#GOTOWIDOPOMOCY: Wolontariat w rytmie cha-cha

#GOTOWIDOPOMOCY: Wolontariat w rytmie cha-cha

Co wspólnego ma taniec towarzyski, piłka nożna i wolontariat w ramach akcji #GOTOWIDOPOMOCY? Całą historię z Rafałem Maserakiem w roli głównej opisujemy w naszym artykule!

Autor: Jakub Jeleński

Fot. Mateusz Kostrzewa

Główny sponsor Fortuna
  • Udostępnij

Autor: Jakub Jeleński

Fot. Mateusz Kostrzewa

Zastanawialiście się co ma wspólnego taniec towarzyski, piłka nożna i wolontariat? Do środy powiedzielibyśmy, że nic, ale teraz musimy odpowiedzieć: Rafała Maseraka. Tancerz dołączył bowiem do akcji #GOTOWIDOPOMOCY. Redakcja Legia.com ruszyła z nim na pierwszą akcję.

Zdjęcie

Rafała energia rozpierała od samego początku, więc kwestią czasu było, aż rozmowa w samochodzie zacznie się robić naprawdę ciekawa. Długo nie trzeba było czekać, bo gdy tylko wyjechaliśmy na Czerniakowską, nasz gość spoglądając na stadion zaczął swoją opowieść. Jeżeli ktoś myślał, że swoje życie opiera on wyłącznie na tańcu, okazał się być w dużym błędzie. Gdy tylko przez szybę spojrzeliśmy na Łazienkowską, świeżo upieczony wolontariusz opowiedział nam historię jak z filmu.

Zdjęcie

- Miałem 10 lat, kiedy ojciec pierwszy raz zabrał mnie na mecz. Siedzieliśmy na literce „E” i pamiętam, że powiedziałem: „Boże, tato, jak ja bym chciał kiedyś wyjść na tę murawę i strzelić gola”. Przypomniałem sobie o tych słowach w momencie, gdy stałem w tunelu przed wyjściem na mecz podczas spotkania Gwiazdy TVN kontra Politycy. To było tak wyraźne wspomnienie, że doskonale pamiętałem każdy szczegół z tamtej sytuacji, każde słowo, które wtedy powiedziałem do taty. Zaczynamy grę, mija pięć minut i bang! Zdobywam bramkę na stadionie Legii Warszawa. Kosmos, mówię wam. Patrzcie, jak o tym gadam to cały czas mam ciary – mówi Rafał, a jego ręce gęsto pokrywa gęsia skórka.

Zdjęcie

W międzyczasie dojeżdżamy pod pierwszy wskazany adres. Parkujemy pod blokiem na Sobieskiego i zaraz dzwonimy pod numer mieszkania. 
- Pani Bożenko, mamy dla pani posiłek! – woła Rafał do domofonu. Po schodach wchodzimy na górę, gdzie już czekają na nas uchylone drzwi. Nasz wolontariusz dopytuje, czy seniorka przypadkiem czegoś jeszcze nie potrzebuje, pyta jak zdrowie i samopoczucie, a na koniec życzy jej wszystkiego dobrego. W odpowiedzi widzimy wdzięczność w oczach Pani Bożeny i życzenia, żeby za wszystko Pan Bóg nam wynagrodził. Również szeroko się uśmiechamy. Bo są takie chwile i takie uczucia, które śmiało możemy nazwać bezcennymi.

Zdjęcie

Za moment znowu siedzimy w aucie, gdzie dyskusja staje się tylko żywsza. Taniec tańcem, ale Rafałowi na wspomnienia o piłce, w źrenicach wyskakują ogniki. Opowiada o treningach w RKS Okęcie, wspólnych meczach pod blokiem, wyjściach z kumplami na Legię. Wspomina najpiękniejsze bramki, cudowną grę Ljuboji i Vadisa, pokazuje selfie robione z piłkarzami i dyskutuje o oprawach meczowych. Na stadionie rzadko ma okazje je widzieć, bo w trakcie spotkań znajduje się pod nimi – z kumplami chodzi bowiem na Żyletę. Pytamy więc dlaczego ostatecznie nie poszedł w piłkę, a w taniec. - A wiecie, lubiłem towarzystwo dziewczyn.

Zdjęcie

Prawda jest jednak nieco inna i poznajemy ją tuż po tym, jak ciepły obiad dostarczyliśmy pod drzwi pani Longiny, mieszkającej na Mozarta. Rafała wypatrzył trener prowadzący zajęcia taneczne w podstawówce i wezwał do siebie rodziców chłopca. Mama na początku była przekonana, że znowu coś przeskrobał, bo do szkoły nauczyciele wzywali ją średnio dwa razy w tygodniu – młody Maserak zdecydowanie nie należał do grona aniołków. Okazało się jednak, że nie chodziło o chuligańskie wybryki, a talent chłopaka. Co prawda kumple śmiali się z niego, gdy zamiast na boisko biegał do sali tanecznej, ale szybko przestali, bo po pierwsze gdy w końcu trafiał na boisko to radził sobie z nimi bardzo dobrze, a po drugie zdecydowanie łatwiej nawiązywał kontakt z koleżankami. Czasami, rzecz jasna, się buntował, ale mama pilnowała, by sumiennie uczęszczał na treningi. Jak sam zauważa, najwyraźniej się opłacało.

Zdjęcie

Mija chwila i podjeżdżamy pod blok na ulicy Bryły. Przed drzwiami wita nas namalowana w kółeczku „eLka”, a w windzie roi się od wlepek nie pozostawiających wątpliwości, który klub jako jedyny liczy się w Warszawie. W końcu docieramy na dziewiąte piętro, gdzie pozdrawia nas pani Teresa. Mimo, że na twarzach mamy maseczki, seniorka błyskawicznie rzuca w kierunku naszego gościa: 
- O, ja pana poznaję!
- Naprawdę, mimo maski? – dziwi się Rafał. 
- No jasne, po oczach! – rezolutnie odpowiada kobieta.

Zdjęcie

Pani Teresa dziękuje za pomoc i zapowiada, że regularnie będzie śledzić poczynania Rafała na parkiecie. Drzwi się zamykają, a my ruszamy pod ostatni tego dnia adres. Domaniewska cieszy się ponurą sławą wśród osób pracujących w korporacjach, ale dzisiaj zamierzamy rozweselić panującą tam atmosferę. Parkujemy pod klatką i schodami ruszamy do pani Jadwigi. Kiedy seniorka otwiera drzwi i widzi obiektywy kamer, uśmiecha się tylko i rzuca: - Zaraz wam chłopcy ogniskowa strzeli, bo ja dzisiaj nóg nie myłam. Rafał wybucha śmiechem i pyta, jak życie na kwarantannie. Pani Jadwiga odpowiada o tym jak sąsiadka trzyma ją w areszcie domowym i zaznacza – zgodnie z góralskim przysłowiem – że bliski sąsiad jest lepszy od dalekiego brata. Mimo trudnej sytuacji humor jej nie opuszcza. Na nasze pytanie, czy kojarzy „Taniec z Gwiazdami” prosto z mostu odpowiada, że nie. Gdy Rafał dopytuje czy lubi tańczyć, wyciąga zza drzwi dwa kijki i pokazuje, że z tymi partnerami zawsze chętnie kogoś obtańcuje.

Zdjęcie

Kiedy wracamy na Łazienkowską i żegnamy się z Rafałem, tancerz mówi, żebyśmy śmiało dzwonili, kiedy tylko będzie potrzeba. Twierdzi, że fajnie było skręcić materiał i wypromować akcję, ale teraz chętnie zadziała już bez nich. Trochę czasu ma, dysponuje samochodem, a przecież nie zapisywał się na wolontariat nadaremno. Niedługo więc do drzwi warszawskich seniorów zapuka pewna roztańczona osoba.

Zdjęcie
Udostępnij

Autor

Jakub Jeleński

14razyMistrz Polski
19razyPuchar Polski
4razySuperpuchar Polski
pobierz oficjalną aplikację klubu
© Legia Warszawa S.A.Wszelkie prawa zastrzeżone.