Kamil Piątkowski: W życiu nikt nie dał mi nic za darmo

    Kamil Piątkowski: W życiu nikt nie dał mi nic za darmo

    Człowiek niezwykle ambitny, dla którego wygrywanie to prawdziwa pasja. Od zawsze dążył do bycia najlepszym w swoim fachu, choć początki nie były łatwe. Jak sam przyznaje, musiał sobie wszystko wywalczyć i iść drogą, z której wielu zrezygnowałoby już na samym początku. Przeżył w życiu trudne momenty, które ukształtowały go jako człowieka. Poznajcie z nieco innej strony naszego obrońcę - Kamila Piątkowskiego.

    Autor: Mateusz Okraszewski

    SPONSOR GŁÓWNYGłówny sponsor Plus500
    • Udostępnij

    Autor: Mateusz Okraszewski

    Człowiek niezwykle ambitny, dla którego wygrywanie to prawdziwa pasja. Od zawsze dążył do bycia najlepszym w swoim fachu, choć początki nie były łatwe. Jak sam przyznaje, musiał sobie wszystko wywalczyć i iść drogą, z której wielu zrezygnowałoby już na samym początku. Przeżył w życiu trudne momenty, które ukształtowały go jako człowieka. Poznajcie z nieco innej strony naszego obrońcę - Kamila Piątkowskiego.

    - Czy jest coś, czego nienawidzisz bardziej od przegrywania?

    - Nie ma niczego.

    - Do tego stopnia, że gdy grasz w karty z młodszą siostrą, to gracie tak długo, aż nie wygrasz rozgrywki.

    - To prawda. Na święta graliśmy całą rodziną w remika. Szybka partia ostatecznie zakończyła się dopiero wieczorem, gdy to ja zostałem zwycięzcą. Ale taki właśnie jestem. Nawet przy głupich kartach – nie odpuszczę. Byłem uczony tego od dziecka. Sam dochodziłem do zwycięstwa, do wyznaczonego celu. Wiadomo – młodszej siostrze wypadałoby czasem pozwolić wygrać, ale ja traktuję to bardziej jako lekcję. W życiu nigdy nie jest łatwo i od twojej determinacji zależy, co jesteś w stanie osiągnąć. Dzisiaj zaczyna się od kart, ale za kilka lat może to być o wiele poważniejszy temat.

    - Kamil Piątkowski musi być najlepszy?

    - Kamil Piątkowski lubi być najlepszy. Myślę, że każda osoba posiadająca duże ambicje chce być najlepsza w swoim fachu. Przede wszystkim chcę być najlepszą wersją samego siebie.

    - Czy twoją ambicję można w takim razie nazwać „chorą”?

    - Przy całej swojej chęci wygrywania jestem też osobą, która stara się patrzeć na wszystko racjonalnie. Gdy na czymś się kompletnie nie znam, wolę to po prostu zostawić komuś innemu. Nie jestem nauczycielem języka angielskiego, aby tłumaczyć komuś wszystkie zasady gramatyki. To samo w domu – w wielu tematach moja żona ma większą wiedzę i to ona wtedy decyduje. Na punkcie piłki nożnej moja ambicja jest ogromna, ale w innych kwestiach staram się, aby górę brał zdrowy rozsądek.

    Zdjęcie

    - Dwa dni przed podpisaniem kontraktu z Red Bull Salzburg dowiedziałem się o śmierci mojej babci. Nie mogłem w to uwierzyć. Wszystko w tamtym momencie się posypało. Gdy rozpoczynałem swoje wypożyczenie w Belgii, otrzymałem kolejny, bolesny cios. Mój 26-letni kuzyn zmarł na raka. Byliśmy ze sobą bardzo zżyci, a ja traktowałem go jak brata. Pamiętam dokładnie tę sytuację. Siedziałem w domu, otrzymałem telefon od taty. Gdy tylko usłyszałem, co się stało, załamałem się. To są ciężkie chwile. Spędzasz z kimś całe życie, razem przeżywacie wiele pięknych chwil, a na drugi dzień tej osoby już nie ma.

    - Kiedyś w jednym z wywiadów powiedziałeś: „Jestem przygotowany, że kiedyś może nadejść zła chwila, ale będę ciężko pracował, aby nigdy nie nastała”. Czy taki moment, który zachwiałby twoim życiem, nadszedł i został już przez Ciebie przepracowany?

    - Zdecydowanie tak. I tak jak wspomniałeś, nie tyczy się to tylko piłki nożnej. Dwa dni przed podpisaniem kontraktu z Red Bull Salzburg dowiedziałem się o śmierci mojej babci. Nie mogłem w to uwierzyć. Wszystko w tamtym momencie się posypało. Gdy rozpoczynałem swoje wypożyczenie w Belgii, otrzymałem kolejny, bolesny cios. Mój 26-letni kuzyn zmarł na raka. Byliśmy ze sobą bardzo zżyci, a ja traktowałem go jak brata. Pamiętam dokładnie tę sytuację. Siedziałem w domu, otrzymałem telefon od taty. Gdy tylko usłyszałem, co się stało, załamałem się. To są ciężkie chwile. Spędzasz z kimś całe życie, razem przeżywacie wiele pięknych momentów, a na drugi dzień tej osoby już nie ma. Jestem wdzięczny, że miałem wówczas przy sobie najważniejszą dla mnie osobę, czyli moją żonę. To ona była ze mną we wszystkich trudnych momentach. Zawsze mogłem liczyć na jej wsparcie. Takich momentów nie da się przepracować ani o nich zapomnieć. One zostają. Dlatego tak ważne jest, aby otaczać się ludźmi, którzy będą dla Ciebie wsparciem. Te trudne chwile nauczyły mnie jednego – każdy zły czas chcę wykorzystać w 120%, aby nowe doświadczenie było dla mnie lekcją na przyszłość. Nie mogłem sobie nigdy powiedzieć: „Dobra, jakoś to będzie, zapomnisz”. Musiałem działać, robić coś ze sobą, rozwijać się. Spędzałem pół dnia na siłowni, aby stawać się silniejszym. Trenowałem głowę, aby mój mental cały czas rósł. Dbałem o to, aby zachować wewnętrzny spokój. Na samym początku nie było to łatwe, ale każda z niespodziewanych i trudnych sytuacji wypracowała u mnie ten nawyk.

    - „Uczyłem się na błędach, które popełniłem”. To kolejne zdanie, które wypowiedziałeś w jednej z rozmów. Potrafisz wskazać jeden błąd, którego najbardziej żałujesz i który nauczył Cię najwięcej?

    - Przygotowanie mentalne to absolutna podstawa. Pierwsze momenty w reprezentacji, transfer do Austrii – to dwie chwile, które zmieniły mnie jako człowieka. Zawsze jednak czułem, że doszedłem do tego ciężką pracą. Nigdy w życiu nikt nie dał mi nic za darmo. Mam świadomość, że wszystko wywalczyłem sobie sam. Czy coś bym zmienił? Myślę, że nie. Człowiek nie powinien żałować przeszłości. Popełniałem błędy i będę je popełniał. Nie możesz jednak bać się tego, czego dokonałeś. Kluczem jest wyciągnięcie wniosków. Wiem, co robiłem źle i zadbam o to, aby tego nie powtórzyć.

    Zdjęcie

    - Miałem wiele pokus. Nastolatek ma różne myśli w głowie, ja sam takie miałem. Rodzice na drugim końcu Polski, zarabiasz pierwsze pieniądze, nikt na Ciebie nie patrzy. Miałem tak naprawdę dwa kierunki. Jeden z nich, ten który obrałem, doprowadził mnie do miejsca, w którym jestem teraz. Ten drugi – mimo że dla wielu mógł wydawać się atrakcyjny – mógł zakończyć moją karierę. Szybko musiałem stać się dojrzały.

    - Jesteś piłkarzem o dużej świadomości – nie tylko własnej, ale też otaczającego świata. Ma to związek z tym, że już jako 13-latek wyprowadziłeś się z domu, aby spełniać marzenia?

    - Zdecydowanie tak. Pierwsze 2,5–3 lata mieszkałem w bursie z chłopakami. Potem, jadąc do Lubina, zacząłem mieszkać sam z kolegą. W takich momentach uczysz się przede wszystkim samodzielności – od poważnych tematów po te najbardziej błahe, jak pranie i sprzątanie. Tęskniłem za rodziną, momentami nawet bardzo. Wiedziałem jednak, że takie doświadczenie wyjdzie mi tylko na dobre. W tamtym czasie nauczyłem się też asertywności. Miałem wiele pokus. Nastolatek ma różne myśli w głowie, ja sam takie miałem. Rodzice na drugim końcu Polski, zarabiasz pierwsze pieniądze, nikt na Ciebie nie patrzy. Miałem tak naprawdę dwa kierunki. Jeden z nich, ten który obrałem, doprowadził mnie do miejsca, w którym jestem teraz. Ten drugi – mimo że dla wielu mógł wydawać się atrakcyjny – mógł zakończyć moją karierę. Szybko musiałem stać się dojrzały.

    - Była w twoim życiu piłkarskim jedna osoba, która miała kluczowy wpływ na twoją karierę?

    - Jest wiele osób, które bardzo mi pomogły, ale ja jestem typem indywidualisty. Nie lubię, gdy ktoś mówi mi, co mam robić. I odwrotnie – nie mówię innym, co mogą zrobić lepiej. Jestem człowiekiem, który może wyrazić swoją opinię, ale nie będę nadmiernie próbował cię do niej przekonać. To twoje życie i twoje wybory. Każdą istotną decyzję w swojej karierze na końcu musiałem poczuć sam. W przeciwnym wypadku nigdy bym jej nie podjął, nawet przy usilnych namowach osób z zewnątrz. Jestem bardzo świadomy samego siebie – swojego ciała i swojego umysłu.

    - Zostając jeszcze na chwilę poza boiskiem. Jesteś fanem motoryzacji – to prawda?

    - Lubię samochody, nie będę ukrywał. Chociaż nie jestem jakimś ekspertem w tej dziedzinie, sama jazda i uczucie, gdy jesteś za kierownicą, po prostu bardzo mnie cieszą. W ostatnim czasie sprawiłem sobie prezent - kupiłem wymarzone auto. Od czasu do czasu lubię się nim pobawić, pojeździć – nawet bez większego celu. Oczywiście z dużym rozsądkiem, bo zdrowie jest najważniejsze.

    - Samochody uwielbiasz, a samolotów się boisz. To prawda?

    - Tak. Bardzo boję się latać samolotami. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Adrenalina na ziemi bardzo mnie fascynuje, ale lot samolotem to zupełnie coś innego. Być może dlatego, że nie mam nad tym kontroli. Gdy prowadzę auto, czuję spokój i pewność swoich umiejętności. Podczas lotu to uczucie zanika. Mam lęk wysokości, który dodatkowo potęguje ten stan. Myślałem, że z każdym lotem będzie łatwiej, ale nic z tego. Najgorszy jest początek – pierwsze piętnaście minut, gdy samolot wznosi się do góry. Potem jest już łatwiej. Turbulencje też nie są takie straszne.

    Zdjęcie

    - Czuję, że z Legią osiągnę jeszcze bardzo dużo. Ciężko pracujemy, aby wrócić na odpowiednie tory. Nie możemy doczekać się, aby wrócić na boisko. Nasza sytuacja jest bardzo trudna, to nie ulega wątpliwości. Z drugiej strony patrzymy i widzimy, że na górze tabeli jest ścisk. Tak jak wspomniałem na początku – jestem typem człowieka, który kocha zwyciężać. To ogromne wyzwanie dla każdego z nas, ale wierzę, że jeszcze w tym sezonie będziemy mieli powody do radości.

    - Twoje przyjście do Legii było szeroko komentowane. Miałeś bardzo dobry początek, a później przydarzyła się kontuzja. Co wtedy czułeś?

    - Byłem wściekły, po prostu. Czułem, że miałem niezły początek w Legii. Nie popadałem w hurraoptymizm, ale byłem zadowolony ze swojej gry. Potem pojawiła się kontuzja, która wszystko zatrzymała. Pierwsze chwile były bardzo ciężkie, ale musiałem sobie z tym szybko poradzić. I tak też zrobiłem. Życie piłkarza jest bardzo krótkie. Wydaje się, że masz 15–20 lat gry, ale to tak nie działa. Zagrasz pięć super meczów, ale w szóstym popełnisz błąd, który kosztuje twoją drużynę stratę punktów. I co? Każdy pamięta tylko ten błąd. Czy to jest złe? Nie, bo tak działa piłka nożna. Ja się tego nauczyłem przez lata gry w Europie, w największych europejskich rozgrywkach i w reprezentacji Polski. Tak jak mówisz – zagrałem cztery dobre spotkania i doznałem kontuzji. Robiłem wszystko, żeby jak najszybciej wrócić na boisko, a gdy to się stało… strzeliłem samobója i dostałem czerwoną kartkę w spotkaniu z Zagłębiem Lubin. I co po takim meczu zrobić? Jesteś bezradny. Ludzie pytali – czemu tak zrobiłem. Nie ma na to odpowiedzi, to był impuls. Piłka leciała w stronę bramki, wystawiłem nogę, a ta niefortunnie się odbiła. Gdy interweniowałem ręką, byłem wściekły na pierwszą sytuację i za wszelką cenę nie chciałem dopuścić, aby piłka ponownie wpadła do bramki. Czasami ta chęć zwycięstwa trochę gubi i musisz ją wyśrodkować. Nikt nie chciałby być wtedy w mojej sytuacji. Czy po takim meczu mam się załamać i przez trzy tygodnie rozmyślać? Oczywiście, że nie. Od siedmiu lat współpracuję z psychologiem. Ta relacja bardzo dużo mnie nauczyła. Na przykładzie spotkania z Zagłębiem – po początkowej bezradności bardzo ważne było to, aby przeanalizować ten mecz i szybko o nim zapomnieć. Wychwycić swoje zachowania, zobaczyć, co mogłem zrobić lepiej, a potem skupić się na kolejnym spotkaniu. To wszystko łatwo brzmi, ale w rzeczywistości jest bardzo trudne. Musisz odciąć się od wszystkich negatywnych komentarzy, wyłączyć swoją głowę i być gotowy na nowe doświadczenie, bo już za trzy dni wychodzisz na boisko i musisz dać z siebie 120% dla setek tysięcy kibiców, którzy w Ciebie wierzą. Walczyłem dobre 4–5 lat, aby nauczyć się takiego podejścia. Bez doświadczeń i popełnionych błędów nigdy bym tego nie wypracował.

    - Jak ty sobie tłumaczyłeś w głowie to, co w ostatnich miesiącach działo się w klubie?

    - Pracowaliśmy jako zespół, aby było lepiej. Każdego dnia staraliśmy się wyjść z tego kryzysu. Teraz można wymieniać, czemu jest tak, a nie inaczej. Wiemy, że sami doprowadziliśmy do tej sytuacji i sami musimy z niej wyjść. Nie ma innej drogi. Jestem bardzo szczęśliwy, że jestem w Legii Warszawa. Byłem szczęśliwy, gdy podpisywałem kontrakt i wiem, że będę szczęśliwy w przyszłości. Czuję, że z Legią osiągnę jeszcze bardzo dużo. Ciężko pracujemy, aby wrócić na odpowiednie tory. Nie możemy doczekać się powrotu na boisko. Nasza sytuacja jest bardzo trudna, to nie ulega wątpliwości. Z drugiej strony patrzymy i widzimy, że na górze tabeli jest ścisk. Tak jak wspomniałem na początku – jestem typem człowieka, który kocha zwyciężać. To ogromne wyzwanie dla każdego z nas, ale wierzę, że jeszcze w tym sezonie będziemy mieli powody do radości.

    Zdjęcie

    - Trener Papszun chce Cię nauczyć i zna sposób, aby tego dokonać. Ty jako zawodnik musisz to mentalnie wytrzymać. Jeżeli przejdziesz przez to, będziesz wiedział, jak sobie z tym poradzić. Pod wodzą trenera Papszuna możesz osiągnąć naprawdę wiele. Ta konsekwencja i dyscyplina u trenera ma przygotować piłkarza do presji, której doznajesz podczas meczu. Możesz popełniać błędy, bo każdy je popełnia, ale musisz czerpać z nich lekcje, aby unikać podobnych sytuacji w przyszłości. Tego wymaga od Ciebie trener Papszun.

    - Jaka jest obecna Legia po tych kilku tygodniach pracy?

    - Jesteśmy bardziej zorganizowani. Czujemy dużą pewność siebie. Zdajemy sobie sprawę, w jakim miejscu aktualnie jesteśmy, ale widzę wiarę w tym zespole. Musimy wygrywać mecz za meczem – to jest teraz najważniejsze. Do tego potrzebna jest odpowiedzialność, nad którą pracowaliśmy. Trener wpoił nam, że na boisku musimy być pewni siebie. Jesteśmy jedną drużyną – drużyną, która musi poradzić sobie z tą sytuacją i wrócić na zwycięskie tory.

    - Kiedyś Jarosław Jach powiedział, że Marek Papszun jest najlepszym trenerem jakiego spotkał. Co ty możesz powiedzieć o pracy z naszym trenerem?

    - Trener Papszun jest przede wszystkim twardy. Nie chodzi tutaj o ruganie piłkarzy po każdym nieudanym zagraniu. Trener Papszun chce Cię nauczyć i zna sposób, aby tego dokonać. Ty jako zawodnik musisz to mentalnie wytrzymać. Jeżeli przez to przejdziesz, to będziesz wiedział, jak poradzić sobie w trudnych i kryzysowych momentach. Pod wodzą trenera Papszuna możesz osiągnąć naprawdę wiele. Ta konsekwencja i dyscyplina u trenera ma przygotować piłkarza do presji, której doznajesz podczas meczu. Możesz popełniać błędy, bo każdy je popełnia, ale musisz czerpać z nich lekcje, aby unikać podobnych sytuacji w przyszłości. Tego wymaga od Ciebie trener Papszun. Powtarzalność i sumienna praca mogą zaprowadzić Cię bardzo daleko. Ja przychodząc do Rakowa, mówiąc w cudzysłowie – „za worek piłek”, pracowałem z trenerem przez 2,5 roku. To wystarczyło. Dlatego byli piłkarze tak dobrze się o nim wypowiadają. Trener Papszun potrafi wypracować w piłkarzu schematy, a dodatkowo ma bardzo dobre podejście indywidualne do każdego zawodnika. Uczy nas dyscypliny, systematyczności i pewności siebie, które są kluczowe.

    - Czego można Ci życzyć na koniec rozmowy?

    - Zdrowia i mistrzostwa Polski!

    Zdjęcie
    Udostępnij

    Autor

    Mateusz Okraszewski

    16razyMistrz Polski
    21razyPuchar Polski
    6razySuperpuchar Polski
    pobierz oficjalną aplikację klubu
    App StoreGoogle PlayApp Gallery
    © Legia Warszawa S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone.