Legia logo
Article placeholder
News5 min read

Koźmiński i Szpakowski o meczu z Rangers FC

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Takiego meczu nasza drużyna nie grała od lat. Wszyscy śpimy nieco gorzej i całymi dniami czujemy ogromne emocje, które w czwartkowy wieczór skumulują się na Ibrox Stadium. Przed Legią ostatnia bitwa w wojnie o Europę – szanse w niej ocenili Piotr Koźmiński i Dariusz Szpakowski.

- Legia jest w stanie awansować. Po pierwszym meczu kibice w Warszawie czuli i satysfakcję i niedosyt, a skoro miało to miejsce przy wyniku 0:0, to znaczy, że rywal jak najbardziej jest w zasięgu. Spotkania w stolicy nie udało się wygrać, ale bezbramkowy rezultat to i tak najlepszy możliwy remis. Sytuacja wyjściowa jest więc dobra, choć naturalnie tego wyjazdu nie da się porównać z żadnymi meczami rozegranymi dotychczas w eliminacjach. Legia musi teraz przede wszystkim wytrzymać presję – można się śmiać z mówienia o dwunastym zawodniku, ale sam Steven Gerrard podkreślał ogromną rolę trybun w poprzednim spotkaniu. 

 

- Rozmawiałem niedawno z Romanem Koseckim i on akurat przed spotkaniem na Ibrox jest optymistą twierdząc, że Szkoci nie są wcale tacy straszni. Niektórzy jeszcze przed Atromitosem na fazę grupową patrzyli jak przez mgłę, ale teraz ten awans naprawdę jest do zrobienia. Kluczową kwestią jest atak, bo przecież ktoś tę bramkę musi strzelić. Każdy z napastników ma coś do udowodnienia, więc bardzo liczę na ten głód snajperów. Jeżeli trafi Kulenović, to wreszcie się przełamie, co z pewnością odgoni od niego demony poprzednich spotkań. Jeśli strzeli Carlitos, to wtedy może w końcu skończy się dyskusja o jego stosunkach z trenerem. Jest też i Niezgoda, który nie grał bardzo długo i dla niego gol na Ibrox mógłby być początkiem zupełnie nowego rozdziału. Kto by nie dostał szansy z przodu, na pewno zagra na 130%.

- Roman Kosecki – ale także i ja – bardzo liczy na Valeriana Gvilię, który jest niezwykle inteligentnym graczem i ogromnie ważnym ogniwem zespołu. Za nim brylować będzie Andre Martins i prawdopodobnie Cafu, więc środek pola będzie bardzo mocny. Najgorszym scenariuszem byłaby szybko stracona bramka, bo przez takie trafienia na początku meczu wszystkie plany w jednej chwili biorą w łeb. Warto jednak wierzyć w happy end, bo – chociaż serce kibiców zadrży pewnie w Szkocji nie raz – to ten awans naprawdę jest w zasięgu drużyny.

- Ostatnio bardzo dużo mówi się o znakomitej dyspozycji warszawskiej defensywy i ja pod tymi pochwałami się podpisuje. Obrona pokazała, że na zero z tyłu może grać nie tylko z przypadkowymi zespołami z Gibraltaru czy Finlandii, ale świetnie radzi też sobie z naprawdę groźnymi piłkarzami.

- Dużą wartością dla Legii będzie w tym meczu Luquinhas. To znakomity transfer, o czym świadczy fakt, że bardzo trudno było wyciągnąć go do Legii. Szczerze mówiąc bałem się, że to zawodnik, który za często będzie się przewracał, ale Brazylijczyk bardzo szybko poznał specyfikę ligi i jej fizyczności, która przecież towarzyszyć będzie również spotkaniu w Glasgow. Ważne jest to, że coraz więcej piłkarzy Legii zaczyna się budzić – choćby Dominik Nagy, który rozegrał w Łodzi kapitalne spotkanie. To bardzo ważne, bo w takim meczu o wyniku może zadecydować ławka. Każda dobra zmiana będzie na wagę złota, a każda zła może spowodować katastrofę. Takiego meczu nie jest w stanie wygrać tylko jedenastu piłkarzy – do zwycięstwa potrzebne będą bardzo mądre zmiany i jakość wniesiona z ławki.

 

- Ostatnio bardzo dużo mówi się o znakomitej dyspozycji warszawskiej defensywy i ja pod tymi pochwałami się podpisuje. Obrona pokazała, że na zero z tyłu może grać nie tylko z przypadkowymi zespołami z Gibraltaru czy Finlandii, ale świetnie radzi też sobie z naprawdę groźnymi piłkarzami. W ostatnim meczu Morelos został zupełnie odcięty, ale mnie to nie dziwi – nie takich kozaków Artur Jędrzejczyk potrafił wyłączyć z gry. Nie czuję więc lęku przed Kolumbijczykiem, choć szkocka prasa dużo pisze o zainteresowaniu nim przez naprawdę mocne kluby, co niewątpliwie podkreśla jego formę. Na Łazienkowskiej to Legia miała dwunastego zawodnika, teraz będzie mieć ich Rangers FC. Wojskowi muszą wytrzymać presję, a z całą pewnością pomoże im w tym pierwszy mecz, który dodał zespołowi naprawdę dużo pewności siebie.

Dariusz Szpakowski, komentator sportowy:

- Rangersi są na pewno lepiej zorganizowani, mają większą kulturę gry i lepsze indywidualności. Pomimo niezłego rezultatu z pierwszego spotkania, Legie czeka więc trudne zadanie. Kluczowe będą pierwsze minuty, w których Wojskowi od razu powinni poszukać swojej szansy w ataku. Rywal będzie napędzany przez 50 tysięcy fanatycznych kibiców, więc zespół Legii nie może wyjść na boisko przestraszony. Pytanie, czy w podstawowym składzie zacznie Kulenović, Carlitos czy Niezgoda. 

 

- Nie bardzo wierzę w grę na 0:0. Rangersi na pewno potrafią strzelać u siebie gole, a jeżeli im się to uda, to cofną się i zaczną grać z kontry. Legii ostatnio brakowało skuteczności, ale z jej poprawą wszystko jest do osiągnięcia. Zespół nie gra tylko o zwycięstwo, a o awans, miliony euro i punkty do rankingu dla siebie, ale też całej polskiej piłki. Nie oszukujmy się – dla Legii sezon bez europejskich pucharów to sezon stracony, więc w czwartek czeka nas rywalizacja o wszystko. Aleksandar Vuković dał odpocząć dziewięciu zawodnikom, Legia gra coraz lepiej, a że piłka jest zupełnie nieprzewidywalna, to mam duże nadzieje na happy end.

 

- Nie sądzę, by Legia uległa presji trybun, bo do głośnego dopingu jest przyzwyczajona. Sprawa nie rozstrzygnie się na trybunach, a w umiejętnościach piłkarskich i przygotowaniu mentalnym. Wojskowi są na fali wznoszącej – i dobrze – ale Rangers FC to pierwszy tak naprawdę poważny rywali w eliminacjach. Pamiętamy mecz z Ajaksem dwa lata temu, gdzie w Warszawie skończyło się 0:0, a na wyjeździe Legia była gorsza o jedną bramkę. Zabrakło wówczas skuteczności i szczęścia – nad szczęściem pracować się nie da, natomiast wierzę, że zespół zwróci uwagę na wykorzystywanie sytuacji i to pozwoli mu wrócić ze Szkocji z tarczą.

- Myślę, że to spotkanie nie będzie zamknięte, bo jeżeli Legia się zamknie, to ukręci bat sama na siebie. Zespół musi być skupiony, grać rozważnie, by nie narazić się na jakąś głupią stratę.

- Bez wątpienia na korzyść Szkotów przemawiać będzie doświadczenie. Rangers FC grało rok temu w pucharach, mają to obycie w Lidze Europy UEFA, a na ławce zasiada bardzo charyzmatyczna postać i absolutny lider – Steven Gerrard, który prowadzi zespół z coraz większymi sukcesami. The Gers pod jego wodzą awansowali do pucharów, w lidze zajęli drugiej miejsce i wreszcie po tylu latach przerwy ograli Celtic w derbach. Anglik na pewno wie co robi.

- Myślę, że to spotkanie nie będzie zamknięte, bo jeżeli Legia się zamknie, to ukręci bat sama na siebie. Zespół musi być skupiony, grać rozważnie, by nie narazić się na jakąś głupią stratę. Przede wszystkim Wojskowi mają świadomość, że sami muszą strzelić gola, bo przecież nikt nie będzie bronił 0:0 z Warszawy. Na pewno zobaczymy więc bramki, a że bramkowy remis daje awans, to z pewnością jest to dla stołecznych piłkarzy jakiś komfort. Bardzo chciałbym powiedzieć na koniec transmisji, że Legia jest w Europie.

Share

Related news

See all