Boksowanie z trudną rzeczywistością [WYWIAD]
Z ciosami sportowych rywali pięściarze Legii radzą sobie doskonale. Gorzej z tymi, które wyprowadza im codzienna rzeczywistość poza ringiem. Ciężkie boksowanie z trudną rzeczywistością pozwala im jeszcze chwiać się na nogach, ale perspektywa posłania na deski nie jest wcale odległa. Czy zdobyty niedawno tytuł Mistrza Polski okaże się dla jednej z najbardziej zasłużonych legijnych sekcji pocałunkiem śmierci?
Autor: Janusz Partyka, Bartosz Zasławski
Fot. Janusz Partyka, Archiwum Sekcji
- Udostępnij
Autor: Janusz Partyka, Bartosz Zasławski
Fot. Janusz Partyka, Archiwum Sekcji
Z ciosami sportowych rywali pięściarze Legii radzą sobie doskonale. Gorzej z tymi, które wyprowadza im codzienna rzeczywistość poza ringiem. Ciężkie boksowanie z trudną rzeczywistością pozwala im jeszcze chwiać się na nogach, ale perspektywa posłania na deski nie jest wcale odległa. Czy zdobyty niedawno tytuł Mistrza Polski okaże się dla jednej z najbardziej zasłużonych legijnych sekcji pocałunkiem śmierci?
Choć w ostatnim, reaktywowanym po latach, sezonie pięściarze Legii sięgnęli po wyczekiwany od 39 lat tytuł mistrzów Polski, sekcja bokserska naszego klubu przeżywa trudne chwile. Nie pierwszy raz w swojej historii, ale ciosy otrzymywane dziś ostatecznie mogą okazać się nokautem. Za pięć lat, powstała w 1931 roku sekcja, będzie obchodzić stulecie istnienia. Czy przetrwa ten ciężki czas?
Pięściarze Legii 22-krotnie zdobyli tytuł drużynowego mistrza Polski i są jedną z najbardziej utytułowanych sekcji w historii klubu. Dumą był zawodnik CWKS „Legia” Józef Grudzień, który podczas igrzysk olimpijskich '64 w Tokio zdobył złoty medal olimpijski. Na najwyższym olimpijskim podium w Monachium '72 stanął również Jan Szczepański. Wszyscy pamiętamy także srebrne medale olimpijskie Józefa Grudnia w 1968 roku (Meksyk) i Wiesława Rudkowskiego w roku 1972 (Monachium). Brązowe wywalczyli Henryk Niedźwiedzki i Zbigniew Pietrzykowski w 1956 roku (Melbourne), Janusz Gortat w latach 1972 (Monachium) i 1976 (Montreal), Kazimierz Szczerba w latach 1976 (Montreal) i 1980 (Moskwa), Krzysztof Kosedowski w roku 1980 (Moskwa), a także Henryk Petrich i Andrzej Gołota w 1988 (Seul). Oprócz tego mistrzostwo Europy wywalczyli Henryk Kukier (w Warszawie w 1953 r.), Józef Kruża (w Warszawie w 1953 r.), Leszek Drogosz (w Warszawie w 1953 r.), Zbigniew Pietrzykowski (w Berlinie Zach. w 1955 r.), Kazimierz Paździor (w Pradze w 1957 r.), Józef Grudzień (w Rzymie w 1967 r.), Jan Szczepański (w Madrycie w 1971 r.), Wiesław Rudkowski (w Katowicach w 1975 r.), Andrzej Biegalski (w Katowicach w 1975 r.) oraz Bogdan Gajda (w Halle w 1977 r.). Do tego dochodzi niezliczona ilość medali w indywidualnych mistrzostwach Polski oraz tysiące wygranych walk w ringach całego świata.
Sekcja bokserska CWKS Legia oficjalnie powstała w 1931 roku, ale już sporo wcześniej uprawiano w klubie boks. Przed II wojną światową trenerem sekcji był legendarny Feliks Stamm, a do wyróżniających się zawodników należeli: Kazimierz Doroba, Piotr Mizerski, Edward Łaukedrey i Tadeusz Pietrzykowski. Dziś sekcja, choć sportowo jest najlepsza w Polsce, ma olbrzymie kłopoty finansowe. Jeśli nic się nie zmieni i w szybkim tempie nie poprawi swojej sytuacji materialnej, może zwyczajnie nie przetrwać. Start w nowym sezonie Polskiej Ligi Bokserskiej stanął pod wielkim znakiem zapytania. Podobnie jak codzienne funkcjonowanie sekcji i pięściarzy walczących z herbem Legii na sercu.
Niegdyś legijnych mistrzów olimpijskich całowała cała Polska, dziś mistrzostwo Polski może być dla Legii pocałunkiem śmierci. Wojskowi otrzymują ciosy z każdej strony. Jeszcze stoją, ale już chwieją się na nogach. O sytuacji w sekcji opowiedzieli nam Fiodor Łapin - członek rady nadzorczej Fundacji Tradycja Olimpijska, trener zawodowy i mentorski, odpowiadający w projekcie za stronę sportową, Robert Mateusiak - prezes sekcji klubu bokserskiego Legia Warszawa oraz jeden z jej zawodników, mistrz Polski, Mateusz Grejber. Zapraszamy do lektury poniższej rozmowy.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1768994177_1768649629_AD4I1881__13_.jpeg)
- Na początek wielkie gratulacje. Sekcja pięściarska Legii - po 39 latach - wywalczyła tytuł Mistrza Polski. 22 w historii. Wywalczyliście go, ale nie odbił się on jakimś szczególnie głośnym echem. Jaką drogę musieliście przebyć do miejsca w którym dziś jesteście i jakie to miejsce tak naprawdę jest?
Fiodor Łapin: - Wszystko zaczęliśmy pięć lat temu. Podjęliśmy się przejęcia klubu Legia Warszawa w momencie, kiedy nie było niczego. Było paru znanych trenerów, którzy prowadzili zajęcia komercyjne. Sportowo nie działo się absolutnie nic, zawodnicy nie jeździli na żadne zawody. Sprowadziliśmy wówczas do klubu kilku utalentowanych chłopaków, którzy mieli swoje problemy - nie mieli trenera, środków do życia, treningu czy możliwości dalszego rozwoju. Zapewniliśmy im godne warunki do rozwoju sportowego takie jak: zakwaterowanie, szkołę, wyżywienie, zatrudniliśmy też trenerów z Kuby, Ukrainy, zatrudniliśmy również fizjoterapeutę, fizjologa, Dyrektora Sportowego . Najlepszych. Zaczęliśmy szkolenie. I z tych chłopaków, właściwie juniorów, wyrośli medaliści mistrzostw Polski, mieliśmy nawet brązowego medalistę mistrzostw świata juniorów oraz brązowego medalistę Mistrzostw Świata Młodzieżowców . W pierwszym roku, kiedy przeszli do seniorów, pięciu z nich pojechało na mistrzostwa Polski. Wszyscy doszli do finałów wygrywając po trzy, cztery czy pięć walk. Zdobyliśmy trzy złote medale. Jeden z zawodników przegrał z klubowym kolegą w finale. Zdobyliśmy pierwsze miejsce drużynowo. Od tego czasu mamy zdecydowanie pierwsze miejsce w seniorach na mistrzostwach Polski czy w Pucharze Polski. Oprócz tego zajęliśmy się szkoleniem od najmłodszych grup wiekowych. Ale wychować swoich, to już trudniejsze zadanie.
- Od jakiego wieku chłopcy trenują w sekcji?
FŁ: - Mamy grupy od siódmego roku życia, chłopcy i dziewczęta. Pierwszy raz, właśnie w minionym roku, zajęliśmy drugie miejsce wśród 300 klubów w Polsce. Drugie miejsce w sporcie młodzieżowym, czyli dzieciaków, juniorów, młodzieży, nie licząc seniorów.
- Ilu łącznie zawodników trenuje w Legii?
Robert Mateusiak: - W Klubie, w różnym wieku i na rożnym poziomie trenuje ponad 220 osób. Uczęszczają oni na zajęcia bokserskie w różnych kategoriach wiekowych, szkoląc się amatorsko lub profesjonalnie. Jest wśród nich kilkudziesięciu zawodników w różnych kategoriach wiekowych, część z nich uczestniczy już w różnych turniejach, oczywiście odpowiednio dopasowanych do umiejętności.
FŁ: - Są to zawodnicy, którzy zdobywają już wiele medali oraz tytułów mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych. Od samego początku taki był nasz cel: igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy - od dzieciaków po seniorów. Dla nas celem jest medal olimpijski, to jest absolutnie najważniejsze. Dwóch zawodników startowało w ostatnich kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich do Paryża. Bartek Rośkowicz , zdecydowanie najlepszy w swojej kategorii wagowej w Polsce (65 kg) i Kuba Staszewski, który startował w wadze 80 kg. Kuba był bardzo blisko wyjazdu na igrzyska, zabrakło mu jednej walki. Droga, którą obraliśmy i to w jaki sposób to robimy, została przez te wyniki potwierdzona. Wiemy, że robimy to słusznie. Z wielkim optymizmem patrzymy na igrzyska w Los Angeles które odbędą się w 2028 roku czy kolejne w Brisbane w 2032 roku, gdzie wielu naszych zawodników będzie w optymalnej formie i wieku.
- Liga powstała w zeszłym roku i wy od razu ją wygraliście.
FŁ: - Rok temu po 22 latach została reaktywowana Polska Liga Boksu. Nikt nie ukrywał, że Legia ma być wiodącą częścią tego projektu. Prawie cały skład to reprezentanci Polski, większość z nich to zawodnicy, których prowadzimy od juniorów. Oczywiście do tego boksowali u nas ci, którzy trenują w innych klubach a boksowali w rozgrywkach drużynowych w Legii. Pierwsze dziesięć meczów wygraliśmy, a wygrać każdą walkę było ciężko. Zakładając przy tym, że wielu Legii nie lubi.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1768992444_614213494_1481644967298721_6889247296293687313_n.jpg)
- To znany temat. Ale znany jest również temat, że macie olbrzymie kłopoty finansowe.
FŁ: - Żeby wygrać każdą walkę, chłopaki musieli się naprawdę starać. W pewnym momencie przyszła jednak zadyszka, bo w pewnym momencie skończyło się nam finansowanie. Jako jedyni łączyliśmy ligę i szkolenie na raz. W zdecydowanej większości klubów wygląda to tak, że zawodnicy przyjeżdżają z całej Polski do danego klubu na mecz, walczą w lidze i rozjeżdżają się do miejsc w których na co dzień trenują. Np w Szczecinie, który jest przed nami w sporcie młodzieżowym, gdzie mają internat i szkołę sportową, nie przystąpili do ligi. Postawili tylko na szkolenie. My zrobiliśmy to i to wierząc że liga będzie kolejną ważną częścią rozwoju zawodników jak i samego klubu. I po pół roku zaczęły się pierwsze problemy finansowe, skończyły nam się środki... Za to, że dokończyliśmy ten sezon, należą się wielkie podziękowania przede wszystkim dla chłopaków za ich poświęcenie i wytrwałość, dla sztabu szkoleniowego oraz pracowników biura. Oczywiście bez najwierniejszych sponsorów również to by się nie udało.
- Przez jaki czas zawodnicy nie dostawali pieniędzy?
FŁ: - Przez parę miesięcy, bo po prostu się skończyły...
- Trenerzy też pracowali za darmo?
FŁ: - Niektórzy trenerzy mieli indywidualnych sponsorów. Jak jeździliśmy na ostatnie mecze w lidze, to zbieraliśmy pieniądze... do kapelusza. Wykonywaliśmy telefony, by ktoś dał tyle, ile akurat mógł.
RM: - Przed ostatnim meczem ligowym musieliśmy zbierać pieniądze, dosłownie po kilka tysięcy złotych, żeby móc pojechać na ostatni mecz do Wałbrzycha i odebrać puchar za Mistrzostwo Polski, było to wręcz upokarzające i nie pozwalało cieszyć się z tak przecież ogromnego sukcesu.
FŁ: - Nasz skład też był już całkiem inny. Po pierwsze z wspomnianych powodów finansowych. Po drugie sezon był dla chłopaków tak ciężki, że nie wszyscy poradzili sobie jeśli chodzi o kontuzje. Będący tu z nami Mateusz Grejber pojechał na mistrzostwa Polski seniorów przed ostatnią kolejką i w drugiej walce musiał oddać walkowera, bo rozbił rękę. Bartłomiej Rośkowicz złamał rękę na mistrzostwach Europy, które były dwa tygodnie wcześniej. Jakub Staszewski latem zerwał więzadła krzyżowe na sparingu. To byli nasi pewniacy.
- Nie macie dziś nawet środków na opiekę lekarską, fizjoterapeutów...
RM: - Na tę chwilę a w zasadzie od kilku miesięcy już nie. W ostatnich miesiącach zakończyliśmy współpracę z fizjoterapeutą oraz fizjologiem który nadzorował i monitorował proces szkoleniowy zawodników.
FŁ: - Wynajmowaliśmy też dla chłopaków dwa mieszkania w Warszawie. Dziś już tego nie ma. Stypendium było objętych jedenastu zawodników. To już także historia. My to gwarantowaliśmy, choć dziwili nam się wszyscy. Ktoś z prezesów powiedział: „Ja w klubie utrzymuję dwie osoby i jest dobrze”. Ale gdybyśmy go zapytali, ile medali zdobył na młodzieżowych mistrzostwach Polski, odpowiedź brzmiałaby - zero.
RM: - Nie mówiąc już o szkoleniu...
FŁ: - Ten sam prezes powiedział, że w MMP nie startował ani jeden jego zawodnik ale już w następnym zdaniu mówił, że chciałby zrobić tak jest w Legii, że wszyscy zawodnicy trenują w jednym miejscu. Także tu przyszła zadyszka, z którą mamy największy problem. Potrzebujemy przede wszystkim pomocy Miasta. W tej chwili jeżeli chodzi o drużynę ligową ,nie mamy żadnej, ani Urzędu Miasta, ani Urzędu Marszałkowskiego.
- A Gmina Bemowo w jakimś stopnie Was wspiera?
RM: - Na tyle, na ile może nas wspiera. Pomogła nam w dostępie do obiektu OSiR Bemowo, gdzie toczymy nasze ligowe pojedynki. Na preferencyjnych stawkach wynajmujemy halę za którą finalnie sami musimy płacić ale tutaj jest wola współpracy i wsparcia za co jesteśmy wdzięczni.
- Można więc powiedzieć, że wywalczone niedawno mistrzostwo Polski jest dla Was jak pocałunek śmierci. To wszystko powinno pójść w zupełnie inną stronę.
FŁ: - Tak. Od momentu, kiedy rozpoczęły się problemy finansowe, przegraliśmy cztery mecze z rzędu, choć jak wspomniałem pierwszych 10 wygraliśmy. Były mecze w których uważamy że zasługiwaliśmy na wygraną co zagwarantowało by na zdobycie tytułu Mistrza Polski już wcześniej ale to boks, zdarzają się pomyłki sędziów, nie chcemy się tym tłumaczyć. Ale kiedy sytuacja w klubie jest jaka jest, to chłopaki też inaczej trenują, inaczej się wówczas boksuje. To normalna rzecz. Próbowaliśmy sztukować, łatać finansowo, natomiast nie było to łatwe, szczególnie pod koniec sezonu. Gdybyśmy te pieniądze, które dostaliśmy od sponsorów, przenosili tylko na ligę, to by nam zapewne wystarczyło. Nie mielibyśmy dziś zaległości i problemów finansowych. Ale utrzymywaliśmy szkolenie, stypendia, zakwaterowanie, wyżywienie...
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1768992584_581536078_1433415232121695_146400446790285121_n.jpg)
- A jak wygląda finansowanie w przypadku innych polskich klubów walczących w lidze bokserskiej?
RM: - Na co dzień wspierają ich samorządy, prezydenci miast, burmistrzowie czy marszałkowie. My chyba jesteśmy jedynym klubem bez takiego wsparcia w całej lidze. Jesteśmy jedyni, którzy nie otrzymują dofinansowania na drużynę ligową od Urzędu m.st. Warszawy czy Urzędu Marszałkowskiego. Bez wsparcia sponsorów nie wystartowalibyśmy w ogóle w lidze, wiem, że trudno w to uwierzyć, ale taki klub, sekcja z taką historią i tradycjami nie ma wsparcia finansowego od władz Miasta.
- Paradoksem jest to, że mówimy o Legii Warszawa. Nic nie umniejszając rywalom, to nie są to ani kluby bardziej medialne, ani takie, które mają w swoim dorobku sukcesy, choćby w innych dyscyplinach sportu, ale w boksie także. To powinien być samograj.
RM: - Tych paradoksów jest więcej, jest to bardzo smutne ale prawdziwe.
FŁ: - Jesteśmy jedynym klubem z Warszawy, jedynym z Mazowsza z takimi sukcesami w boksie. Na nasz mecz otwarcia polskiej ligi boksu w hali OSiR na Bemowie, przyszło ponad dwa tysiące ludzi. Wielu z nich zostało na zewnątrz z powodu ograniczenia miejsc. Boks - nie licząc piłki nożnej, siatkówki czy koszykówki - jest popularną dyscypliną. Na meczach ligowych mieliśmy widownię od sześciuset do tysiąca kibiców. Wiadomo też, że gdziekolwiek jeździliśmy, to wszyscy szykowali się na Legię.
- Przychodzili głównie zobaczyć Was, a nie swoich.
FŁ: - Jak przyjeżdża Legia, to w każdym mieście wśród kibiców jest poruszenie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że tak to będzie wyglądać. Jak jechaliśmy na wyjazd, to chłopaki czuli tę siłę. Na każdym meczu była prezentacja drużyn i hymn Legii, czyli Sen o Warszawie. Duma rozpierała ich i nas wszystkich.
- Co w takim razie dalej z bokserską Legią?
FŁ: - Myśleliśmy, że ten sukces (Mistrzostwo Polski - przyp. red.) i klasa sportowa, a także historia, nam wystarczą. Że rzucimy hasło i będziemy mogli liczyć na pomoc. Natomiast to się nie wydarzyło. Powiem szczerze, że namawiano nas do startu w lidze, obiecywano różne rzeczy, a my szliśmy dalej i robiliśmy swoje. Za to, że chłopaki w takich warunkach wyciągnęli z tego tytuł najlepszej drużyny w kraju wśród seniorów, należą się im wielkie podziękowania. Jesteśmy z nich dumni.
RM: - Wielkie podziękowania, że wytrwali razem z nami, bo my naprawdę przez ostatnie miesiące jechaliśmy na oparach.
FŁ: - Bez środków od października ubiegłego roku klubu bokserskiego Legia nie powinno po prostu być.
- Skąd czerpaliście finansowanie do tej pory? Kto konkretnie Wam pomagał?
RM: - Utrzymaliśmy się przede wszystkim dzięki firmie Profbud- Sponsorowi Głównemu Klubu oraz firmom Wawel Development oraz AMConstruction. To firmy zaprzyjaźnione z Profbudem i tutaj podziękowania dla prezesa Profbudu Pawła Malinowskiego, bo głównie dzięki tej firmie, jego osobistemu zaangażowaniu i tym partnerom jeszcze żyjemy. Tylko dzięki nim dojechaliśmy na oparach do końca ligi. Umowy kończą się jednak z końcem stycznia. Czekamy na dalsze rozmowy i rezultaty. Mamy nadzieję, że partnerzy z nami zostaną i że dojdą nowi, bo to pozwoliłoby nam realnie myśleć i wierzyć w to, że będziemy mogli przetrwać i utrzymać się jako obrońcy tytułu w lidze.
- Wyobrażacie sobie, że w kolejnym sezonie Was w tej lidze może zabraknąć?
RM: - Patrzymy na to dwutorowo ale dla nas mimo wszystko najważniejsze jest to, aby utrzymać szkolenie i zapewnić naszym zawodnikom dalszy rozwój kariery sportowej. To jest fundament.
- Trzeba powiedzieć też o warunkach w jakich trenujecie. Doskonale je znamy, 15 lat temu robiliśmy do NL reportaż z Fortu Bema odwiedzając każdą z czterech sekcji - zapasów, podnoszenia ciężarów, szermierki i właśnie boksu. Dziś zostaliście tam jedynie Wy, ale od tamtego czasu jeśli chodzi o infrastrukturę nic się nie zmieniło...
RM: - Warto o tym wspomnieć, bo to jest wstyd dla stołecznego i polskiego sportu. Wstyd, że zawodnicy kadry narodowej, trzon polskiego pięściarstwa, potencjalni olimpijczycy, w XXI wieku trenują w takich warunkach.
- Były kiedykolwiek perspektywy na to, żeby wyremontować obiekt albo w ogóle przenieść się gdzie indziej?
RM: - Nikt z nas nigdy nie zakładał żeby zmienić miejsce funkcjonowania klubu. W 2023 roku złożyliśmy ambitny projekt i wniosek do Ministerstwa Sportu i Turystyki na rewitalizację istniejącego budynku i rozbudowę o nowoczesną małą halę z boku, projekt zakładał miejsce na siedem ringów bokserskich w tym cztery pomieszczenia z hipoksją (do treningu w warunkach obniżonej dostępności tlenu - przyp. red.). Zostaliśmy wstępnie zakwalifikowani do najważniejszego programu na infrastrukturę w Ministerstwie Sportu i Turystyki, czyli w programie o szczególnym znaczeniu dla sportu. Zostaliśmy wstępnie zakwalifikowani na 50% procent dofinansowania. Wówczas mówiono na to w ministerstwie - mini COS. Oprócz infrastruktury bokserskiej, w tym projekcie było miejsce dla 15 innych dyscyplin sportowych, które mogłyby z niej korzystać. Łącznie z tymi ringami, hipoksją, zapleczem odnowy biologicznej, siłownią, zapleczem biurowym czy drugą halą.
FŁ: - Mówiło się wówczas o ośrodku z prawdziwego zdarzenia w Warszawie...
RM: - Nie ukrywamy, że liczymy na obecnego ministra Jakuba Rutnickiego, który ma w sercu sport. Są bardzo ambitne plany, żebyśmy aplikowali w 2040 lub 2044 roku do organizacji letnich Igrzysk Olimpijskich w Polsce, konkretnie w Warszawie. Ta infrastruktura gdzieś się przewija, ale wiemy, jakie są polskie realia i infrastruktura sportowa jest delikatnie mówiąc w dużej potrzebie. Jeżeli ktoś realnie myśli o tak ambitnych planach, jak organizacja Igrzysk Olimpijskich w Polsce, w Warszawie to potrzebujemy takich obiektów zdecydowanie więcej.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1768992676_502595890_1282511740545379_4418086096235696210_n.jpg)
- Szczególnie infrastruktura dla tych mniej popularnych dyscyplin, bo w ostatnich kilkunastu latach cała para poszła w stadiony piłkarskie.
RM: - Jako pięściarze mielibyśmy w Warszawie zaplecze, powstałe nie tylko pod kątem samych igrzysk, ale również codziennego funkcjonowania. Tak jak to miało miejsce przed Euro w Polsce przed 2012 rokiem , takie koło zamachowe dla polskiego sportu jest bardzo potrzebne. Uważam, że tylko przy takim projekcie jak igrzyska olimpijskie jest szansa, żeby coś dalej z tym ruszyło, jako kraj prawie czterdziestomilionowy zasługujemy na coś zdecydowanie więcej niż 10 medali olimpijskich a do tego infrastruktura jest niezbędna. My zresztą w tę filozofię się wpisujemy. Każdy minister sportu powinien się tym szczycić i dążyć do tego aby jak najwięcej takich obiektów powstawało. Jeden minister powinien podpisać umowę pod takim projektem , drugi przeciąć wstęgę i otworzyć taki obiekt, powinno odbywać się to ponad podziałami politycznymi ale nie wiem czy jest to u nas w Polsce możliwe. Wiemy, że aby wybudować taki obiekt, potrzebne jest u nas dobrych kilka lat, my spełniliśmy praktycznie wszystkie rygorystyczne wymogi, uzyskaliśmy zgodę od konserwatora zabytków, zgodę od Agencji Mienia Wojskowego, przedłużyliśmy dzierżawę o kolejne 15 lat, zrobiliśmy naprawdę wiele ale mimo wszystko zabrakło chyba dobrej woli i determinacji. to powinno być ponad partyjne uprzedzenia i podziały, na tę chwilę straciliśmy nadzieję przeleciał kolejny rok, drugi i mamy już 2026. Ambitne plany odłożyliśmy, ale może nowy minister Jakub Rutnicki coś z tym zrobi. Ministerstwo Sportu i Turystyki pod koniec grudnia ogłosiło program „Szatnia na medal” i tutaj chcemy przynajmniej wyremontować te podstawowe pomieszczenia jak szatnie . Uważam, że nie ma lepszego miejsca żeby ogłosić ten program lub przynajmniej pokazać jak ważny i potrzebny jest ten program , niż właśnie klub bokserski Legia. Chcemy zaprosić ministra do nas, wstępnie takie zaproszenie zresztą już wystosowaliśmy. Był u nas podsekretarz stanu z Ministerstwa Sportu, pan Ireneusz Nalazek, który jak przyjechał i zobaczył w jakich warunkach „produkujemy” mistrzów, to złapał się za głowę. To kuźnia talentów, historia, to wreszcie medale olimpijskie...
FŁ: - Może warunki dla mistrzów powinny być właśnie surowe...
RM: - Jasne, to kształtuje charakter, dzięki temu są mocniejsi. Ale robimy to też po to, żeby zachęcić dzieci, młodzież, aby chcieli przychodzić na trening a mając takie warunki jest o to bardzo ciężko.
- Przecież to jest właśnie projekt prospołeczny. Legia to nie tylko boks zawodowy czy półamatorski.
FŁ: - Tak, tym bardziej, że dziś młodzież trudno ściągnąć z ulicy.
RM: - To też jest szansa również dla trudnej młodzieży. Dlatego mamy dwa podmioty. Bokserską Legię, a także Fundację Tradycja Olimpijska, która dzierżawi ten budynek i lokal od Agencji Mienia Wojskowego. Głównym celem statutowym Fundacji jest wspieranie Klubu Bokserskiego Legia dlatego te dwa podmioty ze sobą ściśle współpracują.
- To Fundacja, którą założyli byli olimpijczycy Legii?
RM: - Tak i oni tym budynkiem zarządzali. Te medale i zdjęcia, które wiszą u nas na korytarzach, czują jeszcze pot z lat 70. i 80. Są w murach tego klubu. Korzystając ze wspomnianego programu „Szatnia na medal”, chcielibyśmy przynajmniej wyremontować te stare szatnie i sanitariaty. Tutaj także ministerstwo zapewnia 50% środków, pozostałą część musielibyśmy pozyskać od partnerów. I będziemy tych partnerów starali się znaleźć. Liczymy też na wspomniane władze samorządowe, Miasto, Dzielnicę, Urząd Marszałkowski. Będziemy starali się o to, żeby te urzędy przynajmniej nas w tym wsparły i dofinansowały. Ten klub na to zasługuje.
- Za pięć lat będziecie obchodzić stulecie istnienia sekcji. To pokazuje olbrzymią historię tego klubu, sukcesy medalistów olimpijskich, mistrzów świata, Europy, że o mistrzach Polski nie wspomnę. Bokserska Legia to nie jest coś, co powstało pięć czy dziesięć lat temu, tu wszystko poparte jest bogatą tradycją.
RM: - To też jest przestrzeń dla nas, żebyśmy uświadomili wszystkim i głośno powiedzieli o tym, że potrzebujemy wsparcia. Tu jest miejsce dla sponsorów, mniejszych czy większych partnerów. Chciałbym, żeby to dobrze wybrzmiało. Potrzebujemy po pierwsze doraźnej pomocy, aby utrzymać sekcję i kontynuować szkolenie. Po drugie, aby w ogóle przystąpić do drugiego sezonu ligowego, bo proszę mi wierzyć, że nie jest to takie oczywiste. Gdyby ktoś nam kazał odpowiedzieć w ciągu trzech sekund, czy startujemy w lidze czy nie, to dziś bez zastanowienia powiedzielibyśmy, że nie.
FŁ: - Jesteśmy otwarci na współpracę dosłownie z każdym. Potrzebujemy również lokalnych biznesmenów. Kogoś, komu bliska jest po pierwsze Legia, a po drugie boks i to na tym najwyższym, olimpijskim poziomie. Podejmiemy rozmowy z każdym, w różnym formacie i w różnym wymiarze. Na to skierowane są teraz nasze wszystkie siły.
RM: - Słowem, na utrzymaniu tego wszystkiego. Sroga zima nas zaskoczyła, jest sporo wydatków. My i tak zredukowaliśmy kadrę szkoleniową, administracyjną, etaty w klubie. Tylko czy to tak powinno wyglądać, że nie mamy fizjoterapeuty czy dyrektora sportowego, nie możemy zapewnić zawodnikom podstawowych warunków do życia w Warszawie.
- Na tym poziomie w klubie, który jest mistrzem Polski, taka sytuacja wydaje się być nie do pomyślenia.
RM: - Wynajmowaliśmy mieszkania dla trenerów i zawodników, a z końcem grudnia zawodnicy dostali po prostu eksmisję, bo nie stać nas na opłacanie tych mieszkań, na tą chwilę zawodnicy sami sobie opłacają zakwaterowanie i wyżywienie. Zapewnialiśmy zawodnikom warunki na poziomie kadry narodowej, bo kadra nie ma szkolenia centralnego. Ma system zgrupowań, czyli de facto później ci zawodnicy - pomiędzy tymi zgrupowaniami - trenują gdzie indziej. My stworzyliśmy warunki, które powinny być na poziomie kadry narodowej, łącznie z wyżywieniem, zakwaterowaniem, opieką trenerską i całego sztabu. W Warszawie nie jest to tanie i prawda jest taka, że klubu od kilku miesięcy już na to nie stać. Liga nas niestety dobiła.
FŁ: - Nie współpracujemy już z firmami cateringowymi. Zrezygnowaliśmy ze stypendiów. Dlatego szukamy partnerów do współpracy w różnym wymiarze, prowadzimy rozmowy sponsorskie nawet dla pojedynczych zawodników.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1768992804_550307017_1214388010721223_4521713449583788471_n.jpg)
- Czyli nawet kogoś, kto utrzyma jedną osobę i może być sponsorem konkretnego pięściarza czy trenera?
FŁ: - Tak, szukamy też takich inwestorów. Możemy przykładowo zaproponować umieszczenie nazwy danej firmy na koszulkach trenujących i walczących w ringu zawodników, możliwości w kontekście świadczeń sponsoringowych mamy wiele dla potencjalnych partnerów.
RM: - Dziś mamy przykładowo firmę Kratki.pl, która utrzymuje jednego z naszych trenerów. W styczniu jedziemy na zgrupowanie do Wisły, które całkowicie sponsoruje firma Kratki.pl. Jedzie tam sama młodzież, jedenaście osób plus dwóch trenerów na 10 dni. Takich partnerów bardzo doceniamy i potrzebujemy.
- A ilu macie w sekcji trenerów?
FŁ: - W tej chwili dwóch, którzy zajmują się chłopakami boksującymi w lidze. Jeden bardzo dobry trener z Ukrainy, drugi z Armenii. Oczywiście mamy też trenerów, którzy współpracują z nami na trochę innych zasadach. Mamy również czterech szkoleniowców z Polski, którzy trenują z grupami młodzieżowymi jak i dorosłymi.
RM: - Na dziś zostało z nami kilku lojalnych zawodników, w tym będący tu z nami Mateusz - były mistrz Polski, uczestnik mistrzostw Europy, który ostatnio ma trochę pecha. Na mistrzostwach Polski widzieliśmy go bardzo wysoko, ale z powodu kontuzji musiał oddać walkowera. Nie startował też w ostatniej kolejce ligowej. Chłopaki zostają u nas także ze względu na jakość szkolenia.
- Mateusz, a jak ta cała sytuacja wygląda z perspektywy tych, którzy ostatecznie wychodzą na ring i wylewają pot za Legię, czyli zawodników?
Mateusz Grejber: - Jestem w klubie już cztery i pół roku. Przywiązałem się do trenerów, pracowałem już u trenera Damiana z Kuby, trenera Austina, trenera Gabona z Ukrainy, trenera Ramana Szkorupy z Ukrainy i z każdym z nich osiągnęliśmy top. Wyciągaliśmy wszystko to, co mogliśmy najlepsze. O to właśnie trenerzy i prezesi dbają. Myśleliśmy tylko o treningu, mając zapewnione mieszkanie, wyżywienie... Ja dopiero teraz, po tych czterech i pół roku widzę, jakie to są koszty. Utrzymanie w Warszawie jest ciężkie. Teraz pracujemy z trenerem Ivanem, który przyjechał do nas niedawno, ale szybko się zżyliśmy. W pracy z nim widzimy duży progres. Tak jak wspomniał prezes wygraliśmy w lidze pierwszych 10 meczów. Potem zaczęły się problemy. Przykro było patrzeć na tę pierwszą przegraną z Ciechocinkiem w drugiej rewanżowej kolejce na wyjeździe. Ja co prawda zwyciężyłem w swojej walce z Francuzem, ale suma summarum przegraliśmy pierwszy mecz, więc nikt się z niczego nie cieszył. Potem przyszły jeszcze trzy porażki, ale jakoś te mistrzostwo na szczęście dowieźliśmy.
- Powodem była wypadkowa tej trudnej finansowej sytuacji, czy raczej to, że w pewnym momencie przyszły kontuzje, a i sędziowie zaczęli inaczej na Was patrzeć...?
MG: - Myślę, że i jedno i drugie. Toczyliśmy walki w których nasi mieli znaczą przewagę, a przegrywali walki. Na przykład Mistrz Europy i Wicemistrz Świata Bułgar Rami Kiwan. Przegrał niesłusznie dwie walki. Dla nas, zawodników, w ogóle rozmowa i spędzenie trochę czasu z taką osobowością to było coś. Przyjeżdża do nas wicemistrz świata, który przegrywa tylko z Uzbekiem lub Kazachem na mistrzostwach świata i to po bardzo równej walce. A ja z nim mogę porozmawiać, podpytać jak trenuje. To dla mnie coś wyjątkowego. A on schodzi z ringu po tak a nie inaczej ocenionej walce w Ciechocinku zły i mówi, że chyba już tu nie przyjedzie, bo to mu psuje reputację. Choć prezentuje poziom na boks olimpijski i ma większość wygranych w karierze. I przegrywa u nas z chłopakiem z Polski, który na mistrzostwach świata w ogóle się nie przebijał. Przykro się na to patrzyło. No i jednak bez tych pieniędzy przez ostatnie miesiące też było ciężko. Przychodzimy do klubu, ale nie da się nie myśleć też o tym wszystkim i o tych problemach, bo jednak trenujemy, walczymy dla Legii.
- Czy pomimo tych wszystkich trudności na niektórych chłopaków Legia działa trochę jak magnes? Czują, że wrośli w ten klub, trenują i walczą w miejscu, które jest przesiąknięte bogatą historią i sukcesami?
MG: - Myślę, że tak. Większość seniorów także jest tu już trzy czy cztery lata, więc na pewno darzą ten klub sentymentem.
- Ilu jest dziś w klubie pięściarzy walczących w lidze, którzy mają realną szansę pojechać za trzy lata na igrzyska olimpijskie w Los Angeles?
FŁ: - Przede wszystkim musimy tych chłopaków utrzymać. Myślę, że takich zawodników jest trzech-czterech. Ale dojdą nam zaraz młodzi, którzy w roku IO w Los Angeles będą mieli po 19-20 lat a na kolejnych IO w Brisbane 23-24 lat. To nasza przyszłość i nadzieje olimpijskie.
- No i to jest ten potencjał, który powinien wybrzmieć w kontekście tego, że trzeba zrobić wszystko, aby sekcję Legii utrzymać przy życiu.
FŁ: - Mamy zawodników przed którymi jest wiele lat boksowania na najwyższym poziomie. Tych, których mamy, musimy teraz zatrzymać w klubie i dać im warunki, które muszą spełnić, aby dojść wysoko. W aspekcie sportowym wszystko ku temu mamy. Dlaczego mówimy o lidze trochę na drugim planie? Bo w tym momencie najistotniejsze jest szkolenie. Naszym najważniejszym celem są igrzyska olimpijskie. Mistrzostwa Europy, mistrzostwa świata . Liga ma być dodatkiem w ich karierze i ścieżce rozwoju. Może mogłaby także wspomóc klub, ale na tę chwilę widzimy, że tak nie jest. Mistrzostwo Polski nie stworzyło większych możliwości, a wręcz przeciwnie. Ta liga jest dla nas wyzwaniem. Najważniejsze jest utrzymanie szkolenia pod kątem wspomnianych igrzysk olimpijskich. W tej chwili rozpatrujemy dwa warianty. Pierwszy: utrzymujemy ligę i na to zostało nam kilkanaście dni do podjęcia decyzji. Drugi: odpuszczamy ligę i skupiamy się wyłącznie na szkoleniu.
- Nie chce mi się wierzyć, że ta liga będzie miała sens bez Legii, bez Mistrza Polski...
FŁ: - No i to jest właśnie paradoks. Dzwonią do mnie różni ludzie z Polski i mówią: Prezesie, Legia musi być w lidze. Życzą mam powodzenia.
- Nie czujecie więc żadnego wsparcia od pozostałych klubów? Z jednej strony to trochę wspólne dobro, z drugiej jednak wszyscy wiemy jak Legia - jako klub - postrzegana jest w Polsce.
FŁ: - Dam jeden przykład. Przed rozpoczęciem ligi wszystkie drużyny
dostały informację, że na zakończenie sezonu będą nagrody pieniężne. Za pierwsze miejsce 150 tyś zł , drugie 100 zł , a trzecie 50 tysięcy złotych. Były ustne zapewnienia przy wszystkich klubach. Jak Legia wygrała, na koniec roku okazało się że nie będzie żadnych nagród finansowych.
RM: - Wszyscy są zdziwieni. Niektórzy nas nawet atakują i oskarżają, że nie potrafimy załatwić podstawowych rzeczy. Że jak to możliwe, że Miasto St. Warszawa czy Urząd Marszałkowski nie wspierają Legii, że my nie potrafimy tego załatwić.
FŁ: - A to nie jest takie proste i łatwe w takim mieście jak Warszawa. I my to ludziom tłumaczymy, rozmawiamy z nimi.
- Postawiliście na normalne warunki jak najlepszego rozwoju sportowego. Czy to nie powinno być normą w takim klubie jak Legia?
RM: - Jesteśmy ambitnymi ludźmi w sporcie osiągnęliśmy bardzo dużo, Fiodor Łapin to jeden na najlepszych trenerów w historii tego sportu, wychował kilku Mistrzów Świata, ja reprezentowałem nasz kraj na pięciu Igrzyskach Olimpijskich w badmintonie, wiemy czego potrzebują młodzi sportowcy żeby osiągnąć sukces i nie mówimy tutaj o projekcie na kilkaset milionów. Stąpamy w dalszym ciągu twardo po ziemi. Choćby wspomniana już przez nas rewitalizacja starego i wysłużonego budynku sekcji, to na dziś warunek konieczny. Tam powinien przyjść każdy samorządowiec i podpisać się pod tym projektem rękoma i nogami. Wyremontować historyczny klub, aby stworzyć warunki do treningu choćby dla dzieciaków. Mówimy też o drużynie Mistrza Polski, reprezentantach kraju, pretendentach do wyjazdu na igrzyska olimpijskie. Mówimy o organizacji IO w 2040 roku w Warszawie, a proszę przyjechać do naszego ośrodka i zobaczyć jak trenują zawodnicy którzy stanowią trzon kadry narodowej. To jest w ogóle materiał na reportaż, żeby pokazać w jakim miejscu jest infrastruktura sportowa w Polsce, a gdzie pragniemy być w roku 2040, kiedy chcemy ściągnąć tutaj cały świat i chwalić się obiektami.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1768992898_511116658_1301478955315324_818851765370495154_n.jpg)
- Jakie jest w ogóle zainteresowanie boksem w Warszawie?
FŁ: - Moim zdaniem coraz większe.
- Gdybyście mieli większy ośrodek, byłoby to też z korzyścią dla tych młodych chłopaków, którzy garną się do boksu.
RM: - Bez dwóch zdań jest zapotrzebowanie na boks w Warszawie i ogólnie w Polsce .My jako sekcja wraz z Fundacją organizujemy też kilka eventów w ciągu roku. Choćby warszawską Grand Prix, gdzie w listopadzie zgłosiło się 150 zawodników-amatorów na dwudniowy turniej. Mówimy o początkujących zawodnikach. Przy wsparciu Ministerstwa Sportu i Turystyki zorganizowaliśmy również pierwsze w historii Mistrzostwa Polski Amatorów w boksie olimpijskim dla zawodników mających nie więcej niż pięć walk, co było olbrzymim sukcesem i cieszyło się ogromnym zainteresowaniem. Na zajęcia przychodzi coraz więcej dzieciaków. Tylko powiedzmy sobie szczerze, że jak ktoś przyjdzie na jesieni czy w zimę do klubu, kiedy rodzic przyprowadzi dziecko 7-, 8-, czy 10-letnie, to jednak oczekuje, żeby w klubie przynajmniej było ciepło. A niestety zdarzają się sytuacje, gdy dzwonią do nas dorośli i pytają się czy będziemy grzać, bo chcą przyjść na zajęcia. 15-20 tysięcy miesięcznie kosztuje samo ogrzewanie, a gdzie reszta?
- Wiadomo też, że Legia jest dla wielu solą w oku...
RM: - Składamy oczywiście wnioski wszędzie gdzie to możliwe - do Ministerstwa Sportu i Turystyki ,do Urzędu Miasta. Z UM w tamtym roku dostaliśmy 27 tysięcy wsparcia na cały klub na szkolenie dzieci i młodzież, w tym roku spodziewamy się większej kwoty wsparcia ale to wychodzi z algorytmu który wylicza przyznanie środków za osiągnięte wyniki sportowe w kategoriach młodzieżowych a tych mamy coraz więcej. Do Ministerstwa Sportu i Turystyki aplikujemy i wpisujemy się w program Klub Pro który jest bardzo dobrym i cennym programem dla klubów także tutaj z racji osiąganych wyników spodziewamy się większego dofinansowania niż kwota 56 tyś zł za rok ubiegły, oczywiście każda kwota wsparcia jest bardzo potrzebna ale skala potrzeb utrzymania takiego klubu i obiektu jest znacznie większa a co dopiero drużyna ligowa. Dodam jeszcze że my prezesi można powiedzieć że pracujemy społecznie , od czerwca tamtego roku pracujemy bez wynagrodzenia. Tak jak wspominaliśmy , w pierwszej kolejności robimy wszystko, by zawodnicy i trenerzy mieli zapewniony byt i warunki do szkolenia, żeby klub przetrwał i mógł normalnie funkcjonować ale doszliśmy do ściany i bez dodatkowego wsparcia będzie bardzo ciężko to utrzymać, nie wspominając o starcie w nowym sezonie Polskiej Ligi Boksu. Staraliśmy się w pierwszej kolejności szukać wsparcia u tych pojedyńczych partnerów, sponsorów dla trenera czy zawodnika. Teraz również szukamy, aby jakiś podmiot wziął po prostu jednego, drugiego, trzeciego pięściarza na stypendium. Łatwiej jest znaleźć sponsora na 2 czy 2,5 tysiąca miesięcznie, żeby wziął pod opiekę choćby jednego zawodnika. Dlatego chcemy zachęcić partnerów, sponsorów do wsparcia drużyny, ale też i sekcji, utrzymania tego miejsca, chłopaków, trenerów. Każde wsparcie jest w tej chwili na wagę złota.
- Trzeba podkreślić, że być może przyszłych medalistów olimpijskich.
FŁ: - Właśnie! Musimy podtrzymać ten ogień. Niestety w tej chwili trzeba do niego trochę dorzucać, bo zaczyna nam przygasać... W tej chwili mamy po prostu duży problem i walczymy o przetrwanie. Chcemy rozmawiać z każdym, komu bliska jest Legia i boks. Sportowo jesteśmy przygotowani na podjęcie najwyższych celów, co potwierdzamy na każdym kroku.
RM: - Tak, organizacyjnie i sportowo. Wiemy, że są ludzie, którzy mają sport w sercu. Staramy się dotrzeć do każdego. Jedni mogą pomóc w zakupie sprzętu, drudzy zapłacą za zgrupowanie czy wyjazd na mecz. Liczy się każde tysiąc złotych. Taka jest sytuacja. Zapraszamy też na nasze mecze, na których pojawiają się dawni mistrzowie - Krzysztof Kosedowski, Bogdan Gajda, Henryk Petrich czy Adam Kozłowski. Legia to jest wielka i bogata historia. Jesteśmy ostatni, którzy się poddadzą. Cały czas walczymy. Parę ciosów już przyjęliśmy, ale na nogach jeszcze stoimy.
* W zakończonym mistrzowskim sezonie 2025 Polskiej Ligi Boksu w barwach Legii Warszawa wystąpiło łącznie 32 pięściarzy (w dziewięciu kategoriach wagowych): Nikolas Pawlik, Bartłomiej Fortuna, Istvan Szaka (Węgry), Elvir Karimov (Gruzja), Jakub Skuza, David Khachatryn (Niemcy), Radoslav Simeonov Rosenov (Bułgaria), Mateusz Pawlak, Bartłomiej Rośkowicz, Jakub Sulęcki, Maciej Marchel, Filip Matyka, Paweł Sulęcki, Mateusz Grejber, Aleksander Kiliński, Rami Kiwan (Bułgaria), Mateusz Pędrak, Bohdan Gorgol, Nikodem Kozak, Pylyp Akilov (Węgry), Kazimierz Kunicki, Yehor Velikovskyi (Ukraina), Mykyta Baranov (Ukraina), Piotr Dziewulski, Jakub Straszewski, Konrad Kaczmarkiewicz, Tomasz Rios Turek, Piotr Stańczyk, Alexey Sevostyanov, Adam Tutak, Oskar Kopera, Mateusz Sikora.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1768994661_603780915_1290662043093819_5534014449470754579_n6677.jpg)
Autor
Janusz Partyka, Bartosz Zasławski





