
Dziś fotografia z lata 2014 roku, zrobiona w przerwie meczu Legii Warszawa z Naprzodem Brwinów. Michał Mydlarz i bohater dzisiejszej historii Mateusz Praszelik, obecnie zawodnik pierwszej drużyny Wojskowych, słuchają uwag szkoleniowca. Trener Tomasz Kycko pracował z Mateuszem Praszelikiem na etapie U16.
– Z Mateuszem było tak, że im lepszy przeciwnik, im wyżej miał zawieszoną poprzeczkę, tym lepiej grał. Zawodnik bardzo pewny siebie, już w tak młodym wieku ta pewność biła od niego. Pamiętam pierwszy mecz, sparing na wyjeździe z VFL Wolfsburg, a więc z naprawdę mocnym rywalem. „Praszel” kompletnie nie zważał na ich renomę, grał bardzo bezczelnie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, nie bał się wdawać w pojedynki jeden na jeden. Wszędzie go było pełno, wierzył w swoje umiejętności i nie bał się ich zaprezentować na boisku – wspomina trener Kycko.
– To taki chłopak, który nie przejmuje się krytyką, tym, że inni w niego nie wierzą. Jest pewien swoich umiejętności, wie, co chce osiągnąć. Wierzy w to, że może być piłkarzem z bardzo wysokiej półki i ciężko pracuje, by się takim stać. Myślę, że te cechy - to, że nie pęka w meczach z trudnymi rywalami, z dużymi markami, że nie załamuje się niepowodzeniami - bardzo mu pomogą w seniorskiej piłce – dodaje.
Jakim zawodnikiem był i jest dziś Mateusz Praszelik?
– Już na etapie juniora wyróżniał się tym, że był odważny z piłką przy nodze, potrafił ją zastawić, obrońcy mieli spore problemy, by mu ją odebrać. Dobrze gra obiema nogami, można też powiedzieć, że ma idealne parametry fizyczne na pozycję, na której występuje (ofensywny pomocnik, „dziesiątka” – przyp. red.). Nie jest ani za wysoki, ani za niski, dobrze stoi na nogach, jest silny. Potrafi uderzyć z dystansu, dobrze radzi sobie w grze kombinacyjnej. Jest nieprzewidywalny, ma spory wachlarz niekonwencjonalnych zagrań. Na pewno ma predyspozycje, by być piłkarzem ubogacającym widowisko swoją grą. Piłkarzem tak efektywnym, jak i efektownym. Lubi błyszczeć, ma gwiazdorskie maniery, doskonale się odnajduje w sytuacji, gdy wszystkie oczy są skierowane na niego – opisuje byłego podopiecznego Tomasz Kycko.
– Wymagał bardzo dużo, zarówno od siebie, jak i od kolegów. Potrafił krzyknąć, pobudzić do działania, zmotywować. Nigdy nie było jednak tak, że zwalał winę za niepowodzenia na kogoś innego. W pierwszej kolejności wymagał do siebie, a jeśli krzyczał na kolegę, to był też pierwszym, by podać mu rękę i pociągnąć do jeszcze lepszej gry. Mocna osobowość, nie bał się wziąć na siebie odpowiedzialności za drużynę, za jej grę.
Powyższa fotografia została zrobiona latem 2014 roku w przerwie meczu Legii Warszawa z Naprzodem Brwinów. Michał Mydlarz i bohater dzisiejszej historii Mateusz Praszelik, obecnie zawodnik pierwszej drużyny Wojskowych, słuchają uwag szkoleniowca. Trener Tomasz Kycko pracował z Mateuszem Praszelikiem na etapie U16. Dziś „Praszel” jest zawodnikiem pierwszej drużyny Legii Warszawa. W „jedynce” rozegrał osiem oficjalnych spotkań, występuje również w młodzieżowej reprezentacji Polski. Co, według trenera Kycko, powinien jeszcze poprawić?
– Na pewno musi popracować jeszcze nad grą na małym polu. Grać szybciej i szybciej podejmować decyzje. Więcej grać na jeden - dwa kontakty. Piłka seniorska to zupełnie inna bajka, Mateusz dopiero się do nie adaptuje, cały czas nie pokazał jeszcze pełni swoich umiejętności. Musi też popracować nad grą w defensywie – podkreśla.
Mateusz Praszelik (rocznik 2000) do Akademii Legii trafił latem 2014 roku z Odry Centrum Wodzisław Śląski.