Panel Ekspertów: „Legia będzie rosła”. Frydrych, Michniewicz i Laudański przed meczem Legia - Lech
Autor: Gabriel Rudo, fot. Mateusz Kostrzewa

Autor: Gabriel Rudo, fot. Mateusz Kostrzewa
Autor: Gabriel Rudo, fot. Mateusz Kostrzewa
Przed niedzielnym hitem 12. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy, w którym Legia Warszawa na własnym stadionie podejmie Lecha Poznań, o opinię postanowiliśmy zapytać dziennikarzy oraz trenera, który w przeszłości prowadził oba zespoły. Swoimi spostrzeżeniami i przewidywaniami podzielili się z nami Maciej Frydrych, Czesław Michniewicz i Radosław Laudański.
Maciej Frydrych (dziennikarz Przeglądu Sportowego, prowadzący podcast PS Legia):
- Dla mnie mecz Legii z Lechem to największy ligowy klasyk w Polsce, również ze względu na historię. Kolejorz zawsze był największym rywalem Wojskowych. Mam też wrażenie, że jest to większy klasyk niż ten ostatni w Poznaniu, bo wtedy Legia broniła się przed spadkiem i znajdowała się w dolnej części tabeli. Dziś mówimy o tym, że oba kluby są w ścisłej czołówce i rywalizują o mistrzostwo Polski, więc zdecydowanie jest to jeden z największych klasyków w ostatnim czasie.
- Kluczem dla Wojskowych będzie bardzo dobra gra w defensywie. Gdybyśmy dziś mieli wybrać łączoną jedenastkę obu klubów, to właśnie w tej formacji byłoby najwięcej legijnych zawodników. Mowa między innymi o Otto Hindrichu, Rubenie Vinagrze i pewnie byśmy się zastanawiali, który ze stoperów znalazłby się w tej jedenastce. Mam jednak wrażenie, że Lech ma zdecydowanie więcej jakości w ofensywie. Wystarczyło obejrzeć mecz z Koroną, żeby zobaczyć, jak szybko gra ta drużyna i jak fantastycznych ma zawodników z przodu. Dlatego myślę, że kluczowym aspektem dla Legii będzie właśnie dobra gra w defensywie. Jeśli Rafał Augustyniak zaprezentuje zbliżony poziom do ostatnich spotkań, Kamil Piątkowski do fantastycznej gry w ofensywie dołoży solidną grę w defensywie, a Robert Deziel Jr zagra tak jak w meczach z Wisłą Kraków czy Cracovią, Legia ma duże szanse zatrzymać Lecha. Wojskowi mogą także wykorzystać problemy kadrowe Kolejorza i zdobyć jedną, a nawet więcej bramek.
- Ten mecz dla Legii przypada w niefortunnym momencie, ponieważ Mikael Ishak przerwał w meczu z Koroną serię spotkań bez gola. Trafił do bramki również drugi napastnik - Yannick Agnero, więc snajperzy się rozstrzelali, co nie jest dobrą informacją dla Wojskowych. Na pewno zawodnikiem, na którego trzeba zwrócić szczególną uwagę, jest Patrik Walemark. Jeśli potrafił w Szwecji kręcić reprezentacją Polski, pokazuje to, jak groźnym jest zawodnikiem. Potwierdził to w meczu z Koroną i innych spotkaniach, więc w lidze prezentuje się znakomicie. Trzecim zawodnikiem, na którego warto zwrócić uwagę, jest Pablo Rodríguez - był on w meczu z Koroną pozytywnie zmotywowany. Zaliczył dwie asysty i zdobył dwie bramki, więc był to fenomenalny mecz tego zawodnika. Legia może liczyć na to, że nic dwa razy się nie zdarza, ale patrząc na dyspozycję Hiszpana to trudno nie doceniać jego możliwości.
- Spodziewam się, że Legia odda piłkę Lechowi i to poznaniacy będą stroną dominującą. Porównując oba zespoły można uznać, że Lech ma lepszą jedenastkę. Nie ma co ukrywać, że mówimy o drużynie, która zdobyła dwa mistrzostwa Polski z rzędu i dziś znajduje się w innej sytuacji niż Legia. Dla Wojskowych najważniejsze będzie umiejętna gra w defensywie. Nie chodzi wyłącznie o kontrataki, ale doskonale wiemy, że Legia znakomicie radzi sobie po stałych fragmentach gry. Lech powinien być stroną dominującą, jednak nie oznacza to, że ten mecz wygra. Wiemy również, jak na niektórych bramkarzy działa Łazienkowska. Bartłomiej Gradecki i Bartłomiej Drągowski popełniali tam błędy, dlatego nie zdziwię się, jeśli Adrian Lis, który nie jest obecnie w najlepszej dyspozycji, również będzie miał problemy. Nie spodziewam się wielu bramek, ale też nie wyobrażam sobie, żeby była to powtórka z bezbramkowych klasyków. Myślę, że Lech zdobędzie gola, choć nie przewiduję wysokiego wyniku. Ważna będzie też skuteczność Kolejorza. W meczu z Koroną strzelili sześć bramek, a xG wyniosło 2,67.
Czesław Michniewicz (były selekcjoner reprezentacji Polski oraz trener m.in. Legii Warszawa i Lecha Poznań):
- Myślę, że śmiało można nazwać tę rywalizację największym klasykiem. Kiedyś za takie spotkania uchodziły też mecze z Wisłą Kraków, ale obecnie Lech i Legia to dwa czołowe zespoły - z rzeszą kibiców oraz dużymi aspiracjami. Sprawia to, że te kluby chętnie się ogląda i nikt nie jest obojętny na spotkania tych drużyn. Ważna jest również historia. Pokazuje ona liczbę zdobytych mistrzostw Polski, godne reprezentowanie Polski w europejskich pucharach i wielu reprezentantów Polski.
- Uważam, że Legia i Lech to dwa inne zespoły. Marek Papszun stworzył drużynę bardzo zdyscyplinowaną, karną i ciężko pracującą jako zespół. Są dobrzy piłkarze, ale zdecydowanie nie ma gwiazd, a takie bywały w Legii. Marek zbudował zespół, który ciężko pracuje, dobrze funkcjonuje i dokłada umiejętności oraz pomysł w każdym meczu. Wojskowi są powtarzalni, mają określone zachowania, które widzimy w prawie każdym spotkaniu - myślę tu między innymi o stałych fragmentach gry. Co trzeba przyznać, Legia ma potencjał. Marek po zwycięskim meczu w Białymstoku wymienił pięciu zawodników przed spotkaniem z Wisłą Kraków. To pokazuje, że ta kadra jest szeroka i każdy może grać. Lech to z kolei zespół, który również ciężko pracuje, ale lepiej czuje się z piłką przy nodze. Ma w składzie indywidualności i zawodników, którzy świetnie radzą sobie pod względem technicznym i są bardzo błyskotliwi. Kolejorz tworzy fantastyczne widowiska, ale przez europejskie puchary ma trochę trudniej. Działa to w dwie strony - nieraz w czwartek jest smutek, ale z drugiej strony zbierają przez to ogromne doświadczenie. Kiedy przyjadą na Łazienkowską, to na pewno się nie przestraszą, bo będą grali swoją piłkę opartą też o pomysł trenera Nielsa Frederiksena, którego pamiętam jeszcze z reprezentacji młodzieżowych. Jest to trener zorientowany ofensywnie, ale gra w defensywie w europejskich pucharach nie jest na najwyższym poziomie. Jednak w lidze jest inaczej - ciężko jest im strzelić gola - stracili tyle samo bramek co Legia. Zapowiada się więc ciekawy mecz. Faworyta nie ma, a to, że Legia gra u siebie nie ma znaczenia, bo Lech ma doświadczonych piłkarzy.
- Porównując Legię z ostatniego mistrzowskiego sezonu (2020/21) do obecnej drużyny, widzę wspólny czynnik - dyscyplinę. Graliśmy również podobnym ustawieniem, ale mieliśmy trochę innych wykonawców, chodzi między innymi o Josipa Juranovicia, Pawła Wszołka i Filipa Mladenovicia. To byli kluczowi zawodnicy, a po ich akcjach na wahadłach strzelaliśmy wiele goli. Dziś jest podobnie - Legia również jest zależna od wahadłowych, świetnie radzi sobie wspomniany Paweł Wszołek, Arek Reca, Ruben Vinagre i czasami występuje tam również Kacper Chodyna.
- Legia jest w o tyle lepszej sytuacji, że przez cały tydzień myślała tylko o meczu z Lechem. W Poznaniu jest zupełnie inaczej - w czwartek mieli mecz pucharowy, gdzie te dwa pierwsze spotkania im kompletnie nie wyszły. Tak naprawdę dopiero w piątek zaczęli myśleć o Legii, bo wcześniej był mecz z Sunderlandem. Przewagą Wojskowych jest czas, który mogli poświęcić na przygotowanie się pod kompletnie nowego rywala. Lech jednak nie zmienia wiele w swojej grze - stara się grać wszędzie tak samo, zwłaszcza w polskiej Ekstraklasie. Myślę, że nawet przegrywając wysoko w pucharach, potrafi od razu zwyciężyć dużym wynikiem w lidze. Spotkają się dwa inaczej budowane zespoły, ale oba są dobrze ułożone taktycznie - Lech bardziej ofensywnie, a Legia z akcentem na pressing, odpowiedzialność i odbudowę ustawienia. Ważny jest również początek meczu - jeśli Lech nie straci szybko bramki, a trybuny nie połączą się z Legią, to Kolejorz będzie mógł pokazywać swoją jakość indywidualną. Jeśli jednak piłkarze Legii będą dobrze grali, a kibice poniosą ich głośnym dopingiem, to będzie to olbrzymi atut dla gospodarzy.
Radosław Laudański (dziennikarz zajmujący się Lechem Poznań, współtwórca podcastu Poznański Express):
- Co tu dużo mówić, to polskie el Clasico. Ta rywalizacja zawsze jest budująca, chociaż mam wrażenie, że w ostatnich latach trochę mniej. W czasach, gdy Legia była na szczycie, te mecze zdecydowanie bardziej rezonowały. Teraz sytuacja się zmienia, bo trener Marek Papszun odbudował Legię i sam lubi trochę poddymić na konferencjach prasowych. Z perspektywy walki o tytuł jest to ważny mecz, aczkolwiek bardziej liczy się punktowanie na dłuższym dystansie. Myślę, że starcie wiosenne będzie miało większy ciężar gatunkowy. Dziś ten mecz więcej waży dla Legii, która nie gra w Europie i chce się odkuć po 0:4 w Poznaniu.
- Piłkarsko Lech jest lepszy od Legii. Jeśli weźmiemy pod uwagę sportowy potencjał, to Lech dysponuje zdecydowanie większą jakością, zwłaszcza w ofensywie. Tylko Patrik Walemark i Pablo Rodriguez w tym sezonie wykreowali 32 bramki, a mamy dopiero październik. Pewną szansą dla Legii jest fakt, że nie ma w składzie Wojciecha Mońki i Allahyara Sayyadmanesha. Lech zdobył po 10 kolejkach najwięcej bramek w Ekstraklasie od 2008 roku, co pokazuje siłę mistrzów Polski. Legia, chcąc wygrać, musi wykorzystać swoje momenty, zagrać idealny mecz i zneutralizować atuty rywala. Argumenty piłkarskie są po stronie Lecha i szybko strzelona bramka może mocno wstrząsnąć Legią. Moim zdaniem Lech jest faworytem, mimo że ma za sobą mecz w Europie i gra na wyjeździe.
- Zdecydowanie najbardziej Legia musi uważać na Patrika Walemarka. Szwed znajduje się w kapitalnej formie. Ostatnio nawet do Poznania przyleciała redakcja ze Szwecji specjalnie dla niego. Mecz z Koroną i ostatnie tygodnie pokazały też formę Pablo Rodrigueza. Obaj prezentują poziom europejski, co udowodnili w meczu z Sunderlandem, w którym byli świetnie dysponowani.
- Ze strony Legii najbardziej obawiam się siły kolektywu i atmosfery na Łazienkowskiej. Jeśli Lech długo nie będzie mógł strzelić gola, Legia będzie rosła i zrobi wszystko, by wygrać 1:0 po jednej kontrze. Spodziewam się, że zespół Marka Papszuna zagra w defensywie i będzie szukał okazji do zdobycia bramki w kontrataku.