Legia logo
News2 min read

Wspomnienia Kazimierza Górskiego (cz. 18)

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

W marcu tego roku przypada 100. rocznica urodzin Kazimierza Górskiego. Z tej okazji prezentujemy wspomnienia Trenera Tysiąclecia, które ukazały się ponad 20 lat temu na łamach tygodnika „Nasza Legia”. Pana Kazimierza wysłuchał wówczas dziennikarz NL, a obecnie kustosz Muzeum Legii, Wiktor Bołba. Zapraszamy na osiemnasty odcinek naszego cyklu.

Medalowy zgrzyt
Po zwycięstwie w finałowym meczu nastąpił uroczysty moment dekoracji. Złote medale wręczył nam sam przewodniczący MKOI - A. Brundge i tu zaczęły się zgrzyty, ponieważ medali było tylko 16, więc nie wszyscy z naszej ekipy je otrzymali. Między innymi ja. Dopiero po przylocie do Polski dostałem medal, ale nie oryginalny, a zrobiony przez grawera w kraju.

Natomiast najwięcej pretensji o medal miał do mnie Ryszard Szymczak. A wyglądało to tak, że gospodarze Igrzysk wygrawerowali na medalach nazwiska uczestników meczu finałowego, łącznie z rezerwowymi. Jako że Antoni Szymanowski był kontuzjowany, nie było go w protokole i nie było jego nazwiska na żadnym z medali. Antek grał we wszystkich meczach oprócz tego jednego, w którym także byłby pewniakiem, ale nie mógł zagrać z powodu kontuzji. Poleciłem rezerwowemu Szymczakowi, by medal ze swoim nazwiskiem oddał Antkowi, ponieważ według mnie jemu bardziej się on należał. Zresztą Szymczak otrzymał później w kraju medal taki sam jak ja. Ten medal nas poróżnił. Zawodnik miał do mnie żal, choć uważam, że postąpiłem słusznie.

Powitanie
Nigdy jeszcze nie widziałem takich tłumów na lotnisku Okęcie, które nie mogło pomieścić wszystkich chętnych, którzy chcieli nas powitać i pogratulować sukcesu. W ogóle po powrocie z Monachium moje życie nabrało takiego rozpędu, że żyłem jak w transie. Niezliczona ilość spotkań, tych oficjalnych i tych bardziej kameralnych. W imieniu całego społeczeństwa za wyniki osiągnięte na Igrzyskach dziękował sam Edward Gierek. Przyznam, że choć już wiele przeżyłem, to miałem ogromną tremę podczas tego spotkania. Zostaliśmy odznaczeni wysokimi odznaczeniami państwowymi, przyznanymi nam przez Radę Państwa. Przyjemnie i miło upływał czas na różnych spotkaniach, ale ja myślami byłem już na następnych imprezach i snułem plany, jak najlepiej przygotować drużynę, bo przed nami były już...

Eliminacje mistrzostw świata...
...z którymi od samego początku miałem mnóstwo kłopotów. Najpierw zabrakło piłkarzy Górnika i Ruchu, którzy wybrali się do Ameryki Południowej, a tam organizujący tę imprezę menedżer nie zadbał praktycznie o nic. Nie dość, że chłopcy byli zupełnie bez formy, to zaczęły się jakieś kwasy, podziały na niezbyt sympatyzujące ze sobą grupy. Nie było najlepiej, jednak sprawiałem cały czas wrażenie, że nic się nie dzieje. Można powiedzieć, że robiłem dobrą minę do złej gry.

Powrót Tomaszewskiego
Przed meczem z Walią w Cardiff postanowiłem „odkurzyć” Janka Tomaszewskiego. Wierzyłem w niego, wiedziałem, że drzemie w nim jakaś siła, trzeba było widzieć z jaką zapalczywością pracował na treningach. On chciał, on musiał być najlepszy! Pamiętam, kiedy przed meczem z Walią wezwałem Janka do siebie do pokoju i zapytałem: „Będziesz grał?” Odpowiedział bez wahania: „Jestem gotów”. I zagrał. Gdybym się chwilę zastanowił, do bramki wstawiłbym Szeję. W Cardiff zostaliśmy stłamszeni, przegraliśmy 0:2, a w Warszawie na lotnisku nikt nas już nie witał.

 

C.d.n.

Share

Related news

See all