
PKO Ekstraklasa: Wisła - Legia sprzed 84 lat. Był taki mecz...
Legia mierzyła się z Wisłą w czerwcu szesnastokrotnie. Jedno z tych spotkań odbyło się konkretnie 7 czerwca. Równo 84 lata temu, w 1936 roku, piłkarze Wojskowych zagrali z Białą Gwiazdą w Krakowie. Mecz, w którym wystąpili m.in. Zlatoper, Martyna, Wypijewski czy bracia Przeździeccy, zakończył się wygraną rywali 1:0, a sezon w 1936 roku był jedynym i ostatnim, kiedy legioniści opuścili szeregi najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.
Autor: Janusz Partyka
Fot. Archiwum Legii, NAC
- Udostępnij
Autor: Janusz Partyka
Fot. Archiwum Legii, NAC
W niedzielę, 7 czerwca, legioniści zmierzą się w Krakowie z Wisłą. Będzie to 170. mecz w historii rywalizacji obydwu klubów, a 17. rozegrany w czerwcu. Jak do tej pory konkretnie siódmego dnia tego miesiąca obydwie drużyny stanęły naprzeciw siebie tylko raz, także w niedzielę, 84 lata temu - 7 czerwca 1936 roku. Biała Gwiazda zwyciężyła 1:0 po golu Bolesława Habowskiego w 67. minucie spotkania. „Przed meczem ligowym Wisła — Legja. W najbliższą niedzielę sportowy Kraków będzie miał sposobność zobaczenia atrakcyjnego meczu Wisły z Legją. Mecz ten budzi szczególne zaciekawienie, gdyż będzie to pierwszy występ Wisły po spotkaniu z drużyną angielską Chelsea i każdy; ciekaw jest jakie korzyści odniosła drużyna Wisły ze spotkania z Anglikami. W dużej mierze występ ten będzie decydował o poprawie lokaty Wisły w tabeli ligowej. Zarząd Wisły, spodziewając się zwiększonego za interesowania temi zawodami, obniżył cenę biletów na boczne trybuny, które to bilety można już zakupić za cenę 1.50 zł. w miejscach przedsprzedaży, w których można także nabyć piękne pamiątkowe wydawnictwo, opublikowane przez Wisłę z okazji jubileuszu 30-lecia” - zachęcał do przyjścia na mecz „Ilustrowany Kuryer Codzienny”.

„Wisła-Legja 1:0 (0:0). (...) Po dłuższej przerwie doczekaliśmy się wreszcie meczu o punkty. Spotkały się z sobą dwie drużyny, które zawsze walczyły ze sobą niezwykle zacięcie, a spotkania ich należały zawsze do pełnych emocji. Wprawdzie na boisku własnem Wisła wychodziła niemal zawsze zwycięsko, jeśli nie liczyć jednego meczu z r. 1931, ale tym razem wiedziano, że Wisła wystąpi bez Artura, a również spodziewano się, że... Madejski, po odniesionej na meczu w Warszawie kontuzji, nie będzie mógł wziąć udziału w zawodach. O ile przewidywania co do Artura spełniły się, o tyle Madejski był jednak w stanie grać i to dobrze. Brak Artura dawał z góry pewną przewagę Legji, gdyż trudno było myśleć, aby jego zastępca mógł natychmiast dorównać swemu poprzednikowi. Habowski... zdał swój egzamin, bo wykazał lepszą nawet formę od swoich dwóch partnerów z trójki środkowej. Mecz miał dwie swoje i to różne połowy. O 11 w pierwszej Wisła nie potrafiła się zespolić, a napad jej wykazał wielki brak zgrania, przyczem i pomoc trzymała się zbytnio w defensywie, o tyle w drugiej części ambicja wielkiej ilości zawodników Wisły wzniosła się na najwyższy poziom. — Przewaga Wisły była w tym okresie tak miażdżą ca, iż podobnej nie ogląda się niemal nigdy na zawodach ligowych. Legja musiała się bronić i to pełne 45 minut, a wiele szczęścia, a napastnicy Wisły często i pecha, obok nieumiejętności strzeleckich (Kopeć), — to może być zadowoloną, iż wyjechała z Krakowa z minimalną porażką. Wedle przebiegu gry zasłużyła bowiem na znacznie większą” - relacjonowali dzień po meczu dziennikarze „Ilustrowanego Kuryera Codziennego”.

Dalej pisali: „Legja miała też swoje piękne momenty, w oko wpadały dobre zagrania trójkątami i przechodzenie w ten sposób dość łatwe przez tyły przeciwnika, ale brakło jej strzelców i jeszcze raz strzelców. Dobra technika, talent wielu graczy nie wystarczy, gdy nie jest poparty sztuką strzelecką. W pierwszym okresie, jak powiedzieliśmy, było nudno. Obie strony grały wolno i mało energicznie. Z ciekawszych sytuacyj był słaby strzał Kopecia, obroniony przez Zlatopera, strzał Łyki obok słupka po mimice i u Martyny i zmarnowanie w ten sposób niemal stuprocentowej sytuacji na zdobycie goala oraz dobra obrona Madejskiego po rzucie rożnym. Niezadowolenie z gry w pierwszym okresie wynagrodziła w dużym stopniu gra Wisły po przerwie. Widziało się tam nieraz próbki tej ambicji i ofiarności, której byliśmy świadkami na meczu z Anglikami. Oczywiście, iż to zadecydować musiało o wyniku i lada chwile musiał przyjść goal, decydujący o zwycięstwie. Padł on w 67. min. w sposób rzeczywiście efektowny ze strzału Habowskiego, któremu piłkę dobrze wystawił Kotlarczyk II. Od tej pory Wisła góruje wybitnie, bombarduje niemiłosiernie niejednokrotnie bramkę przeciwnika, ale piłka odbija się nieraz od zwału nóg graczy Legji, a nawet w ostatnim momencie nieraz bronią jej zawodnicy nogami na linii bramkowej. Na wyróżnienie zasługują z drużyny Wisły Madejski (choć był bardzo mało zatrudniony), obaj obrońcy (po pauzie) Szumilas i Szczepanik, Kotlarczykowie i Jezierski, zaś w ataku Habowski i Władysławski. Łyko wypadł tym razem słabiej z powodu zbytniego wózkowania i małej ruchliwości. W Legji najlepsi Martyna, prawoskrzydłowy Cieńciara i Cebulak. Dość dobrze wypadł bramkarz Zlatoper. Sędziował bardzo dobrze ku ogólnemu zadowoleniu p. Zapiór w miejsce wyznaczonego sędziego p. Wardęszkiewcza z Łodzi, który nie przyjechał. Widzów 3000”.

„Nie przyszło Wiśle łatwo pokonać Legję w Krakowie 1:0” - relacjonowali z kolei żurnaliści „Przeglądu Sportowego”. „2000 widzów czekało cierpliwie przez 60 minut, aby wreszcie ujrzeć przez pół godziny ciekawą grę. Początkowo gospodarze raczej zawodzili, a goście mile rozczarowali: przyznać bowiem należy, że w pierwszej połowie Legja zademonstrowała nam grę przyjemną dla oka, jakkolwiek pozbawioną zupełnie skuteczności. Poza duetem defenzywnym, którego zadanie było zresztą ułatwione na skutek gry przeciwnej ofenzywy, dysponowała Legja tylko skutecznymi pomocnikami: dwaj boczni spełniali zadanie defenzywne, natomiast Cebulak jakkolwiek jeszcze nie idealnie, myślał o współpracy z atakiem. Napastnicy Legji dobrze ustawiali się, w wybieganiu na pozycję mieli najsilniejszy punkt w Łysakowskim, dobrym technicznie, ale również niezdecydowanym pod bramką. Z tych względów wiele ciekawych zagrań z lewej strony oraz trójki środkowej pozostało bez efektu cyfrowego. Wisła, pozbawiona Artura, musiała kuleć w ataku. W tym stanie rzeczy cała linja skierowała się myślami do Łyki, śląc do niego wszystkie piłki i nie myśląc o normalnem rozwijaniu szyków. Że zaś lewoskrzydłowego asekurowali wpólnie Kubera i Martyna, atak Wisły nie mógł zagrozić bramce przeciwnika. Dopiero po pauzie zmieniło się wszystko, gdy po 15 minutach inny duch wstąpił w drużynę i 'Czerwoni' z dziką pasją rzucili się naprzód. Teraz dopiero wykorzystano wypoczętego Habowskiego, który przebił się kilkakrotnie i uzyskał decydujący punkt. Trójka środkowa odegrała w meczu mniejszą rolę jakkolwiek 'Władysławski' na środku wypadł nie najgorzej. Idąc ku tyłom natrafiamy na drobne luki: Kotlarczyk I grzeszy niecelnością podania, Szczepanik był natomiast godnym następcą Sitki. Gra początkowo toczy się na całym polu, później Legja uzyskuje lekką przewagę, którą z małemi zmianami utrzymuje do przerwy. W drugiej połowie Wisła rozpoczyna intensywną serję ataków, uwieńczonych celnym strzałem Habowskiego po przeboju w 20 minucie. Od tej chwili przewaga Wisły rośnie, ale mimo pewnych szans wynik nie ulega zmianie. Sędzia p. Zapiór na ogół poprawny” - czytamy w korespondencji PS.

Warto nadmienić, że właśnie piłkarski sezon w 1936 roku był dla Legii jedynym i ostatnim zarazem, w którym opuściła szeregi najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. „Piłkarstwo polskie w sezonie 1936 miało jednak własne problemy. Tuż przed startem rozgrywek istnienie Ligi zawisło na włosku po tym, jak część działaczy z okręgów głosowała za jej likwidacją i wprowadzeniem systemu czterech okręgów obwodowych. Ostatecznie do zmian nie doszło, ale „reformatorom” udało się znieść autonomię Polskiego Kolegium Sędziów, a także uchwalić wprowadzenie dodatkowych, nowych rozgrywek o Puchar Polski – tym razem nie dla drużyn klubowych, ale dla reprezentacji międzyokręgowych. (...) W lidze tymczasem piłkarze Legii rozpoczęli sezon prawie bez zmian w składzie. (...) W kwietniu, grając 'na świeżości', zespół nie przegrał żadnego meczu, szybko okazało się jednak, że zawirowania w przygotowaniach do sezonu nie pozostały bez wpływu na formę Wojskowych. W ważnej serii spotkań z silnymi drużynami – Pogonią, Ruchem, Wartą i Wisłą – Legia zanotowała komplet porażek. Wyraźnie brakowało kondycji, bo po wyrównanej pierwszej połowie w drugiej części meczu drużyna zazwyczaj oddawała pole rywalom. Efektem tego był spadek na przedostatnie miejsce w tabeli, legioniści wyprzedzali jedynie katowicki Dąb mający tyle samo punktów. (...) Po fatalnej serii porażek trzy kolejki przed końcem rozgrywek wojskowa drużyna była na dnie ligowej tabeli, z czterema punktami straty do Dębu Katowice i pięcioma do zajmującego ostatnie bezpieczne miejsce Śląska Świętochłowice. Wygrana nad tym drugim zespołem 2:0 na niewiele się już zdała. 25 października 1936 roku, w przedostatniej kolejce Legia, występując w bardzo osłabionym składzie (...) przegrała w Łodzi z ŁKS 1:3. Pierwszy i jedyny w historii spadek z ligi stał się faktem. (...) Jak się wkrótce okazało, nawet w przypadku zwycięstwa nie pozostałaby w ekstraklasie, bo rywalizujący z nią o to Dąb Katowice nie zagrał fair. Afera, która wybuchła już po ostatniej kolejce (katowiczanom udowodniono przekupienie jednego z rywali w meczu ze Śląskiem Świętochłowice), zakończyła się w efekcie relegowaniem katowickiego klubu z ligi. Dla Legii nie miało to jednak żadnego znaczenia. I tak zajęła ostatnie miejsce z najgorszym bilansem trzech zwycięstw, dwóch remisów i 13 przegranych. Była nie tylko drużyną, która miała najmniej wygranych i najwięcej porażek, lecz także uzyskała najsłabszy bilans bramkowy oraz straciła najwięcej goli – 46. Jak duży był kryzys w drużynie, świadczy fakt, że najlepszym jej strzelcem okazał się Witold Wypijewski, który zakończył rozgrywki jedynie z sześcioma trafieniami” - czytamy na łamach Księgi Stulecia Legii.

Większość zdjęć w artykule pochodzi z meczu Wisły Kraków z Chelsea FC, który odbył się na stadionie Białej Gwiazdy kilka dni przed potyczką z Legią w 1936 roku. Chcieliśmy jednak oddać klimat, jaki panował wówczas na stadionach piłkarskich w Polsce.
7 czerwca 1936 r., 7. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, godz. 17:30
Wisła - Legia 1:0 (0:0)
Bramka: Bolesław Habowski (67)
Wisła: Madejski - Szczepanik, Szumilas - Jezierski, Kotlarczyk I, Kotlarczyk II - Habowski, Kopeć, „Władysławski”, Sołtysik, Łyko
Legja: Zlatoper - Martyna, Szczotkowski - Kubera, Cebulak, Przeździecki II - Cienciara, Przeździecki I, Frankowski, Łysakowski, Wypijewski
Źródło: historiawisly.pl (zachowano oryginalną pisownię)




Autor
Janusz Partyka
























