Minął rok. Tak żegnaliśmy Pana Lucjana
2 grudnia 2024 roku przy Łazienkowskiej czas się zatrzymał. Dla wszystkich nas, pracowników, kibiców, osób w jakikolwiek sposób związanych z Legią, Pan Lucjan Brychczy był jedyną taką postacią w historii, symbolem szlachetności, skromności i doskonałości piłkarskiej. Jego odejście było czasem refleksji, pamięci, ale również wzbudzało w nas poczucie obowiązku, żeby reprezentować klub najlepiej jak potrafimy. Najpierw chcieliśmy oddać Mu hołd.
Autor: Bartosz Zasławski
- Udostępnij
Autor: Bartosz Zasławski
2 grudnia 2024 roku przy Łazienkowskiej czas się zatrzymał. Dla wszystkich nas, pracowników, kibiców, osób w jakikolwiek sposób związanych z Legią, Pan Lucjan Brychczy był jedyną taką postacią w historii, symbolem szlachetności, skromności i doskonałości piłkarskiej. Jego odejście było czasem refleksji, pamięci, ale również wzbudzało w nas poczucie obowiązku, żeby reprezentować klub najlepiej jak potrafimy. Najpierw chcieliśmy oddać Mu hołd.
Był chłodny, grudniowy poranek. Padał deszcz, na ulicach i chodnikach zalegały kałuże, a niebo zasnuło się szarymi chmurami. Warszawa jak zwykle była w swoim komunikacyjnym żywiole, a my od wczesnych godzin przygotowywaliśmy się do smutnej ceremonii, której nadejścia nie dopuszczaliśmy do świadomości.
Ta wiadomość była już z nami od kilku dni, ale nadal nie do końca się z nią pogodziliśmy – Pana Lucjana tu, na ziemi, już z nami nie ma. Msza pogrzebowa w Katedrze Polowej Wojska Polskiego – szczególnej świątyni na mapie Warszawy, która jest świadkiem ważnych uroczystości państwowych, patriotycznych i religijnych - odbyła się zgodnie z ceremoniałem wojskowym i asystą żołnierzy. Żegnała Go rodzina, władze i pracownicy klubu, drużyna, legendarni zawodnicy i trenerzy Legii i reprezentacji Polski, przedstawiciele instytucji publicznych, wojskowych, ministerstw, Polskiego Związku Piłki Nożnej, dziennikarze oraz kibice, z których duża część stała na zewnątrz marznąc. Słuchając kazania i pełnych wielkich słów przemówień, na jakie zasłużył, mieliśmy przeświadczenie, że odchodzi największy z legionistów. Największy sercem i talentem. Największy pod względem wierności i oddania klubowi.
Po głównej części uroczystości Lucjan Brychczy otrzymał pośmiertnie od Prezydenta RP Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, przyznawany za wybitne osiągnięcia sportowe i zasługi dla rozwoju kultury fizycznej. Bycie utytułowanym sportowcem to jedno, ale bycie wzorem i inspiracją dla tylu pokoleń to jeszcze coś więcej.
Społeczność Legii przez kilka dni oddawała hołd Panu Lucjanowi, zapalając znicze i wpisując się do księgi kondolencyjnej, wystawionej przed głównym wejściem do klubu. Obok księgi ustawiony był symboliczny obraz Pana Lucjana na królewskim tronie, który został przygotowany na jubileuszowy rok stulecia. O swojej wdzięczności i docenieniu zasług dla Legii nie mogli zapomnieć kibice, którzy na meczu z FC Lugano zaprezentowali oprawę z wizerunkiem Pana Lucjana i hasłem „Żegnaj Legendo”. Zawodnicy na pucharowy mecz z ŁKS-em wyszli w koszulkach z takim samym przesłaniem, dedykując mu tamto zwycięstwo. Wszystkie mecze najbliżej kolejki Ekstraklasy rozpoczęły się od minuty ciszy, podkreślając Jego zasługi dla polskiego futbolu, a komentatorzy opowiadali widzom, jak to było, gdy Pan Lucjan jeszcze występował na boisku i swoją grą dawał radość innym.
W ostatniej drodze na Powązkach Wojskowych towarzyszyło Mu kilkaset osób. Spoczął przy akompaniamencie salwy honorowej i "Snu o Warszawie", kilkadziesiąt metrów od innej legendy klubu, z którą przez sześć lat dzielił szatnię i sukcesy – Kazimierza Deyny. W Legii Warszawa spędził 70 lat. Był uczestnikiem największych sukcesów klubu, wzniosłych momentów jego wielkości i chwały: pierwszego dubletu, półfinału Pucharu Europy, Ligi Mistrzów. Pan Lucjan kochał Legię i nosił w sercu prostolinijną dumę z jej reprezentowania. Z bycia legionistą. Z zakładania tej wyjątkowej koszulki. Jego imię pozostanie w naszym klubie na zawsze.
Autor
Bartosz Zasławski
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1764669399_Ksiega_LB.jpg)





