Radovan Pankov: Na boisku zmieniam się nie do poznania [WYWIAD]
Zawsze waleczny, bezkompromisowy, walczący o każdy centymetr boiska i każdą piłkę. Takiego Radovana Pankova znacie z boiska. Dziś poznajmy naszego obrońcę od nieco innej strony. Zapraszamy!
Autor: Mateusz Okraszewski
- Udostępnij
Autor: Mateusz Okraszewski
Zawsze waleczny, bezkompromisowy, walczący o każdy centymetr boiska i każdą piłkę. Takiego Radovana Pankova znacie z boiska. Dziś poznajmy naszego obrońcę od nieco innej strony. Zapraszamy!
- Którą wersję Radovana Pankova wolisz? Boiskową – gladiatora, mocnego charakteru, czy tę, którą pokazujesz na co dzień, o której być może nie każdy kibic wie?
- Zdecydowanie wolę wersję pozaboiskową. Na co dzień czuję się o wiele lepiej, bo spędzam więcej czasu z rodziną i z przyjaciółmi. Wtedy mogę być w pełni sobą. Na boisku zmieniam się nie do poznania. Pozycja środkowego obrońcy wymaga jednak posiadania takich cech, które ja mam. Dobrze czuję się jako środkowy obrońca w starym, dobrym stylu - twardy, nieustępliwy, grający na granicy faulu. Myślę, że Jędza ma podobnie. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy tylko kończy się mecz i wracam do domu, do swojej rodziny, całkowicie się zmieniam.
- Nigdy bym nie powiedział, że jedną z twoich dominujących cech jest wysoka emocjonalność. A z tego, co słyszałem, dokładnie tak jest.
- Tak, jestem bardzo emocjonalnym gościem. Gdy widzę cierpinie bardzo łatwo się wzruszam. Nie umiem przejść obojętnie obok takich sytuacji. Boli mnie gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się informacje o dzieciach walczących z różnymi poważnymi chorobami. Mocno rusza mnie także cierpienie zwierząt, które powinny być traktowane z miłością i szacunkiem, a cały czas spotykają się z obojętnością i krzywdą.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1777140779_POGLEG049.jpg)
- Potrzebowałem więcej czasu, aby nauczyć się, jak być dobrym ojcem, ponieważ przez lata nie miałem wzorca, z którego mogłem czerpać. Tak jak wspomniałem wcześniej, mój dziadek oddał nam bardzo wiele. Był bardzo ważną osobą w naszym życiu, ale nikt nie zastąpi ci taty.
- Wiem, że to nie jest łatwy temat, ale chciałbym cofnąć się trochę w czasie. Miałeś 11 lat, gdy w twojej rodzinie wydarzyła się ogromna tragedia - w wypadku samochodowym zginęli twój tata i wujek.
- To nie jest łatwy temat, ale opowiem o nim. Bez wątpienia była to najcięższa chwila w moim życiu. Miałem jedenaście lat. Moja młodsza siostra miała dziewięć lat, a najmłodsza dwa miesiące. To wszystko wydarzyło się w nocy. Był późny grudzień. Pogoda była bardzo trudna, drogi były pokryte lodem. Tata i wujek często grali w futsal. Tego dnia – tak jak to mieli w zwyczaju – mieli późnym wieczorem wrócić do domu. Tak się niestety nie stało. Obaj zginęli w wypadku samochodowym. Nie mogliśmy w to uwierzyć. To był ogromny cios dla całej mojej rodziny i moment, który ukształtował moje życie. Przez kolejne kilka lat najważniejszą osobą w domu został mój dziadek. To on w pewnym stopniu wcielił się w rolę ojca, opiekował się nami. Oczywiście, taty nie dało się zastąpić, ale dziadkowi – zarówno ja, jak i moja rodzina - zawdzięczamy bardzo dużo. Niestety, pod koniec 2024 roku, dziadek również opuścił ten świat razem z moją babcią. To wszystko wydarzyło się przed jednym z ligowych meczów. Myślę, że te sytuacje spowodowały, że w młodym wieku musiałem stać się znacznie bardziej wytrzymały, chociaż nie było to łatwe. Teraz chcę być jak najlepszym tatą dla moich synów. Oddałbym im całego siebie, żeby zawsze czuli, że jestem z nich dumny.
- Myślę, że zarówno twój tata, jak i twój dziadek są z Ciebie bardzo dumni.
- I to była jedna z najważniejszych rzeczy, które zawsze chciałem osiągnąć. Wierzę, że jest tak, jak mówisz. Mój tata sam grał w piłkę. Był utalentowanym zawodnikiem, ale ostatecznie nie podążył drogą piłkarza. Widziałem wiele jego meczów. On naprawdę miał duże umiejętności, grał na poziomie 3-4 ligi. Był ofensywnym pomocnikiem albo drugim napastnikiem. Często jeździłem z nim na treningi. Kochałem futbol. To była moja pasja. Ale chciałem być najlepszy również dla niego, aby był ze mnie dumny. Śmierć mojego taty wpłynęła również na moją przyszłość. Potrzebowałem więcej czasu, aby nauczyć się, jak być dobrym ojcem, ponieważ przez lata nie miałem wzorca, z którego mogłem czerpać. Tak jak wspomniałem wcześniej, mój dziadek oddał nam bardzo wiele. Był bardzo ważną osobą w naszym życiu, ale nikt nie zastąpi ci taty. Teraz uczę się tego wszystkiego tak naprawdę od nowa. Dostaję ogromne wsparcie i pomoc od mojej żony, której bardzo za to dziękuję. Czasami traktuję moich synów bardziej jako przyjaciół, a nie jak ojciec swoje dzieci. Cieszę się, że mam tak wspaniałe dzieci i żonę, którzy zawsze są przy mnie. Tak jak wspomniałeś – ten temat jest bardzo trudny. Często o nim myślę, wspominam i szybko się wzruszam. Nie jest łatwo, ale muszę być silny – dla moich dzieci, żony i dla najbliższych.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1773446078_LMT_6518.jpg)
- Gdy opowiedzieli mi (Miroslav Radović i Filip Mladenović) jakim klubem jest Legia, to czułem, że muszę podpisać z nią kontrakt. Dodatkowo usłyszałem o tradycjach serbskich piłkarzy w tym klubie. Wiedziałem, że kilku moich rodaków napisało tutaj swoje historie i ja chciałem być kolejny.
- Podzieliłeś się z nami tą trudną historią. Ty i twoja rodzina żyjecie w Polsce już blisko trzy lata. Jakie widzisz podobieństwa w zachowaniach Polaków porównując nasz naród do Serbii?
- Z mojego punktu widzenia uważam, że Polacy i Serbowie są naprawdę podobni. Być może jako naród jesteście trochę bardziej zdystansowani, ale to nie są duże różnice w stosunku do tego, co dzieje się w Serbii. Tak naprawdę jedyna większa różnica między tymi krajami to wiara. Nawet język mamy podobny.
- A propos języka - ty język polski znasz naprawdę nieźle.
- Rozumiem bardzo dużo z języka polskiego. Trener Marek Papszun rozmawia z nami po polsku. Jeżeli mam być szczery, to nie potrzebuję żadnego tłumaczenia.
- A co najbardziej podoba Ci się w Warszawie?
- Nie spodziewałem się, że to miasto aż tak mnie zachwyci. Oczywiście wiedziałem, że Warszawa jest stolicą Polski. Przed podpisaniem kontraktu z Legią, gdy szukałem informacji o klubie, rozmawiałem z Radosławem Mozyrko. Spotkałem się razem z nim i ówczesnym trenerem Kostą Runjaiciem w Serbii. Dzięki nim, a także dzięki Jackowi Zielińskiemu, podpisałem kontrakt z Legią. Bardzo im dziękuję. Wracając do tematu Warszawy - obejrzałem wideo pokazujące miasto, Legia Training Center, najważniejsze zabytki, ale też mecze z udziałem Legii. Byłem tym wszystkim pozytywnie zaskoczony. Pomyślałem jednak w tamtym momencie: "okej, pokazują mi wszystko co najlepsze, żebym podpisał kontrakt". To wydawało się logiczne. Mieszkałem w Belgradzie, który uważałem za bardzo ładne miasto. Grałem dla klubu, który był bliski mojego serca. Ostatecznie podpisałem jedna kontrakt z Legią, przyjechałem do Warszawy. Poznałem dobrze to miasto i stwierdziłem, że jest ładniejsze niż Belgrad. Pogoda jest tutaj dobra, wszystko inne jest naprawdę rewelacyjne. To idealne miasto do życia razem z rodziną. Bardzo czyste, bardzo bezpieczne, posiadające dużo zieleni, świeże powietrze. Ja i moja rodzina czujemy się tutaj bardzo bezpiecznie. Dwóch moich synów w wieku 5 i 7 lat może bez problemu wyjść na dwór i jesteśmy pewni, że nic im nie grozi. To zarówno dla mnie, jak i mojej żony bardzo ważne. Uwielbiamy spędzać czas na świeżym powietrzu. Lubimy jeździć i spacerować w okolicach centrum Warszawy. Często przechadzamy się ulicą Mokotowską. Naprawdę wszyscy doceniamy to, w jakim mieście żyjemy.
- Ile prawdy jest w tym, że przed transferem do Legii rozmawiałeś z Miroslavem Radoviciem?
- Miro Radović i Filip Mladenović ostatecznie sprawili, że trafiłem do Warszawy. To oni opowiadali mi o Legii w samych superlatywach. Okej, trener Kosta Runjaić mówił o klubie, o tym, że chce ze mną pracować. Ale wiesz jak jest. Na koniec najważniejsze dla Ciebie są informacje z wewnątrz szatni. Gdy opowiedzieli mi, jakim klubem jest Legia, to czułem, że muszę podpisać z nią kontrakt. Dodatkowo usłyszałem o tradycjach serbskich piłkarzy w tym klubie. Wiedziałem, że kilku moich rodaków napisało tutaj swoje historie i ja chciałem być kolejny.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1773018268_LEGCRA034.jpg)
- Musisz mieć silny mental, aby przygotować się pod każdy mecz. To nie jest oklepane hasło, że gra w Legii jest czymś innym. Tak jest w przypadku największych klubów w kraju i tak jest w przypadku Legii. Wydaje mi się, że mój charakter właśnie taki jest. Przez całą swoją karierę grałem w dużych klubach. Presja mnie napędza i sprawia, że chcę być jeszcze lepszy.
- Zgodzisz się ze stwierdzeniem, że charakter Radovana Pankova pasuje do tożsamości i charakteru Legii Warszawa?
- Myślę, że tak. Są piłkarze, którzy grają w wielkich klubach, są do tego dobrze przystosowani. Są też tacy, którzy występują w mniejszych drużynach. Najważniejsza w tym wszystkim jest mentalność. Jakość piłkarska to bardzo ważna część futbolu, ale bez odpowiedniego nastawienia, radzenia sobie pod presją w tak dużych klubach, sama jakość nie wystarczy. Musisz mieć silny mental, aby przygotować się pod każdy mecz. To nie jest tylko oklepane hasło - gra w Legii naprawdę oznacza coś innego. Dotyczy to największych klubów w kraju i tak samo jest w przypadku Legii. Wydaje mi się, że mam odpowiedni charakter do takich wyzwań. Przez całą karierę grałem w dużych klubach, więc jestem przyzwyczajony do presji. Ona mnie napędza i motywuje, żeby stawać się jeszcze lepszym.” Widziałem wielu świetnych piłkarzy w treningu - lewa, prawa noga, świetna technika, świetna gra głową. Potem przychodziła sobota lub niedziela, graliśmy mecz i oni jakby się wyłączali. Dlatego zawsze będę powtarzał, że nastawienie w futbolu jest bardzo ważne.
- Jakbyś dokończyła zdanie: „Legia jest wielka, dzięki…”.
- Dzięki swoim kibicom.
- Jak opisałbyś fanów Legii?
- Są niesamowici. Wiemy, że przed przyjściem trenera Papszuna relacje z kibicami nie były łatwe. Nie ma co się jednak dziwić, że fani byli wściekli i przejmowali się naszymi wynikami. Czuliśmy presję, ale w takim klubie musisz sobie z nią poradzić. Bardzo cenię jednak to, jak oddani są kibice Legii. Szczególnie doceniam mecze wyjazdowe. Setki, tysiące ludzi poświęcają praktycznie cały dzień, wiele pieniędzy, aby jeździć za nami i dopingować do ostatnich sekund. Gdy widzę naszych kibiców na trybunach stadionu naszych rywali, dostaję dodatkowej motywacji. Pamiętam szczególnie mecz w Celje. Daleki wyjazd, inny kraj, a za jedną z bramek zgromadziła się cała ściana naszych fanów. To było niesamowite.
- Pewnego dnia przydarzył mi się jednak jeden bardzo bolesny moment w karierze. Popełniłem dwa poważne błędy w jednym spotkaniu. To było pierwsze spotkanie dwumeczu o ćwierćfinał Ligi Europy UEFA z Milanem. Najpierw strzeliłem gola samobójczego, a następnie sprokurowałem rzut karny dla rywali. W pierwszym meczu zremisowaliśmy 2:2, a w drugim – w Mediolanie – 1:1. Do kolejnej rundy przeszedł jednak Milan, bo wtedy liczyła się jeszcze zasada goli na wyjeździe. Kibice zaczęli mocno mnie krytykować, ale nie to było w tym najgorsze. Był pewien obrońca grający ze mną, który lajkował negatywne i obrażające wpisy dotyczące mojej osoby. Zdobyłem tę informację i byłem wściekły.
- Ty jesteś gościem, który nie udziela wielu wywiadów. Nie korzystasz też z social mediów. Gdy już zabierasz głos, robisz to bardzo konkretnie. Skąd pomysł na akurat taki pozaboiskowy tryb życia?
- Nawet teraz mam wiele zapytań o wywiady ze strony serbskich, ale też polskich mediów. Myślę, że nie jest to konieczne. Jest wiele innych rzeczy, o których mogę rozmawiać – nie tylko futbol. O co najczęściej pytają mnie dziennikarze? O to, jak oceniłbym ten sezon. Przecież wszyscy widzą, jak te rozgrywki wyglądają. Jeżeli tylko dostanę zaproszenia na rozmowę, wywiad, czy innego rodzaju aktywność, w której będę mógł porozmawiać o czymś innym niż tylko piłka, to chętnie się pojawię. Jeśli chodzi o social media, to oczywiście miałem je i prowadziłem swoje konta. Pewnego dnia przydarzył mi się jednak bardzo bolesny moment w karierze. Popełniłem dwa poważne błędy w jednym meczu. To było pierwsze spotkanie dwumeczu o ćwierćfinał Ligi Europy UEFA z Milanem. Najpierw strzeliłem gola samobójczego, a następnie sprokurowałem rzut karny dla rywali. W pierwszym meczu zremisowaliśmy 2:2, a w drugim – w Mediolanie – 1:1. Do kolejnej rundy przeszedł jednak Milan, bo wtedy liczyła się jeszcze zasada goli na wyjeździe. Kibice zaczęli mocno mnie krytykować, ale nie to było w tym najgorsze. Był pewien obrońca grający ze mną, który lajkował negatywne i obrażające wpisy dotyczące mojej osoby. Zdobyłem tę informację i byłem wściekły. Rozmawiałem o tym z trenerem, bo chciałem wyjaśnić sytuację. Co ciekawe, w tamtym czasie ten zawodnik prawie nie grał. Był o wiele gorszy ode mnie. Trener powiedział mi wówczas, że być może najlepszym rozwiązaniem dla mojej głowy, aby nie myśleć o tym wszystkim, będzie wylogowanie się z tego internetowego życia. Ostatecznie posłuchałem go i usunąłem te social media. Miałem jeszcze jeden moment, w którym na chwile je przywróciłem. W pewnym momencie pomyślałem sobie jednak: „czy naprawdę jest mi to potrzebne? Nie jestem Messim czy Ronaldo, żeby każdy mnie znał”. Nie chciałem tracić 3-4 godzin dziennie na oglądaniu niepotrzebnych treści. Wolałem spędzać ten czas inaczej, produktywnie.
- Największy talent w Legii, z którym miałeś okazję trenować lub grać.
- Dwóch najbardziej utalentowanych piłkarzy, jakich spotkałem w Legii, to Jan Leszczyński i Pascal Mozie. Janek ma mentalność i charakter. On w przyszłości może być naprawdę świetnym środkowym obrońcą. Już teraz pokazuje to w treningach i jestem pewny, że stopniowo będzie dostawał coraz więcej szans. To świetny chłopak i mocno trzymam za niego kciuki. Pascal Mozie jest innym przykładem piłkarza. To zawodnik o kapitalnej technice użytkowej, bardzo dużych umiejętnościach. Jest typem introwertyka, a w piłce nożnej nie jest to do końca pożądana cecha. Nie zmienia to faktu, że piłkarsko jest bardzo uzdolniony.
/777cab38-18b4-4ae2-a11e-6a134a8542ab/1773446088_LMT_6493.jpg)
- Teraz jedziemy do Poznania na mecz z Lechem. Zrobimy wszystko, aby wygrać. Kolejne spotkanie to mecz u siebie z Widzewem, w którym musimy zdobyć trzy punkty. Na boisku musimy walczyć o każdy metr, o każdą piłkę. A ile to przyniesie punktów? Zobaczymy. Liga jest specyficzna. Każdy może wygrać z każdym, różnice są niewielkie, w tabeli jest ścisk.
- Jaka jest Legia trenera Marka Papszuna?
- To jest styl gry podobny do Atletico Madryt Diego Simeone. Każdy z nas wie dokładnie, w którym momencie i w jakim miejscu ma znajdować się na boisku. Zasady są surowe, ale takie same dla wszystkich. Mi to odpowiada. Trener może wprowadzić naprawdę duże zmiany, ale wiele klubowych struktur musi za nim podążyć – za jego wymaganiami i prośbami. To jest człowiek, który wie, jak zdobywać trofea. Czuję z boiska, że wiele drużyn ma ogromny problem grając przeciwko Legii. Zwłaszcza z piłką przy nodze, bo często te drużyny nie są w stanie wykreować sobie praktycznie żadnych sytuacji. Czuję, że kontrolujemy mecze nawet bez posiadania piłki, a w futbolu to bardzo ważne. Uważam, że przed nami jeszcze dużo pracy, ale jesteśmy na właściwej drodze. Przed przyjściem do klubu myślałem, że trener Papszun jest zupełnie inny. Spodziewałem się trenera bardzo żywiołowego, który dużo krzyczy. Okazało się, że to bardzo spokojny człowiek. Jego aura daje piłkarzowi pewność siebie. Mamy bardzo dobre relacje. Odbyliśmy jedną dłuższą rozmowę na samym początku, gdy trener przyszedł do Legii. Powiedział mi wprost, czego ode mnie oczekuje. Zawsze był i jest wobec mnie szczery. Jestem szczęśliwy, że mogę pracować z trenerem Papszunem.
- Przed nami pięć ostatnich spotkań. Bardzo ważnych spotkań.
- Nie chcę obiecywać, że zdobędziemy piętnaście punktów w tych ostatnich meczach. Za nami bardzo słaby sezon, trzeba to powiedzieć uczciwie. Uważam, że gdybyśmy mieli teraz 3-4 punkty więcej, moglibyśmy rozmawiać o potencjalnej walce o puchary. W naszej sytuacji jednak najważniejsze jest kontynuowanie serii i dokładanie kolejnych zwycięstw. Nic więcej. Nie możemy przegrywać meczów. Nie przegraliśmy żadnego z ostatnich dziesięciu spotkań. Okej, wygraliśmy tylko cztery z nich, ale w naszej sytuacji gromadzenie punktów, nawet tych po remisach, jest szalenie istotne. Zobacz, co działo się kilka miesięcy temu, gdy nie byliśmy w stanie wygrać z nikim. Teraz jedziemy do Poznania na mecz z Lechem. Zrobimy wszystko, aby wygrać. Kolejne spotkanie to mecz u siebie z Widzewem, w którym musimy zdobyć trzy punkty. Na boisku musimy walczyć o każdy metr, o każdą piłkę. A ile to przyniesie punktów? Zobaczymy. Liga jest specyficzna. Każdy może wygrać z każdym, różnice są niewielkie, w tabeli jest ścisk.
- Czego mogę ci życzyć na koniec wywiadu?
- Zdrowia dla mnie i dla mojej rodziny. Niczego więcej!
Autor
Mateusz Okraszewski





