
Mecze z Lechem to zawsze ogrom emocji dla obu stron. Zanim damy porwać się adrenalinie, na chłodno przyjrzyjmy się potencjałowi obydwu zespołów. Oddaliśmy głos piłkarzom Legii oraz trenerom i dziennikarzom sportowym.
Takie spotkania jak zawsze wywołują ogrom emocji, zarówno wśród kibiców, jak również samych piłkarzy i ekspertów. To właśnie ich poprosiliśmy o kilka słów na temat arcyważnego starcia, jakie czeka nas w sobotę. Zawodnicy opowiedzieli o najważniejszym dla nich wspomnieniu związanym z wydarzeniem, eksperci zaś przybliżyli nam to, jak prezentują się obydwie ekipy. Artur Jędrzejczyk, Marko Vesović, Robert Podoliński, Adam Godlewski i Dariusz Szpakowski – zapraszamy do lektury w tym doborowym towarzystwie.
Artur Jędrzejczyk:
- Sporo ważnych spotkań rozegrałem przeciwko Lechowi. Na pewno szczególny był mecz przy okazji zdobytego przez nas mistrzostwa, gdzie mecz – choć na boisku był już praktycznie rozstrzygnięty – oficjalnie rozstrzygnął się kiedy już zbiegliśmy do szatni. Czekaliśmy na decyzję i w końcu dostaliśmy informację, że został przerwany. To są bardzo miłe wspomnienia, fajnie gra się takie mecze, szkoda tylko, że teraz nie będzie na nim publiczności. Na starcie z Lechem czeka się jednak zawsze, bez względu na wszystko.
Marko Vesović:
- Dobrze wspominam moją bramkę, którą zdobyłem w swoim pierwszym meczu z Lechem na naszym stadionie, ale tak naprawdę każda wygrana z nimi jest wyjątkowa. Pamiętam też niesamowity dla nas moment, w którym wygraliśmy mistrzostwo na ich terenie. To wspomnienie, które zostanie z nami na całe życie.
Adam Godlewski:
- Niezależnie od przebiegu ćwierćfinałów Pucharu Polski, ten mecz dla Legii i Lecha będzie randką w ciemno. Nie wiadomo w jakiej dyspozycji jest pierwszy skład Legii, choć należy zakładać, że w niezłej, skoro Wojskowi mimo czerwonej kartki raczej bez problemów ograli Miedź. Pytanie też jak Lech będzie wyglądał w najsilniejszym zestawieniu, bo Stal przecież nie była miarodajnym przeciwnikiem. Spodziewam się jednak bardzo dobrego spotkania, bo u obu ekip widać było fajne czucie piłki i niezłą płynność gry. W oczy rzucało się także przygotowanie motoryczne na bardzo wysokim poziomie, zarówno jeśli chodzi o Legię, jak i o Lecha. Trzeba wziąć jednak poprawkę na absencje Wojskowych, bo nie będą mogli zagrać Novikovas, Wszołek i Kante. Z tego powodu dałbym tutaj delikatną przewagę drużynie Lecha, bo tam brakuje jedynie Roberta Gumnego. Z drugiej strony możemy zapomnieć o atucie własnego boiska – przykład Bundesligi pokazał, że przy braku kibiców miejsce rozegrania meczu nie ma aż takiego znaczenia.
Robert Podoliński:
- Patrząc na potencjał obu ekip i sytuację w tabeli jaką zastał koronawirus, nie sądzę, by przez ten czas Legia albo Lech straciły na jakości. Komu bardziej sprzyjała przerwa nie wiem, ale obie drużyny są w dobrej sytuacji. Przed przerwą grały bardzo równo, pokazywały spore umiejętności i – moim zdaniem – obecnie grają najlepszą piłkę w Polsce. Szanse określiłbym jako 50 na 50, bo udział trybun niewątpliwie pomógłby Lechowi, ale – jak wiemy – nie będzie to możliwe. Bundesliga pokazała, że gospodarz nie ma już atutu własnego stadionu. Decydować będą wyłącznie umiejętności na boisku, a że te w każdej z drużyn stoją na dobrym poziomie, to spodziewam się naprawdę dobrego spotkania. Legia jest trochę lepsza w defensywie, w środku pola również, Lech natomiast to ekipa niesamowicie groźna na skrzydłach, gdzie brylują młodzi Polacy. Myślę, że to właśnie w ich nieprzewidywalności i szaleństwie poznaniacy poszukają swojej szansy.
Dariusz Szpakowski:
- Legia i Lech zagrały po przerwie jeden mecz, ale sobotnie starcie to zupełnie inna stawka, inny prestiż i inni zawodnicy na boisku. Chociażby w Legii najprawdopodobniej od pierwszej minuty zobaczymy Tomasa Pekharta, który całe spotkanie z Miedzią przesiedział na ławce. W Poznaniu nie zagrają ponadto wykartkowani Katne i Wszołek, a Cierzniak, Novikovas i Rosołek jeszcze leczą kontuzje. Trener Żuraw natomiast nie może liczyć tylko na Roberta Gumnego, bo ten jest jeszcze w trakcie rehabilitacji. Myślę, że to właśnie aspekt kadrowy będzie miał największy wpływ na to, co zobaczymy w trakcie meczu. Atut własnego boiska zupełnie bowiem blednie przy braku kibiców, co widzieliśmy chociażby w Bundeslidze. Pokazała ona jeszcze jedną ważną rzecz – nie wszyscy są w takiej formie w jakiej byli przed zawieszeniem rozgrywek, stąd czeka nas na pewno mnóstwo niewiadomych. Prestiż meczu pozostaje jednak bez zmian. Lider, Legia, musi pokazać olbrzymie zaangażowanie, bo mierzy przecież w mistrzostwo. Lech z kolei ma świadomość, że wygrywając zmniejszy stratę tylko do sześciu punktów, co wobec sporej ilości spotkań do rozegrania, naprawdę może zniwelować różnice w tabeli. Liczę więc na emocje i rekord oglądalności, bo to spotkanie pokażemy także w TVP 2. Mam nadzieję, że rekordowa widownia zobaczy kawał świetnego widowiska.