
Jakie są szansę na to, że Legia Warszawa zdobędzie mistrzostwo na dwie kolejki przed końcem sezonu? Eksperci zabrali głos.
Czy Legia zapewni sobie mistrzostwo już w tę sobotę? A może Wojskowi będą musieli drżeć o tytuł do samego końca i co stałoby się w przypadku takiego scenariusza? Na te pytania odpowie trójka naszych ekspertów – Olaf Lubaszenko, Tomasz Sokołowski i Dariusz Szpakowski.
Olaf Lubaszenko (aktor, reżyser i producent):
- Czasu nie ma na tyle dużo, żeby być do końca spokojnym, ale nie ma także powodów żeby gwałtownie bić na alarm. W Legii są ludzie, którzy doskonale zdają sobie sprawę z aktualnej sytuacji i jestem pewien, że znajdą właściwe metody, by wszystko znów zaczęło iść dobrze. Przez „dobrze” rozumiem zapewnienie sobie tytułu wcześniej niż w ostatniej kolejce ligi. Aktualne problemy zespołu nie wynikają z błędów trenera czy zawodników, a raczej nieszczęśliwego splotu okoliczności. Wypadło z gry wielu istotnych graczy, a wśród nich największy motor napędowy drużyny Marko Vesović i Wojskowi stracili przez to wiele na jakości. To był taki efekt domina – ucierpiała nie tylko prawa strona, ale także pozostałe elementy gry i sprawdzone schematy. To pewna ironia losu, że często wypadają gracze będący w swojej najlepszej dyspozycji.
- Siłą Legii w ostatnich miesiącach była przede wszystkim zespołowość. O wyniku nie będą decydować chęci jednego zawodnika. Na chcącego wziąć odpowiedzialność za wynik wygląda Gvilia, ale w ostatnich meczach zagrał trochę poniżej swojego poziomu. Do gry pali się także Luquinhas, jednak pewne rzeczy przestały mu wychodzić tak dobrze jak kiedyś. Od brania na siebie ciężaru nie ucieka także Karbownik, lecz to wciąż młody zawodnik... Tutaj jako całość musi zacząć funkcjonować przede wszystkim drużyna.
- Czy drżę o wynik? Paradoksalnie w futbolu zawsze trzeba o niego drżeć, a zarazem nigdy nie wolno. To sport, w który każdy plan może runąć w pierwszej minucie. Jestem jednak przekonany, że zespół nie zatracił tego, co było w nim najlepsze – przede wszystkim wiary we własne umiejętności. Na pewno nad zachowaniem tego poczucia cały czas pracuje teraz sztab, bo jeśli jest wiara, to są i pewność i spokój. Tak naprawdę nikt nie wie co może wydarzyć się w sobotę – możliwy jest zupełnie odwrotny scenariusz do tego z Krakowa, możliwy jest również niezwykle zacięty i wyrównany mecz.
- Futbol jest tak piękny właśnie dlatego, że może wydarzyć się w nim absolutnie wszystko. Na pytanie czy postawiłbym na Legię pieniądze odpowiadam: nie. Bynajmniej nie dlatego, że zwątpiłem w drużynę. Hazard to po prostu dodawanie emocji do oglądania meczów, a w sobotę będzie ich tak dużo, że już niczego nie trzeba sobie dodawać. Będę całym sercem kibicował Wojskowym, tak jak zresztą robię to zawsze – nie jestem „kibicem sukcesu”. Bardzo wierzę w zapewnienie sobie mistrzostwa już w najbliższym spotkaniu.
Tomasz Sokołowski I (były piłkarz Legii Warszawa):
- Piłka jest na tyle nieprzewidywalna, że dopóki nie zapadną ostateczne rozstrzygnięcia, nie można być niczego pewnym. Dwa remisy i dwie porażki nie napawają co prawda optymizmem, ale Legii do mistrzostwa potrzeba zdobycia jednego punktu w trzech spotkaniach. Czasem tak bywa, że kiedy jesteś tuż przed metą, wówczas najtrudniej jest postawić ten ostatni krok i być może zawodnicy czują także tego rodzaju niepokój. Ale z drugiej strony kiedy już drużyna postawi kropkę nad „i”, to być może nawet punkt zdobyty w meczu z Cracovią będzie w stanie napędzić zespół w końcówce rozgrywek. Gdyby drużyna wygrała najbliższe spotkania, idę o zakład, że ostatnie niepowodzenia błyskawicznie pójdą w niepamięć.
- Nie ma też co zżymać się na gorszą formę, bo kiedy Legia grała tak, że ręce same składały się do oklasków, zespół był w pełnym składzie osobowym. I to nie tylko przed pandemią, bo nawet po wznowieniu rozgrywek chociażby w meczu z Arką Gdynia widać było znakomitą dyspozycję zawodników. Teraz najważniejsze ogniwa wypadły i zmiennicy nie bardzo potrafią ich zastąpić. Widać ile kontuzjowani gracze znaczą dla oblicza drużyny.
- W sobotę Legia przede wszystkim nie może przespać pierwszych minut. Cracovia przyjedzie na Łazienkowską podbudowana ostatnim meczem, będzie czuć się bardzo pewnie i zaryzykowałbym stwierdzenie, że to ona jest obecnie w lepszej sytuacji. Z drugiej strony „Pasy” pokazują ile może się zmienić w mgnieniu oka. Drużyna trenera Probierza wygrała z Lechią, pokonała Legię i nikt już nie pamięta o jej problemach w rundzie zasadniczej, czy sytuacji dotyczącej kontraktu Janusza Gola. Trzeba jednak mieć na uwadze, że mecz toczyć się będzie przy Łazienkowskiej, a tu wszystko zależy od postawy Legii. Cracovia jeszcze nie zagwarantowała sobie gry w pucharach i żeby to zrobić, będzie walczyła o komplet punktów. Finał Pucharu Polski goście potraktują zapewne jako deser, bo drużyna poczuje się przed nim znacznie pewnie, gdy już rozgrywkami ligowymi zagwarantuje sobie udział w eliminacjach do Ligi Europy UEFA.
- Osłabienia Legii spowodują, że zespół pewnie nie rzuci się na rywali od początku. Wciąż ma jednak spory potencjał kadrowy i zapewne zechce trochę przytrzymać piłkę, spokojnie wypracować sobie przewagę, rozważnie konstruować ataki. Siłą Wojskowych mogą być też stałe fragmenty. Z gry ostatnio idzie drużynie średnio, bo strzeliła z niej zaledwie dwa gole w czterech meczach. Przy rzutach wolnych i rożnych kluczową rolę mogą odegrać tacy piłkarze jak Jędrzejczyk, Lewczuk i Wieteska. Nie wolno jednak zapominać, że Legia to wciąż najskuteczniejsza ofensywa w lidze. Problemy w drużynie oczywiście są i biorąc na nie poprawkę, obstawiam 1:0 dla Legii.
Dariusz Szpakowski (komentator sportowy):
- Na pytanie „Gdzie jest ta Legia”, musi odpowiedzieć przede wszystkim sztab zajmujący się przygotowaniem fizycznym. Trenerowi Vukoviciowi posypał się skład. Najpierw odpadł Kante, za moment Vesović, Sanogo zagrał jeden dobry mecz, po którym wypisał się z gry na pół roku. Remy jeszcze się nie wyleczył, Novikovas również wciąż jest kontuzjowany, a do tego dołączył uraz Antolicia. Z kolei zdrowi zawodnicy są nadmiernie eksploatowani, bo trener nie ma możliwości rotowania składem, którą w obecnej sytuacji na pewno by wykorzystał. Wydaje się, że zdobyć jeden punkt w trzech meczach jest rzeczą łatwą, ale w rzeczywistości może być o to bardzo trudno. Przyjeżdża bowiem naładowana wtorkowym zwycięstwem Cracovia, a do faktu kontuzji w Legii trzeba dodać, że nie ma już Majeckiego i w bramce stanie młody Muzyk, który ciągle się uczy i – co normalne – popełnia błędy.
- „Pasy” walczą o podium, są podbudowane awansem, a Legia jest na musiku. Najlepiej byłoby dla niej, aby pozostały punkt zdobyć teraz, bo w tym momencie wśród kibiców spotkałoby się to z bardzo dobrym odbiorem – dużo lepiej wygrać tytuł na własnym stadionie, niż liczyć na potknięcie któregoś z rywali. Jeżeli Legia chce ten tytuł załatwić, to musi załatwić go teraz. Pytanie tylko jak? Zespół winien znieść się na wyżyny zaangażowania, koncentracji i – przede wszystkim – gry obronnej. To właśnie ona będzie kluczowa do sukcesu, bo przecież Wojskowym wystarczy remis. Drużyna to mistrzostwo dowiezie, pytanie tylko co dalej, ponieważ za moment zaczynamy eliminacje do pucharów, o których rozstrzygać będzie jeden mecz. Myślę, że w sobotę otrzymamy odpowiedzi na parę ważnych pytań.
- Cracovia mimo gry przy Łazienkowskiej będzie chciała grać swoje. Podbudował ją nie tylko awans do finału, ale też te trzy zwycięstwa z rzędu, w tym wygrana 3:0 w Gdańsku. Legia nie wygrała od czterech spotkań, jednak nawet przy okazji remisu z Piastem pokazała, że jest drużyną, która potrafi walczyć. U siebie Wojskowym zawsze rosną skrzydła, nieprzypadkowo o warszawskich trybunach mówi się, że często bywają dwunastym zawodnikiem. Jeżeli Legia przegra z „Pasami”, to w każdym kolejnym meczu będzie jej coraz trudniej. Drużynę czeka wyjazd do Gdańska i gdyby tam również powinęła się jej noga, to za tydzień, przeciwko Pogoni, presja byłaby już gigantyczna.
- Główny problem Legii jest prozaiczny – nie ma komu strzelać bramek. Pekhart musi dostać piłkę do nogi, albo do dobrej główki, żeby mógł cokolwiek zrobić. Gvilii nie układało się w ostatnich meczach, ale z kolei pozytywem jest Luquinhas, który w Krakowie i tak wyglądał dużo lepiej niż w Poznaniu. Może w końcu błyśnie Paweł Wszołek, ale to tylko gdybanie – kluczem jest solidna gra obronna. Z tym też Legia ma problem – Karbownik ostatnio prezentuje się słabo, błędy popełniał Paweł Stolarski, nie uniknął ich także Wojciech Muzyk, czy duet stoperów. Piłkarze muszą sobie teraz powiedzieć: „Panowie, załatwiamy to dzisiaj i mamy czyste głowy”. Szanse w tym meczu są równe, ale myślę, że delikatnie na korzyść Legii przemawia atut własnego boiska i kibiców, którzy wspierać będą ją z wysokości trybun.