
Tuż przed 12:00 samolot Polskich Linii Lotniczych wylądował na Bodø lufthavn. Cała drużyna Legii Warszawa zameldowała się w mieście mistrza Norwegii.
Na warszawskie Okęcie Wojskowi dotarli po godz. 7:30. Zespół miał więc sporo czasu do zaplanowanego na godz. 9:00 odlotu, więc piłkarze postanowili wykorzystać go na chwilę relaksu. Zdecydowana większość drużyny usiłowała pobudzić się poranną kawą – na czele z Filipem Mladenoviciem, który podśpiewując piosenkę Sanah „Ale jazz”, zgodnie z jej słowami ruszył po cappuccino na wynos. Przy stolikach nie brakowało dobrego humoru, a o ten – tradycyjnie już – dbał kapitan, Artur Jędrzejczyk.
Czas do odlotu upłynął bardzo szybko. Młodsi gracze rozmawiali między sobą o najnowszych wynikach matur, starsi mieli chwilę na telefon do rodzin. Ostatecznie tuż po godz. 9:00 cała ekipa zameldowała się na pokładzie embraera 170 i po chwili samolot wzbił się w powietrze. Mimo wczesnej pory stosunkowo duża liczba piłkarzy nie spała podczas podrózy. Legioniści sięgali po książki, gazety, czy seriale, a kilku z nich na tabletach analizowało swoje zachowanie przy okazji meczów sparingowych.
Choć przez większą część lotu maszyna szybowała ponad chmurami, skutecznie zasłaniającymi wszystko poniżej, widoki przy podchodzeniu do lądowania w Bodø z całą pewnością wynagrodziły pasażerom tę niedogodność. Norweskie fiordy wyglądały imponująco, a otoczona nimi miejscowość z gracją wpasowywała się w północny krajobraz. Samo lotnisko położone było tuż nad linią morza, podobnie zresztą jak hotel Radisson Blu, do którego zespół dotarł po zaledwie kilku minutach podróży. Po drodze autokar minął Aspmyra Stadion, arenę jutrzejszych zmagań z FK Bodø/Glimt. Miejmy nadzieję, że jutro piękne będą nie tylko widoki, jakie oferuje północna Norwegia, ale przede wszystkim wynik na tablicy.