Legia logo
News2 min read

Wspomnienia Kazimierza Górskiego (cz. 3)

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

W marcu tego roku przypada 100. rocznica urodzin Kazimierza Górskiego. Z tej okazji prezentujemy wspomnienia Trenera Tysiąclecia, które ukazały się ponad 20 lat temu na łamach tygodnika „Nasza Legia”. Pana Kazimierza wysłuchał wówczas dziennikarz NL, a obecnie kustosz Muzeum Legii, Wiktor Bołba. Zapraszamy na trzeci odcinek naszego cyklu.

Legionista
W czerwcu 1945 roku do Warszawy wracali dawni działacze wojskowi — płk dr. K. Rudolf, płk l. Robb-Narbutt, ppłk St. Więcek, płk. A. Minecki, kpt. F. Better oraz por. M. Czernik i ta grupa, wraz z tymi, którzy już byli w WKS-ie, Stachowskim, Grabowskim i ppor. Neudingiem, postanowiła przemianować WKS Warszawa i powrócić do dawnych tradycji sportu wojskowego. W ten sposób reaktywowano WKS Legia Warszawa. Zostaliśmy więc legionistami.

Na czele WKS Legia stanął płk. Rudolf, funkcję wiceprezesa objął płk Minecki, zaś szefem drużyny piłkarskiej został ppor. Neuding. Na pierwszy mecz jako Legia wyruszyliśmy do Krakowa. Pamiętam, że jechaliśmy całą dobę. Przegraliśmy wtedy wprawdzie z Wisłą 1:4, jednak drugi mecz tamtej wyprawy zakończył się zwycięstwem w Sosnowcu nad tamtejszym KKS 2:0, a ja zdobyłem jedną z bramek. Pamiętam, że mecz ten obserwowało ponad cztery tysiące widzów. Ten okres mojej kariery wspominam szczególnie miło, ponieważ grało mi się bardzo dobrze, zdobyłem sporo bramek i nie chwaląc się zostałem jednym z czołowych piłkarzy tej pierwszej powojennej Legii.

 

Szczególną satysfakcję sprawiał mi fakt, że zostałem powołany jako jedyny zawodnik Legii do reprezentacji Warszawy na mecz z reprezentacją Krakowa, który wgraliśmy 1:0, a ja strzeliłem jedynego gola. W reprezentacji Warszawy rozegrałem jeszcze trzy spotkania, ale jak sobie przypominam, bilans tych meczów nie był dla nas korzystny.

Jesienią 1945 roku Legia występowała w następującym składzie: Motyliński — Grządziel, Kurek-Waśko, Wosiński, Milczanowski — Mordorswki, Szymanowski, Hawelewicz, Cyganik i ja. Można powiedzieć, że była to już dobra drużyna. A wypada dodać, że zostaliśmy wzmocnieni posiłkami z Częstochowy. Niestety, pomimo jak to się mówiło posiadania „mocnej paki”, w finałach mistrzostw Warszawy zajęliśmy dopiero 3. miejsce za Polonią i Syreną.

Początek 1946 roku szczególnie utkwił mi w pamięci, a to za sprawą naszego wyjazdu na mecz do Bytomia z tamtejszą Polonią. Polonią Bytom to była kontynuacja przedwojennej Pogoni Lwów, ponieważ w Bytomiu osiedliło się dużo lwowiaków. Spotkałem wtedy sporo swoich dawnych znajomych i kolegów. Na ulicy co krok słychać było ten nasz lwowski, śpiewny akcent. Przypomnę, że wtedy w Polonii występował nasz idol ze Lwowa, M. Matyas „Myszka”, którego udało mi się kilka razy ograć. Wygraliśmy ten mecz 4:2, a ja strzeliłem jednego z goli. Byliśmy dobrze przygotowani do sezonu, przewyższaliśmy rywali pod względem kondycyjnymi i technicznym. Zdobyliśmy puchar WOZPN, w finale pokonując zwycięzcę Polonii, Radomiak, aż 9:1. W tym meczu zdobyłem dwie bramki, a dalsze dwie padły po moich podaniach.
9 maja, w Dzień Zwycięstwa, przy komplecie publiczności na Stadionie Wojska Polskiego, grając jako reprezentacja Wojska Polskiego, pokonaliśmy reprezentację milicji 4:1. Niestety, ten mecz utkwił mi w pamięci głównie z tego powodu, że po brutalnym ataku przeciwnika doznałem poważnej i bardzo bolesnej kontuzji.

C.d.n.

Share

Related news

See all