Legia logo
News5 min read

Historia: Kalendarium Legii (19 września): Pierwszy pucharowy mecz przy Ł3

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Codziennie na Legia.com - w Kalendarium Legii - przypominać Wam będziemy istotne wydarzenia ze 104-letniej historii klubu z Łazienkowskiej przypadające na dany dzień. 19 września 1956 roku w rewanżowym spotkaniu ze Slovanem Bratysława legioniści zwyciężyli 2:0 po bramkach Edmunda Kowala oraz Lucjana Brychczego, ale odpadli z dalszych rozgrywek w Europie. Było to pierwsze spotkanie Wojskowych w europejskich pucharach rozegrane przy Łazienkowskiej. Podczas tego meczu padł także rekord frekwencji ówczesnego obiektu przy Łazienkowskiej – to znakomite widowisko przyszło obejrzeć ponad 40 tysięcy fanów Wojskowych.

W dniu meczu, w środę 19 września 1956 roku, na Stadion Wojska Polskiego przyszło 40 tysięcy kibiców (rekord frekwencji starego obiektu), by zagrzewać do walki swoich piłkarzy. Można śmiało stwierdzić, że CWKS rozegrał wówczas jedno z najwspanialszych spotkań w dziejach tej drużyny, prezentując bojowość i ambicję. Pomimo tego, że Slovan był silnym zespołem, w Warszawie nie istniał. Ostatecznie, po golach Kowala i Brychczego, drużyna Ryszarda Koncewicza wygrała 2:0, lecz nie zdołała ostatecznie zniwelować strat z pierwszego spotkania (0:4) i odpadła z dalszych gier w tamtej edycji rozgrywek Pucharu Europy Mistrzów Krajowych. Legioniści przekonali się na własnej skórze o tym, że rywalizacja w Europie to nie to samo, co gra na krajowych boiskach. Było to przy okazji pierwsze, historyczne spotkanie Wojskowych w europejskich pucharach, rozegrane na stadionie przy Łazienkowskiej.

A tak o dwumeczu Legii ze Slovanem pisze jeden z autorów Księgi Stulecia Legii Wiktor Bołba: „CWKS gromił rywali, ale jeszcze przed meczem w Poznaniu sam także znalazł srogiego pogromcę. Jako mistrz Polski i lider I ligi stołeczny zespół został zgłoszony do drugiej edycji Pucharu Europy Mistrzów Klubowych, zwanego krócej Pucharem Europy. W tamtym czasie kontakty międzynarodowe były bardzo sporadyczne, w Warszawie jednak uważano Wojskowych za drużynę bardzo silną – potrafiła przecież pokonać późniejszego finalistę Pucharu Europy oraz pogromcę Gwardii z pierwszej edycji, szwedzki Djurgarden. Po wylosowaniu w rundzie wstępnej mistrza Czechosłowacji Slovana Bratysława liczono więc na sukces i awans do 1/8 finału. W środę 12 września wszystkich spotkał jednak szok – CWKS przegrał na wyjeździe aż 0:4, tracąc trzy bramki w pierwszej połowie. W 23. minucie dał się zaskoczyć rywalom, w 30. minucie padł gol z rzutu karnego, a w 40. minucie błąd popełniła warszawska obrona. To samo przytrafiło się jej w 68. minucie, w efekcie czego klęska stała się jeszcze bardziej dotkliwa. Mistrz Polski był tylko cieniem dobrej drużyny. Wszyscy jego gracze ustępowali wyraźnie Słowakom, szczególnie w walce o piłkę: grali niedokładnie, chaotycznie, absolutnie nie potrafili znaleźć lekarstwa na twardą obronę przeciwnika, im bliżej byli bramki Slovana, tym bardziej zwalniali grę, tracili piłkę albo wreszcie od czasu do czasu strzelali niecelnie. Poza tym Wojskowi przegrywali prawie wszystkie pojedynki główkowe – relacjonował 'Przegląd Sportowy' (110/1956). Nieco inne światło na to spotkanie rzucił Zientara, który tak opowiadał: Przez zawodników Slovana byliśmy brutalnie atakowani, popychani i kopani czy nawet opluwani. Było takie zdarzenie, że naszego bramkarza Edwarda Szymkowiaka gonił... trzymając nożyce do cięcia trawy, jeden z facetów opiekujących się stanem boiska. Gość ten czynił to z taką zaciekłością, że w pewnym momencie nasz bramkarz... uciekł z bramki ('Nasza Legia', 11/2004). W trakcie gry zdarzyła się także inna niecodzienna sytuacja. Znany z potężnego strzału Marceli Strzykalski trafił piłką w głowę arbitra prowadzącego spotkanie, który padł nieprzytomny na murawę. Zanim doszedł do siebie, minęło kilkanaście minut. To spotęgowało nerwowy nastrój, którego zawodnicy CWKS nie wytrzymali. Sprowokowani, zaczęli się odgryzać, co zostało im wypomniane na łamach krajowej prasy. Sędzia spotkania Meyer z Wiednia był w pierwszej połowie zbyt drobiazgowy, w drugiej zaś łagodnie patrzył na niesportowe zachowanie się drużyny gospodarzy, a nawet rękoczyny. Piłkarze CWKS dopuścili się pod koniec meczu również kilku wykroczeń przeciwko przepisom, i to w sumie sprawiło, że opuszczaliśmy stadion w Bratysławie z dużym niesmakiem – przyznawał 'Przegląd Sportowy' (Archiw. W.B.). Niemniej nauczeni przykrym doświadczeniem piłkarze CWKS, przygotowując się do rewanżu, obok różnych schematów taktycznych przerabiali także... opluwanie przeciwnika. Mimo wyjazdowej klęski 19 września na Stadion Wojska Polskiego przyszło aż 40 tys. widzów (rekord frekwencji), by zagrzewać swoich do walki. Ten doping przyniósł efekty. Można śmiało stwierdzić, że CWKS rozegrał wówczas jedno z najwspanialszych spotkań w dziejach tej drużyny, prezentując przy tym niesamowitą wręcz bojowość i ambicję. Choć Slovan był silnym zespołem, w Warszawie praktycznie nie istniał, zwłaszcza w drugiej połowie. CWKS tak zdusił rywala, że gra toczyła się wyłącznie wokół pola karnego mistrzów Czechosłowacji. Niestety, zabrakło skuteczności, a prasa wytykała wojskowym także to, że byli nadmiernie 'zakochani' w piłce. Bramkę świetnego Wiliama Schrojfa udało się odczarować dopiero w 52. minucie. Zrobił to Kowal. Jedenaście minut później Brychczy podwyższył na 2:0. Potem było jeszcze wiele dogodnych sytuacji, np. gdy Kempny znalazł się sam na sam z bramkarzem, ale piłka po jego strzale musnęła tylko słupek. Po tej akcji przypomniały się nam słowa wypowiedziane przed meczem przez kierownika sekcji Przylipiaka: 'Jeżeli atak CWKS wykorzysta wszystkie sytuacje podbramkowe, możemy być świadkami przyjemnej niespodzianki'. Niestety wszystkich okazji napastnicy nie wykorzystali i CWKS odpadł z Pucharu – podsumował 'Przegląd Sportowy' (113/1956)”.

19 września 1956 roku, Warszawa, 1. runda PEMK

 

Legia Warszawa – Slovan Bratysława 2:0 (0:0)

Bramki: Kowal (52), Brychczy (63)

 

Legia: Szymkowiak – Mahseli, Słaboszowski, Woźniak – Strzykalski, Zientara, Cehelik, Brychczy – Kempny, Pol, Kowal

Slovan: Schrojf – Bena, Vican, Hlavaty – Jankovic, Kovac, Venglos, Bily – Molnar, Pazicky, Varga

Sędziował: A. Grill, Widzów: 40000.

***

Z kolei 19 września 2002 roku Wojskowi zwyciężyli przy Łazienkowskiej holenderski FC Utrecht (4:1) w I rundzie rozgrywek o Puchar UEFA. Gole dla gospodarzy strzelili Jacek Zieliński, Aleksandar Vuković, Stanko Svitlica oraz zawodnik rywali po strzale samobójczym. „Po porażce z Barceloną w eliminacjach Ligi Mistrzów Legię czekał dwumecz w I rundzie o Puchar UEFA, gdzie rywalem był holenderski zespół FC Utrecht. 'Show na Legii' – obwieszczało wielką czcionką 'Życie' po tym, jak Legia w Warszawie po bardzo dobrym meczu wygrała 4:1. Na rewanż do Utrechtu legioniści odlatywali samolotem czarterowym z Okęcia do Amsterdamu w doskonałych nastrojach i... eleganckich garniturach pod krawatem. Przed piłkarzami stała historyczna szansa, ponieważ jako pierwsza Polska drużyna mieli szansę wyeliminować z rozgrywek pucharowych drużynę z Holandii. 'Jestem spokojny o awans' – mówił przed odlotem Jacek Magiera. Wtórował mu Stanko Svitlica, dodając: 'Wygraliśmy 4:1 i nie ma mowy abyśmy roztrwonili taką przewagę'. Faktycznie, legioniści jej nie roztrwonili, a wręcz przeciwnie, w Utrechcie ponownie wykazali swoją wyższość wygrywając po bramkach Kucharskiego i dwóch Svitlicy 3:1.

Share

Related news

See all