Plus500
Legia U18: Wiktor Kamiński - bramkarz, który stał się napastnikiem

Legia U18: Wiktor Kamiński - bramkarz, który stał się napastnikiem

Napastnik, który rozpoczynał swoją przygodę z futbolem... w bramce. Fan Roberta Lewandowskiego i... Jose Kante. Mimo, że młodszy od większości rywali, z powodzeniem radzi sobie na poziomie CLJ U18, będąc po pięciu kolejkach liderem klasyfikacji strzelców. Uwielbia Formułę 1, ale kocha tylko jedno - zdobywać bramki. W kolejnym odcinku cyklu „Kandydat na piłkarza” poznajcie Wiktora Kamińskiego, napastnika Legii U18.

Autor: Jakub Wydra

Fot. Aleksandra Wór, M. Busiek/skarzysko24.pl

Główny sponsor Plus500
  • Udostępnij

Autor: Jakub Wydra

Fot. Aleksandra Wór, M. Busiek/skarzysko24.pl

– Początek sezonu w Twoim wykonaniu wygląda bardzo obiecująco - pięć meczów, sześć goli. Godnie zastąpiłeś Szymona Włodarczyka w zespole U18.
– Sam początek sezonu, czy chwilę wcześniej - powrót do treningów po długiej przerwie spowodowanej pandemią, był bardzo trudnym okresem. Kiedy przez tak długi czas nie trenujesz na pełnych obrotach, nie grasz meczów o stawkę, twoja forma znacząco spada, szczególnie fizyczna. Myślę, że przepracowaliśmy jednak bardzo dobrze ten krótki okres „przygotowawczy” przed startem ligi i z treningu na trening czuliśmy się coraz lepiej. Każdy z nas tęsknił za piłką, za grą o punkty, więc byliśmy bardzo zdeterminowani by jak najszybciej wejść na odpowiedni poziom. Efekty naszej pracy są dziś widoczne, nawet pomimo tych dwóch porażek. Każdy gol bardzo mnie cieszy, napędza, ale najważniejsze dla mnie jest dobro drużyny. Chcę swoją grą i zdobywanymi bramkami pomagać zespołowi wygrywać, wtedy te trafienia smakują najlepiej.
 
– Czy jako młodszy zawodnik w starszej kategorii wiekowej odczuwasz trudy tej teoretycznie silniejszej ligi?
– Z zespołem U18 zacząłem trenować na stałe w styczniu, ale nie była to dla mnie nowa sytuacja, że grałem czy pracowałem ze starszymi zawodnikami. Już z kategorii U15 przeskoczyłem bezpośrednio do U17, więc jestem zaprawiony w bojach ze starszymi (śmiech). Myślę, że szybko zaadaptowałem się w nowym środowisku, a warunki fizyczne, szczególnie wzrost, na pewno mi w tym pomogły. Wychodząc na boisko skupiam się przede wszystkim na tym, by robić swoje. Jestem napastnikiem, więc siłą rzeczy będę rozliczany za zdobyte bramki. Zawsze daję z siebie wszystko i nie zastanawiam się, w jakim wieku są moi przeciwnicy.

Zdjęcie

– Ustawienie 4-3-3 jest dla Ciebie lepsze, jako dla napastnika? Wpływa na liczbę sytuacji pod bramką rywala?
– Jeśli zostanę zawodowym piłkarzem, spotkam się zapewne z różnymi ustawieniami na boisku. Dlatego dla mnie nie robi to większej różnicy, jakim systemem gramy. W każdej taktyce wychodzę na murawę z jednym celem: zagrać jak najlepiej potrafię i dać z siebie maksimum umiejętności i zaangażowania. Nasza drużyna ma grać ofensywnie, kontrolować mecz i stwarzać sobie jak najwięcej sytuacji pod bramką rywala. Niezależnie od ustawienia, na tym się koncentrujemy i pracujemy podczas treningów. Myślę, że w pierwszych meczach sezonu te elementy są już widoczne.
 
– Są różne typy napastników. Jakim typem Ty jesteś? 
– Jestem typem napastnika, który woli dostać piłkę prostopadłą, niż do nogi. Potrafiącym zgrać futbolówkę na „ścianę”, ale też utrzymać się przy niej, z niezłym wykończeniem. W ostatnich miesiącach poprawiłem również grę głową, na treningach strzelam coraz więcej goli w ten sposób.
 
– Na kim się wzorujesz?
– Na Robercie Lewandowskim. Moim zdaniem to bezapelacyjnie jeden z najlepszych napastników na świecie. Poza samą skutecznością pod bramką czy jakością strzałów, bardzo podoba mi się w nim to, że nie tylko czeka na piłkę, ale potrafi samemu zejść po nią niżej, powalczyć, odebrać. Umie utrzymać futbolówkę przy nodze, potrafi też zagrać do kolegi i wcielić się w rolę asystenta. Taki napastnik to skarb dla drużyny.
 
– Jak to się stało, że trafiłeś do Legii?
– Z moją poprzednią drużyną, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, byliśmy na turnieju, w którym uczestniczyła również Legia Warszawa. To był początek roku 2017. Tam zostałem wypatrzony przez trenerów Akademii. Po tym turnieju dostałem zaproszenie na wyjazd z Legią na mecze sparingowe do Czech. Wypadłem chyba całkiem nieźle, w moim odczuciu był to jeden z najlepszych turniejów w moim wykonaniu. Po nim dostałem propozycję przyjścia do klubu na stałe. W tym samym czasie miałem również możliwość pójścia do UKS SMS Łódź, ale po zastanowieniu i rozmowach z rodzicami, wybraliśmy Legię.

Zdjęcie

– A jak w ogóle zaczęła się Twoja przygoda z futbolem?
– Mój tata grał kiedyś w piłkę i to on mnie nią zainspirował. Na pierwszy trening w klubie, w KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, poszedłem w wieku sześciu, może siedmiu lat. Wcześniej oczywiście już grałem z kolegami, byłem zafascynowany tą dyscypliną. Swoją przygodę z futbolem rozpoczynałem na… bramce. Często brakowało nam chętnego do bronienia, więc brałem rękawice i sprawy w swoje ręce (śmiech). Na początku bardzo lubiłem występować na tej pozycji, ale grając z kumplami na Orlikach coraz częściej wychodziłem w pole i zacząłem odczuwać głód zdobywania bramek (śmiech). Tak z bramkarza stałem się napastnikiem.
 
– Jak wspominasz pierwsze miesiące w Akademii Legii?
– Trafiłem na Łazienkowską latem 2017 roku, do kategorii U14. Trenerem tej drużyny był wówczas Grzegorz Szoka, z którym dziś pracuję też w U18. Na pewno, na każdym kroku dało się odczuć wielkość Klubu, jego markę, zainteresowanie kibiców. W porównaniu do mniejszych klubów, takich jak KSZO, w każdym aspekcie zauważalny był profesjonalizm, treningi stały na najwyższym poziomie, nic nie było pozostawione przypadkowi. Wybierając Legię, wiedziałem, że szkolenie stoi tutaj na topowym poziomie w Polsce i nie zawiodłem się. Myślę, że zrobiłem przy Ł3 bardzo duży postęp. Pierwsze miesiące były trudne, bo po raz pierwszy w życiu przyszło mi mieszkać z dala od domu rodzinnego. Miałem wtedy trzynaście lat, trudny wiek (śmiech). Ciężki był szczególnie pierwszy miesiąc, tęskniłem za rodzicami, przeszło mi nawet przez myśl, by wrócić do Ostrowca. Zagryzłem jednak zęby i zostałem. Zdawałem sobie sprawę, że to może być moja pierwsza i ostatnia szansa na grę w tak dużym klubie, nie chciałem jej zaprzepaścić. Przetrwałem najgorszy moment, a gdy lepiej poznałem kolegów i trenerów, poczułem się pewniej i na pewno nie żałuję dziś transferu do Legii. Piłkarsko dosyć szybko dostosowałem się do poziomu kolegów. Rzecz jasna, miałem swoje słabsze strony, na przykład technikę, przyjęcie piłki. Trenerzy kładli jednak duży nacisk, bym jak najszybciej poprawił się w tych elementach i to się udało.

Zdjęcie

– Co zrobiło na Tobie największe wrażenie podczas pierwszych treningów w Legii?
– Szybkość i płynność gry. Tutaj jest gra na jeden - dwa kontakty, nie ma czasu na prowadzenie piłki. Nie ma też miejsca na grę pod siebie, trenerzy zwracają dużą uwagę na to, by każdy zawodnik swoimi indywidualnymi umiejętnościami dawał jak najwięcej drużynie.
 
– Mieszkałeś w bursie? Czego Cię nauczyła?
– Tak, bursa to dla nastolatka świetna, czasem też trochę bolesna lekcja samodzielności (śmiech). Na pewno trzeba tam szybko dojrzeć, bo nie ma w pobliżu rodziców, którzy mogliby zrobić coś za ciebie. W moim przypadku, na szczęście, aklimatyzacja w bursie przebiegła szybko i sprawnie. Bez problemu dostosowałem się do panujących tam reguł. W pierwszym roku dzieliłem pokój z Igorem Strzałkiem, Dawidem Kuczyńskim i Kubą Strózikiem. Chłopaków znałem już trochę wcześniej, czy to z czasów gry przeciwko sobie, czy z wyjazdu do Czech.
 
– Który zawodnik z pierwszej drużyny Legii robi na Tobie największe wrażenie?
– Jose Kante. Jest w stanie zdobyć decydującą bramkę, gdy drużynie nie idzie. Umie znaleźć się w dogodnej sytuacji, a przy tym potrafi też utrzymać się przy piłce, rozegrać ją, zejść niżej.

Zdjęcie

– Brałeś udział w projekcie Legia Talents - specjalnych treningach dla zawodników rokujących, pod okiem sztabu pierwszej drużyny Legii?
– Tak, miałem przyjemność wziąć udział w takim treningu. Przede wszystkim polegał on na pracy nad najistotniejszymi aspektami, takimi jak jakość podania czy uderzenia na bramkę. Trenerzy uczulali nas na to, by jeszcze przed otrzymaniem futbolówki pod nogę, mieć pomysł, co z nią zrobić. Duży nacisk położony był na szybkość - zarówno działania, jak i myślenia, ale też na obserwację partnerów lub tego, jak ustawiony jest bramkarz rywala, i na tej podstawie podejmowanie jak najbardziej trafnych decyzji.
 
– Treningi indywidualne w Akademii dały efekty w Twoim przypadku? Nad czym pracowałeś?
– Na pewno mogę powiedzieć, że takie treningi bardzo mi pomogły wejść na wyższy poziom. Pracowałem, między innymi, nad otwarciem gry, gdy zawodnik ma piłkę na wprost, nad odpowiednim przyjęciem futbolówki, by od razu przygotować ją sobie do uderzenia. W treningach zespołowych więcej jest gry na utrzymanie, mniej jest natomiast samych strzałów na bramkę. Dlatego treningi indywidualne dały mi możliwość poprawienia, na przykład, skuteczności w wykończeniu czy jakości finalizacji akcji.

Zdjęcie

– W jakich aspektach rozwinąłeś się najbardziej, od kiedy trafiłeś do Legii?
– Poza tymi umiejętnościami, o których mówiłem wcześniej, w dużym stopniu rozwinąłem się w aspektach motorycznych i wytrzymałościowych. Dziś znacznie lepiej znoszę trudy meczu i mogę przez całe spotkanie grać na maksimum możliwości. Wcześniej, pod koniec meczu miałem już problemy, brakowało mi sił.
 
– Dbasz o swój rozwój poza treningami?
– Poza treningami, lubię wyjść z kolegami pograć w siatkonogę czy uprawiać inne dyscypliny sportu. Staram się dużo ruszać. Nie lubię siedzieć w bursie i nic nie robić. Mam wtedy poczucie, że marnuję czas. Lubię też przed treningiem pójść na salkę i porolować się.
 
– Najbardziej pamiętny moment w Twojej przygodzie z Akademią?
– Zdobycie mistrzostwa Polski w kategorii U15. Niezależnie od poziomu czy kategorii wiekowej, jako zawodnik, zawsze chcesz być najlepszy i sięgać po trofea. Dlatego zwycięski finał CLJ z Pogonią Szczecin, dekoracja, później radość w szatni, towarzyszące tym przeżyciom uczucia - zapadły mi w pamięć bardzo mocno.

Zdjęcie

– Jakim trenerem jest Grzegorz Szoka?
– Bardzo zaangażowany w swoją pracę, zawzięty i ambitny. Jest bardzo zmotywowany i potrafi w taki sam sposób zmotywować swoich graczy. Ukierunkowany na rozwój, przede wszystkim nasz - zawodników, ale również swój własny. Buduje też fajne relacje ze swoimi podopiecznymi, interesuje się nie tylko tym, co na boisku, ale i poza nim. Dużo z nami rozmawia. Bardzo sobie cenię pracę z tym trenerem.
 
– Co jest waszą największą siłą w tym sezonie?
– Szybkie rozgrywanie piłki. Staramy się grać na jeden, maksymalnie dwa kontakty. Szybko myśleć i szybko działać, a przy tym podejmować jak najlepsze decyzje. Z wieloma rywalami daje to nam przewagę, rywal zanim zdąży się ustawić, musi już przeciwdziałać nam pod własnym polem karnym.
 
– Kto, według Ciebie, będzie najtrudniejszym rywalem w walce o mistrzostwo Polski?
– Sezon dopiero się rozpoczął, więc ciężko jednoznacznie powiedzieć, które drużyny stać na walkę o mistrzostwo do samego końca. Na mnie duże wrażenie robi Śląsk Wrocław i myślę, że na poważnie włączy się w walkę o złote medale.

– Występowałeś już w juniorskich kadrach Polski?
– Tak, miałem ten zaszczyt grać z orzełkiem na piersi. Grałem w reprezentacji Polski U15 i U16. Teraz też mieliśmy mieć zgrupowanie kadry, ale wszystko pokrzyżował koronawirus. Zobaczymy, jak sytuacja potoczy się w najbliższych miesiącach. Ja najbardziej zapamiętałem mecz przeciwko Gruzji, bo wbrew pozorom, był to bardzo trudny rywal. Grali bardzo szybko piłką, mieli bardzo aktywne skrzydła, sporo było dośrodkowań czy podań na szesnasty metr. Brałem również udział w inicjatywie TALENT PRO. Na tym zgrupowaniu pojawili się najlepsi zawodnicy z trzech roczników i rzeczywiście, dało się odczuć bardzo wysoki poziom podczas treningów czy gier wewnętrznych. Do tego liczny sztab szkoleniowy, bardzo wielu trenerów, dzięki czemu każdy zawodnik w każdym momencie zajęć był pod czujnym okiem któregoś ze szkoleniowców. Świetne doświadczenie.

Zdjęcie

– Z kim trzymasz się najbliżej w drużynie?
– Z Kajtkiem Staniszewskim, w pokoju w bursie LTC jestem natomiast z Ignacym Dawidem.
 
– Jak spędzasz swój wolny czas?
– W wolnej chwili lubię oglądać wyścigi Formuły 1. Tą pasją, gdy byłem małym brzdącem, zaraził mnie mój tata. Do dziś bardzo lubię spędzać z nim czas w ten sposób.
 
– Nie myślałeś o tym, by samemu spróbować sił w Formule 1?
– Nie (śmiech). Mimo wszystko od początku najważniejsza była dla mnie piłka.
 
– Ulubiony przedmiot w szkole?
– Geografia. Lubię poznawać inne kultury, chciałbym również w przyszłości więcej podróżować.
 
– Masz jakiś plan B na życie?
– Od dziecka towarzyszy mi piłka i gdyby nie udało mi się zostać zawodowym piłkarzem, na pewno chciałbym pozostać przy tej dyscyplinie. Na przykład w roli trenera.
 
– Liga, do której chciałbyś trafić?
– Angielska Premier League – ze względu na bardzo wysoki poziom piłkarski, według mnie najwyższy na świecie, albo hiszpańska La Liga - ze względu na grę bardzo przyjemną dla oka.
 

– Ulubiony klub?
– Real Madryt i FC Liverpool.
 
– Najlepsza rada, jaką kiedykolwiek dostałeś?
– „Nie uderzaj na siłę, spójrz na bramkarza i reaguj na jego ustawienie”.

Zdjęcie

– Cel na najbliższy rok?
– Zdobycie mistrzostwa Polski U18 i rozegranie dobrego sezonu, po którym zrobię kolejny krok do przodu w swojej przygodzie z piłką.
 
– Największe marzenie?
– Zwyciężyć w UEFA Champions League.

Udostępnij

Autor

Jakub Wydra

15razyMistrz Polski
19razyPuchar Polski
4razySuperpuchar Polski
pobierz oficjalną aplikację klubu
App StoreGoogle PlayApp Gallery
© Legia Warszawa S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone.