- Piłka nożna
- Pierwsza drużyna
- PKO BP Ekstraklasa
- Legia - Zagłębie
- Zagłębie Lubin
- Marek Papszun
- Konferencja prasowa
- Wideo
- Video
Marek Papszun: Doping postawił nas na nogi
Trener warszawskiej Legii Marek Papszun odpowiedział na pytania dziennikarzy po wygranym meczu z Zagłębiem Lubin.
Autor: Anna Socha
Fot. Janusz Partyka
- Udostępnij
Autor: Anna Socha
Fot. Janusz Partyka
Trener warszawskiej Legii Marek Papszun odpowiedział na pytania dziennikarzy po wygranym meczu z Zagłębiem Lubin.
- Bardzo ważne zwycięstwo, gratulacje dla piłkarzy, sztabu, szatni, ale przede wszystkim dla naszych kibiców, którzy mocno nas ponieśli. Żywiołowy doping postawił nas na nogi. Pierwsze minuty były bardzo trudne, trochę chaotyczne. Źle weszliśmy w mecz, pojawiła się nerwowość w zespole. Dźwignęliśmy się z tego dość szybko. Potem mieliśmy chyba najlepsze minuty w rundzie – dobra dynamika, sytuacje, gol. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy kolejnych szans. Dobrze weszliśmy w drugą połowę i mecz toczył się pod nasze dyktando. W końcówce przeciwnik zrobił pięć zmian, próbował nas nacisnąć, lecz niewiele z tego wynikało. Szkoda, że nie dobiliśmy po stałym fragmencie. Usunęłoby to nerwowość - tak, jak tydzień temu, z Górnikiem Zabrze, gdzie straciliśmy gola w ostatniej akcji. Drużyna wyciągnęła dobre wnioski, ja też jako trener, i cały sztab. Tym razem wygraliśmy. Bardzo cieszy bramka po stałym fragmencie.
- Zobaczymy, jakie wyniki przyniesie ta kolejka. Liga jest szalona. Gdybyśmy wygrali z Górnikiem, to mielibyśmy 39 punktów i bardziej patrzylibyśmy do góry, niż na dół. Musimy poczekać do rywalizacji w Poznaniu, bo jedna, dwie kolejki odwracają priorytety i cele. Cieszymy się, że wygraliśmy, bo nasza sytuacja cały czas była trudna. Teraz też nie jest kolorowa. Gdyby nie ostatni strzał Górnika, to mielibyśmy dziś trzy zwycięstwa z rzędu. Musimy bazować na tym, że idziemy do przodu, gramy coraz lepiej, pomału odbudowujemy zaufanie kibiców. To czuć, i ta frekwencja to pokazuje.
- Bardziej oceniłbym mecz niż sędziowanie. W czystych szansach było 4:1. Na tym bym się skupił, na konkretach, na tym, kto miał więcej działań przybliżających do bramki. Nie wydaje mi się, żeby arbitrzy popełniali błędy. Wręcz przeciwnie, dobrze panowali nad wydarzeniami, ale każdy może mieć swoją optykę meczu.
- Zawodnicy często podbiegają do ławki. Tak zarządzamy meczem, wykorzystujemy każdą okazję, by dawać wskazówki zespołowi. Jeżeli przepisy zostaną zmienione, to będziemy się do tego stosować. Dla mnie nie ma żadnego problemu. Poradzimy sobie w inny sposób z przygotowaniem.
– Konferencja pomeczowa nie jest łatwa, by odpowiedzieć na takie pytania jak to na temat Kacpra Urbańskiego. Muszę na spokojnie obejrzeć spotkanie, przeanalizować i wtedy wyciągnąć wnioski. Z boiska to był dobry mecz. Szkoda, bo oddał trzy strzały i wszystko szło nad bramką. Ma niezłe uderzenie, precyzyjne. Widać, że bardzo chciał i wreszcie dochodził do sytuacji. Dobrze grał, trochę nas rozbujał pierwszą akcją, gdzie złamał pressing, a Mileta Rajović główkował. Z perspektywy boiska najlepszy mecz za mojej kadencji.
- Szkoda sytuacji Mileny Rajovicia, ale z drugiej strony, Michał Nalepa zachował się fenomenalnie. Doszedł do trzech bardzo dobrych szans, lecz nie strzelił. Chyba trochę za luźno podszedł do tych sytuacji. To coś, co się powtarza. Musimy mocniej nad tym popracować, bo pewnie wydaje mu się, że piłka jest już w siatce, a ona nie zawsze tam trafia. Bardzo dobra pierwsza połowa obu napastników, w drugiej troszeczkę gorzej. Zbyt nerwowo w okolicach pola karnego, ale w bocznych sektorach dobrze popracował. Wynik był na styku. Gdyby nie było 1:0, to pewnie Nsame by wszedł. Głównie chodziło o to, że Rajović jest dużo lepszy przy stałych fragmentach. Dlatego musiał zostać, nie mogłem zrobić zmiany, wiedząc, że jeśli nie damy przeciwnikowi ze stałego fragmentu czy z kontry, to będzie im trudno stworzyć sytuacje. Tak też było.
- Oczywiście, że przychyliłbym się do pomysłu nazwania LTC imieniem Jacka Magiery. Odszedł duży autorytet i to miejsce idealnie pasuje do tego, jakie miał wartości, jak żył i jak podchodził do ludzi. LTC to głównie Akademia – pierwszy zespół to jednak mniejszość, ale to też dobry przykład dla wszystkich zawodników, którzy tu trafiają.
- Potencjał to jedno, a sytuacja w tabeli to drugie. Trzecie, najważniejsze, to czas i rozwój zespołu. Wydaje mi się, że idziemy w dobrym kierunku. Z mojej perspektywy to jest widoczne. Biorąc pod uwagę, jak graliśmy na początku sezonu, a jak teraz, to jest wyraźna różnica. Jestem trenerem, który wierzy w codzienną, systemową, poukładaną pracę. Mam nadzieję, że kolejne mecze będą pokazywały ten kierunek.
– Podobnie, jak u Kacpra Urbańskiego, u Damian Szymańskiego był to dobry mecz. Trochę zmieniliśmy mu zadania na boisku. Jest bardziej ofensywny. Też byłem tym zdziwiony, ale jak go poznałem, to ma duże atuty w trzeciej tercji - zawsze sądziłem, że to typowa szóstka, ale ma spore umiejętności i doświadczenie. Odnalazł się w tej grze i tych zadaniach, które się przed nim pojawiają na boisku. Super podejście. To jeden z zawodników, który zrobił duży postęp motoryczny. Ma ultraintensywne mecze, to budujące. Niesamowity charakter, bardzo dobry mental. Nic, tylko się cieszyć.
Autor
Anna Socha





