Legia logo
News2 min read

Wspomnienia Kazimierza Górskiego (cz. 5)

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

W marcu tego roku przypada 100. rocznica urodzin Kazimierza Górskiego. Z tej okazji prezentujemy wspomnienia Trenera Tysiąclecia, które ukazały się ponad 20 lat temu na łamach tygodnika „Nasza Legia”. Pana Kazimierza wysłuchał wówczas dziennikarz NL, a obecnie kustosz Muzeum Legii, Wiktor Bołba. Zapraszamy na piąty odcinek naszego cyklu.

Legia, Polonia
Jako ciekawostkę dla dzisiejszych kibiców, którzy nie zawsze rozumieją ducha sportu podam fakt, że w owych czasach na stadionie Legii, na bocznym boisku, trenowała także drużyna Polonii. My ćwiczyliśmy dwa razy w tygodniu we wtorek i czwartek, a oni w środę i piątek. I pomimo naszej rywalizacji nikomu to nie przeszkadzało. Boisko Polonii na Konwiktorskiej było w gruzach, znajdowało się przecież w sąsiedztwie Starego Miasta, a jak wiemy tę część Warszawy Niemcy niszczyli ze szczególnym upodobaniem. 

 

Zachowanie się publiczności, która odwiedzała stadion w dość licznej grupie, była diametralnie inna od dzisiejszego. Kibice Legii dopingowali Legię, a kibice Polonii – Polonię i nie było wzajemnych wyzwisk, tak popularnych na dzisiejszych spotkaniach. Po meczu wszyscy razem opuszczali stadion, szli ulicą Myśliwiecką w górę i to wszystko odbywało się bez żadnych ekscesów. Kibice Polonii wywodzili się w przeważającej części jeszcze z tej starej przedwojennej Warszawy. Natomiast kibice Legii pochodzili przede wszystkim z rejonów Czerniakowa. 
 

W tych czasach, kiedy w Warszawie powstawały dopiero kina, teatry, mecz był naprawdę dużym wydarzeniem. Zarówno dla tych co grali, jak i tych, którzy zasiadali na trybunach. A nadmienię tylko, że nie płacono wtedy za mecze, grał ten kto chciał grać i lubił to. Tamte czasy cechowało przywiązanie do barw, ulicy, kolegów, przyjaciół.

Cywile
W 1949 roku szczęśliwie zażegnaliśmy widmo spadku z ekstraklasy. Co było przyczyną tak bardzo słabej naszej formy? Odpowiedź, dziś po latach, jest prosta - zbyt wielu z nas było już jedną nogą w cywilu. Bardziej niż grą zaprzątaliśmy sobie myśli co dalej, czy wracać w rodzinne strony, do dawnych klubów, czy skorzystać z innych propozycji. 

 

Muszę szczerze przyznać, że ja także z powodu braku mieszkania o mało nie zmieniłem barw klubowych przenosząc się do „Syreny”, klubu warszawskich tramwajarzy. „Syrena” gwarantowała dwupokojowe mieszkanie oraz pracę w Urzędzie Miejskim w nadzorze technicznym. Była to tak zwana „propozycja nie do odrzucenia”. Żona od razu została zamiłowanym kibicem „Syreny”, jednak ja zbyt mocno czułem się związany z Legią, postanowiłem porozmawiać z naszym opiekunem, panem Ziemianem. Powiedziałem o nęcącej ofercie „Syreny”.

Reakcja Legii była taka, że otrzymałem zastępcze mieszkanie na rogu ulic Czerniakowskiej i Łazienkowskiej, w miejscu gdzie dziś jest parking przy Torwarze. Moimi sąsiadami w tym nowym lokalu byli inni legioniści, m.in. trener Wacław Kuchar oraz piłkarze: Serafin, Skromny i (chyba) Oprych. Maria jakoś przebolała „Syrenę”, zadowolona była z nowego otoczenia, a nawet, co mi później wyznała, cieszyła się, że zostałem w Legii, ponieważ przyzwyczaiła się już do tego klubu i moich kolegów z drużyny.
Muszę przyznać, że moja żona była i jest kobietą pogodną, często w chwilach zwątpienia dodawała mi otuchy i tak pozostało do chwili obecnej.

 

C.d.n.

Share

Related news

See all