Plus500
Michał Karbownik: Urosłem po debiucie w reprezentacji Polski

Michał Karbownik: Urosłem po debiucie w reprezentacji Polski

Michał Karbownik opowiada o debiucie w reprezentacji, transferze i nowym trenerze Legii Warszawa.

Autor: Jakub Jeleński, Przemysław Gołaszewski

Fot. Mateusz Kostrzewa, Janusz Partyka

Główny sponsor Plus500
  • Udostępnij

Autor: Jakub Jeleński, Przemysław Gołaszewski

Fot. Mateusz Kostrzewa, Janusz Partyka

Ostatnie miesiące Michała Karbownika obfitowały w emocje. Długa saga transferowa zakończona kontraktem z klubem z Premier League, debiut w reprezentacji Polski i asysta w narodowych barwach oraz odejście trenera, który jako pierwszy dał mu prawdziwą szansę. O tym wszystkim Michał Karbownik opowiedział w rozmowie z Legia.com.

 

Legia.com: - Ciężko zacząć rozmowę z Tobą inaczej niż od zgrupowania reprezentacji. Jedno powołanie miałeś już wcześniej, ale dopiero teraz szersze grono osób zobaczyło, że jest taki Karbownik z Legii i coś tam jednak z piłką zrobić potrafi.

Michał Karbownik: - I z tego właśnie się cieszę, bo występ w kadrze to było moje wielkie marzenie. Od małego oglądałem mecze reprezentacji razem z całą rodziną, a teraz to oni oglądali mnie. Czuję wielką dumę, że mogłem wyjść na plac w koszulce narodowej, to naprawdę wiele dla mnie znaczy.

 

- Czułeś, że wszedłeś do szatni pełnej gości z plakatów nad łóżkiem?

- Na pierwszym zgrupowaniu miałem takie wrażenie. Cały czas widziałem te twarze w telewizji, a tu nagle znalazłem się obok nich, więc te emocje rzeczywiście były ogromne. Przy okazji tego powołania wszystkich już jednak znałem, no prawie wszystkich, bo przecież kiedy zadebiutowałem na zgrupowaniu nie było z nami Roberta Lewandowskiego. To piłkarz na niesamowitym poziomie, ale w gruncie rzeczy to naprawdę normalny człowiek, który wobec każdego zachowuje się bardzo w porządku.

 

- Już wcześniej spotkaliście się na gali Piłki Nożnej i gdy pozowaliście razem do zdjęcia powiedział, że widzi w Tobie potencjał. Miałeś okazję dłużej pogadać z reprezentantami grającymi na światowym topie?

- Parę razy tak, Robert pytał mnie między innymi o transfer, bardzo dużo też podpowiadał młodszym zawodnikom, ale nie tylko, bo zawodnik takiej klasy może przekazać wartościowe uwagi każdemu członkowi zespołu. Służył swoją pomocą naprawdę w wielu aspektach i każdy mógł czegoś się od niego nauczyć. Chwalił dobre akcje, po błędach również tłumaczył co można było zrobić lepiej. W reprezentacji Polski grają jednak tak wartościowi zawodnicy, że nowych rzeczy mogę uczyć się od każdego z nich. Uważam, że nawet kilka dni na zgrupowaniu to bardzo wartościowa lekcja dla młodego zawodnika.

 

- Po meczu z Finlandią Kamil Grosicki powiedział: „Bardzo podobała mi się gra Michała Karbownika, widać, że chłopak ma dużo energii. Nie boi się – ryzykuje”. Czujesz, że to moment, w którym możesz liczyć na kolejne powołania?

- Czas pokaże, tak naprawdę głównie zależy to ode mnie i tego jak będę prezentował się w klubie. Jeżeli grając w Legii moje występy znajdą się na odpowiednim poziomie, wówczas mam nadzieję, że trener kolejny raz da mi szansę.

 

- Ale wakacji na czerwiec 2021 roku nie zamierzasz planować?

- Spokojnie (śmiech). Do tego długa droga, w życiu i w piłce rzeczy mogą potoczyć się w różne strony, czasem jeden dzień potrafi wywrócić wszystko do góry nogami. Staram się więc podchodzić do wszystkiego z chłodną głową.

Zdjęcie

- Moją dobrą cechą jest uniwersalność. Korzystam z tego ja, korzystają trenerzy, którzy wiedzą, że mogą wystawić mnie na kilku pozycjach. Zobaczymy, być może im będę starszy, tym bardziej sprecyzowane będzie moje miejsce na boisku.

- Poziom stresu z debiutów w Legii i reprezentacji był porównywalny, czy to jednak zupełnie inna rozmowa?

- Myślę, że to jednak dwie różne sytuacje. W Legii wychodziłem na boisko w trochę innych okolicznościach – przed debiutem w Łodzi znałem już całą drużynę Legii i z każdym miałem dobre relacje. Do reprezentacji dopiero jednak wchodzę i nie mam na co dzień kontaktu z większością pozostałych zawodników, więc trochę inaczej gra się w takim zespole. Jedna rzecz się nie zmienia – kiedy wchodzisz na boisko i zagrasz piłkę parę razy, szybko o tym stresie zapominasz.

 

- Przy okazji występów w kadrze znów pojawił się wątek Twojej pozycji na boisku. W kadrze grałeś na lewej obronie, skrzydle, w Legii trener Michniewicz ustawia Cię na środku pomocy. Do Brighton idziesz jako…

- (Śmiech) Moją dobrą cechą jest uniwersalność. Korzystam z tego ja, korzystają trenerzy, którzy wiedzą, że mogą wystawić mnie na kilku pozycjach. Zobaczymy, być może im będę starszy, tym bardziej sprecyzowane będzie moje miejsce na boisku. Na razie po prostu muszę grać – nieważne gdzie, ważne, żebym wysyłał trenerom sygnały, że mogą na mnie liczyć.

 

- Jeszcze przed rokiem broniłeś środka pomocy jak niepodległości. Coś się w tej kwestii zmieniło?

- To znaczy nadal czuję się najlepiej na środku – tam grałem przez większą część mojego życia – natomiast z biegiem czasu coraz lepiej poznaję nowe pozycje i uczę się na nich grać. Fakt, ciężej było mi w ofensywie, bo wydaje mi się, że z racji specyfiki pozycji moje atuty były minimalizowane, przeciwnicy też wiedzieli, jak gram – pilnowali, żeby nie wypuścić mnie do środka, a z drugiej strony rzeczywiście trochę ograniczała mnie linia boiska. Zobaczymy co czas pokaże i gdzie widzieć mnie będą szkoleniowcy.

 

- Jerzy Brzęczek na konferencji stwierdził, że to na lewej obronie czujesz się najlepiej, więc w kadrze widziany jesteś raczej tam.

- Myślę, że nie tylko, aczkolwiek tam zadebiutowałem, tam się pokazałem, tam też bardzo długo grałem w Legii – na pewno więc dobrze czuję tę pozycję. Oczywiście jestem świadom swoich mankamentów – powinienem poprawić grę w defensywie czy lewą nogę. Przede mną cała masa pracy.

 

- Do Legii wszedłeś razem z drzwiami. Fajny debiut z ŁKS-em, kapitalne mecze z Rakowem, Wisłą czy Widzewem, na jesieni byłeś objawieniem ligi i nagle dołek. Co takiego się stało?

- Z przypadkowej osoby stałem się kimś, na kogo rywale zaczęli mocniej zwracać uwagę. Dużo się o mnie pisało i stałem się przedmiotem głębszych analiz przeciwników. Nie chcę się jednak usprawiedliwiać, faktem jest, że też zacząłem miewać słabsze mecze. Początkowo miałem w sobie dużo takiego młodzieńczego polotu, myślałem wyłącznie o piłce i o tym jak grać. Potem zaczęły się spekulacje, plotki, większa presja i głowa też zaczęła trochę inaczej pracować.

 

- Wychwalanie Cię pod niebiosa przeszkodziło?

- w moim przypadku myślę, że nie, to zawsze miłe, gdy ktoś cię docenia, mnie te pochwały wręcz motywowały.

 

- Ale przed chwilą powiedziałeś, że siedziało Ci to w głowie.

-  Po zdobyciu mistrza czułem się bardzo dobrze, ale od momentu inauguracji rozgrywek czegoś po prostu brakowało i nie mogłem dojść do formy, w której byłem przed.  Teraz wymaga się ode mnie zdecydowanie więcej, nie jestem już młodzieżowcem, który wchodzi do zespołu – wywalczyłem sobie miejsce w składzie i mam za zadanie być jednym z tych piłkarzy, którzy potrafią wymiernie wpłynąć na losy meczu.

Zdjęcie

- - Już na kwarantannie miałem pierwsze rozmowy z trenerem Gattuso i dyrektorem sportowym klubu. Zaufaliśmy sobie, o mnie były zapytania z innych klubów, ale odstawiłem je na bok, bo projekt z Napoli pasował mi najbardziej. Czekaliśmy, ale tak się sprawy potoczyły, że ostatecznie do niczego nie doszło.

- A co się stało z Wami jako drużyną? Legia przed i po pandemii to są zupełnie dwa różne zespoły.

- Jesienią w lidze ogrywaliśmy każdego, strzelaliśmy mnóstwo goli i… może to nas właśnie zgubiło? Może wydawało się nam że po pandemii wrócimy do gry i wszystko dziać się będzie tak samo? Lockdown był specyficznym czasem, cały czas sumiennie ćwiczyłem indywidualnie, ale wyniki testów pokazały, że np. moja wytrzymałość uległa procentowo znacznej zmianie na niekorzyść. Dwa i pół miesiąca bez gry mocno dało się we znaki, a odbudowa niestety wymaga czasu i regularnej gry w rozgrywkach. Nie chcę tutaj przesadnie nas usprawiedliwiać, bo wszyscy mieli identyczne warunki. Nam jednak po prostu czegoś brakowało.

 

- To prawda, że cały czas lecicie na przygotowaniu, które było wypracowane zimą?

- Czasy są wyjątkowe i specyficzne, więc na tę sytuację nikt de facto nie miał wpływu – sezon ledwo się skończył, a tu już zaczynały się eliminacje do pucharów. Kalendarz został zupełnie przestawiony, teraz zamiast pięciu mielibyśmy rozegrane jakieś piętnaście kolejek, oprócz tego mielibyśmy czas na spokojną pracę latem. Może właśnie tej spokojnej pracy nam zabrakło i dlatego wszystko tak się potoczyło?

 

- Pokłosiem tego jest zresztą Twój transfer. Miały być Włochy, Hiszpania, a tu nagle Premier League.

- Jak do tego doszło nie wiem (śmiech). A tak poważnie, to Brighton nie wzięło się znikąd, mieli kontakt z moim menadżerem już od dłuższego czasu. W grze było jednak kilka klubów, stąd taki scenariusz tej sytuacji.

 

- Z Parmą czy Napoli?

- Z Napoli. Wszystko było już praktycznie pewne, aż tu nagle zmiany, pandemia i ostatecznie nasze drogi się nie przecięły. Brighton pokazało mi fajną ścieżkę rozwoju, ważny jest też dla mnie dodatkowy rok, w trakcie którego mogę wzmocnić się w Legii. W Napoli takiej opcji nie miałem.

 

- Pojawiły się plotki, że Twój transfer został zablokowany przez zamieszanie związane z Arkadiuszem Milikiem.

- Wiecie, rynek transferowy to efekt domina. Kogoś sprzedajesz, kogoś kupujesz, a Napoli na moją pozycję pozyskało już zawodnika. Arek ostatecznie nie odszedł, więc do kasy nie wpłynęły pieniądze i ja to rozumiem, bo finanse – zwłaszcza w rzeczywistości pandemii – są dla klubów bardzo ważnym aspektem.

 

- O co wyłożył się temat z Napoli?

- Już na kwarantannie miałem pierwsze rozmowy z trenerem Gattuso i dyrektorem sportowym klubu. Zaufaliśmy sobie, o mnie były zapytania z innych klubów, ale odstawiłem je na bok, bo projekt z Napoli pasował mi najbardziej. Czekaliśmy, ale tak się sprawy potoczyły, że ostatecznie do niczego nie doszło. Kadra była bardzo szeroka, musiało odejść kilku zawodników, a ja też nie chciałem przejść do klubu, gdzie nie załapię się nawet na ławkę. Myślę, że ostatecznie wyszło dla mnie jak najlepiej. Ten rok w Warszawie da mi bardzo dużo, wyjadę jako zdecydowanie bardziej ukształtowany zawodnik.

 

- To jaki plan ma na Ciebie Brighton?

- Dostałem z klubu wytyczne dotyczące tego, co mam robić i nad jakimi konkretnie elementami pracować, udoskonalać. Powiedziano mi, że będę często oglądanym zawodnikiem, Kuba Moder z Lecha też ma zresztą taki sam schemat jak ja. Myślę więc, że na pewno będziemy pod czujnym okiem zespołu.

 

- Jest możliwy polski duet w Brighton w środku pomocy?

- Wszystko zależy od tego jak będę się prezentował w Legii. Takiego scenariusza bym nie wykluczał, choć Anglicy wiedzą, że jestem uniwersalnym zawodnikiem, że grywam też na bokach obrony. Zobaczymy więc gdzie będę najbardziej potrzebny.

Zdjęcie

- Premier League to bardzo wymagająca liga, poziom, jednak rozmowy z władzami Brighton zmieniły mój punkt widzenia. Bardzo ważną rolę odegrał też fakt błyskawicznego wypożyczenia do Legii.

- Skąd się w ogóle wziął temat Premier League? Napoli było grane od pół roku, o zainteresowaniu z Anglii wszyscy dowiedzieli się w ostatnich godzinach okienka.

- Zapytania z Anglii były od dawna i przyznam, że początkowo nie byłem przekonany co do tego kierunku. Premier League to bardzo wymagająca liga, poziom, jednak rozmowy z władzami Brighton zmieniły mój punkt widzenia. Bardzo ważną rolę odegrał też fakt błyskawicznego wypożyczenia do Legii.

 

- Z Parmą też coś było na rzeczy?

- Tak. Byłem przygotowany, że tam polecę, ale temat ostatecznie nie wypalił. Byłem jednak spokojny, nie siedziałem na walizkach. Mam kontrakt z Legią, więc gdybym nie odszedł, na pewno nie traktowałbym tego w kategoriach porażki.

 

- Jak wyglądała sytuacja ze słynną koszulą podczas podpisania kontraktu? Pożyczyłeś ją od Kuby Modera?

- Czysty przypadek! Nie dogadaliśmy się wcześniej. Fajnie wyszło, że dwóch kolegów z Polski przychodzi do jednego klubu w podobnych koszulach (śmiech). Z Kubą znaliśmy się już z młodzieżowych reprezentacji. Pierwszy raz spotkaliśmy się na zgrupowaniu kadry i przy okazji ostatniej przerwy reprezentacyjnej śmialiśmy się, że tak to wyszło.

 

- Skoro nawet koszule macie podobne, nie da się uniknąć porównań. Dwóch wyróżniających się zawodników z polskiej ligi przechodzi do jednego klubu. W jednym z wcześniejszych wywiadów powiedziałeś, że „nie chcesz być tylko rekordem”. Boli cię, że ta cena za Ciebie spadła?

- Zdecydowanie nie. Mam świadomość, że jednostkę promuje drużyna, a drużynę sukcesy. Gdybyśmy awansowali do europejskich rozgrywek, mogło się to potoczyć inaczej. Bóg tak jednak chciał i może to wyjdzie na dobre.

 

-  Brak awansu miał swoje konsekwencje, a jedną z nich była zmiana trenera. Jak przebiegł ten proces z Twojej perspektywy?

- Mamy świadomość, że w piłce wszystko toczy się błyskawicznie. Było trudno, bo wszyscy wiele zawdzięczamy trenerowi Vukoviciowi. Nie możemy teraz długo nad tym ubolewać, piłka dalej jest w grze, a my musimy pracować i robić to, co do nas należy - wygrywać każdy kolejny mecz.

 

- Czułeś się synkiem trenera Aleksandara Vukovicia?

- Można tak powiedzieć. Trener Vuković zaufał mi w Legii, dzięki niemu zadebiutowałem, pokazałem się w PKO Ekstraklasie, a teraz wystąpiłem też w reprezentacji Polski. Czułem to zaufanie i jestem za nie wdzięczny. Koledzy z drużyny nawet śmiali się, że jestem synkiem trenera.

 

- Jak wyglądało Wasze pożegnanie? Wiem, że byliście ze sobą mocno związani.

- Trener życzył mi powodzenia. Wymieniliśmy się wiadomościami po ogłoszeniu mojego transferu. Pytałem, co u niego słychać. Wszystko jest w porządku, więc bardzo się cieszę.

 

Zdjęcie

- Trener Czesław Michniewicz daje z siebie sto procent dla klubu. Mnie też nie było w tym momencie, gdy trener wyjechał. Z każdym dniem aklimatyzacja będzie coraz lepsza. Jesteśmy w pełni skupieni na pracy.

- Z trenerem Czesławem Michniewiczem złapaliście już wspólny język? Za nami dość niecodzienna sytuacja, kiedy trener musiał pojechać na zgrupowanie reprezentacji. Jak przebiegała ta aklimatyzacja?

- Trener Czesław Michniewicz daje z siebie sto procent dla klubu. Mnie też nie było w tym momencie, gdy trener wyjechał. Z każdym dniem aklimatyzacja będzie coraz lepsza. Jesteśmy w pełni skupieni na pracy. Trener Michniewicz uwielbia analizować naszą postawę na treningu i podczas meczu, a także rozłożyć na czynniki pierwsze grę rywali. Każdy trener ma swoje zasady funkcjonowania i nie da się porównać różnych metod.

 

- Przed Tobą ostatni sezon w Legii Warszawa. Masz z tyłu głowy myśl, że to decydujący czas? Czujesz, że od Twojej dyspozycji zależy przyszłość. Brighton będzie cię teraz skrupulatnie obserwować.

- Zdecydowanie. W piłce nigdy nie żyje się w próżni. Jestem świadomy, że z meczu na mecz muszę coraz lepiej wyglądać. Miałem gorszy okres, ale teraz jestem zbudowany występami w reprezentacji Polski. Po zamknięciu tematu transferu zapanował też wokół mnie spokój. Mogę w pełni skupić się na pracy, a jako drużyna musimy wrócić do wygrywania meczów.

 

- Nie masz obaw, że skoro jesteś już piłkarzem wypożyczonym do Legii, to trener będzie chętniej korzystał z graczy, którzy nie odejdą po zakończeniu sezonu?

- W piłce jeśli zasługujesz na grę, to grasz. To normalne. Postawą na treningu i w meczach musisz zapracować na swoje szanse i jestem przekonany, że tak właśnie będzie.

 

- Co Legia musi poprawić, aby wrócić na właściwe tory?

- W tamtym sezonie mieliśmy trudny moment, przegrywaliśmy z Lechem, ale odwróciliśmy losy spotkania. To był przełom. Poczuliśmy, że jako drużyna możemy wszystko. Tego samego potrzebujemy teraz. Aby drużyna pociągnęła poszczególnych graczy do przodu, razem musimy na to zapracować i zaliczyć serię zwycięstw. Wtedy wszystko ruszy. Musimy podnieść się i sprostać oczekiwaniom.

 

- Brak kibiców na stadionie może mieć na to wpływ?

- W piłkę gra się dla kibiców. To trudne, gdy jesteś na boisku, a trybuny są puste. Szczególnie nasze trybuny, które zawsze niosą nas dopingiem do lepszej gry. Ubolewam nad tym, ale wierzę, że sytuacja się zmieni. Nie mamy na to jednak wpływu, myślimy o kolejnych zwycięstwach i grze na poziomie Legii Warszawa.

Zdjęcie
Udostępnij

Autor

Jakub Jeleński, Przemysław Gołaszewski

15razyMistrz Polski
19razyPuchar Polski
4razySuperpuchar Polski
pobierz oficjalną aplikację klubu
App StoreGoogle PlayApp Gallery
© Legia Warszawa S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone.