Był taki dwumecz... Legia Warszawa vs Banik Ostrawa. Wyrównane boje sprzed pół wieku [HISTORIA]
Rywale z Czech (w tym dawnej Czechosłowacji) stawali na drodze Legii w piłkarskich rozgrywkach Starego Kontynentu pięciokrotnie, wliczając w to także nieoficjalne starty w Pucharze Intertoto w których Wojskowi mierzyli się również - 51 lat temu - w dwumeczu z Banikiem Ostrawa. Nasi południowi sąsiedzi toczyli z nami zazwyczaj wyrównane boje.
Autor: Janusz Partyka
Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii, Mateusz Kostrzewa
- Udostępnij
Autor: Janusz Partyka
Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii, Mateusz Kostrzewa
Rywale z Czech (w tym dawnej Czechosłowacji) stawali na drodze Legii w piłkarskich rozgrywkach Starego Kontynentu pięciokrotnie, wliczając w to także nieoficjalne starty w Pucharze Intertoto w których Wojskowi mierzyli się również - 51 lat temu - w dwumeczu z Banikiem Ostrawa. Nasi południowi sąsiedzi toczyli z nami zazwyczaj wyrównane boje.
Slovan Bratysława (dawna Czechosłowacja), Slavia Praga, Sigma Ołomuniec i Banik Ostrawa - z tym ekipami legioniści mierzyli się w swojej historii w rozgrywkach o Puchar Europy, Puchar Intertoto i Ligi Europy UEFA. Z drużyną z Bratysławy - ówczesnym mistrzem CSRS - legioniści rozegrali swój pierwszy dwumecz w historii występów na europejskiej arenie. W sezonie 1956/57 zmagania rozpoczęli od wyjazdowego meczu i wysokiej porażki (0:4), by w rewanżu przy Łazienkowskiej pokonać południowych sąsiadów 2:0, po golach Edmunda Kowala (52') i Lucjana Brychczego (62'). Nie wystarczyło to jednak do awansu i podopieczni trenera Ryszarda Koncewicza zakończyli premierowe rozgrywki w Pucharze Europy na 1/16 finału.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1753043133_1955_1956_cwks_slovan_bratislava_011xxxx.jpg)
A tak o dwumeczu Legii ze Slovanem pisze jeden z autorów Księgi Stulecia Legii Wiktor Bołba: „CWKS gromił rywali, ale jeszcze przed meczem w Poznaniu sam także znalazł srogiego pogromcę. Jako mistrz Polski i lider I ligi stołeczny zespół został zgłoszony do drugiej edycji Pucharu Europy Mistrzów Klubowych, zwanego krócej Pucharem Europy. W tamtym czasie kontakty międzynarodowe były bardzo sporadyczne, w Warszawie jednak uważano Wojskowych za drużynę bardzo silną – potrafiła przecież pokonać późniejszego finalistę Pucharu Europy oraz pogromcę Gwardii z pierwszej edycji, szwedzki Djurgarden. Po wylosowaniu w rundzie wstępnej mistrza Czechosłowacji Slovana Bratysława liczono więc na sukces i awans do 1/8 finału. W środę 12 września wszystkich spotkał jednak szok – CWKS przegrał na wyjeździe aż 0:4, tracąc trzy bramki w pierwszej połowie. W 23. minucie dał się zaskoczyć rywalom, w 30. minucie padł gol z rzutu karnego, a w 40. minucie błąd popełniła warszawska obrona. To samo przytrafiło się jej w 68. minucie, w efekcie czego klęska stała się jeszcze bardziej dotkliwa. Mistrz Polski był tylko cieniem dobrej drużyny. Wszyscy jego gracze ustępowali wyraźnie Słowakom, szczególnie w walce o piłkę: grali niedokładnie, chaotycznie, absolutnie nie potrafili znaleźć lekarstwa na twardą obronę przeciwnika, im bliżej byli bramki Slovana, tym bardziej zwalniali grę, tracili piłkę albo wreszcie od czasu do czasu strzelali niecelnie. Poza tym Wojskowi przegrywali prawie wszystkie pojedynki główkowe – relacjonował 'Przegląd Sportowy' (110/1956). Nieco inne światło na to spotkanie rzucił Zientara, który tak opowiadał: Przez zawodników Slovana byliśmy brutalnie atakowani, popychani i kopani czy nawet opluwani. Było takie zdarzenie, że naszego bramkarza Edwarda Szymkowiaka gonił... trzymając nożyce do cięcia trawy, jeden z facetów opiekujących się stanem boiska. Gość ten czynił to z taką zaciekłością, że w pewnym momencie nasz bramkarz... uciekł z bramki ('Nasza Legia', 11/2004). W trakcie gry zdarzyła się także inna niecodzienna sytuacja. Znany z potężnego strzału Marceli Strzykalski trafił piłką w głowę arbitra prowadzącego spotkanie, który padł nieprzytomny na murawę. Zanim doszedł do siebie, minęło kilkanaście minut. To spotęgowało nerwowy nastrój, którego zawodnicy CWKS nie wytrzymali. Sprowokowani, zaczęli się odgryzać, co zostało im wypomniane na łamach krajowej prasy. Sędzia spotkania Meyer z Wiednia był w pierwszej połowie zbyt drobiazgowy, w drugiej zaś łagodnie patrzył na niesportowe zachowanie się drużyny gospodarzy, a nawet rękoczyny. Piłkarze CWKS dopuścili się pod koniec meczu również kilku wykroczeń przeciwko przepisom, i to w sumie sprawiło, że opuszczaliśmy stadion w Bratysławie z dużym niesmakiem – przyznawał 'Przegląd Sportowy' (Archiw. W.B.). Niemniej nauczeni przykrym doświadczeniem piłkarze CWKS, przygotowując się do rewanżu, obok różnych schematów taktycznych przerabiali także... opluwanie przeciwnika. Mimo wyjazdowej klęski 19 września na Stadion Wojska Polskiego przyszło aż 40 tys. widzów (rekord frekwencji), by zagrzewać swoich do walki. Ten doping przyniósł efekty. Można śmiało stwierdzić, że CWKS rozegrał wówczas jedno z najwspanialszych spotkań w dziejach tej drużyny, prezentując przy tym niesamowitą wręcz bojowość i ambicję. Choć Slovan był silnym zespołem, w Warszawie praktycznie nie istniał, zwłaszcza w drugiej połowie. CWKS tak zdusił rywala, że gra toczyła się wyłącznie wokół pola karnego mistrzów Czechosłowacji. Niestety, zabrakło skuteczności, a prasa wytykała wojskowym także to, że byli nadmiernie 'zakochani' w piłce. Bramkę świetnego Wiliama Schrojfa udało się odczarować dopiero w 52. minucie. Zrobił to Kowal. Jedenaście minut później Brychczy podwyższył na 2:0. Potem było jeszcze wiele dogodnych sytuacji, np. gdy Kempny znalazł się sam na sam z bramkarzem, ale piłka po jego strzale musnęła tylko słupek. Po tej akcji przypomniały się nam słowa wypowiedziane przed meczem przez kierownika sekcji Przylipiaka: 'Jeżeli atak CWKS wykorzysta wszystkie sytuacje podbramkowe, możemy być świadkami przyjemnej niespodzianki'. Niestety wszystkich okazji napastnicy nie wykorzystali i CWKS odpadł z Pucharu – podsumował 'Przegląd Sportowy' (113/1956)”.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1753043105_1955_1956_cwks_slovan_bratislava_010xc.jpg)
Kolejnym rywalem warszawian był Banik Ostrawa, z którym zmagali się oni w rozgrywkach grupowych Pucharu Intertoto w 1974 roku. Obydwa mecze były bardzo wyrównane i zacięte. Najpierw, 6 lipca, piłkarze obydwu drużyn skrzyżowali rękawice w Ostrawie. Piłkarze trenera Lucjana Brychczego zremisowali 1:1, a jedynego gola dla Wojskowych zanotował po samobójczym trafieniu w 43. minucie Jiri Hudecek. Trzy tygodnie później - 27 lipca - obydwie jedenastki spotkały się przy Łazienkowskiej. W stolicy padł identyczny wynik jak w pierwszym starciu, tym razem dla Legii trafił minutę przed końcem spotkania Kazimierz Deyna. W tamtej edycji Pucharu Intertoto legioniści zajęli drugą lokatę.
„Kiedy trzej zawodnicy Legii walczyli w finałach mistrzostw świata, reszta drużyny wzięła udział w Pucharze Intertoto. W grupie VIII ich przeciwnikami były IFK Norrköping, Vejle BK i Banik Ostrawa, a mecze rozgrywano od 16 czerwca do 27 lipca. Na początek Wojskowi pojechali do Szwecji, gdzie przegrali 1:2, była to jednak ich jedyna porażka. W kolejnych meczach z zespołami ze Skandynawii wygrywali – z Velje 2:0 u siebie i aż 4:0 na wyjeździe, w rewanżu z Norrkoping przy Łazienkowskiej 2:0. Natomiast z Banikiem, czwartym zespołem ligi czechosłowackiej, dwukrotnie zremisowali 1:1. W sumie zgromadzili tyle samo punktów, ile drużyna z Ostrawy, Czesi mieli jednak nieco lepszy bilans bramkowy i to im przypadły pierwsze miejsce oraz premia finansowa. W ostatnich meczach wystąpili już dwaj bohaterowie mistrzostw świata – Deyna i Gadocha. 'Kaka' strzelił nawet dwa gole – w wyjazdowym meczu z Velje i na 1:1 w spotkaniu z Banikiem w Warszawie (z rzutu wolnego)” - czytamy na historycznych stronach Księgi Stulecia Legii.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1753043443_legia-warszawa-banik-ostrava-intertoto-cup-1974-fotbal-234029920.jpeg)
Trzy lata później - również w tych samych nieoficjalnych rozgrywkach UEFA - piłkarze prowadzeni przez Andrzeja Strejlaua zmierzyli się z inną czeską ekipą - Slavią Praga. 9 lipca 1977 roku w stolicy Czechosłowacji warszawianie zanotowali wynik... 1:1, a jedynego gola strzelił w 20. minucie Tadeusz Nowak (w 72. minucie wyrównał Petr Herda). W rewanżu w Warszawie rozegranym 30 lipca znów był remis, tym razem 2:2. Autorem obydwu trafień był niezawodny Kazimierz Deyna, który piłkę w siatce Zlamala umieszczał w 62. (rzut karny) i 88. minucie spotkania. Rywale, którzy prowadzili do przerwy 2:0, trafiali po strzałach Josefa Jebavy (16.) i Petra Herdy (45.). W tamtej edycji Wojskowi zajęli w grupie także drugą lokatę. Po latach legioniści znów spotkają się z tą drużyną w rozgrywkach o europejskie puchary.
Tak o tamtym sezonie w europejskich pucharach pisał autor Księgi Stulecia Legii Warszawa Wiktor Bołba: „Wobec braku awansu do regularnych rozgrywek europejskich drużynę zgłoszono do Pucharu Intertoto. Legia znalazła się w grupie V, razem BoIS Landskrona ze Szwecji, czechosłowacką Slavią Praga i szwajcarskim Young Boys Berno. 2 lipca, w pierwszym meczu, w warszawskiej drużynie zadebiutował Kusto i już w 5. min strzelił zwycięskiego gola. Przy Łazienkowskiej szybko wymyślono przyśpiewkę na jego cześć: 'Kusto Mareczek, dziś strzeli mnóstwo brameczek'. Występ tego napastnika nie był jedynym debiutem w Legii. Dokonano także zmiany na stanowisku kierownika drużyny. Dotychczasowego, pracującego w klubie od lat Bolesława Roeslera, zastąpił były zawodnik wojskowych, mistrz Polski z 1956 roku, Czesław Ciupa. Tydzień później legioniści pojechali do Pragi na spotkanie ze Slavią. Zremisowali 1:1 i gospodarze mogli być zadowoleni z takiego wyniku. Legioniści prowadzili po golu Nowaka, a mogli wyżej, bo Kusto trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Nie obronili jednak tej przewagi. Na skutek ostrej gry Jagiełło ujrzał czerwoną kartkę, co ułatwiło zadanie Slavii, która w 65. minucie po strzale Petera Herdy wyrównała. W trzecim meczu Pucharu Intertoto Kusto znów wybił się na pierwszy plan. Skompletował hat-tricka, a Legia wygrała z Young Boys Berno 4:1. Cztery dni później, w środę 20 lipca, czekał legionistów pierwszy mecz ligowy – na Łazienkowską przyjeżdżał Ruch Chorzów. Była to nietypowa inauguracja sezonu, spotkanie bowiem rozegrano awansem ze względu na udział obu drużyn w Pucharze Intertoto (pozostałe kluby przystępowały do gry dopiero w weekend). Niedawny mistrz kraju, który poprzednie rozgrywki ukończył na odległej 13. pozycji, nie miał przy Łazienkowskiej żadnych szans. Odmłodzony zespół Wojskowych wygrał 3:0, a powinien nawet wyżej. Po spotkaniu najczęściej mówiono o Deynie, który strzelił dwa gole w odstępie czterech minut, natomiast trzecia bramka była dziełem Kusty. Początek sezonu wypadł więc okazale, zanim jednak odbyły się następne kolejki, dokończone zostały rozgrywki o Puchar Intertoto. Warszawska drużyna nie doznała ani jednej porażki, ale podobnie jak trzy lata wcześniej, w tabeli wyprzedził ją zespół zza południowej granicy. W Landskronie w rewanżu z BoIS wojskowi wygrali 2:1 (dwa gole Nowaka), choć grali bez narzekających na urazy po meczu z Ruchem Deyny, Barana i Lasonia. Wspomnianej trójki zabrakło też w wyjazdowym spotkaniu z Young Boys Berno i tym razem legioniści stracili już punkt, remisując 1:1 (znów gol Nowaka). W tej sytuacji, aby wygrać grupę, Legia w ostatnim meczu musiała przy Łazienkowskiej pokonać Slavię. To się jednak nie udało, warszawianie już do przerwy przegrywali 0:2 i z trudem uratowali remis, co było zasługą Deyny, który w przeciwieństwie do Lasonia oraz Barana wrócił na ten mecz i strzelił dwa gole – drugiego dwie minuty przed końcem meczu. Premia finansowa trafiła więc do Czechosłowacji”.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1753043461_1629037972.jpg)
Najpierw jednak na ich drodze - w rozgrywkach Intertoto sezonu 1985/86 - stanęła Sigma Ołomuniec. Rywalizacja z drużyną z czeskich Moraw rozpoczęła się od wyjazdowego meczu, który został rozegrany 21 czerwca 1996 roku. Ekipa Jerzego Engela osłabiona brakiem kilku reprezentantów Polski (Dariusza Dziekanowskiego, Dariusza Wdowczyka i Jana Karasia), którzy przebywali na mistrzostwach świata w Meksyku, przyjęła od rywali srogie lanie przegrywając 0:3. Po trzech tygodniach - 12 lipca - legioniści wzięli na Czechach srogi rewanż i pokonali ich przy Łazienkowskiej 5:1 - po golach Tomasza Arceusza (26., 31.), Dariusza Dziekanowskiego (45., 56.) i Jarosława Araszkiewicza (65.). Trzecie miejsce w grupie to wszystko, na co było stać w tamtym sezonie legionistów w rozgrywkach na Starym Kontynencie.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1753043476_6844651d41229aff870d4f0aa4bc.jpg)
„Jeszcze w czasie trwania Mexico '86 legioniści wystartowali (po raz czwarty w historii) w Pucharze Intertoto, zwanym też Pucharem Lata. Pierwsze spotkania rozgrywali bez reprezentantów i była to dobra okazja do przetestowania kilku młodych i obiecujących zawodników: Jarosława Baki, Leszka Pisza i Ireneusza Calskiego. Rywalizowali z Sigmą Ołomuniec, Young Boys Berno i Hannover 96, zajmując 3. miejsce w grupie. W międzyczasie do klubu zgłosił się pracownik ambasady chińskiej z propozycją udziału w turnieju o Puchar Wielkiego Muru Chińskiego. Wcześniej startowały w nim GKS Katowice i polska reprezentacja młodzieżowa. Trener Jerzy Engel wyraził kategoryczny sprzeciw. Wzbraniałem się z kilku powodów. Po pierwsze – zmieniał się u nas system punktacji w lidze (...). Po drugie – ze względu na wyjazd musieliśmy przełożyć mecze z dwóch pierwszych ligowych kolejek – wspominał w książce 'Futbol na tak'. Szkoleniowiec spotkał się z prezesem Wojciechem Barańskim i wytłumaczył mu, że występ w turnieju zaburzy okres przygotowawczy. Generał przyjął argumentację, zgodził się, by drużyna została w kraju. Engel i jego współpracownicy byli szczęśliwi, ale jak się okazało, radość okazała się przedwczesna. Nie mogliśmy przewidzieć jednego – że ten Chińczyk zdążył już tak wszystkich poruszyć, że w końcu trafił do gen. Jaruzelskiego. I ten wyjazd – chociaż brzmi to górnolotnie – stał się sprawą polityczną. Wystarczył jeden telefon do klubu, byśmy dowiedzieli się, że mamy jechać do Chin – wspominał Kazimierz Orłowski, kierownik drużyny na łamach „Naszej Legii” (34/2003)” - czytamy na łamach Księgi Stulecia Legii.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1753043536_1986-09-mrchiwum-warminski-12-04-050-300-1482449828.jpg)
Ostatnim rywalem Wojskowych spośród naszych południowych sąsiadów była ponownie Slavia Praga. W rozgrywkach play-off Ligi Europu UEFA 2021/22 pierwszy mecz rozegrali w Pradze. Po świetnym meczu i cudownych trafieniach Mahira Emreliego (20.) i Josipa Juranovicia (37.) podopieczni trenera Czesława Michniewicza przywieźli do Warszawy cenny remis 2:2 (dla rywali strzelali Alexander Bah i Lukas Masopust). „To miała być formalność. Legia Warszawa jechała do Pragi na mecz ze Slavią jak skazaniec na ścięcie. No, mogła w najlepszym razie starać się przetrwać z jak najmniejszymi stratami. A jednak piłkarze Czesława Michniewicza wywalczyli w stolicy Czech remis. Sprawa awansu do fazy grupowej Ligi Europy UEFA jest otwarta” - pisał po zakończeniu spotkania dziennikarz sportowefakty.wp.pl, Marek Wawrzynowski.
- Za nami ciekawy mecz stojący na dobrym poziomie. Dostarczyliśmy kibicom dużo emocji, padły cztery bramki po dobrych akcjach. Zdobyliśmy bramki tak jak ćwiczyliśmy na treningach, martwić może tylko gol stracony tuż przed przerwą. Remis oddaje jednak to, co działo się na boisku - powiedział na konferencji prasowej po meczu ze Slavią szkoleniowiec Legii, Czesław Michniewicz.
Przy Łazienkowskiej faworyzowani rywale szybko otrzymali czerwoną kartkę (w 3. minucie z boiska wyleciał Tomas Holes), ale tuż przed przerwą zdołali strzelić gola (Ubong Ekpai). Po zmianie stron gra Wojskowych była już koncertowa, a kapelą z Ł3 doskonale dyrygował Mahir Emreli, który dwoma golami (56. i 70.) zapewnił Legii zwycięstwo i ostateczny awans do rozgrywek grupowych. W końcówce rywale, a konkretnie Jakub Hromada, obejrzeli drugą czerwoną kartkę, kończąc rywalizację w dziewiątkę.
„Piłkarze Czesława Michniewicza dokonali rzeczy dużej, wyeliminowali drużynę w europejskich pucharach zaprawioną. Głównym architektem tego sukcesu bez wątpienia jest szkoleniowiec, który tego lata pełni przy Łazienkowskiej rolę nie tylko trenera, ale i dekarza – łata kolejne dziury w składzie i mimo że czasem w najważniejszych momentach musi stawiać na piłkarskich żółtodziobów, to łata je skutecznie” - pisał po meczu Przegląd Sportowy.
Ogółem w europejskich rozgrywkach (wliczając nieoficjalne mecze w Pucharze Intertoto) legioniści rozegrali z drużynami z Czech (wliczając w to dawną Czechosłowację) 10 meczów. Odnieśli w nich trzy zwycięstwa, zanotowali pięć remisów i tylko dwa razy przegrali (bilans bramek 16:16). Jak będzie w spotkaniu z Banikiem Ostrawa, z którym Wojskowi zmierzą się po raz trzeci w historii? Odpowiedź dostaniemy w czwartek, 24 lipca, o godz. 19:00.
Mecze Legii z rywalami z Czech (Czechosłowacji) w europejskich rozgrywkach:
1956/57 Puchar Europy, kwalifikacje Slovan Bratysława (dawna Czechosłowacja) 2:0 i 0:4
1974 Puchar Intertoto, Grupa 8 Banik Ostrawa 1:1 i 1:1
1977 Puchar Intertoto, Grupa 5 Slavia Praga 2:2 i 1:1
1986 Puchar Intertoto, Grupa 5 Sigma Ołomuniec 5:1 i 0:3
2021/22 Liga Europy UEFA play-off Slavia Praga 2:1 i 2:2
⚽12 września 1956 roku, Bratysława (dawna CSRS), 1. runda PEMK
Slovan Bratysława - Legia Warszawa 4:0 (3:0)
Bramki: Pazicky (23, 69), Kovac (30, k.), Moravcik (40)
Legia: Szymkowiak - Woźniak, Słaboszowski, Strzykalski, Mahseli - Brychczy, Pol, Kempny, Zientara - Kowal, Ciupa
Slovan: Schrojf - Vican, Bena, Venglos, Moravcik - Kovac, Jankovic, Hlavaty, Pazicky - Molnar, Bily
Sędziował: Friedrich Mayer (Austria), Widzów: 25000
⚽19 września 1956 roku, Warszawa, 1. runda PEMK
Legia Warszawa – Slovan Bratysława 2:0 (0:0)
Bramki: Kowal (52), Brychczy (63)
Legia: Szymkowiak – Mahseli, Słaboszowski, Woźniak – Strzykalski, Zientara, Cehelik, Brychczy – Kempny, Pol, Kowal
Slovan: Schrojf – Bena, Vican, Hlavaty – Jankovic, Kovac, Venglos, Bily – Molnar, Pazicky, Varga
Sędziował: A. Grill (Austria), Widzów: 40000
⚽6 lipca 1974 roku, Ostrawa, Puchar Intertoto - 1. mecz
Banik Ostrawa - Legia Warszawa 1:1 (1:1)
Bramki: Vojacek (39) - Hudecek (43, sam.)
Banik: Schmucker - Hudecek, Kvasnica, Mochel, Rygel, Vojacek (67' Huml) - Tondra, Knapp - Kolecko, Slany, Albrecht (46' Micka)
Legia: Mowlik - Topolski, Niedziółka, Tumiński, Jeżewski - Białas, Jagiełło, Cypka, Dąbrowski - Nowacki (15' Pacocha), Nowak
Sędziował: Jozef Korcek (Czechosłowacja), Widzów: 4000
⚽27 lipca 1974 roku, Warszawa, Puchar Intertoto - 2. mecz
Legia Warszawa - Banik Ostrawa 1:1 (0:0)
Bramki: Deyna (89) - Albrecht (57)
Legia: Mowlik - Niedziółka, Tumiński, Topolski, Krajewski - Białas, Nowak, Cypka, Deyna - Dąbrowski, Gadocha
Banik: Macak - Mochel, Vojacek, Hudecek, Vojkuvka - Tondra, Knapp (61' Han), Micka, Kolecko - Slany, Albrecht
Sędziował: Stanisław Eksztajn (Warszawa), Widzów: 10000
⚽9 lipca 1977 roku, Praga, Puchar Intertoto - 1. mecz
Slavia Praga - Legia Warszawa 1:1 (0:1)
Bramki: Herda (72) - Nowak (14)
Slavia: Starek - Cipro, Nachtman, Paurik - Herda, Jebavy, Jegla, Jarolim - Hotovy, Segmüller, Vesely
Legia: Krzysztof Sobieski – Tadeusz Cypka, Waldemar Tumiński, Jerzy Jagiełło, Franciszek Smuda – Lesław Ćmikiewicz, Krzysztof Lasoń, Zdzisław Filipiak, Janusz Baran – Marek Kusto, Tadeusz Nowak.
Czerwona kartka – Jerzy Jagiełło (70)
Sędziował: Josef Poucek (Czechosłowacja), Widzów: 8000
⚽30 lipca 1977 roku, Warszawa, Puchar Intertoto - 2. mecz
Legia Warszawa - Slavia Praga 2:2 (0:2)
Bramki: Kazimierz Deyna (62 k., 88) - Jebavy (17), Herda (44)
Legia: Sobieski – Filipiak, Cypka, Jagiełło, Smuda – Ćmikiewicz, Deyna, Tumiński, Nowak – Kusto, Kwapisz (46' Banaszak).
Slavia: Zlamal - Cipro, Nachtman, Patlejch, Paurik - Jebavy, Lubas, Jarolim (83' Jurkanin) - Herda, Hotovy, Segmüller
Sędziował: Alojzy Jarguz (Warszawa), Widzów: 15000
⚽21 czerwca 1986 roku, Ołomuniec, Puchar Intertoto - 1. mecz
Sigma Ołomuniec - Legia Warszawa 3:0
Brak informacji o strzelcach goli i składach
⚽12 lipca 1986 roku, Warszawa, Puchar Intertoto - 2. mecz
Legia Warszawa - Sigma Ołomuniec 5:1 (3:1)
Bramki: Tomasz Arceusz (26, 31), Dariusz Dziekanowski (45, 56), Jarosław Araszkiewicz (65) - Rychtera (30)
Legia: Jacek Kazimierski - Kazimierz Buda (72' Klimczewski), Krzysztof Gawara, Tadeusz Kowalski, Dariusz Wdowczyk - Krzysztof Iwanicki, Wojciech Jagoda, Tomasz Arceusz - Witold Sikorski, Jaroslaw Araszkiewicz, Dariusz Dziekanowski (60' Calski)
Sigma: (brak danych)
⚽19 sierpnia 2021, Praga, Liga Europy - play-off (4. runda - 1. mecz)
SK Slavia Praga - Legia Warszawa 2:2 (2:2)
Bramki: Bah (33), Masopust (48) - Emreli (20), Juranović (37)
Legia Warszawa: Boruc - Mladenović, Nawrocki, Wieteska, Rose (46' Hołownial), Juranović - Skibicki (47' Rosołek), Martins, Lopes (46' Josue), Luquinhas, Emreli
SK Slavia Praga: Kolář - Bah, Holeš, Zima, Dorley - Masopust (67' Samek), Traoré, Hromada, Stanciu (82' Tecl), Sima (61' Ubong) - Schranz (61' Lingr)
Żółte kartki: Traore, Dorley - Rose, Luquinhas
Sędziował: Felix Zwayer (Niemcy), Widzów: 14543
⚽19 sierpnia 2021, Praga, Liga Europy - play-off (4. runda - 1. mecz)
Legia Warszawa - SK Slavia Praga 2:1 (0:1)
Bramki: Emreli (59, 70) - Ekpai (45)
Legia: Boruc - Nawrocki, Wieteska, Hołownia (56' Pekhart), Jędrzejczyk - Slisz, Martins (25' Lopes), Mladenović, Luquinhas - Josue, Emreli (80' Muci)
Slavia: Kolar - Bah (71' Sima), Kudela, Zima, Boril - Ekpai, Hromada (70' Traore), Holes, Stanciu (81' Olayinka) - Schranz (81' Krmencik), Tecl (65' Lingr)
Żółte kartki: Hołownia, Mladenović, Lopes - Ekpai, Kudela, Boril
Czerwone kartki: Tomas Holes (3), Jakub Hromada (90)
Sędziował: Artur Soares Dias (Portugalia), Widzów: 20641
Autor
Janusz Partyka