
Codziennie na Legia.com - w Kalendarium Legii - przypominać Wam będziemy istotne wydarzenia ze 104-letniej historii klubu z Łazienkowskiej przypadające na dany dzień. W kolejnym odcinku o ćwierćfinałowym meczu o Puchar Europy Mistrzów Krajowych w którym 49 lat temu zmierzyły się jedenastki Legii Warszawa i Atletico Madryt. Kilka dni przed tym spotkaniem legioniści wracali z Bytomia do Warszawy... na piechotę oraz stopem.
24 marca 1971 roku w rewanżowym spotkaniu 1/4 finału rozgrywek o Puchar Europy Mistrzów Krajowych z Atletico Madryt legioniści zwyciężają 2:1 po bramkach Jana Pieszki i Władysława Stachurskiego. Odpadają jednak z dalszych gier ze względu na przepis o bramkach strzelonych na wyjeździe.
Nadzieję na odrobienie niekorzystnego wyniku z pierwszego spotkania z Atletico (0:1) pozwalała mieć bardzo dobra gra, jaką piłkarze Edmunda Zientary zademonstrowali w Madrycie. Przed meczem z Atletico przy Łazienkowskiej Wojskowi rozegrali w Bytomiu ligowe spotkanie z Polonią. Z myślą o czekającym ich rewanżu z Hiszpanami grali na zwolnionych obrotach, dlatego wynik 0:0 nie wzbudzał większych emocji. Tych piłkarze doświadczyli już wracając z Bytomia, gdzie na skutek awarii klubowego autokaru pod Piotrkowem Trybunalskim, resztę trasy pokonywali szukając okazyjnych środków lokomocji. „W ten sposób, wędrując na piechotę, Lesław Ćmikiewicz zachorował na anginę. W międzyczasie do klubu napływały zamówienia na bilety z najdalszych zakątków Polski. Mimo że wszystkie zostały sprzedane i działacze informowali, że biletów już nie będzie, nadal pod kasami ustawiały się kolejki sympatyków Legii. W środę 24 marca 1971 roku, na półtorej godziny przed meczem, wszystkie miejsca na stadionie Legii były już zajęte. Z chwilą gdy piłkarze pojawili się na boisku, stadion eksplodował z 'siłą kilkunastu tysięcy decybeli'. 25 tysięcy kibiców zgromadzonych przy ulicy Łazienkowskiej nie żałowało gardeł gorąco dopingując Legię” - czytamy na historycznych stronach „Naszej Legii” w artykule Wiktora Bołby. I choć legioniści wygrali 2:1 (po golach Jana Pieszko i Władysława Stachurskiego), do szatni schodzili z opuszczonymi głowami. Także fani Wojskowych opuszczali stadion w nie najlepszych nastrojach. Zadowoleni byli z gry, ale zawiedzeni wynikiem. Rezultat 2:1 dla gospodarzy promował bowiem do następnej rundy padających sobie po meczu w ramiona piłkarzy Atletico Madryt. Legii zabrakło więc jednej bramki do awansu, a Hiszpanie strzelając szybko gola przy Łazienkowskiej mądrze się bronili i zdołali utrzymać wynik, który premiował ich do awansu do półfinału PEMK.
A tak o meczu i jego otoczce piszą autorzy Księgi Stulecia Legii: „Od poniedziałku 22 marca, zgodnie z obowiązującą wówczas w klubie tradycją, legioniści przebywali na krótkim zgrupowaniu w ośrodku 'Pod Dębami' w Świdrze pod Warszawą. W tym czasie do klubu napływały zamówienia na bilety z najdalszych zakątków Polski. Mimo że wszystkie zostały sprzedane i działacze informowali, że wejściówek na rewanż z Atlético już nie będzie, nadal pod kasami ustawiały się kolejki kibiców. W środę 24 marca, półtorej godziny przed meczem, wszystkie miejsca Stadionu Wojska Polskiego były już zajęte. Widzowie zachęcani przez spikera ćwiczyli okrzyki. Rozbrzmiewały trąbki i piszczałki. Po tym, co pokazali w Warszawie kibice Feyenoordu, działacze Biura Propagandy Legii postanowili wyjść naprzeciw potrzebom fanów i po raz pierwszy w historii klubu uruchomiono produkcję legijnych pamiątek związanych z meczem. U zbiegu Łazienkowskiej i Myśliwieckiej wspólnie z 'Ruchem' zorganizowano kiosk kibica. 25-tysięczny tłum ucichł już po 10 minutach gry. Błąd popełnili obrońcy Legii i Grotyńskiego pokonał Salcedo, piłkarz, który ledwie cztery minuty wcześniej wszedł na boisko, zastępując kontuzjowanego kolegę. Niespełna kwadrans później nadzieje odżyły. Uderzał Deyna, bramkarz Rodri odbił piłkę, na co czekał Pieszko i z pięciu metrów wyrównał. Widownia odzyskała wigor, a jej entuzjazm udzielił się stołecznym piłkarzom, którzy coraz mocniej naciskali przeciwnika. W drugiej połowie Legia wciąż przeważała. W 51. minucie po faulu na Pieszce sędzia podyktował rzut wolny. Kibice wywoływali Stachurskiego. Przy piłce stanął Deyna, Bernard Blaut wziął rozbieg, ale przebiegł obok niej, myląc zawodników Atlético, a strzelił ten, który miał strzelać – Stachurski. Uderzył silnie, po ziemi i skutecznie. Było więc 2:1, do awansu brakowało jeszcze jednego gola – w tym czasie obowiązywała już formuła promująca bramki zdobyte na wyjeździe. Legioniści mieli jeszcze 39 minut na to, by rozstrzygnąć rywalizację na swoją korzyść, z każdą chwilą zyskiwali coraz większą przewagę, ale goście bronili się niesłychanie szczęśliwie. Strzał Pieszki obronił świetnie grający Rodri, uderzenia Żmijewskiego i Stachurskiego minimalnie chybiły celu. I choć gracze Atlético po meczu twierdzili, że dawno już nie byli w takich opałach, oni cieszyli się po końcowym gwizdku Anglika Jacka Taylora”.