze i być tam jak najdłużej.

 

- Obecne pokolenie serbskich piłkarzy jest najlepsze jakie pamiętasz? Macie w kadrze świetnych zawodników. Dusan Vlahović, Dusan Tadić, Sergej Milinković-Savić…

- W naszej kadrze od zawsze grali zawodnicy światowego formatu, ale aktualny skład… wystarczy spojrzeć tylko na nazwiska. Atak Mitrović – Vlahović… ja nie wiem, czy jest zespół, którym ta dwójka nie potrafiłaby strzelić goli. Mając takich graczy z przodu wiesz, że na pewno stworzycie sobie jakieś sytuacje. Każda reprezentacja chciałaby mieć w składzie tak bramkostrzelny duet napastników. Ostatnie spotkania bardzo dużo nas nauczyły. Złapaliśmy odpowiednią formę, wygrywaliśmy mecze. Moim zdaniem nawet lepiej, że tegoroczny mundial rozgrywany będzie w trakcie sezonu. Wszyscy są przygotowani, a to może mieć na nas jeszcze większy wpływ

- Jako drużyna byliśmy w bardzo trudnym momencie, kilka dni przed meczem powstało zamieszanie związane ze zmianą trenera, wszyscy wiedzieliśmy też, że nie możemy tego spotkania nie wygrać. To wszystko złożyło się na fakt, że dużo bardziej myślałem o nas, niż o rywalu.


- Widzę, że jeżeli ktoś się martwił o Twoją aklimatyzację w drużynie, to zdecydowanie nie ma powodów do obaw. 
- Akurat w tej kwestii ja też ich nie miałem, bo mimo że grałem w Lechii, to jednak przez te 2,5 roku wspólnych meczów trochę chłopaków już poznałem. Kiedy wchodzisz do takiego zespołu jak Legia czujesz czystą przyjemność. Świetne warunki, bardzo mocna kadra, fajni goście. W ogóle nie potrzebowałem czasu na przestawienie się – jestem z drużyną raptem dwa miesiące, a czuję się naprawdę świetnie. 

 

- Wspomnieliście z „Jędzą” o tym, że na boisku bywało ostro...
- ...no, no! Przypomnij sobie ostatni mecz w Gdańsku i moje spięcia z Pawłem Wszołkiem. W pewnym momencie zacząłem się drzeć do sędziego, że jaki faul – przyznaję, że jak się wtedy starliśmy, to puściły mi nerwy, niepotrzebnie zareagowałem za ostro, padło tam między nami parę – jak wy to mówicie – mocnych słów (śmiech). A teraz zobacz, jesteśmy kolegami z drużyny, nikt o nic nie chowa urazy. 

 

- No właśnie, piłkarze nawet z tych bardzo zwaśnionych ze sobą klubów zwykle trzymają się razem. A jest ktoś, komu nie podałbyś ręki?
- Absolutnie nie. To znaczy wiesz, czasem jak jestem na boisku, to bym pewnie nikomu nie chciał jej podać (śmiech). Ale patrząc na stosunki czysto międzyludzkie, nie znam takiej osoby, z którą nie mógłbym pogadać. Kiedy gramy mecz, każdy z nas walczy o swoje cele – dla drużyny, dla siebie. Są emocje, czasem pójdzie jakaś iskra i konflikt gotowy. Ale potem jak te emocje opadną, to rozumiesz, że każdy z nas ma swoje życie, jest człowiekiem i piłka z technicznego punktu widzenia to dla nas po prostu praca. Nikt ci nikogo nie każe w niej kochać, ale musisz szanować innych ludzi, bo kiedyś być może będziesz pracował razem z nimi. 

 

- Szczerze i z ręką na sercu – miałeś dodatkową motywację gdy grałeś przeciwko drużynie z Kosowa?
- To szczerze i z ręką na sercu powiem ci, że nie. Jako drużyna byliśmy w bardzo trudnym momencie, kilka dni przed meczem powstało zamieszanie związane ze zmianą trenera, wszyscy wiedzieliśmy też, że nie możemy tego spotkania nie wygrać. To wszystko złożyło się na fakt, że dużo bardziej myślałem o nas niż o rywalu. Musieliśmy się mocno na tym skupić, bo nigdy nie jest łatwo grać w meczu o wszystko, nawet kiedy przeciwnik jest od ciebie teoretycznie słabszy. Byłem więc świadomy z kim gram, ale nie budziło to we mnie dodatkowych emocji. Może też przez fakt, że Liga Europy to jednak rozgrywki klubowe, pewnie inaczej podszedłbym do takiego spotkania grając w kadrze narodowej. 

 

- To skoro tyle o polityce – co dla zawodnika oznacza zwolnienie trenera?
- Myślę, że dla nikogo z nas nie był to pierwszy taki przypadek w karierze, niemniej to zawsze nieprzyjemna sytuacja. Mi było naprawdę przykro. Trener Vuković chciał mnie w zespole, widział mnie w swojej drużynie i to na pewno miało wpływ na to, że przyszedłem do Legii. No ale cóż, musieliśmy sobie z tym poradzić, choć takie momenty nigdy nie są miłe. Żałuję, bo mimo tego, że krótko pracowałem z trenerem, widziałem jaki ma charakter, jak jest emocjonalny i jak czuje ten klub. Myślę, że smutno było nie tylko piłkarzom, ale wszystkim pracownikom klubu – w końcu pożegnaliśmy kogoś, kto spędził tutaj ogromny kawał swojego życia.

Reprezentacja Serbii ma ogromny potencjał i swój pomysł na grę. Kibice i piłkarze mogą mieć dużo powodów do optymizmu. Nie jedziemy na ten turniej jako „chłopcy do bicia”. Mamy swoje cele, a ja czuję, że możemy wiele namieszać.

- Formacja ofensywna robi wrażenie, ale w pozostałych liniach też wyglądacie naprawdę solidnie.

- Mamy bardzo dużo możliwości. Atak jest niesamowity. To nasza mocna strona, ale w każdej formacji znajdziemy wartościowych piłkarzy. Granie na jednym boisko z takimi zawodnikami jak np. Dusan Tadić czy Sergej Milinković-Savić to przyjemność. Masz wrażenie, że oni widzą więcej, szybciej myślą na boisku. Każdy z nich jest bardzo ważnym ogniwem w swoim klubie. To daje ci bardzo dużo możliwości. Jako piłkarz, grając obok takich zawodników czujesz, że jesteś po prostu lepszy. Musisz być lepszy mając kogoś takiego dookoła. Takie nazwiska jak Vlahović, Mitrović, Tadić, Kostić…

 

- A właśnie, Filip Kostić. To twój bezpośredni rywal w walce o pozycję na lewym wahadle.

- Zgadza się, a zobaczcie jaką on ma jakość. Piłkarz Juventusu, mecze w Lidze Mistrzów, w Serie A, to nie bierze się znikąd. Muszę być najlepszą wersją samego siebie, aby móc powalczyć o pierwsze miejsce w składzie. Bycie w gronie takich piłkarzy bardzo mnie motywuje. Cieszę się, że tam jestem. Mamy generację, która w najbliższych miesiącach może osiągnąć coś fajnego.

 

- Możecie być Chorwacją poprzedniego mundialu?

- Wszystko jest możliwe! Jesteście z nami przy klubie i wiecie, jak to wygląda. W piłce nożnej cienka linia rozdziela to, gdy jesteś na topie, od momentu, w którym spadasz w dół. Podobna sytuacja może mieć miejsce na mundialu. Jeden mecz może cię wyróżnić i sprawić, że zajdziesz bardzo daleko. Oczywiście działa to też w drugą stronę – jedno przegrane spotkanie i możesz stracić wszystko. Futbol to często ułamki sekund i krótkie momenty, które determinują przyszłość.

 

- Masz jakiegoś wymarzonego rywala, z którym chciałbyś zagrać na mundialu?

- Na tych mistrzostwach rywal nie jest ważny. Po prostu bardzo chciałbym wystąpić i poczuć to wszystko z boiska. Okej, Brazylia to rywal medialny i elektryzujący, ale każdy mecz jest tak samo ważny. Za każdy można dostać maksymalnie trzy punkty. Chcemy wygrać z grupowymi przeciwnikami niezależnie od ich potencjału. Osobiście będę zadowolony z każdej minuty, którą spędzę na murawie. Chciałbym dopisać do swojej kariery występy w reprezentacji Serbii na mistrzostwach świata.

 

- „Filip Mladenović zatrzymał Neymara”. Takie tytuły gazet, to by było coś.

- Oby tak było! Jak zagram przeciwko Brazylii, to mogę wam obiecać, że zrobię wszystko, aby zatrzymać Neymara. Nie będzie miał ze mną łatwo (śmiech). Jestem ambitny i chcę dostać swoją szansę. Sama obecność to świetna sprawa i spełnienie marzeń, ale na tym nie zamierzam się zatrzymać.

 

- Filip, czego mamy ci życzyć na te najbliższe miesiące?

- Zdrówka przede wszystkim. O pozostałe rzeczy ja zadbam (śmiech).

- Każdy klub i każda drużyna mogą mieć kryzys, żaden wstyd. Chodzi tylko o to, żeby wyjść z niego jak najszybciej, pokazać, że jednak coś potrafisz. A my mamy wszystkie argumenty ku temu, by wrócić na dobrą drogę.

- A jakie są w takim razie główne różnice w pracy obu szkoleniowców?
- Już po kilku dniach mogę powiedzieć, że będziemy grali inaczej, nowy trener ma nieco inną taktykę. Musimy szybko przestawić się na jego sposób myślenia. Zostały nam wyznaczone trochę inne zadania, więc sądzę, że różnice o które pytałeś zawierają się głównie w kwestii taktyki. 

 

- Przy podpisaniu kontaktu mówiłeś, że jesteś gotowy na presję w Legii. Zdziwiły Cię jej rozmiary? Parę przegranych meczów i zrobiło się bardzo gęsto. 
- Podtrzymuję to co powiedziałem. Byłem świadomy, że na pewno będziemy mieli gorszy moment i przytrafił się on już na początku sezonu. Każdy klub i każda drużyna mogą mieć kryzys, żaden wstyd. Chodzi tylko o to, żeby wyjść z niego jak najszybciej, pokazać, że jednak coś potrafisz. A my mamy wszystkie argumenty ku temu, by wrócić na dobrą drogę. 

 

- A jak sobie radzisz z krytyką?
- Normalnie – sam najlepiej wiem kiedy jestem słaby i kiedy jestem dobry. Bardzo szanuję kibiców, przychodzą na stadion obejrzeć fajne spotkanie, wygrywającą Legię i nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że bardzo na to zasługują, podobnie zresztą jak cały klub. Jako piłkarz gram różne mecze, ludzie mają prawo je oceniać i jest tylko jedna rzecz z którą nigdy się nie zgodzę: nikt nie może rzucić w moją stronę oskarżeniem, że nie zależało mi na wygranej. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek chciał zwycięstwa bardziej niż ja. 

 

- Teraz musicie chcieć go bardziej niż piłkarze Karabachu. 
- Każdy klub ma swoje cele i naszym jest bycie w Lidze Europy. Po to jesteśmy w Legii, po to pracujemy i damy z siebie wszystko, by móc dopiąć swego. Nie obawiam się tego spotkania. Jeżeli sumiennie pracujesz, robisz swoje, to na mecz wychodzisz w najlepszej dyspozycji na jaką cię stać. Chcę pomóc sobie, drużynie i klubowi – każdy z nas myśli w ten sposób. Wychodząc na plac zawsze jestem przekonany, że będzie dobrze. Wierzę, że jako Legia będziemy potrafili zrobić coś fajnego.

Jeżeli nadejdzie czas, w którym wszystko będzie mi obojętne, to będzie znak, że trzeba powoli kończyć.

- „Albo się wspinałem, albo byłem niewidoczny”, to kolejne wypowiedziane przez Ciebie w przeszłości zdanie. Czy wspiąłeś się w tym sezonie na swój szczyt?

- To prawda, znajduje się w dobrej dyspozycji. Czuję się świetnie i to jest dla mnie bardzo ważne. Złapałem taką formę, że z meczu na mecz chcę coraz więcej i więcej. Cały czas jestem głodny gry i nie chcę się zatrzymywać – to w piłce jest bardzo ważne. Gdy wszystko układa się zbyt równo, wtedy czuję, że coś jest nie tak. Aktualnie cieszę się z każdego dnia, ciągle czuję duży głód futbolu. Pracuje nad swoimi mankamentami i cały czas się rozwijam. Gdy mam takie podejście, inne rzeczy schodzą na drugi plan. Jeżeli nadejdzie czas, w którym wszystko będzie mi obojętne, to będzie znak, że trzeba powoli kończyć. Ale teraz ciągle mam w sobie jeszcze dużo energii i chęci do działania. Dopóki tak jest, to o nic się nie boję.

 

- Co prawda jeszcze nie przekroczyłeś tej bariery wiekowej, ale zostało już niewiele – życie zaczyna się po trzydziestce?

- Powiem wam to za rok, czy dwa (śmiech). Ja też słyszałem, że w okolicach trzydziestki czujesz się najlepiej. Dzisiaj mam 29 lat, brakuje mi trzech miesięcy do trzydziestych urodzin. Powiem szczerze, że czuję się zaje… i to dosłownie wszędzie – na boisku i poza nim.

 

- W najbliższej przyszłości czeka Cię jeszcze jedno, bardzo ważne wydarzenie – ślub. Czy to prawda, że prawdziwe bałkańskie wesele powinno trwać tydzień i pochłonąć parę ofiar śmiertelnych?

- Różnie bywa (śmiech). Teraz mamy taką sytuację, że zaraz po weselu jest kadra i wszystko szybko się dzieje. To będzie jednak ślub tylko dla najbliższych. Wszystko należało zrobić wcześniej, ale nie mieliśmy wpływu na niektóre rzeczy – pandemia niestety zablokowała nam taką możliwość. Na całe szczęście teraz wszystko powinno się udać, bardzo cieszę się na samą myśl o tym wydarzeniu. Później nastąpi zgrupowanie kadry, a następnie rusza nowy sezon. Życie toczy się dalej.

Marzę o jeszcze jednym dziecku. Mój syn zasługuje na brata lub siostrę.

- A jak ze świętowaniem? W końcu masz chyba do tego całkiem sporo okazji.

- Zgadza się, ale myślę, że trochę czasu na świętowanie będzie. Wszystko połączyło się wręcz idealnie. Mistrzostwo, nagrody, ślub… jest po prostu pięknie. Dodatkowo za trzy miesiące będę miał urodziny. To naprawdę wspaniały dla mnie czas.

 

- Co ty byś chciał dostać od losu, jako prezent ślubny? O czym teraz marzysz?

- Jeśli chodzi o kwestie prywatne, marzę o jeszcze jednym dziecku. Mój syn zasługuje na brata lub siostrę i wszyscy bardzo byśmy tego chcieli. To takie moje osobiste marzenie. W sferze piłki, bardzo chciałbym zagrać z Legią w europejskich pucharach i powtórzyć ten zbliżający się do końca sezon, zarówno w moim wykonaniu, jak i całego klubu. Dodatkowo marzę również o wyjeździe z reprezentacją na mistrzostwa - myślę, że właśnie tego brakuje mi sportowo. Zapiszcie gdzieś na kartce – maj 2021. Za rok sprawdzimy ile z tych marzeń udało się spełnić.

Share

Related news

See all