Legia logo
Piłka nożna9 min czytania

Bartosz Bibrowicz: Sztab jak orkiestra symfoniczna [WYWIAD, CZĘŚĆ I]

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

- Bardzo zależało mi, żeby sztab tworzyli ludzie z międzynarodową przeszłością, z doświadczeniem w piłce nożnej, ale i unikalnymi doświadczeniami z innych sportów. Kluczowym elementem było zintegrowanie naszego działania w dziedzinie zdrowia i treningu fizycznego zawodników - szef działu motoryczno-medycznego Legii Warszawa Bartosz Bibrowicz podsumowuje ostatnie pół roku pracy z drużyną.

 

- Piłkarską jesień skończyliśmy w tym roku wyjątkowo wcześnie, ale żeby przedstawić pełny obraz drużyny w wymiarze fizycznym, musimy cofnąć się do lata. Wraz z powołaniem nowego sztabu pojawiło się też nowe pojęcie: „sztab motoryczno-medyczny”. Jaka była geneza jego wprowadzenia?

- Ta koncepcja przy udziale odpowiedzialnego za cały pion sportowy Jacka Zielińskiego pojawiła się po przeprowadzonym w sezonie 2021/22 audycie, gdy obserwowałem pracę tej części sztabu przy różnych trenerach. Kluczowym elementem było zintegrowanie naszego działania w dziedzinie zdrowia i treningu fizycznego zawodników. Zmiana miała połączyć departamenty wzorem wielu zagranicznych zespołów. Chodzi o to, żeby każdy jego członek mógł dostosować i ulepszać swoją pracę w stosunku do pracy innych. Nie chcieliśmy, żeby np. trenerzy przygotowania fizycznego zajmowali się wyłącznie swoją częścią bez uwzględnienia pozostałych aspektów. Przygotowanie zespołu to nie ma być głos jednej, dwóch osób, ale zadanie całej grupy eksperckiej. Patrząc na początek sezonu widzimy, że przyniosło to konkretne korzyści. Zobacz na chociażby mniejszą liczbę kontuzji naszych piłkarzy. Możemy powiedzieć, że trener i jego asystenci dostają w tej materii od nas większe wsparcie. Najlepsze praktyki chcemy archiwizować, a każde pozytywne działanie dokładnie zbadać, żeby wiedzieć, jak działa i jak w przyszłości z niego korzystać.

 

- Przejdźmy do konstrukcji sztabu, który stał się bardziej rozbudowany.

- Lepsze określenie to „przebudowany”. Ja zajmuję się koordynowaniem procesów, które dzieją się przy drużynie. Chodzi tu o kwestie motoryczno-medyczne. Głównym trenerem przygotowania fizycznego jest Stergios Fotopoulos, który razem z Dawidem Golińskim odpowiada za cały proces treningowy i jego programowanie. To oni jeżdżą na mecze i są przy drużynie na boisku. Patrząc na to, czego nam brakowało, musieliśmy postawić na inne umiejętności fizjoterapeutów, niż miało to miejsce do tej pory. Chcieliśmy mocno zbalansować skład. Otworzyliśmy się na młodych fizjoterapeutów, którzy mają być wsparciem i rozwojem długofalowym dla klubu. Mamy w swoim sztabie trzech doświadczonych fizjoterapeutów, którzy spełniają wszystkie wymagane przeze mnie kwalifikacje i kompetencje. Naszym celem jest także mocne wspieranie Akademii. Prowadzimy programy stażowe i wymiany, żeby zapewnić odpowiedni poziom opieki młodym piłkarzom. W ramach Legia LAB działamy bardzo szeroko: monitorujemy zawodników, sprawdzamy jakość terapii czy procesów powrotu do sportu. To co cały czas weryfikujemy, to informacje ze świat nauki, następnie z zespołem sprawdzamy, czy w naszym wypadku jest możliwa ich praktyczna aplikacja.

 

- Jak przebiega wasza praca przy planowaniu treningów podczas jednego mikrocyklu?

- Wszystkie działania, poszczególne części treningów są z nami konsultowane. Czas i ich zakres podczas jednego mikrocyklu ustalamy z trenerem i resztą sztabu po to, żeby najlepiej w rytmie dobowym przygotować zawodników do treningu i meczu. Można powiedzieć, że kolejnymi cegiełkami dobudowujemy kolejne aktywności dla piłkarzy.

- Jesteśmy na etapie optymalizacji treningów. Dzięki badaniom mamy profil zawodnika. Chcemy zakumulować zmęczenie, żeby przełożyło się ono na dobra grę w rundzie wiosennej - mówi trener przygotowania fizycznego Legii Warszawa Bartosz Bibrowicz.

 

- Jako sztab przygotowaliśmy baterię testów motorycznych przed rozpoczęciem zgrupowania, żeby zobaczyć, w jakim stanie są zawodnicy po krótkiej przerwie, odpowiednio ich sprofilować i dobrać obciążenia. Wyjazd do Dubaju traktujemy bardzo mocno treningowo. Chcemy zakumulować zmęczenie, żeby przełożyło się ona na dobrą grę w rundzie wiosennej.

 

- Podczas testów możemy wyłapać elementy, który nie były odpowiednio wykształtowane. Przeprowadziliśmy testy w listopadzie, które były dla nas podstawową. Po powrocie zawodników i kolejnej serii wiemy, czy zaszły zmiany i co działo się w ich organizmie. Widzimy, gdzie byliśmy, gdzie jesteśmy teraz i jak dotrzeć do tego, gdzie chcemy być. Badania stworzyły nam profil zawodnika. Otrzymaliśmy szerszy obraz jego stanu fizycznego. Jesteśmy na etapie optymalizacji treningów. 

 

- Obecnie pracujemy ogólnorozwojowo, ale w sposób zindywidualizowany. Chcemy zakumulować jak najwięcej zmęczenia, nie tylko fizycznego, żeby jak najciężej wypracować początek przygotowań, zanim zaczną się większe i mniejsze gry. Mamy zawodników, którzy są na różnych etapach. Część rozegrała więcej meczów jesienią i ma wybieganych więcej minut. Ich obciążenia muszą być inne. Dodatkowo, staramy się je zindywidualizować względem tego, jak wygląda ich ciało. Sprawdzamy, czy są jakieś deficyty. Jeśli tak, chcemy je wyrównać, żeby stworzyć fundament dalszej pracy również po powrocie do Polski.

 

- Każdy zawodnik spotyka się z różnymi problemami. Zależy nam, żeby Luquinhas i Josue, którzy dziś trenowali indywidualnie, byli dostępni dla trenera w każdym czasie. Jeden trening, mocniejszy czy słabszy, służy optymalizacji i pomoże nam ich lepiej przygotować. U Artura Jędrzejczyka czekamy na zrost kości. Jest po operacji, wygląda to optymistycznie.

Kluczowym elementem było zintegrowanie naszego działania w dziedzinie zdrowia i treningu fizycznego zawodników. Zmiana miała połączyć departamenty wzorem wielu zagranicznych zespołów. Chodzi o to, żeby każdy jego członek mógł dostosować i ulepszać swoją pracę w stosunku do pracy innych.

- Przed tym sezonem zmieniła się jeszcze jedna rzecz. Po rozegranym meczu już następnego dnia piłkarze mają zaplanowany trening, a dopiero drugi dzień jest wolny. U większości trenerów ten proces wygląda na odwrót.

- Wyszliśmy z założenia, że największe obciążenia organizm odczuwa dwa dni po. Wiemy to nie tylko z własnych doświadczeń, ale również z praktyki innych. Ten rodzaj treningu dzielimy na dwa etapy. Pierwszy rozpoczyna się od razu po zakończeniu spotkania, gdy wykonujemy odpowiednie ćwiczenia biegowe i piłkarskie. Gdy gramy na Łazienkowskiej, mamy do dyspozycji boisko boczne, na którym przeprowadzamy zajęcia wyrównawcze. Po powrocie z meczu wyjazdowego następny dzień jest uzupełnieniem tego, czego nie udało się zrobić bezpośrednio po spotkaniu. Dopiero wtedy zawodnicy mogą dostać wolne - w zależności od mikrocyklu i terminarza. Każdy piłkarz ma być na podobnym poziomie obciążeń mechanicznych. Nieważne czy gra dużo, czy mało. Chcemy mieć zbalansowany zespół i doprowadzić do takie stanu, że każdy zawodnik jest gotowy. Oczywiście takimi zajęciami nie jesteśmy w stanie zastąpić meczu w skali 1:1, ale mamy możliwość dać organizmowi tyle obciążenia, żeby rozpocząć mikrocykl na podobnym poziomie. Chcieliśmy uniknąć różnic między poziomem przygotowania fizycznego i to nam się udaje. Dbamy również o szczegóły, np. przed każdym meczem badamy nawodnianie piłkarzy.

 

- Jak przewidujecie stan zmęczenia zawodników po meczach i treningach?

- Nie musimy przewidywać. Działamy na bibliotece ćwiczeń i zadań treningowych na poziomie czterech, pięciu miesięcy pracy trenera Runjaicia. Każdy trening jest podzielony na sekwencje. Dzięki temu jesteśmy w stanie oszacować, jaki efekt treningowy jest w stanie wywołać dane ćwiczenie. Na tej podstawie sztab dobiera odpowiednie środki podczas takiej jednostki. Dodatkowym atutem jest blisko 25-letnie doświadczenie Stergiosa Fotopoulosa, który widział wiele drużyn, na wielu etapach. Jego zdanie jest bardzo ważne, podobnie jak zdanie Dawida, który chce realizować nowoczesne przygotowanie motoryczne.

 

- Piłkarz wraca po kontuzji. Nie musimy szukać daleko – spójrzmy na Pawła Wszołka, który ze Śląskiem zagrał w pierwszym składzie, a kilka dni wcześniej z Lechią zszedł już w pierwszej połowie. Do kogo należy ostateczna decyzja, czy znajdzie się w kadrze meczowej?

- Finalną decyzję zawsze podejmuje trener, a kwestie medyczne są w kwestii doktora Filipa Latawca, świetnego specjalisty. Jego diagnozy uwzględniają wiele aspektów. My przedstawiamy trenerowi tzw. „indeks ryzyka”. Rozmawiamy o tym, czy warto ryzykować, czy nie. Przekazujemy swoje rekomendacje, ale tylko wtedy, gdy zawodnik jest gotowy psychicznie i fizycznie. Trener Runjaić jest bardzo otwarty na takie rozmowy. Można powiedzieć, że praca w sporcie podlega odpowiednim protokołom. Znając jednak codzienną rzeczywistość wiemy, że mamy czas, aby przyśpieszać i ryzykować. W zespole omawiamy możliwe korzyści i ryzyka, których często nie boimy się podjąć.

Gdy gramy na Łazienkowskiej, mamy do dyspozycji boisko boczne, na którym przeprowadzamy zajęcia wyrównawcze. Po powrocie z meczu wyjazdowego następny dzień jest uzupełnieniem tego, czego nie udało się zrobić bezpośrednio po spotkaniu. Dopiero wtedy zawodnicy mogą dostać wolne - w zależności od mikrocyklu i terminarza. Każdy piłkarz ma być na podobnym poziomie obciążeń mechanicznych.

- Patrząc na wszechstronne doświadczenie każdego z was można powiedzieć, że jesteście jak orkiestra symfoniczna – każdy ma do odegrania swoją rolę, ale wszyscy musicie grać do tego samego rytmu.

- Dobór ludzi był przede wszystkim wokół kompetencji, kwalifikacji, charakteru, motywacji i doświadczenia. Za każdym z członków sztabu stoi inna historia. Bardzo zależało mi, żeby sztab tworzyli ludzie z międzynarodową przeszłością, z doświadczeniem w piłce nożnej, ale i unikalnymi doświadczeniami z innych sportów. Fajną historię ma Szymon Kałuża, który przez jedenaście lat pracował w wojsku. Wiedziałem, że osoba posiadająca tyle dyscypliny wzbogaci sztab i pokaże trochę inny kierunek organizacji. Szymon pracował ze wszystkimi możliwymi rodzajami sił specjalnych. W jego zawodzie trzeba było szybko podejmować decyzje, aby żołnierz po kontuzji, doznanych urazach, jak najszybciej wrócił na pole bitwy. Szymon do swojej pracy podchodzi odpowiedzialnie i stosuje tylko metody oparte na wysokim potwierdzonym indeksie skuteczności (EBM). Bartosz Kot ponad cztery lata pracował poza granicami Polski, przy różnych dyscyplinach. Zawsze był przy piłce, do dziś gra amatorsko w warszawskich ligach. Jego doświadczenie, otwartość i poświecenie pracy jest bardzo ważne. Bardzo cieszę się, że został z nami Maciek Treutz-Kuszyński, który przeszedł drogę od Akademii do pierwszego zespołu. To kolejna fantastyczna historia i dobry przykład zróżnicowanej, ale działającej w jednym celu grupy ludzi. Dołączył do nas Kacper Balcerak, który opiekuje się młodymi zawodnikami, ale także częściowo piłkarzami pierwszej drużyny. Rozwijamy grupę ludzi i budujemy ich tak, żeby dobrze prowadzili swoją karierę. Przez specjalne programy chcemy także ulepszać rzeczy, w których oni mają pewne braki. Nauka, która płynie z tak dobranego sztabu, jest nauką dla całego klubu. Dodatkowo, aby podnieść jakość regenracji zawodników, rozpoczęliśmy współpracę z Robertem Zarzeckim i Maćkiem Kurkiem, którzy są niewidomymi masażystami. Piłkarze bardzo pozytywnie przyjęli ich w klubie i cenią ich pracę. Robert i Maciek są z nami po meczach i w dni regeneracyjne. To zupełnie nowa energia i nowego rodzaju pomoc, jak również sygnał dla innych klubów i organizacji sportowych, żeby zaufać osobom z niepełnosprawnością. Ich praca jest nieoceniona, cieszę się, że są z nami.

 

- Czy zebrane przez was informacje będą dostępne do sprawdzenia za kilka sezonów?

- Taki jest cel Departamentu Athletic Performance (motoryczno-medycznego). Jedną z najważniejszych rzeczy jest tworzenie procesów, które prowadzą do wytyczonych rezultatów. Chcemy być konsekwentni oraz powtarzalni. Posiadając taką wiedzę dowiemy się, co robimy dobrze, a co źle. Robiąc audyt po wcześniejszych sztabach nie zebraliśmy za dużo  „funkcjonalnych” materiałów, co nie znaczny, że była źle wykonywana praca w klubie. Po prostu każdy sztab odchodząc zabiera know-how i trzeba zaczynać wszystko z innego poziomu. Moim zadaniem jest, żeby jak najwięcej dobrych praktyk zostało w klubie. Sukces i porażka nie jest rzeczą, która wynika z jednego punktu. Chodzi o kumulację działań. Obecne w obrębie departamentu Athletic Performance zaczynamy od programowania treningów, wprowadzania zawodnikom obowiązkowych aktywacji i zajęć prewencyjnych. Angażujemy się  dodatkowe formy terapii, pilnujemy jakości w czasie regeneracji oraz dbamy o odżywianie. To wiele małych elementów, które tworzą całość. Nie zamknęliśmy sztabu Legii wewnątrz klubu. Otwieramy się na innego rodzaju specjalistów, pomagających w innych obszarach.

 

- Poruszyłeś często pomijany temat: w jakim stopniu proces przygotowania fizycznego koncentruje się na tym, żeby nie dochodziło do urazów?

- Jeśli mówimy o prewencji kontuzji – wszystko zaczyna się od komunikacji z pierwszym trenerem i sztabem. Następnie dobieramy odpowiednie obciążenie treningowe - prewencja odbywa się stopniowo. Przy trenerze Koście Runjaiciu wznieśliśmy to na bardzo wysoki poziom. Wprowadziliśmy trening prewencyjny dla całej drużyny na podstawie wykonywanych trzy razy do roku funkcjonalnych ocen. Mówimy również o testach poprzedzonych pełną diagnostyką i sprawdzenie profili zawodników – ich słabych i mocnych stron. Chcemy robić jak najwięcej rzeczy jako drużyna, ale ogromną uwagę skupiamy na indywidualnym rozwoju piłkarzy. Liczba kontuzji pokazuje, że jesteśmy na dobrej drodze.

Dobór ludzi był przede wszystkim wokół kompetencji, kwalifikacji, charakteru, motywacji i doświadczenia. Za każdym z członków sztabu stoi inna historia. Bardzo zależało mi, żeby sztab tworzyli ludzie z międzynarodową przeszłością, z doświadczeniem w piłce nożnej, ale i unikalnymi doświadczeniami z innych sportów.

II część wywiadu zostanie opublikowana w niedzielę na Legia.com Zapraszamy.

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie