Plus500
Josip Juranović: Nagrodę wręczyli mi Mario Mandżukić i Niko Kovac...

Josip Juranović: Nagrodę wręczyli mi Mario Mandżukić i Niko Kovac...

W rozmowie z Legia.com Josip Juranović przedstawia specyfikę Polaków i Chorwatów oraz zdradza tajemnicę, o której wiedzieli tylko FIlip Mladenović i Marko Vesović… Obrońca Legii opowiada też o dzieleniu szatni z Luką Modriciem i o specjalnej nagrodzie, którą odebrał z rąk Mario Mandżukicia, Mateo Kovacicia i NIko Kovaca.

Autor: Przemysław Gołaszewski

Fot. Mateusz Kostrzewa, Archiwum JJ

  • Udostępnij

Autor: Przemysław Gołaszewski

Fot. Mateusz Kostrzewa, Archiwum JJ

W rozmowie z Legia.com Josip Juranović przedstawia specyfikę Polaków i Chorwatów oraz zdradza tajemnicę, o której wiedzieli tylko FIlip Mladenović i Marko Vesović… Obrońca Legii opowiada też o dzieleniu szatni z Luką Modriciem i o specjalnej nagrodzie, którą odebrał z rąk Mario Mandżukicia, Mateo Kovacicia i Niko Kovaca.

 

- Warszawę nazwałbyś już swoim domem?

- Zdecydowanie! Jest tu wszystko, czego potrzeba do życia. To duże, nowoczesne miasto, ale jeśli chcesz się zrelaksować, to bez problemu znajdziesz urocze parki, gdzie spacer jest dużą przyjemnością.

 

- Twoje początki w Legii nie sprzyjały zwiedzaniu. Szybko trafiłeś na kwarantannę i mogłeś oglądać tylko cztery ściany mieszkania.

- Przyznam, że to był trudny czas. Kiedy piłkarz przechodzi do nowego klubu, to jego pierwszym zadaniem jest adaptacja w drużynie i szybkie rozpoczęcie treningów. Tymczasem złapałem koronawirusa i przez dwa tygodnie siedziałem w domu. Jeszcze niefortunna sytuacja ze zdjęciem, choć tak naprawdę biorąc pod uwagę wszystkie przepisy, nie doszło wtedy do złamania regulaminu. Na własnej skórze przekonałem się, jaki wydźwięk medialny w Legii mają takie sytuacje. Z perspektywy czasu może to i dobrze, że byłem już chory mam to za sobą i mam nadzieję, że ta sytuacja się nie powtórzy. Było mi ciężko wysiedzieć w mieszkaniu, ale dałem radę, a moja aklimatyzacja w drużynie nie ucierpiała i wszystko przebiegło perfekcyjnie. Trwała może tylko chwilę dłużej.
 

- Jak ona przebiegała, bo miałem wrażenie, że miałeś trudny początek. Nie tylko na boisku, ale też poza nim.

- Mogłeś odnieść takie wrażenie, bo to normalne, że po przenosinach do nowego środowiska potrzebujesz trochę czasu. Nie znałem chłopaków, nie znałem też założeń taktycznych, których wymagał trener, więc musiałem się zadomowić i przyzwyczaić do nowej ligi. Mam nadzieję, że teraz kibice widzą na boisku, że dopasowałem się już do zespołu. Dobrze rozumiem się z kolegami, nasza gra się zazębia i realizujemy pomysły trenera. To jest najważniejsze.
 

- Jak z perspektywy czasu oceniasz przenosiny do Polski, było warto?

- Podjąłem bardzo dobrą decyzję w perfekcyjnym czasie. W Hajduku Split grałem przez pięć lat, wskoczyłem na wysoki poziom, zdarzało mi się grać z opaską kapitana i czułem, że to jest moment, w którym potrzebuję zmiany, nowego bodźca. Rozmawiałem z moim agentem, że chciałbym wykonać kolejny krok i zdecydowaliśmy, że Polska i Legia Warszawa będą w tamtym momencie idealnym wyborem.
 

- Co lub może kto najbardziej wpłynął na Twoją decyzję?

- Dużo rozmawiałem z dyrektorem sportowym, czułem, że Legii zależy na tym transferze. W Hajduku też rozumieli moją decyzję i zgodzili się na te przenosiny. Mój agent również był zdania, że przenosiny do Warszawy pomogą mi się rozwinąć. Wszystkie te osoby wpłynęły na moją decyzję, którą uważam za słuszną i przemyślaną.
 

Zdjęcie

- W Hajduku Split grałem przez pięć lat, wskoczyłem na wysoki poziom, zdarzało mi się grać z opaską kapitana i czułem, że to jest moment, w którym potrzebuję zmiany, nowego bodźca.

- Która liga robi większe wrażenie?

- Możliwe, że w Chorwacji jest więcej talentów. Młodzi piłkarze stawiają na technikę i odczuwasz to na boisku. Są jednak słabsi fizycznie od polskich zawodników. W Ekstraklasie potrzebujesz odpowiedniego przygotowania ciała, by rywalizować z innymi. W lidze chorwackiej prawdopodobnie nie rozwijałbym się już pod tym względem, tak jak w Polsce. Z tego względu jestem naprawdę zadowolony, bo czuję, że staję się bardziej kompletnym piłkarzem. Ekstraklasa jest dobrą ligą do rozwoju i do pokazania swoich umiejętności. Jak widać, odpowiada to zawodnikom z Bałkanów, bo wielu ich tutaj występuje, odnoszą sukcesy i mogą zaprezentować się innym klubom. Kilku graczy z mojego regionu zapisało też się w historii Legii. Fajnie byłoby powtórzyć ich historię.
 

-  Według popularnej opinii Polacy i Chorwaci łatwo znajdują wspólny język. Jesteśmy do siebie podobni?

- Myślę, że i Chorwaci i Polacy mają potrzebę udowodnienia swojej wartości. Chcemy się też cały czas rozwijać i być lepszą wersją samych siebie. Widzę też duże podobieństwo w świecie kibicowskim. W Polsce i w Chorwacji fani żyją dla swojego klubu, są naprawdę oddani, żywiołowi i tworzą wspaniałą atmosferę na stadionach. To naprawdę zasługuje na szacunek.

 

- Skoro o charakterze mowa - istnieje takie przekonanie, że wcześniejsze pokolenie piłkarzy z Bałkanów ma mocne charaktery, bo wychowało się w trudnych czasach wojny. Ty jesteś już przedstawicielem pokolenia, które dorastało po tych wydarzeniach. Dostrzegasz wpływ tamtych wydarzeń na charakterystykę dwóch różnych generacji zawodników?

- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem i szczerze mówiąc, nie chciałbym dotykać tak trudnego tematu. Skupiam się na piłce, na tym co dzieje się na boisku, nie chcę rozgrzebywać przeszłości. Jesteśmy narodem, który chce się rozwijać i myślę że każde pokolenie chorwackich piłkarzy ma ku temu odpowiedni charakter. Chcę stawać się lepszym piłkarzem i pomagać kolegom z zespołu.
 

- Pochodzisz z bardzo piłkarskiej rodziny, twój brat jest piłkarzem. Miałeś w ogóle wybór, by zajmować się w życiu czymś innym?

- Od zawsze chciałem grać w piłkę. To był mój cel, który przyświecał mi od dzieciństwa. Podobnie wyglądało to z moim bratem. Niestety nie powiem, kto jest lepszym zawodnikiem, bo gramy na innych pozycjach (śmiech). Mój brat Dragan jest ofensywnym graczem, występuje w Zrinjskim Mostarze. Dobrze się złożyło, bo w dzieciństwie, gdy graliśmy razem, ja mogłem poprawiać swoje umiejętności w obronie, a on szlifował swoje zachowania w ataku.

Zdjęcie

- Mój brat Dragan jest ofensywnym graczem, występuje w Zrinjskim Mostarze. Dobrze się złożyło, bo w dzieciństwie, gdy graliśmy razem, ja mogłem poprawiać swoje umiejętności w obronie, a on szlifował swoje zachowania w ataku.

- W Polsce każde dziecko chce być teraz napastnikiem jak Robertem Lewandowski, podejrzewam, że gdy ty dorastałeś, to na chorwackich podwórkach każdy wpatrywał się w Darjo Srnę i marzył o karierze na boku obrony.

- Coś w tym jest. Darjo był niezwykle popularny, grał na wysokim poziomie i inspirował wiele osób w moim wieku. Jednak nie powiem, że jego osoba wpłynęła jakoś zacznie na to, że gram w piłkę nożną. Kiedy wchodziłem do poważnej piłki, miałem tak naprawdę jeden wzór - Lionela Messiego. Zawsze chętnie oglądałem jego mecze, przyglądałem się ruchom i poszczególnym zachowaniom. Swoją drogą uważam, że to najlepszy piłkarz w historii futbolu.

- Do Polski trafiłeś jako boczny obrońca, a tu nagle wskoczyłeś do środka obrony w ustawieniu z trzema defensorami i wyglądałeś świetnie. Jak ci się podoba nowa rola, którą powierzył Ci trener Czesław Michniewicz?

- Nie powinniśmy oceniać po jednym czy dwóch meczach, ale w dłuższej perspektywie. Uważam, że to dobra pozycja do gry. Gdy jesteśmy w posiadaniu piłki, mogę rozpoczynać akcje z innego sektora niż robię to na boku obrony. Czuję, że jestem w stanie wnieść coś nowego do naszej gry, przenieść pewne nawyki z prawej strony, które mogą pomóc drużynie.
 

- To nie był chyba duży przeskok. Już w pierwszym meczu wyglądałeś jakbyś rozegrał na tej pozycji więcej niż 100 meczów.

- Zdarzało mi się grać na tej pozycji w Hajduku, ale w Legii robię to na wyższym poziomie.
 

- Legia otworzyła Ci furtkę do reprezentacji? Jako nasz piłkarz wróciłeś do drużyny narodowej.

- W kadrze zadebiutowałem jako piłkarz Hajduka. Reprezentując barwy tego zespołu, zagrałem w dwóch meczach drużyny narodowej. Później miałem jednak przerwę w powołaniach i rzeczywiście wróciłem do reprezentacji Chorwacji, jako zawodnik Legii. Trener Zlatko Dalić zadzwonił do mnie przed listopadowym zgrupowaniem i powiedział, że weźmie mnie do zespołu. Zagrałem we wszystkich trzech spotkaniach. Były to mecze z naprawdę mocnymi rywalami. Najpierw spędziłem dziewięćdziesiąt minut na boisku w towarzyskim meczu z Turcją. Zremisowaliśmy 3:3. Pokazałem się z na tyle dobrej strony, że selekcjoner postawił na mnie w dwóch kolejnych meczach, tym razem w ramach Ligi Narodów UEFA. Mierzyliśmy się z Portugalią i ze Szwecją. Niestety przegraliśmy te dwa spotkania, ale sam powrót do reprezentacji był dla mnie ogromnym wyróżnieniem i byłem z tego dumny.
 

- Nie żałujesz, że wcześniej nie trafiłeś do Legii? Pojechałbyś na mistrzostwa świata w 2018 roku i był teraz wicemistrzem świata (śmiech).

- (śmiech) Jestem zadowolony, że wróciłem i muszę teraz podtrzymać formę, by dostawać kolejne powołania. Przed nami mistrzostwa Europy.
 

- Właśnie, jak oceniasz swoje szanse wyjazdu na Euro latem?

- Trudno spekulować. Nie jest to temat, na który chcę się wypowiadać w mediach, bo powołanie mogę wywalczyć jedynie dobrymi występami na boisku. Będę wykonywał swoją pracę w najlepszy sposób i zobaczymy czy selekcjoner do mnie zadzwoni.
 

- Z jakim zadaniem Chorwaci jadą na te mistrzostwa?

- Musimy grać na miarę możliwości w każdym kolejnym spotkaniu. Jeśli tak będzie, możemy wygrać każdy mecz. Jesteśmy wicemistrzami świata, więc mamy odpowiednią kadrę, by osiągnąć dobry wynik. Trafiliśmy do mocnej, wyrównanej grupy z Anglią, Szkocją i Czechami, dlatego będziemy musieli potwierdzić swoją wartość na boisku.

- Chciałbym Cię w tym miejscu zapytać o Lukę Modricia, jednego z najlepszych piłkarzy na świecie. Wiemy jakim jest piłkarzem, ale jakim jest człowiekiem?

- To świetny człowiek. Kiedy wróciłem do reprezentacji, był pierwszą osobą, która powitała mnie w zespole. Luka to osoba, do której możesz podejść z każdym problem, o wszystko zapytać, a on znajdzie czas, by ci odpowiedzieć i pomóc. Taki człowiek w szatni to skarb. Przy całej swojej klasie i osiągnięciach pozostaje miłym, dostępnym w każdej chwili gościem.

Zdjęcie

- Luka to osoba, do której możesz podejść z każdym problem, o wszystko zapytać, a on znajdzie czas, by ci odpowiedzieć i pomóc. Taki człowiek w szatni to skarb. Przy całej swojej klasie i osiągnięciach pozostaje miłym, dostępnym gościem.

- Skoro Warszawa jest tak dobrym miejscem do życia, to może go przekonasz na przeprowadzkę z Madrytu (śmiech).

- Spróbuję, może się uda (śmiech).
 

- Chciałbym, żebyś na koniec zdradził dwie tajemnice. Pierwsza - co to za piżama, z której Marko Vesović i Filip Mladenović tak sobie żartują?

- Naprawdę o tym wiesz? Mam trzy lub cztery komplety długich piżam ze śmiesznymi nadrukami. Na jednej z nich jest Snoopy i dlatego się z niej śmieją. Moim zdaniem nie ma w niej nic dziwnego (śmiech).
 

- Druga sprawa - na YouTubie jest film z 2014 roku, w którym Mario Mandżukić wręcza ci jakąś nagrodę. Masz też zdjęcia z tego wydarzenia na Instagramie. Mógłbyś opowiedzieć tę historię?

- Brałem udział w konkursie jednego z producentów sprzętu sportowego i dostałem się do grupy czterdziestu młodych zawodników z różnych państw, którzy wyjechali do Anglii i wzięli udział w specjalnym turnieju. Rozegraliśmy tam około siedmiu meczów. Sześciu piłkarzy z tej grupy zostało tam na jakiś czas i trafili do specjalnej akademii piłkarskiej tej firmy. Ta przygoda była dla mnie bardzo cennym doświadczeniem i dała mi pozytywnego kopa. Nasze zmagania w Chorwacji obserwowali wtedy właśnie Niko Kovac, Mario Mandzukić i Mateo Kovacić, który w tamtym czasie był piłkarzem Interu Mediolan. Przyjemnym momentem było odebranie symbolicznego biletu do Anglii z rąk takich osobistości.

Zdjęcie
Udostępnij

Autor

Przemysław Gołaszewski

16razyMistrz Polski
19razyPuchar Polski
4razySuperpuchar Polski
pobierz oficjalną aplikację klubu
App StoreGoogle PlayApp Gallery
© Legia Warszawa S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone.