Legia logo
Piłka nożna4 min czytania

Panel Ekspertów: Rywal wcale nie taki mocny – Abbaszade i Szulczyk o meczu Legii z Karabachem

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Przed najważniejszym spotkaniem w trwającym sezonie, postanowiliśmy oddać głos ekspertom od azerskiej piłki. O wrażenia na temat wieczornego meczu spytaliśmy Gunduza Abbaszade, azerskiego komentatora sportowego oraz Zbigniewa Szulczyka – kibica Legii dysponującego ogromną wiedzą na temat futbolu za wschodnią granicą.

Gunduz Abbaszade, azerski komentator sportowy: 

 

- Szansę obu drużyn oceniam po równo. Legia to bardzo dobra drużyna, największy klub w Polsce, podobnie zresztą jak Karabach w Azerbejdżanie. Przez ostatnie sześć lat osiągają imponujące rezultaty i gromadzą punkty w rankingach dla całej azerskiej piłki. W tym roku jednak nie są aż tak groźni, głównie przez pandemię, bo nasza liga została przedwcześnie zakończona i od miesięcy klub gra tylko mecze towarzyskie. Karabach ma szanse jeśli jutro zagrają Jaime, Abdellah Zubir i Mahir Emreli. Jeśli nie, może być mu bardzo ciężko osiągnąć satysfakcjonujący rezultat. Mam wrażenie, że zespół jeszcze rozpamiętuje porażkę z Molde, kiedy odpadł po rzutach karnych. Na pewno na postawę piłkarzy rzutuje też sytuacja w kraju – naprawdę bardzo trudno jest o tym nie myśleć. 

 

- Karabach bez wątpienia chce wygrać – sześć lat z rzędu grał w fazie grupowej europejskich pucharów, to zdecydowanie najlepszy w Azerbejdżanie zespół jeżeli chodzi o osiągane tam rezultaty - w kraju również są numerem jeden. Oglądałem jednak mecz Legii z Dritą i uważam, że ten zespół ma bardzo dużo jakości. Świetne wrażenie zrobili na mnie Mladenović, Pekhart, Jędrzejczyk i oczywiście Artur Boruc – przy nim akurat nic już nie trzeba dodawać. To legenda polskiej piłki, bardzo go szanuję i pamiętam, że kibicowałem mu w czasach, gdy grał w Celtiku i reprezentacji Polski. Legia dla Karabachu będzie więc bardzo trudnym przeciwnikiem.

Zbigniew Szulczyk, kibic Legii Warszawa, pasjonat wschodniej piłki: 

 

- Sukcesem Karabachu i całego Azerbejdżanu jest to, że dzięki marce klubu w mediach konflikt o Górski Karabach przedstawiony jest jako odzyskiwanie należnych państwu ziem. W rzeczywistości teren jest jednak zamieszkany przez Ormian i porównałbym to do tego, co miało miejsce w krajach byłej Jugosławii w latach 90. Konflikt ciągnie się od wieków i tylko w czasach ZSRR panował tam względny spokój. Górski Karabach po I wojnie światowej przyznano Azerbejdżanowi, natomiast etnicznie jest on ormiański. Wokół Agdam w czasie wojny o Karabach znajdowały się azerskie bazy, więc gdy Armenia uzyskała chwilową przewagę, zrównała miasto z ziemią. Obecnie jest ono opuszczone, stąd Karabach swoją siedzibę ma w Baku. Tam zresztą przenieśli się też wszyscy mieszkańcy miasta. 
 

- Nie sądzę jednak, by konflikt aż tak mocno wpłynął na zespół. W drużynie jest sporo obcokrajowców, których ten problem nie dotyczy, poza tym myślę, że w trakcie meczu piłkarze mimo wszystko będą skupiać się wyłącznie na nim. Nie mam jednak wątpliwości co do tego, że klub jest mocno wykorzystywany politycznie, nawet obcokrajowcy nauczyli się wypowiadać o tym, że Górski Karabach należy do Azerbejdżanu. Propagandy jest tam naprawdę sporo, a ludzie giną po obu stronach, nikt do końca nie ma racji. Gdzieś czytałem fajne porównanie, że ten teren jest jak walizka bez rączki – trudno chwycić, ale szkoda zrezygnować z zawartości. 
 

- Dużą rolę gra w tym wszystkim trener Gurban Gurbanov. Trenerem Karabachu jest od 12 lat, oprócz tego to legenda tamtejszej piłki. W tym roku wydał z własnej pensji około 20 tysięcy dolarów na walkę z koronawirusem i dla całego narodu jest bohaterem. Opublikowano nawet jego specjalną biografię dla dzieci, w której przedstawiono go jako superbohatera. 
 

- Drużyna najlepsze czasy ma jednak za sobą. Odeszło kilku dobrych piłkarzy, którzy stanowili o sile zespołu. Po Lidze Mistrzów pozbyto się około 10 zawodników i choć tamten sezon Karabach grał w Lidze Europy, to już – jak wiemy – nie dostał za nią takich pieniędzy by utrzymać kosztowną kadrę. W tym roku słabszy jest skład i ławka – na liście mają zaledwie 23 piłkarzy. Plagą są też kontuzje i część z nich w ogóle nie ma szansy zagrać, a w kilku przypadkach ewentualny występ jest zagrożony. Dotyczy to także Mahira Emrelego, który – co ciekawe – w ogóle może już nie założyć koszulki Karabachu. Jest niezwykle podatny na urazy i od dłuższego czasu klub szuka w jego miejsce alternatywy. W tej chwili Azerowie mają ogromny problem z napadem – obecnie w składzie nie ma ani jednego zdrowego napastnika. To również pokłosie zmniejszonych wpływów do budżetu. Z tego co czytałem od początku nie zagra trzech bardzo ważnych zawodników – Jaime, Zubir i Emreli, choć dwóch pierwszych ma szanse na wejście z ławki, Emreli zaś najprawdopodobniej będzie poza kadrą. 
 

- Moim zdaniem najlepszym zawodnikiem zespołu jest Filip Ozobić, rozgrywający, który zresztą w ostatniej kolejce znalazł się w najlepszej jedenastce ligi. Legia nie może dać mu pograć, bo to piłkarz dysponujący naprawdę dużą jakością. Oprócz niego zwróciłbym baczną uwagę na Owusu – wieczorem z uwagi na braki kadrowe najprawdopodobniej zagra na szpicy, ale to tak naprawdę skrzydłowy. 
 

- Bukmacherzy wysoko oceniają szanse Legii i sądzę, że nie przesadzają. Wojskowi są faworytem i myślę, że będą bardzo niewygodnym przeciwnikiem dla klubu z Agdam. W lidze azerskiej piłkarze mają zdecydowanie więcej miejsca, tutaj Legia im na to nie pozwoli. Mam nadzieję, że legioniści zagrają odważnym pressingiem, zaatakują i to pozwoli wybić gości z rytmu. Karabach ma bowiem poważne braki w ofensywie, a w momencie gdy gospodarze odetną Owusu i Ozobicia, wówczas powinno być naprawdę dobrze. Goście pewnie zaparkują autobus i będą czekać na swoją szansę z kontry. Jeżeli Legia się przed tym ustrzeże, powinna zameldować się w fazie grupowej.

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie