Marek Papszun: Drużyna jest jednością i wierzę, że sobie poradzi [WIDEO]

Marek Papszun: Drużyna jest jednością i wierzę, że sobie poradzi [WIDEO]

Trener Marek Papszun odpowiedział na pytania dziennikarzy przed meczem z Widzewem Łódź.

Autor: Mateusz Okraszewski

Fot. Janusz Partyka

SPONSOR GŁÓWNYGłówny sponsor Plus500
  • Udostępnij

Autor: Mateusz Okraszewski

Fot. Janusz Partyka

Trener Marek Papszun odpowiedział na pytania dziennikarzy przed meczem z Widzewem Łódź.

- Przed nami bardzo ważne spotkanie, ale nie decydujące. Ten mecz będzie miał duże znaczenie w kontekście końcówki sezonu. Jeżeli wygramy, to nasza sytuacja będzie lepsza. Jeżeli przegramy - to gorsza. Nie zmienia to jednak faktu, że zostaną nam jeszcze trzy kolejki. Myślimy o tym meczu znając swoją sytuację. Przygotowujemy się w ten sposób, aby wygrać. Naszym atutem przed piątkowym meczem jest własne boisko i kibice, którzy nas cały czas wspierają. Pokazali to chociażby w Poznaniu. Wierzę, że wspólnymi siłami doprowadzimy Legię Warszawa do zwycięstwa.

- W drugiej połowie meczu z Lechem nie straciliśmy bramki. Lech nie miał tylu sytuacji, a my mieliśmy swoje szanse. Uważam, że ta połowa - jeśli chodzi o sytuacje w polu karnym - była wyrównana. To są właśnie te pozytywy, że umieliśmy się wybronić, ale też zaatakować i zagrozić rywalowi, co w pierwszej połowie od 20 do 45 minuty nie występowało. To była ta różnica.

- Jean-Pierre Nsame i Mileta Rajović to inny typ zawodników. Decyduje przygotowanie, forma, ale też przeciwnik i charakterystyka meczu. To nie jest tylko kwestia tego, co który ma, ale też jak będzie pasował do zespołu, taktyki, przebiegu meczu i okoliczności spotkania.

- Rajović grał w drużynie, która punktowała. Dla nas najważniejsza jest Legia, a nie zawodnik X czy Y. Czasem może się wydawać, że słabszy zawodnik nie gra, ale gra ten, który przybliża do zwycięstwa cały zespół.

- Sytuacja Rafała była klarowna od początku. To była pomyłka sędziego. Aby wyjść z twarzą należałoby tę kartkę anulować, a nie iść w zaparte. Tego oczekuję jako trenera, ale zobaczymy, jaka będzie decyzja.

- Nie wiedziałem o odejściu Raszy Pankova. To mogę powiedzieć. Uprzedzając pytania - nie jestem osobą kompetentną, aby udzielać informacji na temat innych zawodników. Ja w tych rozmowach nie uczestniczę, a te rozmowy zapadają za moimi plecami. Piłkarze mają do tego prawo, bo niektórym z nich kończą się kontrakty.

- Ja odpowiadam za pytania personalne i za to, co dzieje się w drużynie. Można było wstawić Janka Leszczyńskiego, ale patrząc na nasz stan kadrowy - musimy szukać tego lewego stopera. Można sprawdzić Arka Recę w tym momencie, można spróbować Janka. Plan był taki, żeby zagrał Arek, dlatego on wszedł na boisko w Poznaniu.

- Grała trójka stoperów, która funkcjonowała dobrze. W takiej sytuacji trudno się przebić rezerwowym – to normalne w każdej drużynie. Jeśli zespół jest stabilny i dobrze gra, zmian jest mniej. Co do rezerw – grają one na innym poziomie - czwartym poziomie rozgrywkowym i w innym systemie, więc nie zawsze jest to rozwiązanie, które przynosi oczekiwane efekty. Staramy się podejmować najlepsze decyzje, choć nie zawsze są one idealne.

- Pamiętam mecz Legii z Widzewem z 96 roku. Oglądałem go przed telewizorem. Nie byłem wtedy na stadionie. To były zupełnie inne czasy. Dzisiaj te drużyny walczą o coś innego, ale wierzę, że kiedyś wrócimy na szczyt i będziemy równie mocno się emocjonować, jak ja przed telewizorem w 1996 roku.

- Dla kibica emocje związane z tamtym meczem były duże. To były europejskie puchary, coroczna walka o mistrzostwo. Legia była w innym miejscu. To było duże spotkanie, które miało niesamowitą historię i dramaturgię.

- W Poznaniu wszystko posypało się po czerwonej kartce, wcześniej nie wyglądało to aż tak dramatycznie. Nie zmienia to faktu, że sędzia wyrzucił z boiska gościa, który nie powinien być wyrzucony. Nie wiem, co by się wydarzyło, gdyby nie ta decyzja. Sytuacja, w której tracimy trzy gole w dziesięć minut, jest jednak nie do przyjęcia. To tłumaczyłem zespołowi. Nawet gdybyśmy grali w ośmiu taka sytuacja nie może się wydarzyć. To druga strona medalu. Okej, była pomyłka, graliśmy w dziesięciu, ale trzeba było się pozbierać. To zespół pokazał w drugiej połowie. To wszystko może nas jeszcze bardziej wzmocnić i zbudować. Wszystko okaże się w piątek wieczorem. Sam jestem ciekawy, jak zareaguje zespół. Ta drużyna jest mocno zgrana. Mój zespół jest jednością i wierzę, że poradzi sobie z tą sytuacją.

Zdjęcie

- Oczekujemy więcej od Rafała Adamskiego - utrzymania piłki nawet w tych prostszych sytuacjach. Stać go na to. Musi dać więcej zespołowi, musi się przyłożyć. To nie są trudne sytuacje. Po analizie mogę potwierdzić, że dokonałbym takiej samej zmiany. Rafał z sześciu piłek stracił pięć. To nie rokował dobrze. Poza tym jest słabszy w polach karnych - w obronie i ataku. Pracujemy z nim i oczekujemy, że w ostatnich meczach da nam więcej - szczególnie w polu karnym. Nawet w meczu z Lechem trzykrotnie był blisko, ale ostatecznie nie strzelił gola. Czekamy, aż te sytuacje będzie trochę bardziej monetyzował i zamieniał na bramki, bo o to finalnie chodzi.

- Wierzę, że Rasza to profesjonalista. Zawdzięcza trochę klubowi, a klub jemu. Wiem, że Rasza nam pomoże w ostatnich spotkaniach. Jeżeli ma odejść, to odejdzie z podniesioną głową, że wykonał swoją pracę do końca. Bardzo go cenię jako zawodnika i chciałbym, aby jego ocena jako człowieka też była na koniec wartościowa. Wierzę, że nic tutaj nie zawiedzie.

- Takie sytuacje mogą być, mogą pojawiać się takie wypustki. Trzeba robić jakiś szum, aby zasiać w obozie przeciwnika trochę niepokoju. Juergen Elitim jest dzisiaj liderem Legii. Trzyma poziom, można na niego liczyć. Był chyba naszym najlepszym zawodnikiem w Poznaniu. Tak jak w przypadku Raszy - chciałbym, aby został z nami na następny sezon.

- Jestem trenerem zespołu, nie odpowiadam za skauting. Jest Piotr Zasada, jest Michał Żewłakow i Fredi Bobić. To ci ludzie odpowiadają za transfery.

- Finał Pucharu Polski wydaje się wyrównany. Patrząc przez pryzmat sentymentalny wydaje mi się, że wygra Raków.

- Droga do finału jest długa, bo kilka meczów trzeba wygrać. Nie masz prawa pomyłki. Droga do mistrzostwa jest dłuższa, możesz popełnić błąd. Sam mecz finałowy? Jest duży. Za mną trzy finały, dwa razy zwyciężyliśmy, raz przegraliśmy z Legią. To były piękne chwile, sentymentalne świętowania. To nagroda za poświęcenie, które dajesz z siebie podczas tej drogi.

Udostępnij

Autor

Mateusz Okraszewski

16razyMistrz Polski
21razyPuchar Polski
6razySuperpuchar Polski
pobierz oficjalną aplikację klubu
App StoreGoogle PlayApp Gallery
© Legia Warszawa S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone.