Plus500
Dr Piotr Żmijewski (LegiaLab): Zachowajmy ludzką twarz

Dr Piotr Żmijewski (LegiaLab): Zachowajmy ludzką twarz

Jak naprawdę groźny jest koronawirus i co zrobić, by uniknąć zarażenia? Zapraszamy na rozmowę, która niejednemu i niejednej z Was może pomóc pokonać trudny okres pandemii. Legia.com rozmawia z kierownikiem LegiaLab, Piotrem Żmijewskim.

Autor: Jakub Jeleński

Fot. Jacek Prondzynski

Główny sponsor Plus500
  • Udostępnij

Autor: Jakub Jeleński

Fot. Jacek Prondzynski

W obecnej sytuacji wszyscy żyjemy w stanie zwiększonego stresu. Chcąc chronić siebie i bliskich bardzo często poszukujemy informacji, które mogłyby nam w tym pomóc. Niestety, nie zawsze są to informacje prawdziwe. Postanowiliśmy więc porozmawiać z doktorem Piotrem Żmijewskim, kierownikiem LegiaLab i zadać mu pytania, na które najczęściej próbujemy uzyskać odpowiedzi. Jak naprawdę groźny jest koronawirus i co zrobić, by uniknąć zarażenia? Zapraszamy na rozmowę, która niejednemu i niejednej z Was może pomóc pokonać trudny okres pandemii.

 

Legia.com: - Czym tak naprawdę jest ten wirus i co zmienia w organizmie?
Piotr Żmijewski (LegiaLab): - To wirus ze szczepu tzw. koronawirusów i ma pochodzenie odzwierzęce, przypuszcza się, że transmisja nastąpiła od nietoperzy lub jenotów. Pod mikroskopem elektronowym widoczna jest osłonka w kształcie korony – stąd nazwa. O istnieniu koronawirusów wywołujących tzw. przeziębienie czy infekcje układu pokarmowego dowiedzieliśmy się już w latach 60. ubiegłego wieku. Ten, z którym obecnie się zmagamy, nosi symbol SARS-CoV-2 – i w uproszczeniu można powiedzieć, że to genetyczny „brat” wirusa SARS z 2002 roku. SARS-CoV-2 nie wywołuje tak dużej śmiertelności jak SARS czy MERS (wirus występujący w Azji Mniejszej), ale niestety znaczenie łatwiej przenosi się z człowieka na człowieka – dlatego jest taki groźny dla zdrowia publicznego. 

 

- Na czym więc to polega? 
- Wnikając do naszego organizmu, szczególnie poprzez komórki płuc, wywołuje szereg objawów – łagodniejsi bracia koronowirusów atakowały raczej górne drogi oddechowe. Wirus SARS-CoV-2 wywołuje chorobę COVID-19, która w znacznej części przypadków może doprowadzić do zapalenia płuc, a wirusowe zapalenie płuc może mieć ciężki przebieg. Objawy mogą być zróżnicowane - od bardzo łagodnych do ciężkich, niektórzy mogą przechodzić COVID-19 bezobjawowo. Szacuje się, że 80% zarażonych przejdzie chorobę łagodnie, ale klika procent może mieć przebieg ciężki. 
Dzieci i młodzi dorośli są w niskiej grupie ryzyka, tzn. nawet jeśli zarażą się, choroba zdecydowanie najczęściej ma łagodny przebieg. Ale dla osób starszych jest już bardzo niebezpieczna. 
Naturalnie ten proces jest najbardziej niebezpieczny dla osób starszych, bo te w wielu przypadkach borykają się też z innymi problemami zdrowotnymi, dodatkowo osłabiającymi organizm. Bardzo często seniorzy mają problemy z niewydolnością oddechową czy chorobami dróg oddechowych, co dodatkowo zmniejsza ich szanse na skuteczną walkę z wirusem. Warto dodać, że schorzeniem utrudniającym pokonanie COVID-19 jest też cukrzyca. Osłabionemu organizmowi zdecydowanie trudniej jest poradzić sobie z chorobą.

 

- Mamy koniec zimy, czyli porę, w której najłatwiej jest złapać przeziębienie. Jak zatem rozpoznać czy kaszlę dlatego, że wyszedłem z domu bez szalika, czy – nie daj Boże – złapałem wirusa?
- To prawda, w tym okresie często ulegamy przeziębieniom, a obecnie jesteśmy w szczycie zachorowań na grypę. Proszę sobie wyobrazić, że w szczycie sezonu zachorowań na grypę notujemy w Polsce blisko… 200 tysięcy przypadków na tydzień. Rocznie daje to około 5,4 miliona przypadków. Wirus grypy jest zatem znaczenie bardziej powszechnym problemem. A objawy choroby koronawirusa, z którym obecnie walczymy, są bardzo podobne do grypy. Od zwykłego przeziębienia COVID-19 odróżnia przede wszystkim wysoka gorączka, ponad 38 stopni Celsjusza. Chińscy lekarze raportowali wysoką gorączkę u 9 na 10 pacjentów COVID-19. Kolejna różnica w stosunku do zwykłego przeziębienia, to suchy kaszel i duszności, którym towarzyszy spłycony i urywany oddech. Trzech–czterech na 10 pacjentów zgłaszało także bolesność mięśni. Leczenie objawowe grypy i COVID-19 jest bardzo podobne. Jedynym pewnym sposobem, aby upewnić się czy jest wirus grypy czy SARS-CoV-2, to diagnostyka molekularna. Pomocna jest tomografia komputerowa do oceny zmian w płucach. Liczba testów jest na razie bardzo ograniczona, ale trwają pracę nad szybkim wprowadzeniem nowych testów. Służby medyczne przy pomocy specjalnego algorytmu starają się możliwie trafnie typować osoby potencjalnie zarażone. Istotnym czynnikiem ryzyka jest obecność w strefie występowania lub uprzedni kontakt z osobą zarażoną.

 

- To kiedy powinniśmy zacząć się martwić?
- Warto dwa razy dziennie mierzyć temperaturę. Jeżeli termometr wskazuje stan między 36.5 a 37 stopni, to jest jak najbardziej okej. Oczywiście nie możemy też panikować, gdy okaże się, że mamy lekką temperaturę, bo to najprawdopodobniej jest zwykłe przeziębienie. Niepokojąco robi się powyżej 38 stopni Celsjusza, ale to naturalnie może być grypa – niepokoić nas będę nasilone objawy ze strony układu oddechowego. Jeżeli mamy temperaturę, a w ciągu ostatnich dni mieliśmy kontakt z osobą niosącą ryzyko zarażenia wirusem, to jak najbardziej powinniśmy skontaktować się telefonicznie ze stacją sanitarno-epidemiologiczną. To także istotne, raczej skorzystajmy z teleporady, niż wybieramy się do szpitala. Nie da się domowym sposobem odróżnić objawów COVID-19 od grypy z wirusem typu A. Martwić nas będą wszelkie symptomy niewydolności oddechowej, do której nie można dopuścić.

Zdjęcie

- A jeżeli objawy nie są jednoznaczne?
- Po pierwsze w takim przypadku zostajemy w domu i obserwujemy, wypełniamy zalecenia lekarza. Dwa tygodnie monitorujemy swój stan zdrowia, mierzymy temperaturę rano i popołudni, leczymy objawy. Pozostanie w domu ma ograniczyć ryzyko zarażenia innych osób. Inkubacja wirusa i możliwość zarażenia innych może mieć miejsce w przedziale 2-10 dni. Obecne szacunki wskazują, że grypa, o której wspominałem ma wskaźnik zakaźności na poziomie ok. 1,3 co oznacza, że jedna zarażona osoba zarazi ok. 1,3 osób.  Wskaźnik koronawirusa to od 2,2 do 3,6 i niestety źródłem zakażenia może być także osoba bez objawów. Dziś nie mamy szczepionki, ani dedykowanego na koronawirusa leku, co oznacza, że jesteśmy w stanie leczyć wyłącznie objawy choroby – gorączkę, bóle, zapalenie płuc itp. Kiedy więc podejrzewamy u siebie wirusa, kwarantanna domowa jest nieodzowna. W uzasadnionych przypadkach, tj. znacznego ryzyka zarażenia, właściwą kwarantannę nakładają służby sanitarne – jej złamanie grozi grzywna 5000 zł. Jeśli choroba zostaje potwierdzona, wtedy zostaje wdrożona strategia izolacji. Musimy więc uważać na siebie i innych, bo jeśli zbyt duża liczba osób będzie wymagała hospitalizacji, służba zdrowia zwyczajnie nie da sobie rady. 

 

- A kiedy będzie mogła dać sobie radę z wytępieniem wirusa?
- To bardzo trudne pytanie, bo wszystko zależeć będzie od tego jak rozprzestrzeni się choroba. Matematyczne modele pokazują, że jeżeli średnia zostanie podtrzymana, to szczyt zakażeń COVID-19 osiągnie na przełomie kwietnia i maja. Musimy więc zrobić wszystko by do tego nie dopuścić i powinniśmy bezwzględnie przestrzegać zaleceń i ograniczyć kontakty tak, by utrudnić chorobie przenoszenie wirusa z jednostki na jednostkę. Prewencja ma tutaj kolosalne znaczenie. 

 

- Okej, ale każdy z nas musi coś jeść, czy mieć potrzebne lekarstwa, dlatego też nie da się całkowicie uniknąć wychodzenia z domu. Co ile powinniśmy udawać się na konieczne zakupy?
- Możliwie najrzadziej, choć zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo ogólnikowe sformułowanie. Kluczowe jest tutaj przede wszystkim minimalizowanie kontaktu z dużą grupą osób. Wirus przenosi się z człowieka na człowieka drogą kropelkową. Wrotami dostępu dla wirusa są przede wszystkim drogi oddechowe. W momencie kichnięcia, wirus wylatuje razem z kroplami śliny z prędkością mniej więcej 200 kilometrów na godzinę i w aerozolu unosi się w powietrzu na odległość kilku metrów. Dlatego tak ważna jest etykieta kichania – zasłanianie ust chusteczką lub przedramieniem. W pomieszczeniu zamkniętym może unosić się przez trzy godziny, na wolnym powietrzu zdecydowanie krócej. Zachęcałbym więc do unikania przebywania z innymi w zamkniętych pomieszczeniach i ograniczenie korzystania z komunikacji miejskiej. 

 

- W takim razie dlaczego tak duży nacisk położony jest na mycie rąk?
- Na dłoniach najłatwiej przenieść wirusa i „przyprowadzić” go do wrót zakażenia. Dłońmi dotykamy klamek, poręczy – a następnie przecieramy oczy, uszy, jemy.  Brak podstawowych zasad higieny, to jak zaproszenie wirusa na ucztę. Dokładne mycie rąk sprawia, że mamy szansę zdusić wirusa już w zanadrzu. W przypadku pandemii czyste ręce mają niesamowite znaczenie. 

 

- Co z przedmiotami, których używamy na zewnątrz jak i w domu? Musimy przecież czymś zapłacić, w kolejce zabijamy czas na telefonie, potem rękami musimy otworzyć drzwi mieszkania. 
- Cały czas mówimy o zmniejszaniu ryzyka zakażenia, a nie jego całkowitej eliminacji i mycie rąk to ryzyko minimalizuje. Wirus dostaje się do organizmu nie przez skórę dłoni, ale gdy dłońmi przetransportujemy go do oczu, uszu, ust bądź nosa. Konieczne jest więc dezynfekowanie przedmiotów codziennego użytku – klamek, włączników świateł, portfela, kluczyków do auta czy telefonu. Smartfona dotykamy kilkaset razy w ciągu dnia, mało tego, trzymamy go przecież przy uchu – na szklanej powierzchni wirusy potrafią przetrwać długo, nawet ponad pięć dni. 

 

- Jak długo zatem wirus może utrzymać się na przedmiotach i powierzchniach?
- Koronawirus nie jest nowym przypadkiem, a pochodzi z rodziny, którą już znamy – badacze mieli przecież do czynienia z SARS czy MERS. Utrzymaniu wirusa na powierzchni poświęcono kilkanaście badań, z których wynika, że takie wirusy w powietrzu pomieszczenia, w temperaturze pokojowej, mogą utrzymać się przez kilka godzin, ale już na przykład na przedmiotach potrafią przetrwać do kilku dni. Najkrócej utrzymują się na miedzi, najdłużej na plastiku czy metalu, gdzie potrafią utrzymać się nawet cztery doby, niekiedy pięć. Pamiętajmy jednak, że dotknięcie nie oznacza zarażenia, a dopiero dostanie się wirusa do organizmu przez otwory w ciele. Stąd też kolejny raz apeluję o naprawdę dokładne mycie rąk – najskuteczniejszy środek zapobiegawczy ze wszystkich. Wiele osób próbuje używać maseczek, ale tego Światowa Organizacja Zdrowia nie zaleca jako środek profilaktyczny. Wielogodzinne noszenie maseczki powoduje, że ta nasiąka parą z ust i nosa, robi się wilgotna, przez co ryzyko dostania się przez nią wirusa do organizmu znacząco wzrasta.

Zdjęcie

- Skoro czeka na nas tyle niebezpieczeństw, czy w ogóle możemy wychodzić na zewnątrz? Jak wygląda kwestia spaceru, czy wyjścia do parku na bieganie?
- W okresie pandemii każde wyjście z domu jest pewnym ryzykiem. Warto jednak zachować we wszystkim rozsądek, bo jeżeli mielibyśmy spacerować w dużej grupie odradzam. Co innego jednak, gdy mieszkamy na wsi i ruszymy się przejść, czy też wybierzemy się na bieganie do lasu. Coś takiego nie potęguje ryzyka zakażenia. Kluczem jest obecność innych osób obok nas – wytyczne WHO mówią o przynajmniej 1,5 metra. 

 

- Jak zatem wygląda kwestia transportu? Najbezpieczniej na pewno w samochodzie, ale co z tymi, którzy nie mogą sobie na niego pozwolić?
- Podróż komunikacją miejską to teraz zwiększone ryzyko, które w miarę możliwości należy minimalizować. Nie jest z kolei ekstremalnie duże, amerykańska federalna służba epidemiologiczna CDD, analizowała historię zachorowań na COVID oszacowała, że ryzyko zarażenia w komunikacji miejskiej wynosiło 0,5%. Jeżeli już jednak musimy wsiąść do tramwaju, autobusu czy metra, wówczas pamiętajmy o zachowaniu odstępu od innych i ograniczeniu mówienia z pasją, czy przebywania w okolicy rozmów innych.

 

- Jeżeli potrzebuję się z kimś zobaczyć i zamierzam wyjść z domu, wsiąść do samochodu i wysiąść w miejscu docelowym, to zachowuję się odpowiedzialnie, czy mimo wszystko nie powinienem tego robić?
- Przede wszystkim szukajmy takich rozwiązań jak telefon, videokonferencja. Jeżeli chcemy pomóc seniorom i sąsiadom, to zróbmy zakupy i zostawmy je na wycieraczce. Rozumiem jednak, że niekiedy po prostu musimy się z kimś zobaczyć – zachowajmy dystans i podstawowe zasady higieny, ograniczajmy ryzyka. 

 

- A tankowanie, kawa, posiłki na stacji?
- Myślę, że nie powinniśmy też popadać w paranoję. To normalne, że musimy tankować samochód, a branie jedzenia na wynos również nie niesie ze sobą dużego ryzyka, szczególnie, gdy poddawane jest obróbce cieplnej. Kluczowe jest – powtórzę się – dbanie o higienę i mycie rąk. 

 

- Dorośli będą więc na siebie uważać, ale są jeszcze dzieci. Co mają zrobić rodzice rodzin wielodzietnych, zwłaszcza tacy, którzy w jednym domu mieszkają ze swoimi dziećmi i rodzicami? 
- Dzieci i młodzież chorobę mogą przechodzić bezobjawowo, najczęściej łagodnie, dotychczas ta grupa stanowiła ok. 2% chorych. To co im nie przysporzy żadnych kłopotów, dla osób starszych może okazać się niezwykle groźne. Unikanie kontaktu ze starszymi osobami – nawet gdy nie zdradzamy objawów wirusa – to w moim odczuciu przykład społecznej odpowiedzialności. Rozumiem jednak, że są sytuacje, w których nie jest możliwe odseparowanie seniora od najmłodszych członków rodziny. Tutaj rolą rodziców jest, by wyrobić w dziecku zdrowy nawyk mycia rąk. Nierzadko widzimy, że dziecko po prostu wsadzi ręce pod kran i zabierze je po trzech sekundach, więc bardzo pomocne mogą okazać się zabawy. Pół minuty to dla dziecka abstrakcja, więc nauczmy je śpiewać przy myciu rąk piosenki. Światowa Organizacja Zdrowia rekomendowała dwukrotne odśpiewanie Happy Birthday, ale na pewno znajdzie się kilka legijnych przyśpiewek, które również świetnie sprawdzą się w tej roli timera (śmiech). 

 

- Jak się zatem zachowywać w gronie rodzinnym?
- Zachowywać ludzką twarz i okazać wsparcie. Nikt nie może poczuć się wykluczony pod pretekstem tego, że nie chcemy go narazić na ryzyko zarażenia. Okazujmy sobie szacunek, ale po prostu w najbliższych tygodniach zadbajmy o nasze zdrowie, nie całujmy się na przywitalnie, wspierajmy aktywność higieniczną. Bądźmy ludźmi, pomóżmy starszym, samotnym, zróbmy im zakupy, dopytujmy się czy się dobrze czują, czy mają leki. Musimy uważać, to jasne, ale nie wolno nam wpaść w paranoję.

 

- W ostatnim czasie na temat wirusa pojawiło się sporo mitów. Jak to z nimi jest?
- WHO na swojej stronie zrobiła nawet prezentację na ten temat. Nie, ciepła kąpiel nie zabija wirusa, jedzenie czosnku też nie, choć niewątpliwie zalicza się do zdrowego jedzenia. Nie ma też powodów żeby wierzyć w to, że koronawirusa może pokonać zimno, albo gorące powietrze z suszarki do rąk. Nie ma dowodów żeby wirusa przenosiły domowe zwierzęta, a badania przy SARS w 2002 roku, nie potwierdziły, że zwierzęta domowe chorują lub przenoszą wirusa na ludzi. Zarażenie to też nie jest automatyczny wyrok śmierci. 

 

 - Co w takim razie z mitem o alkoholu?
- Koronawirus wnika przez receptory komórek w tkance płucnej, alkohol do organizmu „wnika” przez układ pokarmowy – jakoś nie widzę drogi, na której mogliby się spotkać. Mówienie więc, że picie alkoholu jest w stanie zabić wirusa to kłamstwo, jednak alkohol mający powyżej 60% znakomicie sprawdza się w roli środka odkażającego do powierzchni. Spożywanie alkoholu w nadmiernej ilości może osłabiać nasz organizm w walce z chorobą – jest więc przeciwskuteczny. Z innych mitów, które przychodzą mi do głowy to ten o komarach, które rzekomo miałyby go przenosić, co oczywiście jest nieprawdą. Fakt faktem natomiast, że nie powinno się czyścić rąk pod lampą ultrafioletową. Również mitem jest to, że nie można jeść chińskiego jedzenia czy odebrać paczki pocztowej z Chin.

 

- Jak wygląda zatem prawda o śmiertelności choroby?
- Śmiertelność znajduje się na poziomie 1-3%, a to, wbrew pozorom, stosunkowo dużo. Szczególną grupą ryzyka są osoby schorowane, starsze i chore, gdzie śmiertelność przekracza 10%.  Warto jednak dodać, że jest mniejsza, niż mająca miejsce przed laty epidemia SARS czy MERS. Z kolei zapadalność jest bardzo wysoka, bo – jak już wspomnieliśmy – jeden chory zaraża średnio 2,5-3,5 osób. Dziś tak naprawdę nie wiemy czy wirus jest sezonowy i – podobnie jak grypa – znacząco osłabnie latem. Nie wiemy też czy wyzdrowiała osoba może zarazić się powtórnie, a jeżeli tak, wystąpią silne objawy. Warto dodać, że zachorowanie wcale nie musi skutkować przykrymi objawami. Te na pewno występują w grupie osób wysokiego ryzyka, a więc najstarszych członków społeczeństwa, najbardziej narażonych na działanie pandemii. 

 

- Kiedy zatem będziemy mogli wyjść z domów?
- Trudno powiedzieć ile potrwa zażegnanie pandemii. Jednak jako społeczeństwo stanęliśmy na wysokości zadania i robimy wszystko, aby wirus się nie rozprzestrzeniał. W kilku krajach udało się wyhamować wzrost zachorowań, jak chociażby w Japonii czy na Tajwanie i mam nadzieję, że Polska również pójdzie tym śladem. Nie sądzę, by groziła nam powtórka z Włoch, bo tam ludzie lekceważyli sygnały i spotykali się w dużych grupach, mimo alarmów o zakaźności koronawirusa. Polacy jednak zachowują się bardzo odpowiedzialnie. Jesteśmy też kreatywni, trenerzy Legia Soccer Schools już obdarowali nas mnogością filmów do trików i ćwiczeń w domu. Liczę, że jeszcze wiosną wrócimy do normalności i dzieci pokażą na świeżym powietrzu czego się nauczyły. Z całą pewnością obecna sytuacja to bardzo ważna lekcja dla naszej społeczności. Wierzę, że dobrze ją odrobimy i wkrótce będziemy cieszyć się z rywalizacji naszych piłkarzy na boiskach. 

 

Dziękuję za rozmowę, dobrego zdrowia dla całej legijnej społeczności.

Udostępnij

Autor

Jakub Jeleński

15razyMistrz Polski
19razyPuchar Polski
4razySuperpuchar Polski
pobierz oficjalną aplikację klubu
App StoreGoogle PlayApp Gallery
© Legia Warszawa S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone.